PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 30 czerwca 2006


CZESŁAW KARKOWSKI

Nowojorska kronika
(sztuki plastyczne)


W Metropolitan Museum mamy okazję po raz pierwszy od 350 lat obejrzeć w całości zrekonstruowany ołtarz Rafaela, wykonany w latach 1502-1505 dla klasztoru Sióstr Franciszkanek w Perugii. Jest to jedyny ołtarz "księcia malarzy" znajdujący się na stałe w USA, kupiony w 1901 roku za astronomiczną wówczas sumę przez bankiera, J.P. Morgana i następnie podarowany Metropolitan Museum.

Rekonstrukcja ołtarza

Placówka ta posiada zaledwie trzy z siedmiu części ołtarza; pocięto go i sprzedano jako odrębne obrazy jeszcze w XVII w. Dzieje wędrówki tych fragmentów to osobna i fascynująca historia. W każdym razie teraz nadarza się okazja, aby obejrzeć zebrane z różnych miejsc części jednego niegdyś dzieła. Szkoda, że nie zestawiono ich w pierwotnej konfiguracji, ale organizatorzy kierowali się bardziej względami praktycznymi niż dbałością o historyczną dokładność. Ołtarz pierwotnie zajmował dużą przestrzeń i wizualnie został zakomponowany przez Rafaela w ten sposób, iż nie wszystkie jego części były jednako dobrze widoczne. Tymczasem zwiedzający w muzeum ma obrazy kolejno wyeksponowane na wysokości oczu.

Centralny obraz Madonna and Child Enthroned with Saints przedstawia Matkę Boską w "bizantyjskiej" ciemnej szacie zarzuconej na głowę i zakrywającej także włosy. Rozchylona ujawnia królewską purpurę spodniej sukni, tradycyjnie symbolizującej władzę ziemską. Na kolanach trzyma małego Jezusa z rączką w tradycyjnym także geście pozdrowienia i błogosławieństwa. Oboje zwróceni są ku drugiemu dziecku, stojącemu z rękami złożonymi do modlitwy. Prawdopodobnie w takim metaforycznym skrócie przedstawiona została ludzkość jako dzieci Boże, garnące się do niebiańskiego świata.

Wysoki bowiem tron, ozdobny, marmurowy, usytuowany jest w pięknym krajobrazie, jakby pośrodku między błękitnym niebem a zieloną ziemią, w jasnej, równomiernie oświetlonej przestrzeni.

Obrazem rządzi symetria, porządek, ład kompozycyjny. Po obu stronach centralnie umieszczonego tronu stoją z przodu dwaj święci; rozpoznajemy po kluczach w ręku św. Piotra w żółtej szacie i św. Pawła po mieczu - w czerwonej. Z tyłu o stopień wyżej - dwie święte z palmami męczeństwa za wiarę w rękach - św. Katarzyna Aleksandryjska z kołem w tradycyjnej parze ze św. Katarzyną ze Sieny (?), z książką.

Św. Katarzyna zwrócona jest ku Madonnie, podobnie po przekątnej - św. Paweł; dwie pozostałe postaci z kolei patrzą ku widzowi. Także ów zwracający uwagę chłopczyk dążący ku Jezusowi sprawia wrażenie, iż został umieszczony przez malarza, aby stało się zadość symetrii wobec Jezusa na kolanach Matki Boskiej.

Tak zwana predella, czyli obrazy przed ołtarzem, to z lewej czuwanie w ogrodzie oliwnym, po prawej - pieta, w środku zaś długi mały obrazek przedstawiający drogę na Golgotę (na zdjęciu powyżej) - piękne dzieło znajdujące się dziś w muzeum w Londynie.

Całość stanowi typowo renesansowe dzieło mistrza włoskiego malarstwa. Każdy obraz podporządkowany jest "odkrytej" niedawno zasadzie perspektywy, a więc symetrii, otwartych przestrzeni, matematycznego ładu, kompozycji spokojnej, statycznej, zrównoważonej, poważnej. Nie ma tu elementów przypadkowych, sceneria została "wyreżyserowana" z namysłem i przedstawiona z wielką starannością. Przebija z niej wyraźny zachwyt nad geometrycznym porządkiem i matematyczną kalkulacją.

Niewielką wystawę poświęconą ołtarzowi Rafaela uzupełniono kilkoma obrazami mistrzów mu współczesnych (zwłaszcza zwraca uwagę przepiękne dzieło Madonna and Child Bernardino Pinturicchio) oraz szkicami i rysunkami samego "księcia malarzy". Trzecią salkę wystawy zarezerwowano dla J.P. Morgana, marszandów i dokumentów dotyczących tej transakcji i sprzedaży-kupna innych dzieł.

Pouczający dadaizm

W Museum of Modern Art wielka wystawa "Dada" jako główna atrakcja letniego sezonu turystycznego, bo to sztuka łatwa, zabawna, wyraźnie nowoczesna. Około 450 przedmiotów (obrazy, rzeźby, fotografie, filmy, książki, dokumenty czy inne artefakty) posegregowano podług miast, w których rozwijał się od 1916 r. ruch dadaizmu. Prym wiodły Zurych i Nowy Jork, toteż ekspozycję zorganizowano w ten sposób, iż wejść na nią można albo "od strony" Nowego Jorku, albo Zurychu.

Dadaizm, krótkotrwały, ale brzemienny w skutkach ruch artystyczny, rozwijał się głównie jako protest (wkrótce przeciwko wojnie), jako sprzeciw, jako krytyka istniejących społeczeństw mieszczańskich, ich systemu wartości, tradycji, sztuki i kultury - wszystkiego. Był to ruch totalnej negacji i jako taki nie mógł utrzymać się długo. Już na początku lat 20. ub. wieku artyści z nim związani poszli głównie w surrealizm albo w poszukiwanie innych, bardziej konstruktywnych działań twórczych.

Dadaizm jednak zdołał wylansować i utrwalić podstawowe współcześnie pojęcia o sztuce: kultu awangardy, sztuki jako eksperymentu twórczego, jako nieustannej krytyki zastanych form i kanonów, wrogość do piękna w sztuce, przełamywania przyjętych zasad estetycznych i etycznych. Zwiedzając tę wielką i bardzo interesującą wystawę nie można się oprzeć smętnemu wrażeniu, iż sztuka nam współczesna niewiele odbiegła od tamtych czasów. Dzisiejsze, w większości żałosne poczynania uznanych twórców (sądząc, na przykład, po osiągnięciach prezentowanych co dwa lata na przeglądach sztuki nowoczesnej w Whitney Museum) przypominają i naśladują dokonania sprzed 80 lat. Nie posunęli się specjalnie dalej ani w sposobie myślenia o sztuce, ani w sferze plastycznej wyobraźni.

Dadaizm był w dużej mierze żartem, kpiną, wygłupem, ale z głębszym podtekstem. Kiedy Marcel Duchamp przyniósł na wystawę w Nowym Jorku znaleziony na śmietniku urynał, podpisany R. Mutt, to jakby chciał szyderczo wskazać, że sam gest artysty nobilituje, wynosi do rangi dzieła przedmiot poprzez umieszczenie go w miejscu, gdzie zwykło się pokazywać dzieła sztuki. Publiczność podziwia i wielbi to, co jest w muzeum, a niekoniecznie to, co jest dobre.

W geście Duchampa tkwiło w istocie znacznie więcej: wskazanie na oczywisty fakt, iż wbrew romantycznym mitom artysta jest twórcą, który korzysta już z rzeczy uprzednio wytworzonych. Nie jest więc kreatorem, geniuszem, ale swoistym wytwórcą. Stąd idea tzw. ready-made, czyli użycia istniejących już przedmiotów do komponowania nowych układów.

Poszerzając nieustannie pojęcie sztuki, obalając jedno wyobrażenie po drugim i otwierając kolejne pola do popisu, twórcy ci eksperymentowali nieustannie - ze starymi i nowymi mediami, z filmem i fotografią, rozwijając sztukę kolażu i poszukując w abstrakcjach form wyrazu, wychodząc z płaszczyzny obrazu w trzeci wymiar i komponując pierwsze instalacje. Mieli niewyczerpane pokłady pomysłów, a żart, szyderstwo i dziwność sztuki czyniły z niej obiekt ciągłych zaskoczeń i zdziwień.

Na efektownej wystawie w MoMA obejrzymy w większości dzieła znane (np. portret Mony Lisy z domalowanymi wąsami), ale znane "z podobieństwa": nawet jeśli nie widzieliśmy tych konkretnych dokonań Hansa Arpa, to znamy inne, podobne trójwymiarowe abstrakcje o obłych kształtach; jeśli nie znamy wystawionych obrazów Maxa Ernsta, to wiemy, jak wyglądały inne, podobne kompozycje o długich, osobliwych tytułach. Zaprezentowane prace czołowego amerykańskiego twórcy dadaizmu (później surrealizmu) Mana Raya rozpoznajemy natychmiast z licznych kopii, reprodukcji albo znamy jego pomysły użyte później przez licznych naśladowców i epigonów.

Wystawa stanowi znakomite wprowadzenie do sztuki współczesnej. Jej obejrzenie uodporni nas na uleganie złudzeniom co do dokonań wielu bądź zgoła większości współczesnych poczynań artystycznych. Jest przy tym zabawna, różnorodna i ciekawa.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail