PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 3 marca 2006


EWA BOBROWSKA-JAKUBOWSKA

"Twarze Ameryki"

Wystawa portretu amerykańskiego
w Krakowie

Od 15 lutego do 7 maja br. Międzynarodowe Centrum Kultury w Krakowie prezentuje wystawę portretu amerykańskiego z kolekcji chicagowskiej Fundacji Terry. Znalazło się na niej 46 dzieł - obrazy i jedna rzeźba - z lat 1770-1945.

Zarówno Terra Foundation for American Art, jak i Międzynarodowe Centrum Kultury zasługują na osobne artykuły, tak bogata i różnorodna jest ich działalność. Fundacja Terry założona została w celu promocji sztuki amerykańskiej z okresu, kiedy nie była ona jeszcze uznawana za znaczącą, a jej twórców uważano za prowincjuszy, dopiero uczących się zawodu najpierw od swych brytyjskich kolegów, potem zaś w pracowniach Europy, głównie Francji. Stany Zjednoczone stosunkowo późno odkryły bogactwo rodzimego malarstwa sprzed 1945 r. Jednym z pierwszych jego kolekcjonerów i propagatorów był Daniel J. Terra, założyciel muzeów w Chicago i w Giverny we Francji. Do Giverny Daniel Terra trafił szukając śladów amerykańskich twórców, którzy na przełomie XIX i XX wieku przybyli tam za jednym z największych mistrzów impresjonizmu, Claude'em Monetem, i utworzyli w tej nadsekwańskiej wsi artystyczną kolonię. Dziś Muzeum Sztuki Amerykańskiej w Giverny proponuje międzynarodowej, głównie europejskiej publiczności wystawy czasowe. W 2003 roku była to m.in. nieco inna niż krakowska wersja ekspozycji "Twarze Ameryki". Od niedawna zarządzająca muzeum fundacja stawia sobie za cel współpracę międzynarodową, zarówno w dziedzinie organizacji wystaw, jak i różnorodnych programów, głównie uniwersyteckich, jak sympozja, konferencje, stypendia i uniwersytety letnie. Krakowska ekspozycja inauguruje program międzynarodowej współpracy w dziedzinie wystawiennictwa. Jest to również pierwsza akcja chicagowskiej fundacji w Polsce.

Międzynarodowe Centrum Kultury w Krakowie obchodzi w tym roku 15-lecie istnienia. Instytucja prowadząca działalność wystawienniczą, badawczą, edukacyjną, wydawniczą (a nie są to wszystkie domeny jej aktywności) poszczycić się może realizacją ponad stu ekspozycji prezentujących sztukę obcą, zorganizowała kilkadziesiąt konferencji i seminariów, wydała ponad sto publikacji. Co jednak najważniejsze dla obecnej wystawy, to fakt, że właśnie w MCK zaprezentowano w 2003 roku dzieła kalifornijskiego impresjonizmu. Doświadczenie zdobyte w pracy z amerykańskim partnerem, trudnym i wymagającym w kwestii warunków wystawienniczych, zadecydowało o wyborze Centrum do przygotowania właśnie tu "Twarzy Ameryki". Szerokie horyzonty, wysoki stopień profesjonalizmu, a także entuzjazm i energia ekipy krakowskiej instytucji sprawiły, że ekspozycja, choć z ogromnym nakładem wysiłku, doszła do skutku.

Jak pisze we wstępie do katalogu dyrektor Centrum Jacek Purchla, Ameryka kojarzy się w Polsce z wolnością i sukcesem (dodałabym także - dobrobytem). Przeciętny Polak kształtuje swą wizję tego odległego kraju na podstawie zalewających świat amerykańskich filmów, od westernów po "mydlane opery". Częściej widzimy na ekranie złoczyńców, gangsterów czy kowbojów niż przedstawicieli żywych i niezwykle pracowitych środowisk intelektualnych, chyba że odbitych w krzywym zwierciadle filmów Woody'ego Allena. Sztuka amerykańska sprzed Jacksona Pollocka pokazywana jest w Polsce, ale także i w Europie rzadko. Dlatego "Twarze Ameryki" wydają się wydarzeniem niezwykle ważnym. Obok artystów, których nazwiska znane są szerszej publiczności, jak James Abbott, McNeill Whistler czy Mary Cassatt, pozwalają odkryć talenty takich twórców, jak Rembrandt Peale, Franck Weston Benson, Frederick McMonnies czy Frederick Carl Frieseke. Kilkadziesiąt dzieł pozwala na odtworzenie, w wielkim skrócie, ponad dwóch wieków amerykańskiego malarstwa, od epoki kolonialnej i jej dwóch zasadniczych tradycji portretowych: akademickiej, wywodzącej się z malarstwa brytyjskiego, której rolą było utrwalenie rysów przedstawicieli elit, oraz lokalnej - wędrownych, prowincjonalnych malarzy, tzw. limners, tworzących urzekające naiwnym wdziękiem, nieco schematyczne wizerunki, głównie kobiet i dzieci.

W XIX wieku znaczenie portretu maleje na rzecz pejzażu, który zdaje się być najlepszą charakterystyką młodego kraju. Pod koniec wieku portret przeżywa kolejny złoty wiek, staje się bardziej refleksyjny, intymny, psychologizujący. Zwrot, który zauważyć można w malarstwie francuskim w postaci postimpresjonizmu, ku rodzinnym wnętrzom, zaznacza się w malarstwie amerykańskim licznymi scenami rodzinnymi malowanymi najczęściej, wbrew tradycji portretu, w plenerze. Ostatnia wreszcie część wystawy prezentuje portret z pierwszej połowy XX wieku, wkraczający w epokę nowoczesności.

Zgodnie ze swoją misją Fundacja Terry współorganizuje w Krakowie również wydarzenia o charakterze naukowym. Będą to głównie dyskusje i seminaria z udziałem amerykańskich i polskich specjalistów, historyków sztuki i kultury. Wystawie towarzyszy starannie wydany, dwujęzyczny katalog, zawierający reprodukcje wszystkich prezentowanych dzieł, opatrzone najczęściej wyczerpującym opisem, a także teksty nie tylko na temat portretu amerykańskiego, ale także próby porównania go z portretem polskim.

Krakowską wystawę już dziś uznać trzeba za wielkie osiągnięcie. Fakt, że jej inauguracja zbiegła się z wizytą prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Stanach Zjednoczonych, był oczywiście kwestią przypadku (wystawy przygotowuje się dużo dłużej niż wizyty polityków), ale zaangażowały się w nią amerykańskie służby dyplomatyczne. Można mieć nadzieję, że otworzy ona jeszcze bardziej amerykańskiego partnera na swego tradycyjnego, także w dziedzinie kultury, sprzymierzeńca i że pozwoli na ożywienie wymiany kulturalnej, a co za tym idzie - lepsze wzajemne poznanie, a przede wszystkim odejście od utartych, a jakże silnie zakorzenionych stereotypów.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail