JOANNA ROSTROPOWICZ-CLARK
Zbrodnia
w majestacie sztuki
Główną
postacią oryginalnej i fascynującej powieści Czesława Karkowskiego
Drugi w sztuce jest człowiek głęboko, wyrafinowanie
podły. Jest także wybitnym artystą, najsławniejszym flamandzkim
malarzem XV w., autorem jednego z najbardziej podziwianych
w historii malarstwa portretów pary małżeńskiej oraz ołtarzowego
poliptyku, zwanego Adoracją baranka lub gandawskim,
ponieważ namalowany został - i nadal się tam znajduje - dla
katedry św. Gawona, dawniej św. Jana, w Gandawie, czyli Ghent.
We wstępnym słowie Od autora Czesław Karkowski informuje czytelników (należę do tych, którzy nigdy nie byli w Gandawie, więc nie widzieli poliptyku), że na dolnej ramie jednego z wchodzących w skład ołtarza obrazów widnieje słabo czytelny łaciński napis, którego treść wskazuje na dwóch autorów dzieła, braci van Eyck; Huberta, "od którego większego nie masz", i Jana, "drugiego w sztuce", który dokończył rozpoczętą przez Huberta pracę. O Hubercie, pisze Czesław Karkowski, nie udało się historykom niczego dowiedzieć, nie pozostało po nim prócz Adoracji baranka, żadne dzieło, natomiast wszystkie, niezbyt liczne, zachowane obrazy Jana powstały po ukończeniu ołtarza. Świetny znawca niderlandzkiego malarstwa, filozof i historyk sztuki, Czesław Karkowski zadumał się nad tą tajemniczą sprawą braci - "pierwszego" i "drugiego" - i pozwolił swojej wyobraźni stworzyć wersję wydarzeń i charakterów, w której "podstawowe fakty odpowiadają prawdzie historycznej, ale materia łącząca je w jedną całość jest wymysłem autora".
Ważnym elementem tej materii jest tło stworzonej opowieści, wilgotny listopadowy mrok, z którego wyłaniają się równie mroczne osoby dramatu, wszystkie, główne i poboczne, mistrzowsko zarysowane. Jest rok 1431, a więc jesień średniowiecza, do nizinnej Flandrii nie docierają jeszcze ożywcze prądy renesansu, gandawskich mieszczan znacznie bardziej niż zagadnienia etyki i estetyki interesuje rywalizacja cechów, a w polityce zawsze chwiejne gwarancje zachowania pokoju, niedawno zakłóconego w pobliskie Francji brutalnie stłumionym buntem chłopki Joanny. Już na pierwszej stronie autor wprowadza nas w posępną atmosferę miasta. "W Gandawie, największym mieście Flandrii i całego świata, wszytko było na sprzedaż. Każdą odrobinę mięsa przetworzyć można było na kąsek do spożycia, towar dla głodnego, a niezamożnego kupca. Wyrzucanie resztek zwierzyny to zbytnia rozrzutność, na którą stać było tylko rzeźników książęcych. Ale i na te ochłapy czatowały tłumy, w pokornym głodzie oczekując, kiedy z książęcych kuchni wyniosą kadzie z parującymi wnętrznościami. (...) Uwijające się wokół tych ogromnych kotłów wyrostki, zwinne, szybkie, wszędobylskie, w rękach unosiły ociekające krwią i śluzem ochłapy, uciekając przed ścigającymi ich zawistnikami, którym się nie udało dopchać do książęcego daru, przed wychudzonymi psami oszalałymi z głodu, zimna i zapachu świeżej krwi". Resztą zajmą się ptaki i szczury.
Obraz ten jawi się mistrzowi Janowi w drodze do książęcego pałacu, gdzie jest nadwornym malarzem, miniaturzystą i dekoratorem cieszącym się zaufaniem księcia Filipa, "przez pochlebców zwanego Dobrym". Jan, który sam wyrwał się z biedy i inaczej niż jego niedawno zmarły brat opuścił rodziców, w pełni aprobuje kastowy system społeczny, dzieło Stwórcy, stara się też wiernie służyć księciu, gwarantowi jego względnego dobrobytu i statusu. W sztuce, we wszystkich gatunkach, jakie uprawia, usiłuje dać wyraz idealnego porządku świata, składać hołd świętym w niebiosach, rycerzom i możnowładcom na ziemi. Na kartach powieści wielokrotnie powtarza w myślach prowadzone z bratem dysputy o istocie i funkcji malarstwa. Hubert, unikający tych sporów, twierdził, że malarz powinien odtwarzać rzeczywistość "podług swojej wiedzy i wyobrażenia", "w zgodzie z sobą", a Jan rozwodził się zapalczywie o konieczności naśladowania idealnych wzorów, bronił tradycyjnych reguł, pokory malarza wobec sakralnej powagi dzieła. Artysta nie tworzy dla ciemnego plebsu, a dla umiejących ocenić jego kunszt możnych tego świata. Na co Hubert odpowiadał, że przeciwnie, właśnie maluczkim należy ukazać piękno rzeczy codziennych, zwykłych ludzi, natury. Bóg w rozgoryczeniu występnością ludzi jedynie poprzez piękno objawia im jeszcze swoje istnienie. Jan złościł się na brata, zaperzał, a Hubert milkł i coraz bardziej pogrążał się w dziwnej apatii, senności, zniechęceniu do pracy i życia.
Ponieważ od pewnego czasu, już po śmierci Huberta, dzieją się w mieście tajemnicze napady rabunkowe na kościoły, klasztory i domy paru zamożnych mieszczan, książę zleca Janowi dochodzenie w tej sprawie. Z owym zleceniem wiążą się wizyty Jana w miejscach dotkniętych przestępstwem i jego spotkania z nader charakterystycznymi dla epoki późnego średniowiecza osobami: alchemikiem, mnichami, herbalistą, natchnionym "artystą dotyku" i oczywiście dworzanami księcia, rekrutującymi się spośród jego licznych bękartów. Mniej ważne, że zaczynamy się domyślać zbrodniczej intrygi (zdradza ją zresztą ilustracja na okładce), a o wiele bardziej, że rośnie nasz podziw dla językowej maestrii, z jaką autor kreuje średniowiecznych mieszczan i pomyleńców, wnętrza ich mieszkań i warsztatów, przybory i mikstury (van Eyck zasłynął jako nowator w wyrobie farb olejnych), błotniste zaułki, ciemne schody i furtki - cały ich mroczny, zimny świat.
Braterska zawiść, ten najstarszy motyw zbrodni, nabiera w powieści Karkowskiego szczególnie interesującej treści ze względu na jej ideologiczną - echa doświadczeń autora z bliskich mu miejsc i czasu? - racjonalizację. Jan wierzy w absolutną wyższość służebnej roli sztuki nad jej wartością integralną, jaką triumfalnie realizował Hubert. Wierzy, ponieważ chce wierzyć, ponieważ ta wiara mu się opłaca, stanowi podstawę jego materialnej i społecznej pozycji, czemu opinia o Hubercie jako pierwszym w sztuce mogłaby w przyszłości zagrażać, raniąc jednocześnie jego dumę. Czy przegra w swoich rachubach, czy za popełnione przestępstwo spotka go zasłużona podług reguł powieści kryminalnej kara? Nie. Nawet jedyne w książce prawdziwie szlachetne osoby, wdowa po Hubercie i utalentowany czeladnik w warsztacie malarskim (postać historyczna), mimo ich nader egoistycznego traktowania przez Jana wiernie mu służą, bez podejrzeń czy buntu. I po dokonaniu wszystkiego, co zamierzył, spływa na Jana dar braterskiego talentu, wciela się w niego twórczy duch Huberta: staje się wielkim van Eyckiem. Otrzymujemy tu więc manicheistyczne przesłanie o nierozerwalności zła i dobra. Z przemijającej moralnej mierzwy rodzi się trwałe na wieki piękno. Przesłanie, które słowami Huberta deklaruje rolę piękna jako jedynego ratunku przed ostatecznym upadkiem "boskiego stworzenia". Stąd też i ratunek Jana przed ziemskim i wiecznym potępieniem.
Pozostaje tylko jedna niepokojąca kwestia w tej pełnej niepokoju powieści: prawo do zapisania białej karty nieznanej prawdy brutalnym prawdopodobieństwem. Odpowiedzią na to pytanie jest kunszt literacki Drugiego w sztuce. Dobremu artyście wszystko wolno.
---------------------------------------------------------------------------------------------
Czesław Karkowski, Drugi w sztuce, Wydawnictwo Adam Marszałek,
Toruń 2006, s. 216, cena 13 dol. plus 6,50 dol. porto w przypadku
zamówienia z wysyłką (do nabycia w Księgarni Nowego Dziennika).
|