PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 16 czerwca 2006


KRZYSZTOF GŁUCHOWSKI

W Maisons-Laffitte

25 listopada 1997 roku odwiedziłem Instytut Literacki w Maisons-Laffitte. Opisałem moją wizytę w liście do pani Marii Danilewicz Zielińskiej, mieszkającej wówczas w Portugalii. Myślę, że w Roku Jerzego Giedroycia (na zdjęciu obok) opis domu Kultury może Państwa zaciekawić.

Londyn 27 listopada 1997 r.

Szanowna i Kochana Pani Mario,

Bardzo jestem zadowolony, że wybrałem się do Paryża. W Maisons-Laffitte przyjęty zostałem z wielką serdecznością zarówno przez pana Redaktora Jerzego [Giedroycia] i panią Zosię [Hertz], jak i przez piątkę młodszych członków zespołu redakcyjnego.

Dla Redaktora przywiozłem w prezencie światłokopie z książek depeszowych ambasady i attache wojskowego w Bukareszcie 1940 roku, gdzie szef Komisji Badań i wyjątkowa kanalia Alexandrowicz, oraz attache wojskowy Zakrzewski czynią na niego donosy do Londynu. Myślę, że był z prezentu zadowolony.

Giedroyc jest w dobrej formie i nie zwalnia ani zapału do pracy, ani jej tempa. Jedynie z chodzeniem ma trudności, powłóczy nogami i porusza się bardzo powolutku. Niemniej, gdy w czasie obiadu wyszło, że interesuję się losami mego stryja Janusza1) w Rumunii, Redaktor, miast posłać któregoś z młodych, sam popędził do swego gabinetu po adres specjalisty od Rumunii, który mieszka w Łodzi!

Pani Zosia po upadku na ulicy i złamaniu ręki powróciła już ze szpitala i do pracy, ale ma jeszcze trudności z używaniem ręki. Okazało się, że sama pani Zosia nie znała mej rodziny w Łodzi, a jedynie znał ją pan Zygmunt2). Znajomość ta była poprzez obopólnych przyjaciół Wagnerów.

Po długiej rozmowie z Redaktorem, w czasie której wędrowaliśmy po wielu tematach, między innymi o Związku Szlachty Zagrodowej, któremu Giedroyc był bardzo przeciwny, a mój stryj był zwolennikiem. Ciekawe, że Giedroyc potwierdził to, co mi stryj mówił, jak to w skrzyniach przechowywane były nobilitacyjne patenty z królewskimi pieczęciami i podpisami. Na zapytanie dlaczego chodzą do cerkwi podobno odpowiadali, że do cerkwi to można iść w łapciach, a do kościoła to trzeba mieć buty.

Akurat miałem tu w Londynie mój artykuł o Polakach wyznania mojżeszowego i kopię zaproszenia na nabożeństwo na intencję Ojczyzny w synagodze na Nalewkach z 1861 roku, które znalazłem w Instytucie w teczkach White'a, zawiozłem więc i te ciekawostki. Zaproszenie bardzo zainteresowało Redaktora, i gdy mu opisałem zawartość teczek White'a stanowczo uważał, że powinny być one opracowane przez jakiegoś specjalistę, z czym się jak najbardziej zgadzam. Znając Giedroycia na pewno kogoś skieruje w tym kierunku! Nie koliduje to bynajmniej z moim opracowaniem historii Sir Williama3), gdyż teczki zawierają głównie materiały z czasów 1861 i Powstania Styczniowego, stanowiąc prawdopodobnie jeden z największych zestawów komunikatów i zarządzeń Rządu Narodowego. À propos White'a, to nie mogę się doczekać, kiedy mój artykuł wyjdzie w Tekach Historycznych. Zdziś4) i Andrzej5) twierdzą, że powinno to nastąpić w początkach przyszłego roku.

Oczywiście rozmawialiśmy o moich wspomnieniach. Listopadowy numer Zeszytów Historycznych z mymi wspominkami6) wyjdzie w przyszłym tygodniu. Oboje, i Giedroyc i pani Zosia, bardzo przychylnie wyrażali się o mym pisaniu. Chodzę dumny jak paw!

Co do wydania całości w formie książki, Giedroyc wyraził nadzieję, że po ukazaniu się ZH, może uda mu się znaleźć jakiegoś poważnego wydawcę w Polsce. Zarówno on jak i pani Zosia stanowczo uważają, że nie ma sensu wydawać w Londynie, gdyż oznacza to w rzeczywistości odcięcie od czytelników w kraju i niewielkie szanse sprzedaży w Anglii. Jednym słowem, muszę być cierpliwym. O ile nic w Polsce nie wyjdzie, to w ostateczności zawsze mogę powrócić do druku w Anglii7).

Okazało się, że kucharką w Maisons-Laffitte jest Portugalka z Oporto. Ucięliśmy sobie pogawędkę. Jak wszyscy w Portugalii i ona ma krewnych w Brazylii. Zmartwiła mnie tylko wiadomością, że takie ulewy i powodzie w Portugalii. Mam nadzieję, że nie dokuczyły zbytnio Kochanej Pani w Quanta das Romazeiras.

Po obiedzie zostałem oddany pod opiekę Jacka Krawczyka8), pełniącego, między innymi, funkcję archiwisty i wykonującego sto innych prac. Z wykształcenia jest on psychologiem. Tak jak i inni młodzi jest z emigracji solidarnościowej. Pochodzi z Warszawy, gdzie mieszkał na dalekiej Ochocie. Wiek około czterdziestki. Bardzo sympatyczny.

Był moim Cyceronem i oprowadził mnie po wszystkich zakamarkach od parteru po poddasze tego dużego domostwa. Pokazał mi też magazyn i bibliotekę w garażu. W ogrodzie jest sporo pięknych świerków, okazuje się, że są to choinki z Bożych Narodzeń od lat 50. Wygląda na to, że większość się przyjęła.

Archiwum korespondencji zespołu Kultury wypełnia jeden z pokoi na samej górze. Jest ono naprawdę imponujące. Obecnie prowadzone są prace nad wyodrębnieniem korespondencji z ważnymi osobami i umieszczaniem w osobnych teczkach. Na przykład korespondencja z Mieroszewskim9) to cztery duże tomy-pudła, oczywiście wszystko w obie strony, Londyn - Paryż, Paryż - Londyn. Warunki, w których archiwum jest przechowywane, zarówno pod względem temperatury, jak i światła czy wilgoci (a dokładniej jej braku), są odpowiednie.

Pokój pana Czapskiego10) zamieniony został na pracownię. Były plany zachowania go w nienaruszonym stanie jako muzeum, ale ostatecznie doszli do wniosku, że bardziej stosownym sposobem uczczenia jego pamięci jest, jeżeli pokój zostanie zamieniony na pracownię i służyć będzie dla prac Instytutu. Mieści się tam cały komplet Kultury i innych wydawnictw Instytutu Literackiego. Natomiast na zewnątrz, na płocie od frontu, umieszczona jest tablica mówiąca, że tu żył i tworzył Józef Czapski11).

Niestety nie widziałem pana Dudka12), gdyż właśnie pojechał do Włoch. Obejrzałem jego biurko i wszystkie Dudkowe pamiątki otaczające je. Porobiłem sporo zdjęć, ale jak zawsze z niepokojem oczekuję, jakie będą po wywołaniu. Pani Zosia nie dała się sfotografować. Zrobiłem natomiast kilka zdjęć Redaktora, między innymi przy dyktowaniu listów w zimowym ogrodzie. Jakoś nie protestował.

Oczywiście zrobiłem fotografię następcy Blacka - Faxa, co nie było takie łatwe, bo zwierzak jest złośliwy i potrafi gryźć, szczególnie gdy uważa, że broni swej pani. Jest już w poważnym wieku 8 lat niewątpliwie usłanych rozmaitymi smakołykami, w rezultacie czego jest tak zapasiony, że mu się trudno ruszać.

Dom Kultury jest bardzo przyjemnym miejscem. Wybudowany był przez Anglików, stąd ma zupełnie inny charakter od otaczających go sąsiednich budowli. Jak mi kiedyś mówił Józio Zielicki13), nawet z tego powodu mniej kosztował, bo wszystkie wymiary, włącznie z oknami i drzwiami są w calach i stopach, co odstraszało Francuzów.

Redaktor pracuje albo w swym gabinecie, albo w "zimowym ogrodzie", gdzie dyktuje swe listy pani Agnieszce Szypulskiej, która od razu pisze je na maszynie. Redakcja jest dosyć dobrze wyposażona technicznie z planami wprowadzenia komputerów w niedługim czasie. Zespół młodych pomocników jest bardzo sympatyczny. Z wielką czcią traktują trójkę seniorów i wyraźnie widać, że panuje tam żelazna dyscyplina.

Oprócz pani Agnieszki, która pochodzi z Warszawy, gdzie mieszkała na Powiślu, są jeszcze dwie młode panie. Jedna14) z nich ukończyła studia polonistyczne we Wrocławiu. Rodzice jej pochodzą z Kielecczyzny. Druga15) jest z zawodu farmaceutką i pochodzi, jak to się mówiło, z miasta Łodzi.

Redaktor i pani Zosia mieszkają na pierwszym piętrze. Na schodach bardzo rozsądnie zainstalowana jest fotelowa winda. Wszystkie ściany są tam udekorowane obrazami Czapskiego16).

Oprócz osób, które już wymieniłem, gospodarstwo prowadzi pani17), której nazwiska nie znam, a która również mieszka w domu Kultury.

W przybudówce na zewnątrz mieści się magazyn wysyłkowy wydawnictw18), który jest obecnie opróżniany przez wysyłkę do Polski. Biblioteka mieści się na półkach w domu i w budowli, która prawdopodobnie kiedyś była garażem. Jest to raczej skład, niż łatwo dostępna biblioteka.

Na zakończenie dostałem piękne wydawnictwo Kultura i jej krąg z miłą dedykacją Giedroycia i pani Zosi.

Łączę najserdeczniejsze pozdrowienia

Krzysztof Głuchowski

-----------------

Przypisy

1) Gen. dyw. Janusz Głuchowski (1888-1964), beliniak, I wiceminister spraw wojskowych, w czasie II wojny światowej przedostał się na Środkowy Wschód, skąd został powołany do Londynu. Dowódca jednostek wojskowych w Wielkiej Brytanii. Na emigracji m.in. prezes Koła Generałów i Wyższych Dowódców.

2) Zygmunt Hertz (1908-1979), współzałożyciel Instytutu Literackiego.

3) Kolekcja sir Williama Artura White'a, Teki Historyczne tom XXII, Londyn 1999.

4) Zdzisław Jagodziński (1927-2001), historyk i publicysta, dyrektor Biblioteki Polskiej w Londynie. W Wielkiej Brytanii od 1947 r.

5) Andrzej Suchcitz, historyk, kierownik Archiwum Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. Sikorskiego w Londynie.

6) "W polskim Londynie 1947-1970", Zeszyty Historyczne, Instytut Literacki, nr 122, Paryż 1997.

7) Niestety nic w Polsce nie wyszło i wspomnienia ukazały się w Anglii, wydane przez Polską Fundację Kulturalną w 1999 r.

8) Obecnie redaktor Zeszytów Historycznych.

9) Juliusz Mieroszewski (1906-1976), publicysta polityczny, współpracował z Kulturą od 1949 r. aż do śmierci.

10) Józef Czapski (1896-1993), malarz i pisarz (m.in. Na nieludzkiej ziemi), od 1946 r. związany z Instytutem Literackim w Maisons-Laffitte, gdzie mieszkał.

11) Dokładnie jest tam taki tekst po francusku: Ici vecut de 1947-1993 (Józef CZAPSKI) Peintre et Humaniste/Témoin de Katyn.

12) Henryk Giedroyc, młodszy brat Jerzego, obecnie kieruje Instytutem Literackim.

13) Antoni Józef Zielicki (1910-1973), członek Oddziału Kultury i Prasy 2. Korpusu, działacz emigracyjny, przyjaciel zespołu Kultury.

14) Renata Głowacka

15) Anna Olszewska, wnuczka starszej siostry Zygmunta Hertza, Anieli Hertz-Oksner.

16) Obrazy są z początku lat 70., wśród nich portrety Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, Sławomira Mrożka, Józefa Łobodowskiego, Jerzego Giedroycia, Zygmunta Hertza, Stefana Kisielewskiego i Marka Hłaski.

17) Pela Sandorf, Polka z Jasła.

18) Magazynierem był Leszek Czarnecki, piąty z zespołu młodych pracujących w Instytucie Literackim na jesieni 1997 roku.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail