PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 10 marca 2006


Marek Kusiba

Żabką przez Atlantyk

Doktryna Żuko-Lego

Z kraju donoszą o projekcie Narodowego Ośrodka Monitorowania Mediów, który będzie prześwietlał krajowych dziennikarzy, badał ich preferencje polityczne i erotyczne, grzebał w ich życiorysach i w ogóle dbał o to, by media były na wskroś polskie, patriotyczne i moralne. No i bardzo pięknie, ale jak zwykle zapomniano o nas, o mediach jak najbardziej polskich, ale niekrajowych. One też przecież zasłużyły na zaszczyt zmonitorowania, zweryfikowania i zrepolonizowania - jeśli zajdzie taka potrzeba. Niniejszym zwracam się zatem z uniżoną prośbą do czynników krajowych (reprezentowanych przez polskie placówki dyplomatyczne), by ujęły nas w swoich planach, otoczyły ojcowskim ramieniem, pogłaskały po główce lub dały po pupce, a najlepiej zawczasu zmieniły proponowaną nazwę ośrodka z Narodowego na Międzynarodowy.

Ta niewielka zmiana nazwy może przynieść duże pożytki dla wizerunku Polski w świecie. Ośrodek Międzynarodowy będzie mógł przecież monitorować media nie tylko krajowe i polonijne, ale też wszystkie inne, podejmujące polskie tematy. Już widzę blady strach, padający na blade twarze amerykańskich dziennikarzy, których korzenie sięgają Polski, do czego niezbyt ochoczo się przyznają. Monitoring im to przypomni i uprzytomni związane z tym obowiązki wobec kraju przodków. Nie wiem, czy świadomość posiadania kartoteki w Warszawie zmieni orientację polityczną czy seksualną któregokolwiek redaktora lub redaktorki z Washington Post czy CNN, ale już sama świadomość bycia pod lupą czyni cuda.

Przekonały się o tym zastępy niepokornych i niezależnych do niedawna krajowych publicystów, którzy przeszli metamorfozę, a nawet cudowne nawrócenie. Tak jak kiedyś patrzyli postkomunistom na różowe ręce i bili na trwogę przy każdej próbie ich powrotu do starych, wypróbowanych metod, tak teraz udają, że stali się nagle pacjentami Lasek i niedowidzą jasnych jak podwójne oblicze braci Kaczyńskich prób zagonienia krajowych mediów do stajenki poprawności politycznej. Doszło do tego, że w obronie wolności prasy kruszy dziś kopie nie kto inny jak Daniel Passent (Polityka nr 9), i to nie jako zaprzysięgły komunista, który boi się publicznego prania swych brudów z przeszłości, ale jako publicysta. Myślę, że każdego, kto mieni się dziś zaszczytnym mianem publicysty (czy mniej zaszczytnym felietonisty), musi obrażać pomysł monitorowania dziennikarzy. To w końcu dziennikarze są po to, by w imieniu społeczeństwa monitorować władzę, a nie odwrotnie.

Tymczasem władza wymyśliła "doktrynę Żuko-Lego" - to moja nazwa, za którą na pewno zasłużę na kartotekę w MONN (ten skrót to nie Ministerstwo Obrony Narodowej i Napowietrznej, a Międzynarodowy Ośrodek Monitorowania Mediów). Nazwa pochodzi od nazwisk zażartych obrońców doktryny monitoringu: socjologa PiS dr. Tomasza Żukowskiego i wicemarszałka Senatu profesora Ryszarda Legutki. Ich pomysł sprowadza się do bardzo głupiego, jak na ich mądre głowy, przekłamania: skoro media są władzą, to powinny być również prześwietlane. Media są czwartą władzą na takiej samej zasadzie, jak obecna RP jest IV Rzeczypospolitą: oba te pojęcia są umowne. Jak znam życie, NOMM-a może bardzo szybko stać się daleką krewną słynnej komisji senatora McCarthy'ego. Początkowe tropienie komunistów przerodziło się w infiltrację środowisk opiniotwórczych i łamanie karier myślących inaczej. Najbardziej na maccartyzmie ucierpiały, oczywiście, media.

Marzeniem każdej władzy, jakkolwiek demokratyczną by się ona nie zwała, jest wzięcie mediów za mordę. Nałożenie kagańca dziennikarzom stanowi także jeden z priorytetów obecnej ekipy w Polsce. Ośrodek Monitorowania Mediów to nic innego jak wywieranie niezgodnej z konstytucją, prawem ludzkim i Bożym presji na dziennikarzy, by uważali, co i jak piszą i mówią - z przyczajoną w ich podświadomości hieną, rzucającą się na dogorywające zwłoki pismaka poddanego prześwietleniu promieniami Żuko-Lego. Kiedyś nieposłusznych władzy łamano kołem, teraz wystarczy łamać szpalty bez ich tekstów, zakwestionowanych z dowolnych powodów. W większości przypadków redakcje nie mówią dziennikarzowi, dlaczego zdjęto jego tekst ze szpalty lub audycję z anteny. Nie tak dawno redaktorka z polskiej rozgłośni (nie podaję miasta, bo i po co) zwróciła mi felieton z wielką adnotacją "NIE ZEZWALAM!", który w całości wydrukowałem na tej kolumnie. Podobnie było z dwoma tekstami, zdjętymi w Toronto, które "poszły" w Nowym Jorku bez kłopotu.

O czym to świadczy? Że im większy i bardziej światły ośrodek, miejski czy radiowo-telewizyjny, tym więcej w nim wolności i demokracji. Ta sama zasada musi dotyczyć Ośrodka Monitorowania Mediów: jak będzie tylko Narodowy, siłą rzeczy skazany będzie na zaściankowość, parafiańszczyznę i prowincjonalizm. Nadanie mu statusu Ośrodka Międzynarodowego na pewno przysporzy Polsce dawno zapoznanych krewnych, a umiejętne zastraszenie, czyli zmonitorowanie tychże sprawi, że obraz Polski w świecie na pewno nabierze rumieńców.

 

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail