Przegląd Polski 16 lutego 2007
- Z pokolenia II Rzeczypospolitej - Janina Kumaniecka
- Nowojorska kronika (muzyka) - Roman Markowicz
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
Mechanik zmianowy
Wstał, gdy zapiał pierwszy kogut, czyli wstał, jak tu mówią, z pierwszym kurem. Postawił czajnik na palniku, rozpalił w piecu, zalał wrzątkiem kawę w szklankach wyprodukowanych w hucie, w której przepracował dwadzieścia parę lat na stanowisku mechanika zmianowego, ubrał się i wyszedł na pierwsze roraty, jako że teraz pełni funkcję kościelnego. Po dokładnym zamknięciu domostwa, w którym pozostawił śpiącą żonę, córkę, syna, synową i wnuczki bliźniaczki oraz przebudzonego już pianiem koguta i zapachem kawy piszącego niniejsze, otworzył komórkę, wyciągnął z niej holenderski rower i popedałował do nowego kościoła na wzgórzu.
Nikt w tym kościele nie wie, kim jest ten milczący kościelny, poza tym, że ma na imię Wojciech. Nikt też nie może się nawet domyślać, że poprzedniego wieczoru recytował domownikom obszerne ustępy Pana Tadeusza oraz swoje wiersze. Nikt też zapewne nie dopuszcza myśli, że ten szary, cichy pracownik jest znawcą twórczości Dostojewskiego, Tołstoja, Szołochowa i Sienkiewicza, że przeczytał całość klasyki światowej, i że jego pasją jest literatura z wysokiej półki. Że po powrocie z fabryki czytał małym jeszcze dzieciom bajki Andersena i Biblię, poezję Młodej Polski, a nawet fragmenty z Wigilii Stanisława Przybyszewskiego, a jak się już nauczyły same odmawiać paciorki liter, podsuwał im Biesy, Annę Kareninę, Chłopów, Cichy Don, Wojnę i pokój, Komu bije dzwon i co mu tylko wpadło w ręce wartościowego do przeczytania. Po kolacji siadali kołem przy odbiorniku Pionier do słuchowiska radiowego - ich ulubionej audycji.
W repertuarze tego kościelnego-mechanika zmianowego, a także kompresorowca, hydraulika i szkolnego stróża, znajdują się też pieśni legionowe i wiersze patriotyczne, ale tych nie nadużywa podczas recytacji, wychodząc z założenia, że prawdziwy patriotyzm nie ma nic wspólnego z czczymi deklaracjami, z klangorem polityków i wrzaskiem tłumu. Przez całe świadome życie uprawia ogródek pięknego słowa, zaszczepiając swym dzieciom i wnuczkom wrażliwość, pobudzając ich wyobraźnię, formując je, niczym płynne szkło w swojej hucie, w artystyczne kształty mieniące się w dorosłym życiu niczym karafka La Fontaine'a wszystkimi kolorami tęczy. Są to utalentowani ludzie o poetyckich duszach, z ciętym poczuciem humoru, typowym dla osób inteligentnych, z potencjałem tylko w znikomej części spożytkowanym przez społeczeństwo.
Ta rodzina nie jest wcale wyjątkiem w polskiej rzeczywistości. Takich rodzin jest wiele w każdej miejscowości. Ale tych ludzi rzadko pokazują media, nie mówi się o nich w szkołach ani z ambon. Praca organiczna, u podstaw społeczeństwa, w jego najmniejszych rodzinnych komórkach, nie jest niczym atrakcyjnym, błyskotliwym, wartym zachwytu. W mediach głośno o rodzinach patologicznych, o cichych dramatach prześladowanych kobiet, o zabójstwach dzieci, o biedzie i upokorzeniach samotnych matek. Dla komercyjnych mediów tacy rodzice jak Celina i Wojciech są po prostu dziwakami, i jeśli trafią na szpalty gazet, to jedynie z powodu swojego dziwactwa. No bo i jest się czemu dziwić. Częściej niż o cenach na targowicy rozmawia się w tym domu o Targowicy, posługując się obficie cytatami z literatury, czerpanymi z pamięci. A kogo dziś obchodzi literatura?
Poza tym pan Wojtek nigdy nie pretendował do żadnych elit, choćby tylko ducha. Pochodzi z podkarpackiej wsi, i choć przodkowie mogli być szlachtą zagrodową, on był, jest i pozostanie zwykłym robotnikiem. Dalej będzie mył i zamiatał kościelną posadzkę, cieszył się sukcesami parającej się piórem córki i martwił kłopotami syna, niemogącego znaleźć pracy, bo jest humanistą z krwi i kości, a tacy w naszych czasach mają przechlapane, jak mówi nowe, popularne słowo, nie znane bynajmniej z klasyki literatury ani z "Modlitwy Codziennej Ludu Bożego" - z której pan Wojtek recytował wczoraj Psalm 119. Zapamiętałem zdanie: "stałem się dla wielu przedmiotem podziwu"...
W rzeczy samej, ten skromny hydraulik zmianowy i kościelny w jednej osobie z zapadłej dziury na krańcach Polski godny jest podziwu, a gołąbki, jakie dzisiaj zrobił na obiad, godne są Trembeckiego... Dlatego hołd mu składam swym nieporadnym słowem. Trudno bowiem przebić jego recytacje Hymnu o miłości z Pierwszego listu do Koryntian świętego Pawła lub zdania, wypowiadane mimochodem, jak np.: "Wszechświat jest tajemniczy, ale mózg ludzki jeszcze bardziej. Niezbadany. Przyjmuje impulsy i wysyła energię, a energii nie da się zabić". Ten niezwykły człowiek nie pretenduje do miana głosiciela Ewangelii, by nie wspomnieć o apostołowaniu, choć głosi umiłowanie literatury i wiarę w jej zbawczą moc.
Jutro pan Wojciech znów wstanie z pierwszym kurem i pojedzie swym holenderskim rowerem do kościoła służyć Panu, a gdy wróci, będzie służył rodzinie i po prostu społeczeństwu, które o jego istnieniu nic nie wie i nawet się nie domyśla, jak wiele dobrego czyni ten skromny człowiek swoim prostym życiem.

