PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 9 czerwca 2006


Marek Kusiba

Żabką przez Atlantyk

Patrioci świata,
łączcie się!

Na ekrany wszedł film Mission Impossible III. Film to za dużo powiedziane, a zatem: w tym pożal się Boże filmiku Tom Cruise skacze jak pajac na gumce, nie omijając okien wieżowców. Bohater, którego odgrywa (zgrywa się na bohatera?) został wyposażony w spadochron, przez co wydaje mu się, że jest nieśmiertelny. Tom na pewno potrafi zbudować w swojej mózgownicy obraz płonących wież WTC i skaczących z nich ludzi, ale robi wrażenie, jakby to nie dotyczyło ani jego, ani filmu, w którym gra. Gra? - to za dużo powiedziane. Gra wariata. Dlaczego wariata? W ciągu ostatnich pięciu lat skoki z wież są bardzo delikatnym tematem i bardzo wymownym symbolem. Okazuje się, że za cenę kilkudziesięciu milionów dolarów nawet Tom Cruise, symbol Ameryki, gotów jest przymknąć oczy na przykre skojarzenia.

Myślałem, że tamte desperackie skoki, utrwalone na taśmie filmowej, będą skuteczną odtrutką dla filmowców na kolejne filmy o Spidermanie czy Batmanie, ale stało się dokładnie odwrotnie. Wielki mit Supermana-Janosika, rzucającego się na ratunek na przekór prawom fizyki i logiki nie stracił, a wręcz zyskał na popularności. Sprytni film(ł)owcy (dolarów) znaleźli nową ofiarę - pamięć o 11 września. Żerują na wpisanych na zawsze w świadomość obrazach nowojorskiej grozy, eksploatują poczucie zagrożenia kolejnymi atakami - i napędzają koniunkturę. Nie wiem, ile zarobi Mission Impossible III, ale poprzednie przyniosły setki milionów zysku. Jak zawsze, najlepiej sprzedaje się krew i strach, a popyt rośnie szybciej niż podaż.

Nie byłem na tym filmie, ale widziałem fragmenty w programie Davida Lettermana na CBS. On też udaje, że nic mu się z niczym nie kojarzy i dowcipkuje, Cruise się raduje, sala pełna nowojorczyków pęka ze śmiechu. Zawsze podziwiałem u Amerykanów przyrodzony im optymizm i umiejętność zwykłego cieszenia się życiem. Potrafią doskonale łączyć powagę z beztroską, czyli robić to, czego my, Polacy, nie potrafimy. U nas albo coś jest śmiertelnie poważne, albo śmiertelnie niepoważne, czyli głupie. Nie czytałem nigdy w języku polskim podobnego zdania: Patriotism is the last resort of thugs and scoundrels (w wolnym przekładzie: patriotyzm jest ostatnią deską ratunku dla zbirów i kanalii).

Zdanie to wygłosił dziadek Ernesta Hemingwaya, Ernest Hall, gdyż uważał się za patriotę świata, a nie jakiegoś tam kraju, nawet tak wspaniałego jak Stany Zjednoczone. Był po prostu święcie przekonany o słuszności jednego, światowego patriotyzmu (nie mylić ze światową rewolucją), a nie patriotyzmu lokalnego, który prędzej czy później prowadzi do zwarcia wojennego. Tymczasem młody Hemingway pisał proroczo w wierszu Lubię Amerykanów: "Uważają, że wygrali wojnę./ Ale w głębi duszy czują, że przegrali". W tym fragmencie chodzi o pierwszą wojnę światową, ale można go śmiało zastosować do drugiej, Wietnamu czy Iraku. Ciekawe jak wyglądałby świat, gdyby Amerykanie naprawdę wygrali II wojnę światową, a nie tylko pomogli ją wygrać Stalinowi - ze wszystkimi fatalnymi konsekwencjami dla Polski.

Mniej więcej w tym okresie, kiedy napisał wierszyk o Amerykanach, Ernest Hemingway wyjechał z Toronto - gdzie był reporterem Toronto Daily Star - do Nowego Jorku, aby stamtąd odpłynąć do Europy. "Czekając w Nowym Jorku na datę wypłynięcia na "Antonii", Ernest wyglądał i zachowywał się jak człowiek wypuszczony z więzienia" - pisał Carlos Baker w słynnej biografii autora Komu bije dzwon. Z Toronto pisarz jechał pociągiem wraz z żoną i dwumiesięcznym synkiem nazywanym Bambi. I rzeczywiście była to ucieczka, niczym z więzienia, bo Hemingwayowie zerwali półroczną umowę z właścicielem budynku przy 1599 Bathurst Street i bali się aż do granicy, że ich aresztują. Może z tego powodu Hemingway tak bardzo się cieszył. Na pewno radował się też myślą o wyprawie do Paryża, gdzie czuł się zawsze o wiele lepiej niż w Ameryce i Kanadzie.

W Paryżu dobrze się zawsze czuli także najwięksi Polacy. Poświęcili mu tysiące wierszy, z czego w literaturze ostało się 50 najlepszych fragmentów. Zaświadcza o tym Księga cytatów z polskiej literatury pięknej od XIV do XX wieku, ułożona przez Pawła Hertza i Władysława Kopalińskiego. Bardzo popularnym w kraju pojęciom "patriota" i "patriotyzm" odpowiada zaledwie 5 (pięć) cytatów. Wniosek? Wbrew temu, co się powszechnie mniema, poeci nie pisali o patriotyzmie, a jeśli już, to nikomu nieznani. Czy dlatego, że "Patriotyzm (...)/ Nie ma jutra przed sobą..." - jak pisał w XIX wieku Artur Bartels?

Chyba że Hollywood zainwestuje weń miliony dolarów. Wtedy patriotyzm ma przyszłość (o)świetlaną...

 

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail