Przegląd Polski 12 maja 2006
- Poezja ponad kulturami - Z Ryszardem Kapuścińskim rozmawia Czesław Karkowski
- Żywot Baltazara - Zofia Sawicka
- Krzemieniec - miasto wielkiej tęsknoty - Anna Milewska-Młynik
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
Niezwykłe matczysko
Tu w niebie matki robią
zielone szaliki na drutach
(T. Różewicz, Powrót)
Tytuł dzisiejszego felietonu jest parafrazą wiersza Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej "Zwykłe matczysko". Oto jego pierwsza strofa: Matka Grakchów? Rzymska matrona? / "Propagandowe" nazwisko? / Nie, to tylko dobroć wcielona, / Zwykłe matczysko. Motto wyjąłem z kolei z książki Tadeusza Różewicza pt. Matka odchodzi. Od kilku lat trzymam tom pod ręką i poczytuję wtedy, gdy czuję, że udało mi się sklecić sensowne zdanie w pisanej jak po grudzie książce o własnej matce. Stonowana, wyważona poezjo-proza Różewicza działa jak zimny prysznic i ożywczy nektar jednocześnie. Właśnie z wierszy i prozy, z elementami własnego dziennika, wraz z listami, wspomnieniami i zdjęciami najbliższych Różewicz skomponował ten przejmujący rapsod żałobny po zmarłej matce.
Wszyscy kochamy swoje matki, wielu piszących próbuje wyrazić to uczucie drukiem, ale efekty nie zawsze dorównują afektom. O miłości pisać trudno, o miłości do matki jeszcze trudniej, a najtrudniej pisać o miłości do matki ciężko chorej i umierającej. Trudno opisać cudze cierpienie, a jeszcze trudniej zapanować nad chaosem własnych myśli. Łatwo wtedy popaść w łzawe zawodzenie nad losem i w patos, co dla tekstu jest wyrokiem skazującym na banicję z pamięci czytelnika. Różewicz poświęcił swej matce jedne z najpiękniejszych wersów we współczesnej poezji, jak i prozie, a przy okazji udało mu się ominąć mielizny banału.
Ci, co mówią, że najlepsze wiersze pisze się z wielkiego bólu lub wielkiej miłości, chyba mają rację. W przypadku opuszczonej lub zmarłej matki ból i miłość to jak brat i siostra. Odejście matki boli niewypowiedzianymi - lub zbyt pochopnie wypowiedzianymi - słowami, niespełnionymi obietnicami, wyrzutami sumienia. Nie poświęciliśmy jej wystarczająco dużo czasu, choć dała nam życie i oddała życie - do dyspozycji, jakby to było jej naczelnym obowiązkiem. Matka wydawała się wartością trwałą, niepodatną na żarłoczność czasu, odporną na choroby. Taką ją zapamiętaliśmy - silną i opiekuńczą, promienną, młodą i piękną. Wydawało nam się, że będzie jeszcze czas dla Mamy. I nagle się okazało, że nie mamy już Mamy...
Zdarza się, że zapominamy jak bolało, gdy opuszczaliśmy matkę, wyjeżdżając za wielką wodę. Zupełnie niestara jeszcze matula została na starych śmieciach, pilnować naszej pamięci dzieciństwa, stać na straży zepsutych zabawek, pożółkłych fotografii, pierwszych miłości. Strzegła najdroższych nam ścian, sprzętów i zakamarków - z pensją w postaci cotygodniowych telefonów, na które czekała tak niecierpliwie, jak kiedyś na pierwszą randkę. Nie pytaj#a$c, nałożyliśmy na jej wątłe ramiona ciężar rozstania i samotności, a ona bez słowa skargi każdego ranka podchodziła do furtki, wyglądając listonosza. Nawet niepytany wypowiadał codzienną formułkę: "Bardzo mi przykro, ale nie mam dziś listu z Kanady...".
"Teraz, kiedy piszę te słowa, oczy matki spoczywają na mnie". To pierwsze zdanie książki Różewicza. Na stole lub biurku stoi fotografia najważniejszej kobiety jego życia. Poeta wpatruje się w jej mądre oczy i pisze: "Kiedy matka odwróci oczy od swojego dziecka dziecko zaczyna błądzić i ginie w świecie pozbawionym miłości i ciepła". Na moim biurku też stoi fotografia mojej matki, podobnie jak na tysiącach, ba - milionach biurek i etażerek na całym świecie. Nasz instynkt samozachowawczy nie zezwala naszym matkom odwrócić od nas oczu. Zmuszamy je, aby patrzyły na nas ze ścian, nocnych stolików i półek, a my zadajemy im wciąż to samo, retoryczne pytanie: czy dobrze zrobiłem/zrobiłam? Czy dobrze zrobiłem, opuszczając cię, Mamo?
Chyba każde dziecko - bez względu na swój wiek - które odwróci oczy od swojej matki i rusza poza kraj, zabiera w bagażu obawę, co się z nią stanie? Czy matka przetrwa pozbawiona naszej obecności? Zwłaszcza gdy jest sama? Jakie będzie jej życie z dziećmi gdzieś po drugiej stronie świata? Ona nawet nie potrafi sobie tego świata wyobrazić. Jej strach o dzieci rośnie wprost proporcjonalnie do ich odległości od kraju. Nawet jak przyjedzie z wizytą, pokazujemy jej same jasne strony. Ale matczynego serca oszukać nie podobna. Ona wie, jak jest, lecz milczy, by nas nie wprowadzać w zakłopotanie.
Wzajemne odwiedziny, telefony, paczki mają jej zastąpić naszą obecność. Ale to nie to samo. W tych paczkach są pokruszone serca z piernika w czekoladzie oraz okruchy miłości, zapisane w listach, czasem w wierszach. Pocieszamy się, że przecież one kochają nas bezinteresownie. "Nawet jeśli syn zamieniony został w maszynę do zabijania albo zwierzę mordercę oczy matki patrzą na niego z miłością..." - pisze Różewicz. Nawet jeśli syn zamienił się w maszynę do zbijania pieniędzy, czyli zapracowane zwierzę mordujące samego siebie. Jeśli tylko samego siebie.
"To, co w naszym domu było najdroższe i najpiękniejsze, to Mama". Tak kończy Tadeusz Różewicz swą przejmującą książkę o dobru wcielonym, swoim zwykłym-niezwykłym matczysku. Jego afekt dorównał efektowi. Syn dorównał matce...
komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail

