PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 7 kwietnia 2006


Marek Kusiba

Żabką przez Atlantyk

Pogrzeb,
czyli narodziny?

To było dokładnie przed rokiem. 7 kwietnia przyjechałem do Krakowa, by pójść wraz setkami tysięcy na biało ubranych ludzi z krakowskiego rynku na Błonia - w białym marszu. Sceny, jakie widziałem tego wieczoru, w czasie nieprzespanej nocy i w ciągu całego następnego dnia, wrysowały się w moją pamięć lepiej niż w błony fotograficzne. Gdy teraz przeglądam te zdjęcia - słyszę także głosy uwiecznionych na nich ludzi. Młodzi chłopcy i dziewczęta z kolorowymi szalikami na szyjach śpiewają do rytmu Guantanamera kilka wersji tego samego refrenu. Jedna grupa skanduje: "Każdy to powie, Wojtyła rządzi w Krakowie", druga modyfikuje nieco słowa: "Wszyscy już wiecie, Jan Paweł rządzi na świecie". Chóralne śpiewy rozdziela co jakiś czas skandowana prośba: "Zos-tań z na-mi!". Po chwili słychać deklarację: "Dla Pa-pie-ża po-jed-na-ni". Krakowianie na chodnikach ocierają łzy, a dziennikarka z zachodniej TV pyta niedbale, z australijskim akcentem: "What's the meaning of this?". Równie niedbale odpowiadam, z polskim akcentem: "Thanks to you we are one" - i znikam w tłumie.

Idziemy, po raz kolejny tego wieczoru, spod pomnika Adama Mickiewicza, ale gdzie? Ktoś rzucił hasło: "Na Wawel". Tłum dochodzi do zamkowej bramy. Jest jedenasta wieczorem, szalikowcy skandują: "O-twórz-cie bra-mę". Wreszcie kilkudziesięciu z nich podchodzi do potężnej, żelaznej konstrukcji i unosi ją na wysokość głów. Ciężar jest jednak zbyt wielki i wawelska brama opada z wielkim hukiem. I wtedy po raz pierwszy - i jedyny tego dnia - słyszę bluzg, typowo stadionową, ordynarną obelgę, wykrzyczaną zgodnie i groźnie pod adresem wawelskich wartowników. A w sekundę później ten sam tłum śpiewa już radośnie: "Każdy dziś to wie, że Karol rządzi w Krakowie". Ktoś daje hasło: "Na Błonia!". Na bruku przed bramą płonie samotny znicz.

Optymiści twierdzą, że w tamtych dniach narodziło się pokolenie JP2. Reakcja bezideowej ponoć młodzieży na śmierć Papieża zaskoczyła wszystkich. Gdy 3 kwietnia rankiem rozpoczynałem zajęcia ze studentami, miałem wrażenie, że znowu jestem w hali Olivii na zjeździe Solidarności. Właśnie tam, jak i podczas kilku strajków okupacyjnych, obserwowałem podobne sceny pojednania i zbliżenia młodych ludzi, którzy nagle wydorośleli. Jaka szkoda, że ostatnie 16 lat wolności raczej nie przypominało tych pierwszych 16 miesięcy. Smutne to, ale prawdziwe, że bardziej Polaków zjednoczyło i wyszlachetniło odejście Jana Pawła II niż odejście komunizmu.

Gdy teraz przez Polskę przetacza się walec kłótni, pomówień i oskarżeń, miażdżący wezwania Papieża do pojednania, trudno uwierzyć, że te dwa tygodnie przed rokiem w ogóle się Polakom przydarzyły. Podobnie jak trudno wytłumaczyć naszym dzieciom, wychowanym na emigracji, dlaczego Solidarność była tak ważna. Pytają: skoro potrafiła przewrócić komunę i Sowiety, to dlaczego teraz nie potrafi postawić na nogi europejskiego kraju średniej wielkości? Prawdę mówiąc, nie wiem, jak wytłumaczyć własnym synom, dlaczego kiedyś byliśmy tak silni i mądrzy, a teraz jest jakby na odwrót.

Papież kiedyś odwiedził wioskę trędowatych w Brazylii i powiedział przerażony: "Czasem chciałbym zapłakać jak dziecko, ale na co komu płaczący papież? Ja muszę natchnąć ich siłą".

Dziś już nie ma komu natchnąć siłą naszych rodzimych trędowatych. Młodzież, z którą kiedyś pracowałem, pisze teraz do mnie listy pełne nastrojów eskapicznych. Pokolenie JP2 ma dość obecnej Polski i w większości chce z niej wyjechać. Ostudzam ich zapędy informacjami o naszych polonijnych "trędowatych", ale mi nie wierzą. Uznali, że im dalej od kraju, tym powinno być lepiej, a demokracja nie może być otwartą wojną wszystkich ze wszystkimi. Ziarno rzucone przez Jana Pawła II kiełkuje w młodych głowach myśleniem o bajkowej krainie Polandii, gdzie z rajskich derzew owoce wspólnej pracy zrywają w zgodzie i wzajemnym szacunku radośni rodacy...

W czasie pogrzebu Papieża na krakowskich Błoniach pośród tłumu spotkałem przypadkiem swoją studentkę-Białorusinkę. Nie bardzo potrafiła odpowiedzieć na pytanie, po co przyjechała; mówiła, że doświadczyła niezwykłej solidarności ludzi. Tak się złożyło, że pisała wtedy u mnie pracę licencjacką o ruchu Solidarność. Nie mówiłem jej, że jadę do Krakowa, nie zachęcałem do wzięcia udziału w zbiorowym opłakiwaniu Ojca Świętego. A jednak dziewczę samo wpadło na ten koncept. Pracę napisała znakomitą. Nie wiem, co teraz porabia, ale mogę się spodziewać, że jest w Mińsku przy kolejnych narodzinach - kolejnej Solidarności? Mogę mieć tylko nadzieję, że tych narodzin Łukaszenka nie zamieni w pogrzeb. Chyba że swój. A to, proszę bardzo.

Przed rokiem wydawało się, że pogrzeb Ojca Świętego zamienił się w narodziny nowej jakości w dziejach Polski, ba - nowego pokolenia zwanego imieniem Jana Pawła II. Obawiam się, że wcześniak pokolenia mającego na trwałe odmienić oblicze polskiej ziemi pozostaje nadal w inkubatorze lub spoczął już w formalinie jako kolejny eksponat, czekający w piwnicy na otwarcie zapowiedzianego 1 kwietnia Muzeum Niespełnionych Nadziei...

 

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail