PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 24 lutego 2006


Marek Kusiba

Żabką przez Atlantyk

Ja w sprawie
kiełbasy

26 lutego 1936 r. uruchomiono w Zakopanem kolejkę linową na Kasprowy Wierch. 27 lutego 1971 r. uruchomiono w Nowym Jorku Nowy Dziennik. Te daty dzieli 35 lat, jeden dzień i ocean. Poza tym wszystko inne się zgadza. No, może prawie wszystko.

Nowy Dziennik jest "największą opiniotwórczą, niezależną polskojęzyczną gazetą" - jak pisze jego monografistka Wiesława Piątkowska-Stepaniak. Kolejka na Kasprowy także jest największą w Polsce, niezależną od PKP i opiniotwórczą kolejką, gdyż dzięki niej Tatry wydają się piękniejsze i większe niż w rzeczywistości. Jest także kolejką polskojęzyczną, gdyż zagraniczni narciarze wolą stronę słowacką. Kolejkę obsługują miejscowi, a korzystają z niej przyjezdni. Podobnie jest z Nowym Dziennikiem. Kolejka wisi na jednej linie, ponad głębokimi przepaściami. Nowy Dziennik nie wisi nad przepaścią, ale obie instytucje przetrwały "przede wszystkim dzięki pasji i głębokiej motywacji ludzi, którzy dostrzegli wielką potrzebę utworzenia (...)" etc., jak pisze monografistka. Albo weźmy takie poetyckie wyznanie: "Nowy Dziennik stał się pewnym mostem przerzuconym ponad rzeką czasu oddzielającą pokolenia Polski międzywojennej od generacji urodzonych w PRL. Okazało się, iż jest bardzo wielu korzystających z tej możliwości komunikacji, a ruch odbywa się o obie strony".

Dotychczas kolej linowa przewiozła w obie strony tylu ludzi, ilu mieszkańców liczy współczesna Polska. Nowy Dziennik musi mieć w sumie nawet więcej czytelników, niż liczy nowojorska Polonia. Pomysł pułkownika Aleksandra Bobkowskiego zbudowania kolejki na Kasprowy Wierch spotkał się z lawiną ponad stu protestów. Ukazało się około 500 antykolejkowych artykułów. Członkowie Państwowej Rady Ochrony Przyrody podali się jak jeden mąż do dymisji. Podobnie musiało być z Nowym Dziennikiem ("pismo to budzi nieraz zdumiewające kontrowersje wewnątrz polonijnej społeczności"), choć wolałbym nie wchodzić w szczegóły.

Do dziś polscy ekolodzy nie przebierają w środkach. Kilkoro aktywistów wspięło się nawet na podpory kolejki i przykuło do nich łańcuchami. Jak napisała prasa, "przedstawiciel PKL Paweł Murzyn w furii atakował protestujących, wykrzykując pod ich adresem ´gówniarzeª, ´chłystkiª", a wtórowali mu górale dzierżący w rękach kamienie". O mało nie doszło do linczu. Protestujący przenieśli się na dziedziniec dolnej stacji, zostawiając na podporach przypiętych działaczy. Nie wiadomo, czy ich stamtąd zdjęto, czy ich szkielety do dziś straszą i odstręczają od Tatr.

Nie wiem, czy w Nowym Dzienniku ktoś się kiedyś przykuł łańcuchami do biurka, nie wiem też, co i do kogo pisali na gazetę przeróżni działacze. Jednego jestem pewien, że działalność polonijnych ekologów, dbających o czystość wyżyn polskiej myśli, trwać będzie tak długo, jak polska diaspora, razem z jej najbardziej świadomymi obywatelami, walczącymi o właściwą linię swej gazety. To jest bardzo ciekawy fenomen. Wyjaśnił mi go kiedyś kolega Andrzej, produkujący kiełbasę: "Ja robię kiełbasę i nikomu nic do tego, ile do niej leję wody. Ale jak wy lejecie wodę w gazecie, to co innego. - A niby dlaczego innego? - nieśmiało zapytałem. - Bo wy ponosicie odpowiedzialność za... - tu się lekko zawahał - ...za dobre imię Polaka. - A ty? - znów nieśmiało zapytałem - przecież twoi klienci wiedzą, żeś Polak. - To co innego - zareplikował. - Jak moja kiełbasa będzie niedobra, pomyślą, żem d... nie rzeźnik. A o was powiedzą, że żydokomuna...".

Ale wróćmy na szczyty. W Zakopanem wstawało się o świcie, by stanąć w Kuźnicach w kolejce po miejscówkę. W Nowym Jorku też wstają o świcie, by stanąć w kolejce do kolejki podziemnej lub w korku na autostradzie. Wszystko po to, by dostać się na czas do dziennika, w celu osiągania szczytów, czyli produkowania strawnej dziennikarskiej kiełbasy. A jak już osiągną swoje szczyty, tyle z tego pożytku, co narciarzom z Kasprowego: nie mogą zjechać w dół, bo już nie wyjadą ponownie do góry - za długie kolejki do wyciągów. W naszym zawodzie też tak jest, że jak raz się zjedzie z poziomem, to już się miętosi błoto w kotle, niekoniecznie Goryczkowym.

Nigdy nie zapomnę pierwszego zjazdu z Kasprowego z moim śp. Ojcem trenującym wtedy zawodników do mistrzostw Polski. Ten pierwszy zjazd okupiłem ciężką grypą, ale też zaraziłem się na dobre narciarskim bakcylem. Aż wstyd się przyznać, że było to całe 45 lat temu. Podobnie mało realne wydaje mi się moje 5-lecie z Przeglądem Polskim: pierwsza "Żabka" pojawiła się na tych łamach 2 marca 2001 r.

Kolejka na Kasprowy Wierch ma być w tym roku modernizowana. Nowy Dziennik ostatnio przeszedł modernizację. Nie wiem, jak jest w przypadku gazety, ale w sprawie kolejki znów podnieśli wrzask obrońcy czystości gór. "To jedno z najważniejszych narzędzi niszczenia tatrzańskiej przyrody" - piszą wrogowie modernizacji. Po remoncie kolejka ma przewozić dwa razy więcej pasażerów. Oby po modernizacji Nowy Dziennik czytało dwa razy więcej czytelników, czego Redakcji w przededniu 35-lecia życzę.

 

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail