Przegląd Polski 2 lutego 2007

Kartki ze skażonej strefy

EWA BERBERYUSZ

23 stycznia w nocy zmarł Ryszard Kapuściński. Grom z jasnego nieba. Mój rówieśnik. Pamiętam, jak przed pół wiekiem imponował mi reportażami w Sztandarze Młodych, a potem zbiorkami takimi, jak np. Busz po polsku. Myślałam sobie wtedy, że do takiej doskonałości nigdy nawet się nie zbliżę. Chodzi o formę. Tak jak ongiś Beatlesi zmienili kierunek muzyki rozrywkowej, tak ten młodziutki chłopak - w warunkach arcytrudnych: komuny - przeistoczył istotę reportażu. Naśladowało go wielu, ale z miernym skutkiem.

Moim zdaniem szczyty osiągnął w Cesarzu: studium władzy totalitarnej, gdzie komizm miesza się ze zgrozą w tak swoisty sposób, że przy lekturze zamierałam, jak dawno temu, czytając Ferdydurke. Za Cesarza Ryszard Kapuściński powinien dostać Nobla.

Ostatnio niedomagał; zwykłe niedomagania wieku, taka była opinia. Nadal żył pełną parą. Jeździł, latał po kontynentach, bywał, chodził - spotykałam go przemierzającego samotnie ścieżki Skarpy Warszawskiej... Po niedawnych imieninach koleżanki rozwoził gości taksówką w najodleglejsze miejsca Warszawy. Był usłużny w sposób naturalny. Sprawdza mi się intuicja, że ludzie na starość stają się lepsi, niż byli. Nie to, że Rysiek był kiedykolwiek zły. Przeciwnie! Był uosobieniem życzliwości, nikogo nie pomijał. Każdego zauważał. Brat łata. Był przeciwieństwem kogoś, kto zdobywszy laury zadziera nosa.

Jakiś czas temu okazało się, że Rysiek jest wspaniałym mówcą. Mówił przeważnie o problemach globalizacji, ale tak, jak nikt inny. Temat poważny, ale jego się słuchało. Jeździł z odczytami po świecie; miał dwie sekretarki. Nie przesadzę mówiąc, że był najlepiej rozpoznawalnym pisarzem wśród Polaków.

***

"W najsłodszych snach nie przyszło mi do głowy - cieszy się poseł Karol Karski, szef warszawskiego PiS-u - że Hannie Gronkiewicz-Waltz grozi utrata mandatu".

Za co? Za drobne uchybienie. Co prawda o czasie złożyła własne oświadczenie majątkowe, ale spóźniła się z oświadczeniem męża. O dwa dni!

Zdaniem części prawników przepisy te nie są zgodne z konstytucją: "Kara musi być proporcjonalna do uchybienia" - tłumaczy były prezes Trybunału Konstytucyjnego Andrzej Zoll. Dwudniowe opóźnienie nie może być traktowane jako złośliwa opieszałość. Tym bardziej że jest tu rozziew między przepisami dla parlamentarzystów a samorządowców. Parlamentarzyści mogą się spóźniać, samorządowcy nie.

Zapowiada się wielomiesięczny spór polityczny. Premier już zdążył oświadczyć, że mandat do pełnienia urzędu prezydenta Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz utraciła z dniem upływu terminu złożenia oświadczenia majątkowego. Czyli - zdaniem premiera - powtórne wybory i powtórne horrendalne koszty, nie mówiąc o stracie czasu dla administracji fatalnie do tej pory zarządzanej stolicy.

Premierowi wtórował minister spraw wewnętrznych i administracji, czołowa postać PiS-u Ludwik Dorn, niezmiennie odpowiadając na wszelkie prawne, pragmatyczne czy wreszcie zdroworozsądkowe wątpliwości formułą: dura lex, sed lex. Trudno nie dopatrzyć się w tym stanowisku postawy, że skoro można przeciwnikowi politycznemu dokopać, to się dokopuje. Krótkowzroczna, moim zdaniem, filozofia właśnie z racji interesu PiS-u: po co im ta wojna z Platformą? (bo jest to pójście na nową wojnę). Czy nie lepiej byłoby dla nich po cichu, jak lis, podbierać niezadowoloną zwierzynę z zagrody Platformy Obywatelskiej?

Niedopatrzenia terminu dopuścił się powołany do tych spraw urzędnik; urzędnik z poprzedniego nadania! Zainteresowana nie podejrzewa go o celową robotę, ale o przyzwyczajenie z minionych lat. Przypadek Hanny Gronkiewicz-Waltz nie jest wyjątkiem. Z oświadczeniami majątkowymi spóźniło się wielu samorządowców.

Tak czy inaczej, do oceanu kłopotów, jakie mamy w kraju, doszedł i ten jeszcze, zupełnie zbędny: perspektywa powtórnych wyborów samorządowych.

***

Gdybym chciała opisać obecną scenę polityczną w Polsce, nie wiedziałabym, w co wpierw ręce włożyć. W usypiającą, ale tylko na chwilę, bo wcale nie zakończoną seksaferę - prokuratura wciąż znajduje świeże wątki uzyskiwania pracy za usługi seksualne w Samoobronie; w dylemat Platformy Obywatelskiej - kogo zatrzymać na stanowisku we władzach europejskich: czy Jacka Saryusza-Wolskiego, czy Janusza Lewandowskiego? Obaj pełnią ważne funkcje, ale może zostać tylko jeden: czy więc utrzymać Lewandowskiego na czele Komisji Budżetowej, czy może uczynić Saryusza-Wolskiego szefem Komisji Zagranicznej UE. Oba stanowiska ważne, wysoce prestiżowe. (Nawiasem mówiąc, władze Unii liczą się głównie z naszymi eurodeputowanymi wywodzącymi się z Platformy, bo pomijając przekonania, znajdują z nimi wspólny język ze względu na poziom inteligencji. Wstyd mi powiedzieć, że reszta to w większości ćwoki, niestety, tak jest). Czy może lepiej charakteryzować koleje nieszczęsnej lustracji? Proces byłej rzeczniczki rządu Tadeusza Mazowieckiego Małgorzaty Niezabitowskiej dowiódł, iż prowadzący ją esbek, niejaki Grzelak, podawał rozmowy wzięte z podsłuchu, który miała w mieszkaniu, jako prowadzone z nią osobiście, więc kłamał. Wygrała, bo mogła odwołać się do sądu jako osoba urzędowa; zwykli obywatele tego przywileju nie mają.

Czym się więc zająć? Rozbierać na czynniki pierwsze mającą nadejść dekomunizację czy deubekizację, o których w mediach co drugie słowo?

Jestem za ucięciem przywilejów emerytalnych dawnych służb represyjnych. Niech biorą emerytury jak zwykli ludzie. Vaclav Havel zrobił to z miejsca, jak tylko został prezydentem. Nikt nie szemrał. A u nas, słyszę, generał Kiszczak chodzi i mówi prześmiewczo: "Dobrze, możemy chodzić po śmietnikach" - robiąc do nas oko. Bezczelny! W Domu Polskim w Św. Konstantynie nad Morzem Czarnym w Bułgarii niezmiennie zajmuje okazały apartament. Przeciągając nagi tors jak młody bóg, codziennie robi wielokilometrowe przechadzki wzdłuż morza.

Czy wreszcie mam się wdawać w szczegóły zbrodniczego procederu "łowców skór" w łódzkim pogotowiu ratunkowym? Mordowali wiezionych do szpitali pacjentów pavulonem. Chorzy umierali w strasznych cierpieniach, ale pavulon miał tę zaletę, że szybko znikał z ciała. Prosto z karetek brały zmarłych powiadamiane zakłady pogrzebowe, odpalając sanitariuszom i lekarzom umówioną dolę od "skóry". Mam się dziwić, że tylko jeden ze sprawców dostał dożywocie, a reszta stosunkowo lekkie kary? Nie dziwię się, jestem do głębi oburzona . Ale u nas tak z karami jest. Nierówno.

Czternastolatkowie z Gdańska uwzięli się na koleżankę, Anię. Łapali ją za pośladki, piersi, przyciągali głowę do swoich kroczy, wyzywali. Trwało to parę miesięcy. Dziewczynka nie wytrzymała: powiesiła się na skakance. Chłopców zatrzymano w czymś w rodzaju poprawczaka - do sprawy. I tu rodzice w krzyk: "Jak to?! Za końskie zaloty? Co w tym złego?". Fakt, że ofiara nie żyje, nie ma znaczenia. A każdy porządny psycholog wie, jakie może mieć znaczenie takie dręczenie wobec delikatnej, nieumiejącej się bronić czternastolatki. Amerykaninowi nie trzeba tłumaczyć; wie to każdy: ciało drugiego jest nietykalne.

A może powinnam powrócić do świńskiej polityki? Do haniebnego artykułu w Dzienniku, pióra Macieja Rybińskiego, pod tytułem "Koniec Polski Michnika i Kiszczaka"? Do książki Michnikowszczyzna Rafała Ziemkiewicza? Nie, tego robić nie będę, bo dostaję mdłości.

Pociesza mnie zdanie Wojciecha Mazowieckiego, oby prorocze: "Może za trzy lata okaże się, że niechęć do lustracji była zwycięstwem Michnika. Najlepszym dowodem, że on się w tej sprawie nie mylił, jest to, jak przebiega ona dziś. Niemrawo, z gasnącym społecznym zainteresowaniem".

***

A w kościołach pełno. Zwłaszcza młodych. Z wózkami, z dziećmi na ręku i za rękę. Chodzę do dominikanów na służewiecką "górkę". Na mszę dla dzieci. Kościół wielki, mroczny, surowy. Schody do ołtarza wyściełane. Dzieci wyczyniają na nich łamańce. Dyscyplinowane przez zakonnika, spokojnieją, dialogują, rwą się do odpowiedzi. Dzieci Ewangelii. To lubię. A hierarchia idzie swoją drogą - Bóg z nimi.

Warszawa, 24 stycznia 2007 r.

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail