PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 17 marca 2006


Marek Kusiba

Żabką przez Atlantyk

Antymnichomania

Na mojej uliczce wichura poprzewracała pojemniki z odpadkami i rozwiewa to świństwo po całej okolicy. Stare gazety machają biało-czarnymi skrzydłami, kartony po mleku kłapią pustymi dziobami, złowieszczo szeleszczą rachunki za telefony i sądowe kwity, o drzwi do garaży tłuką puste puszki i butelki po piwie. Śmietniki, w których lubiący porządek Kanadyjczycy skrzętnie gromadzą posortowane odpadki, przypominają kurnik trafiony bombą.

Podobnie wygląda dziś Polska, po której wichura historii rozsypuje z teczek i rozwiewa cały ten śmietnik, tak skrzętnie gromadzony przez lata w pocie ubeckich czółek. Najbardziej cieszą się z zamieszania różni agenci sowieckiego wywiadu, bo zanim uspokoi się zawierucha i opadnie kurz, oni już będą poza zasięgiem komisji sejmowych i misji wojskowych - w niebie, niekoniecznie siódmym, lub piekle (o ile nie zdążyli go zlikwidować ubeckim ukazem, z profilaktycznym rozstrzelaniem diabłów włącznie). Kilku z nich będzie jednak nadal pobierało skromne dziesięć tysięcy dolarów od występu przed dobrodusznym, lecz naiwnym amerykańskim establishmentem na temat: "Jak zaprowadzałem demokrację w Europie Wschodniej".

Ubecji nie udało się lub nie chciało się zlikwidować osiemdziesięciu kilometrów teczek w oddziałach Instytutu Pamięci Narodowej, radujących dziś dusze historyków o skłonnościach sadomasochistycznych. W teczkach nie ma jednak licznych dokumentów, które "musiały" spłonąć w piecach krematoryjnych pamięci, są za to sterty ubeckich fałszywek. To na ich podstawie feruje się dzisiaj nie tylko moralne wyroki, skazuje często na społeczne potępienie ludzi porządnych, pozostawiając szumowiny w spokoju. Zgodnie z dewizą Ignacego Krasickiego: "Dlaczego winien? Bo najwyżej siedzi" (Myszeis). W ubeckich nagonkach - prowadzonych teraz w majestacie prawa (i prawa prasowego) przez byłych ubeków zatrudnianych przez endeckie pisemka (vide Grzegorz Piotrowski, przygarnięty po wyjściu z więzienia przez skrajnie antyklerykalne pisemko Fakty i Mity) - poluje się ochoczo, jak dawniej na księży.

Jakże muszą rechotać z ukontentowaniem spacerujący sobie dziś spokojnie po Warszawie z wysokimi emeryturami zleceniodawcy i bezpośredni zabójcy księdza Jerzego Popiełuszki i innych księży. Jakże muszą zacierać spracowane rączki zastępy ubeków z osławionego IV Departamentu do walki z Kościołem czy moskiewscy mocodawcy zamachu na Papieża-Polaka, gdy przeglądają dziś polskie tygodniki i tabloidy rywalizujące w ilości księży-kolaborantów "ujawnianych" na ich łamach. Te "rewelacje" drukuje się tuż obok "rewelacji" Moskwy na temat Katynia czy "rewelacji" Jarosława Kaczyńskiego na temat braku w Polsce wolnych mediów - wyjąwszy, oczywiście, Radio Maryja, Telewizję Trwam i Nasz Dziennik.

Piszę te słowa w 205. rocznicę śmierci biskupa warmińskiego Ignacego Krasickiego. Przed chwilą przeczytałem w zaległej Rzeczpospolitej wypowiedź arcybiskupa lubelskiego Józefa Życińskiego i aż mnie ręka świerzbi do porównań i przywołań. W tekście "Absurdalna logika podejrzeń" arcybiskup Życiński upomina się o niezbyt ochocze i pochopne rzucanie kamieniem w domniemanych zdrajców, ale o mozolne i roztropne ustalanie ich winy. To się w Polsce nie uda. Wiedział już o tym biskup Krasicki: "Albo zbyt trwożni, albo zbyt zuchwali, / Nie ważym rzeczy na roztropnej szali" (Monachomachia, czyli Wojna mnichów). A arcybiskup dowodzi, że gdyby w czasach Jezusa wychodziły gazety, świąteczne wydanie Głosu Jerozolimy mogłoby epatować nagłówkiem, którego nie powstydziłby się żaden ze współczesnych tabloidów: "91,6 procent zdrajców w Kościele". Tytuł ten byłby obiektywnie uzasadniony, gdyby za oznakę zdrady uznać nieobecność apostołów na Golgocie w czasie konania Jezusa".

Rzeczywiście, na Golgocie nie było jedenastu spośród dwunastu apostołów, a mimo to Kościół katolicki czci jako świętych dziesięciu spośród nieobecnych nieusprawiedliwionych. Na szczęście dla nich lustrację, ubecję i tabloidy wymyślono nieco później. Arcybiskup Życiński wywodzi dalej: "Św. Piotr miał mimo wszystko dużo szczęścia, że o jego zdradzie pisali św. Marek czy św. Łukasz, nie zaś pryncypialne pióra z redakcji kultywujących styl myślenia sekretarzy KC PZPR". Aż się prosi o dopowiedzenie biskupa Krasickiego: "Chłopcy, przestańcie, bo się źle bawicie! / Dla was to jest igraszką, nam idzie o życie" (Dzieci i żaby). I faktycznie, pomówienia o zdradę kosztowały zdrowie i życie wiele ofiar Peerelu - w kraju i na emigracji. Napiszę więcej o tym za tydzień.

Za moim oknem na sfalowanej wodzie jeziorka kołyszą się kaczki. Wystawiły kupry niczym żagle do wiatru i płyną z falą; z pogodowej anomalii uczyniły dodatkową zabawę. Z historycznej anomalii w kraju zabawę mają tylko prawdziwi tajniacy i cały ten ubecki śmietnik. Zanim się go pozbiera i posortuje, minie wystarczająco dużo czasu, by winowajcy do końca wybrali swe emerytury i wybrali się na drugi świat. Cała nadzieja w diabłach, że nie będą wsadzały do jednej kadzi oprawców z ofiarami.

 

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail