Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
Chrystus
z komórką w ręce
Źle się dzieje w państwie duńskim. Rząd tego kraju nie poszedł
za przykładem rządu polskiego, umiejącego docenić korzyści
płynące z uginania kolan, nie błagał w porę o przebaczenie,
toteż ma, na co zasłużył. Generalnie areligijni Duńczycy nieco
lepiej wypadają w literaturze, nade wszystko za sprawą angielskiego
literata Williama Szekspira oraz duńskiego księcia Hamleta,
zadającego retoryczne pytanie ściągnięte z tytułu kwartalnika
Tomasza Tabako (2B) - albo odwrotnie, co bez znaczenia.
No bo cóż to za alternatywa: znoszenie "pocisków zawistnego
losu", albo stawienie "czoła morzu nędzy"? Zawszeć lepiej
zwalić winę na los, o wiele trudniej wybrnąć z niego poprzez
opór, czytaj - uporanie się z rosnącą nędzą duchową tudzież
rozwiązanie problemu biedy społeczeństwa.
Jest to filozofia radośnie pompowana w fundamenty IV RP przez
premiera Kazimierza Marcinkiewicza. Najwyraźniej nie mając
większych problemów ze świetnie prosperującym krajem postanowił
stawić czoło morzu nędzy duchowej dziennikarzy "Rzeczpospolitej"
i skarcił warszawski dziennik za przekroczenie granic wolności
słowa i obrazę uczuć religijnych muzułmanów, czyli przedrukowanie
rysunku Mahometa z bombą w turbanie. "Zdecydowaliśmy się opublikować
karykatury, bo całkowicie odrzucamy metody, do których odwołali
się muzułmańscy przeciwnicy tych publikacji" - tłumaczył się
dość mętnie redaktor naczelny Grzegorz Gauden. Premier nie
omieszkał uderzyć się głośno w nasze piersi, przepraszając
braci muzułmanów - a może przygotowując grunt pod rehabilitację
zasłużonego dla właściwego obrazu Polski w świecie urzędu
na Mysiej?
Od początku mi się ten nowy premier spodobał. Urzędowanie
zaczął od uciążliwego dojeżdżania do Torunia, by zasłużyć
na poparcie prawdziwie niezależnego, wolnego i sprawiedliwego
medium, wraz z jego medium. Tak umocniony i umocowany w swej
ideowej pozycji, premier postanowił stanąć w charakterze drogowskazu
na moralnych bezdrożach Europy i dać jej przykład jak zwyciężać
mamy - w konflikcie wartości i cywilizacji. Jedyną drogą do
zwycięstwa jest skrucha, zdaje się mówić premier, prośba o
wybaczenie i wydanie zdrajców. Złośliwi twierdzą, że niebawem
premier przeprosi Turków za odsiecz wiedeńską, a potem już
wszystkich innych za wszystko inne. Nawet nie chcę myśleć,
za co może Marcinkiewicz przepraszać Putina, bo lista jest
długa, że wspomnę tylko okupację Moskwy, cud nad Wisłą i Solidarność.
Zapewne ośmieleni postawą premiera, polscy muzułmanie zwrócili
się do "Rzeczpospolitej" o uzyskanie od redakcji osobistych
przeprosin. Swe życzenie poparli obietnicą złożenia w prokuraturze
zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa. Bardzo mnie to cieszy,
bo świadczy o postępach demokracji w kraju Lecha (Wałęsy).
Każdy ma prawo korzystać z prawa do egzekwowania prawa, choć
nie każdy powinien mieć prawo, jak sugeruje premier Marcinkiewicz,
do korzystania z prawa do wolności wypowiedzi. Rzekome przestępstwo
warszawskiego dziennika polegałoby więc na wypełnianiu zasad,
prawnie mu przypisanych przepisami i normami społecznymi,
obowiązującymi w krajach demokratycznych. A przecież nie można
podejrzewać polskiego premiera o to, by nie wiedział, że rządzi
demokratycznym krajem.
Z modnego ostatnio w Polsce prawa do wolności wypowiedzi
skorzystało też niedawno trzech obywateli Myślenic, składając
doniesienie do prokuratury z powodu moralnego dyskomfortu,
jaki odczuli na wystawie zdjęć artystki Bogny Becker. Na jednym
ze zdjętych na zdjęciu graffiti widnieje Najświętsza Panienka
w aureoli unijnych gwiazdek, na drugim - Chrystus Miłosierny,
trzymający w jednej ręce telefon komórkowy, a w drugiej papierową
torbę z napisem "Konsumpcja to opium dla mas". Pierwsze zdjęcie
zrobiono w Barcelonie, drugie w Wenecji. Kolejne zdjęcia (tym
zdjęciom) zrobili policjanci, by po kilku godzinach zdjąć
dzieła ze ścian galerii, w celu ich zarekwirowania.
Jak widać, krajowi stróże prawa i moralności nie patyczkują
się, tylko egzekwują. Nie to co w rozpieszczonych kolejną
olimpiadą Włoszech. Taki malarz Giuseppe Veneziano maluje
odrąbaną głowę Oriany Fallaci - i nic. To znaczy prasa aż
huczy, ale mieszkająca w Nowym Jorku pisarka nie potępia swej
karykatury, nie składa doniesienia do prokuratury, nie domaga
się przeprosin. Albo dlatego, że autorka "Siły rozumu" rozum
postradała, albo dlatego, że sama niebawem stanie przed włoskim
sądem za znieważenie islamu.
Podobnie źle, a nawet gorzej, dzieje w państwie duńskim.
Za to dobrze w polskim. Ale nastrój wybaczenia, promieniujący
z najwyższych szczebli, próbują kontestować nieprzejednani
liberałowie w rodzaju Bronisława Geremka. Stwierdził on, że
"nie należy padać na kolana, jeśli nie ma się za co", czyli
że państwo nie powinno się mieszać do wolności prasy. Odmiennego
zdania jest Departament Stanu USA: wziął przykład z premiera
Marcinkiewicza i potępił karykatury - a może było odwrotnie,
co nie zmienia faktu, że polski rząd jak zawsze jest po właściwej
stronie barykady.
| |