PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 24 marca 2006


Janusz R. Kowalczyk

Hipnotyzer
z kabaretu

Jan Nowak-Jeziorański powiedział o Marianie Hemarze (na zdjęciu obok), że nie był łatwym człowiekiem, bo ludzie wybitni nie bywają łatwi. Z kolei Loda Halama uważała: "Hemar to wielkie pióro, ale mały człowiek". Włada Majewska uważała go za geniusza.

Legenda kabaretu międzywojennego nie słabnie - odżywa w kolejnych książkach i wznowieniach nagrań płytowych. Jedną z postaci, która w dziejach polskiego kabaretu literackiego stanowi prawdziwą epokę, jest Marian Hemar. Wybitny humorysta i niezrównany poeta doczekał się niedawno solidnie opracowanej biografii Anny Mieszkowskiej - Ja, kabareciarz. Marian Hemar od Lwowa do Londynu*.

W jednym człowieku było wiele talentów. Pisał piosenki, wiersze, skecze, sztuki teatralne, komponował. Znał biegle kilka języków, w tym trzy starożytne. Najtrudniejsze krzyżówki w Timesie rozwiązywał w kwadrans. Miał niezwykły dar hipnotyzowania widzów. Jemu po prostu się wierzyło.

Ten wąsik, ach ten wąsik

Lata dzieciństwa i młodości upłynęły Marianowi Hemarowi w rodzinnym Lwowie (1901-1924). Piętnaście następnych - w Warszawie, gdzie zrobił błyskotliwą karierę autora tekstów i muzyki na użytek wielu scenek rewiowych i programów kabaretowych. Tam też poznał Marię Modzelewską, gwiazdę stołecznych scen. Szybko stała się jego muzą, wielką miłością, w końcu żoną. Dla niej napisał słynne piosenki: Pensylwania i Wspomnij mnie. To ona w pierwszej pełnometrażowej animacji Walta Disneya Królewna Śnieżka śpiewała partie głównej bohaterki w tłumaczeniu męża. Oboje byli jednak zbyt wybujałymi osobowościami, by jedno mogło ulec drugiemu, co rodziło konflikty. Ich burzliwe rozstanie w 1939 r. przytłumiła wkrótce zawierucha wojenna.

Piosenki Hemara bardzo często stawały się przebojami. Niekiedy zyskiwały dość nieoczekiwaną sławę, jak śpiewany przez Ludwika Sempolińskiego tekst Ten wąsik, ach ten wąsik, który spowodował interwencję ambasady niemieckiej. Po wybuchu wojny jej autora poszukiwało gestapo, szczególnie pilnie w Warszawie i Lwowie.

Marian Hemar pochodził z rodziny żydowskiej - ojciec Ignacy był kupcem, matka Berta Hescheles, prowadziła dom. Jego wuj Henryk Hescheles był redaktorem naczelnym Chwili, polskojęzycznego dziennika lwowskich syjonistów. Szanse przeżycia wojny w kraju miał więc Hemar niewielkie. Udało mu się jednak uniknąć holocaustu. Przez Rumunię, Turcję i Palestynę dotarł w 1942 r. do Londynu, gdzie mieszkał aż do śmierci w 1972 roku.

Tam tworzył, reżyserował i występował - najpierw w Klubie Orła Białego, później w Ognisku Polskim, gdzie miał swój stały program. Tam też odnalazł swoich ulubionych aktorów, m.in. Zofię Terné, Ludwika Lawińskiego, Konrada Toma.

Hemar nie zamierzał wracać w programach do swych przedwojennych utworów - rewii, skeczy i piosenek pisanych dla Hanki Ordonówny czy Stefci Górskiej. Wojna stanowiła dlań cezurę zamykającą tamten okres, jakże szczęśliwy dla polskiego kabaretu. Nie do końca mu się to udało. W Londynie trafił bowiem na polską publiczność, która domagała się zapamiętanych piosenek sprzed wojny. A i wykonawcy nadal mieli ochotę je śpiewać.

Płaci mało albo wcale

Marianowi Hemarowi, jako jednemu z nielicznych polskich twórców na emigracji, udało się pracować zgodnie z talentem i powołaniem. Został współpracownikiem Radia Wolna Europa. Jan Nowak-Jeziorański kierujący Polską Sekcją RWE umożliwił mu wejścia na antenę z cotygodniowymi programami kabaretowymi. Był to potężny instrument propagandowy, dzięki któremu autor z Londynu mógł być w miarę regularnie słuchany w kraju - jeśli, oczywiście, prezentowane treści docierały do uszu przez szum zagłuszarek.

Jego satyry polityczne miały nieprawdopodobny oddźwięk, gdy autor recytował je w Radiu Wolna Europa w latach 50. O konsulu, najprawdopodobniej podesłanym do Londynu przez peerelowską bezpiekę, napisał wiersz Ekscelencja, który następnie przerobił na piosenkę. Siła śmiechu okazała się dla nieproszonego gościa zabójcza - odwołano go z placówki.

Radiowa aktywność przynosiła Hemarowi wcale niebłahy dochód. Z sum otrzymywanych na wyprodukowanie piętnastominutowego programu musiał opłacić akompaniatora i wykonawców. Nie wszyscy byli zachwyceni gażami. Zachowały się listy Toli Korian i Loli Kitajewicz, w których zgłaszały pretensje, że płaci im mało albo i nic. Oburzał je fakt, że od dyrektora Jana Nowaka-Jeziorańskiego wyszarpywał coraz wyższe stawki, a współpracownikom nie chciał nawet zwracać kosztów dojazdu na nagranie.

Na zarzuty wykonawców Hemar odpowiadał, że mają inne źródła zarobku. W przeciwieństwie do niego. Faktycznie - poza nim i Ref-Renem, czyli Feliksem Konarskim, autorem m.in. Czerwonych maków na Monte Casino - nikt z polskiego środowiska teatralnego nie żył na emigracji z teatru. Pracowali, najczęściej fizycznie, w rozmaitych zawodach. Maria Modzelewska jako maszynistka w Głosie Ameryki. Konrad Tom - zanim w 1951 r. wyjechał do Los Angeles - był pakowaczem w firmie ekspediującej paczki do Polski. Fryderyka Jąrosy'ego zatrudniono na nocnej zmianie w fabryce biszkoptów. Trudno powiedzieć, żeby im się przelewało.

Hemar był tymczasem zobligowany do cotygodniowego dostarczania długiego wiersza o aktualnej tematyce, który uzupełniał piosenkami. Część tej niepokornej twórczości kasowała mu zresztą "amerykańska cenzura". Prowadzący własną politykę z PRL-em Jan Nowak-Jeziorański nie godził się na zbyt ostre teksty. Lata pracy w takim obciążeniu psychicznym wyeksploatowały Hemara artystycznie i zdrowotnie. Nauczyły go też zapobiegliwości, albo i lęku przed nieprzewidzianą utratą pieniędzy.

W Londynie poznał Annę Caroll Eric - zwaną Kają. Piękną Amerykankę duńskiego pochodzenia, tancerkę i śpiewaczkę rewii na Broadwayu. Jej postać z pochodnią w ręku otwierała dawne czołówki filmów wytwórni Columbia Pictures. Przez ćwierć wieku, aż do śmierci Hemara, była dla niego wspaniałą żoną.

Poślubił ją zresztą, zanim rozwiódł się z Modzelewską. To ona pokryła koszty rozwodu w 1956 r., przerywając, było nie było, fakt bigamii, który nie do końca da się wytłumaczyć wojennym rozdzieleniem obydwojga.

Prawdziwa gwiazda

W Londynie doszło też do innego, znamiennego rozstania dwóch pokrewnych artystycznych dusz - Hemara i Fryderyka Jąrosy'ego. Przed wojną bardzo się przyjaźnili. Jąrosy żartował, że z pochodzenia jest Austro-Węgrem: matka była wiedenką, ojciec - Węgrem. Fryderyk jako student poznał w 1912 r. w szwajcarskim Davos Natalię von Wrotnowski, arystokratkę z zamożnej rosyjskiej rodziny. Pobrali się, mieli dwoje dzieci. Syn nie żyje, córka Marina Kratochwil mieszka dziś w Wiedniu.

Kiedy Jąrosy pojawił się w Warszawie, jego żona mieszkała już wtedy z dziećmi we Włoszech. Wcześniej przeżyli wspólnie piekło rewolucji w Rosji. Uciekając, utknęli na kilka miesięcy w Rydze, skąd przedostali się do Berlina dzięki pomocy aktorki Olgi Knipper, wdowy po Czechowie. To ona spowodowała, że Jąrosy związał się z berlińskim zespołem rosyjskich emigrantów Niebieski Ptak. I z nim to zawitał do Warszawy latem 1924 r. Został w niej nie dla Ordonówny, jak głosi legenda, lecz z powodu braku porozumienia z dyrektorem Niebieskiego Ptaka Jużnym, który nie chciał spełnić jego ambicji reżyserskich.

Jąrosy był szalenie uzdolniony, mówił biegle pięcioma językami. Polskiego jako pierwszy uczył go Antoni Słonimski. Z Hemarem, początkującym autorem, który właśnie przyjechał ze Lwowa, Jąrosy spotkał się w słynnym Qui Pro Quo.

Prowadził w Warszawie życie sielskie i anielskie. Był jednym z najbogatszym artystów. Miał kilka mieszkań i samochodów. Tylko jemu mogło udać się angażowanie w jednym programie trzech kobiet swojego życia, z którymi wiązał się uczuciowo: Hanka Ordonówna, Stefcia Górska i Zofia Terné występowały obok siebie bez najmniejszych pretensji. Jak on to robił? Nie wiadomo. Z każdą z osobna jeździł latem do Włoch, odwiedzając żonę z dziećmi w Wiedniu. Córka Marina zapamiętała ciocię Haneczkę, ciocię Stefcię i ciocię Zosię.

Jąrosy przeżył okupację w Warszawie. Za odmowę wzięcia udziału w pracach kabaretu z programem adresowanym dla okupanta został w październiku 1939 r. aresztowany przez gestapo. Po pół roku więzienia nienaganną niemczyzną dał do zrozumienia eskorcie przewożącej go z alei Szucha na Daniłowiczowską, że... powinien się ogolić. Wszedł do znajomego lokalu fryzjera w Hotelu Europejskim, by wyjść innymi drzwiami. Ukrywał się pod przybranym nazwiskiem Franciszek Nowaczek. Oficjalnie umarł - tak przynajmniej głosiły klepsydry i nekrologi.

W filmie Miłość ci wszystko wybaczy główna bohaterka, Ordonka, opowiada o okupacyjnym spotkaniu z Jąrosym. "Teraz jestem prawdziwą gwiazdą" - powiedział jej, wskazując swą opaskę z gwiazdą Dawida. Jakkolwiek tę scenę podyktowała fantazja scenarzysty, teoretycznie mogła mieć miejsce. Artysta, choć nie był żydowskiego pochodzenia, ukrywał się m.in. w... getcie.

Dziesiątego dnia powstania warszawskiego został aresztowany na Ochocie, skąd Niemcy najwcześniej wypędzili ludność cywilną. Trafił do Buchenwaldu. Po likwidacji obozu, pod Hanowerem podczas popłochu spowodowanego nalotem alianckich bombowców, udało mu się uciec z transportu.

Drugiego takiego nie było

Odnowiona w Londynie serdeczna znajomość z Hemarem trwała jednak do czasu. Inscenizacja Pana Jowialskiego Fredry okazała się dla Hemara reżyserską porażką. Nawet wspaniała recenzja Tymona Terleckiego nie uchroniła widowiska od klapy. O wiele większym zainteresowaniem cieszyła się natomiast rewia Pan Wojalski na emigracji, w której złośliwy Jąrosy stworzył wraz z Ref-Renem parodię widowiska Hemara. Ten zaś nie lubił wytykania potknięć. W przypadku własnej twórczości jego wspaniałe poczucie humoru nagle się ulatniało. Przyjaźń się skończyła, choć się nadal kontaktowali.

Są razem na zdjęciu z 1957 roku, kiedy Teatr Polski z Warszawy przyjechał do Londynu z przedstawieniami Męża i żony Fredry oraz Domu kobiet Nałkowskiej. I choć nie każdy miał ochotę na spotkanie z "reżimowymi" artystami, w końcu do niego doszło w Ognisku Polskim. Był to pierwszy oficjalny kontakt aktorów emigracyjnych z krajowymi, którzy przed wrześniem występowali niekiedy na jednej scenie.

W czerwcu 1960 roku, na dwa miesiące przed śmiercią, Fryderyk Jąrosy wystąpił w audycji radiowej. Rozmowę z nim prowadziła pisarka emigracyjna Teodozja Lisiewicz. "Jakie to szczęście, że nikt nie widzi łez w moich oczach - powiedział jej Jąrosy. - Bo co tu dużo gadać, to był szczyt kabaretu literackiego i drugiego z takimi talentami nie było wtedy w całej Europie".

Bez Mariana Hemara takiego poziomu, klasy i sławy pewnie by nie osiągnął.

* Anna Mieszkowska, Ja, kabareciarz. Marian Hemar od Lwowa do Londynu, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, Warszawa 2006, s. 374 plus bibliografia, indeks. Cena 25 dol. plus 6,50 dol. porto w przypadku zamówienia z wysyłką (do nabycia w Księgarni Nowego Dziennika).

Wszystkie cytaty pochodzą z Dziennika Jana Lechonia


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail