PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 21 kwietnia 2006


Marek Kusiba

Żabką przez Atlantyk

Planeta Innych

trwało długo
zanim nauczyłem się myśleć o człowieku
jako o człowieku

Ryszard Kapuściński, z wiersza Zapis pewnej idei

Wyprawa do najdalszych zakątków globu jest na pewno zajęciem fascynującym. Takiej wyprawie musi dodawać uroków umiejętność równoczesnego peregrynowania do najgłębszych zakamarków ludzkiej duszy. Ryszard Kapuściński z łatwością radzi sobie w obu rolach: reportera i demiurga. To sprawia, że czyta go cały świat.

Zauważyłem, że uważnie czytany jest także przez emigrenę, czyli emigrację świadomą swego położenia. Emigrant to taki błędny rycerz-reporter, co nie wrócił z wyprawy. Gdy emigrant jest dziennikarzem, nie pozostaje mu nic innego, jak rejestrować życie na wyspie o nazwie Emigrena. Najlepiej metodą relacji uczestniczącej.

Są tacy, co czerpią z Kapuścińskiego wiedzę na temat Innych, pośród których przychodzi im żyć. Są i tacy, co sięgają po wskazówki przydatne do poznania siebie, odmienionego przez kontakt z Innymi. Po dekadach przebywania na co dzień wśród wielu narodowości nie ujdziemy pogoni. Możemy odgrodzić się murami kościołów i polskich instytucji, ale nie umkniemy mikstury ras, zbawiennej dla losów europejskiego narodu. Załatwią to za nas nasze dzieci.

Relacje Europejczyków z Innymi nabierają dodatkowych znaczeń w krajach emigranckich. Tu Inny jest dziś bardziej swój niż Indianin. Rodowity mieszkaniec tego kontynentu został wyparty i wytępiony. Został naznaczony, jak chore drzewo w młodym lesie. Odebrano mu miano człowieka, dano nazwę Indianin. Wtedy łatwiej go było pozbawiać ziem i praw. Przybysze z Europy zasiali wirusa pazerności, rywalizacji, bezwzględności. I tak zostało do dziś.

Uwagi te nasunęły mi się po lekturze szkicu cesarza reportażu na temat Innego. Wydrukował go polski Newsweek pod tytułem "Czy to barbarzyńca?". Tymczasem autor Podróży z Herodotem każdym zdaniem całej swojej twórczości zaprzecza temu pytaniu, wyjaśnia, że nie-biały Inny nie jest od nas gorszy. Ani lepszy. Jest po prostu inny, a przez to wart poznania. Już starożytni mieli świadomość, że Inny to nie byle kto. "Sam Herodot pisze o Innych bez pogardy i nienawiści, stara się ich poznać i zrozumieć, a często wręcz pokazuje, jak pod wieloma względami przewyższają oni Greków". Skąd my to znamy? Z wypowiedzi Papieża.

Metoda Herodota: aby lepiej poznać siebie, trzeba poznać Innych. Jak z tym jest wśród mieszkańców Emigreny? Czy Inny jest dla nas zwierciadłem, w którym się przeglądamy? Jak to jest z nami, chrześcijanami, że tak rzadko odczuwamy potrzebę poznania Innego - naszego bliźniego? Mam na myśli Innych szukających teraz w Polsce nowego domu, jak i Innych tu, za ścianą z dykty.

Autor Imperium w niewielkim eseju o Innych zawarł długą rozprawę o nas samych.

Herodot, obywatel świata, był przeciwny odgradzaniu się od Innych. Podobnie myślał Jan Paweł II, stale podróżując do Innych z zamiarem poznania i zbliżenia ras, kultur i religii. Kapuściński w swoich książkach też namawia, aby pójść w ślady i Herodota, i Karola Wojtyły. O ile jeszcze nie jest za późno.

O Ryszardzie Kapuścińskim napisano prawie wszystko, poza tym może, że zdania jego książek tworzą sieć zarzucaną na świat. Sieć można zapełnić tylko wtedy, gdy inteligentny czytelnik natęży mózg i uzupełni treść. Kapuściński zamyka nas w klatce ze świeżo schwytanym lwem, ale trzyma go w bezpiecznej odległości. My mamy lwu załatwić - bagatela - safari, czyli stworzyć mu w naszej kulturze życiową przestrzeń.

Czytając Kapuścińskiego czujemy się uczestnikami jego podróży. Za każdym zdaniem kryje się kilka następnych, niewypowiedzianych. Pisarz każe nam się ich domyślić, co sprawia, że czujemy się niemal współautorami. Podsuwa nam tylko najważniejsze tropy - dla wyjścia z buszu nierozumienia. A zarazem zwabia nas niepostrzeżenie do swojego świata, świata Innych, i zaprzęga do odkopywania naszej, europejskiej czy amerykańskiej już kultury, przysypanej śmieciem przesądów i stereotypów.

Nie narzekamy, skądże, relacja z reporterskiej wyprawy to wszak "wyzwanie i wysiłek, mozół i poświęcenie, trudne zadanie, ambitny projekt do wykonania". To podróż nielicznych wciąż mieszkańców Emigreny, wychodzących poza opłotki zawężonego, gettowego myślenia. Dla nich droga to nie to samo, co kierunek wytyczony przez PiS. Już raczej przez - dalekopis.

Jesteśmy w drodze, choć nie za często ruszamy się z Toronto, Nowego Jorku czy Houston. Bo jak pisał żyjący przez wiele lat w podróży Josif Brodski, "kto raz dom porzucił, temu wszystko jedno". Także i to, gdzie złoży kości.

Złoży je na pewno wśród Innych. Bo nawet jak wróci z Emigreny na stare lata na stare śmieci do Brzegu czy Tarnobrzegu, tam też zastanie Innego. Wystarczy, że popatrzy na dzieci sąsiadów. Lub popatrzy do lustra.

 

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail