PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 10 lutego 2006


"W imieniu Rzeczpospolitej"

Z Zofią Korbońską rozmawia Aleksandra Ziółkowska-Boehm

W Warszawie ukazało się nowe wydanie książki Stefana Korbońskiego "W imieniu Rzeczpospolitej", której pierwodruk wydał Instytut Literacki w Paryżu w 1954 roku. Jerzy Giedroyc wydał ją na 10-lecie rocznicy powstania warszawskiego. Książka zyskała dużą popularność i była niewątpliwie bestsellerem wśród Polonii w wielu krajach. Wspaniałą recenzje na jej temat napisał między innymi Jan Lechoń ("Pomnik nieznanych żołnierzy", londyńskie "Wiadomości", nr 21 (529) z dn. 20 maja 1956 r.). Rok później nowojorskie wydawnictwo Macmillan i brytyjskie Allen & Union wydało ją po angielsku. Ukazały się znakomite recenzje między innymi w "New York Timesie", "New Yorkerze", "Washington Star", "Herald Tribune". Pisała o niej także prasa brytyjska i australijska.

 

 

Obecne polskie wydanie zbiegło się z przełomem politycznym w Polsce. Czy ma to jakieś specjalne znaczenie?

Ta książka, jak i wszystkie inne książki męża, była zakazana w PRL. Autor był także na liście tzw. wrogów ludu, których reżim usiłował zniszczyć. W imieniu Rzeczpospolitej miała kilka wydań na Zachodzie, a w kraju wydał ją poza cenzurą "Krąg". Pokażę Pani egzemplarz przepisany na maszynie przez kogoś w kraju, który dostałam będąc w wizytą w Polsce w 1991 roku...

Teraz, jak sądzę, może liczyć na swoisty odbiór, gdyż dzięki powstałemu muzeum wzrosło zainteresowanie powstaniem warszawskim i toczy się walka o odnowę kraju.

Jak zapatruje się Pani na najnowsze zmiany polityczne w Polsce?

Najważniejszy jest dla mnie fakt, że w ogóle doszło do przełomu. Widmo PRL zbladło i jest w konwulsjach. Choć zmagania będą trwały, to nowy kierunek jest nieodwracalny.

Czyli popiera Pani Prawo i Sprawiedliwość?

Oczywiście. Dla mnie jest to jedyna alternatywa. Nie popieram i nigdy nie będę popierała niszczycieli Polski ani tych, którzy się z nimi sprzymierzają. PiS z Jarosławem Kaczyńskim na czele budzi zaufanie, pozwala mieć nadzieje na oczyszczenie kraju z komunistycznych śmieci oraz zaprowadzenie nowego ładu. Natomiast prezydent Lech Kaczyński posiada dwie najważniejsze cechy kwalifikujące go na stanowisko według dawnych standardów: charakter i życiorys.

A nie obawia się Pani Leppera?

Boję się, ale moje obawy w stosunku do SLD są znacznie większe i głębsze.

Ale koalicja byłaby jednak najlepszym wyjściem...

Z pewnością tak, jednakże Platforma Obywatelska postępuje według dawnych ustalonych metod: wszystko albo nic. Pod płaszczykiem zgody na koalicję chce zagarnąć całą władzę.

A na czym polegają te ustalone metody?

Na odwracaniu kota do góry ogonem. To wypróbowany sposób. Ale gdzie ta dobra wola?... Zwłaszcza że posługują się także tak niewybrednymi, mówiąc delikatnie, środkami ataku, jak "moherowe berety", lub jeszcze groźniejszym szyderstwem - przekręcaniem nazwiska prezydenta. Rzecz nie do pomyślenia w cywilizowanym świecie.

Wiele osób wytyka prezydentowi Kaczyńskiemu, że nie wygląda na prezydenta i naprawdę dlatego nie głosowali na niego...

To bardzo głupie. Napoleon był małego wzrostu, a przystojny tylko na portretach. Gdyby rozebrano go z efektownego munduru i ubrano w cywilną marynarkę, wyglądałby jak un mauvais garcon (zwykły łobuziak).

Proszę Pani, wróćmy na chwilę do "W imieniu Rzeczpospolitej". Kto jest wydawcą tym razem?

Fundacja imienia Stefana Korbońskiego w Warszawie, której dyrektorem jest Roman Rybicki.

Czy jest to, Pani zdaniem, jedna z najważniejszych książek męża? Napisał ich dziesięć.

To zależy od punktu widzenia. Uczuciowo dla nas obojga właśnie ona była zawsze najbliższa sercu. "Te książki to nasze dzieci", mówił mój mąż. A to było pierwsze dziecko...

W jakich warunkach powstała? Kiedy ją napisał?

Napisał ją podczas naszych ostatnich przed ucieczką na Zachód letnich wakacji nad Bałtykiem. Spędzaliśmy je w domu naszych przyjaciół w Sopocie. Ustawiliśmy stolik z maszyną do pisania na małym balkoniku i tam każdego ranka mąż dyktował mi kilkadziesiąt stron dziennie. Książka powstała piorunem. Jej maszynopis mąż miał ze sobą, gdy uciekaliśmy w dramatycznych okolicznościach z Polski - w listopadzie 1947 roku. Byliśmy zagrożeni powtórnym aresztowaniem i, jak to w tamtych czasach bywało, zwyczajnie śmiercią.

Czy książka się postarzała, czy też trafia także do współczesnego czytelnika?

Wartość W imieniu Rzeczpospolitej wzrasta z upływem czasu, jak sądzę, gdyż jest ona świadectwem i dokumentem epoki z pierwszej ręki i pisana z wysokiej pozycji jednego z założycieli Polskiego Państwa Podziemnego. Wyłania się z niej obraz narodu, jakim był przed zniszczeniami, których dokonał komunizm. Dwa człony podziemia: wojskowy i cywilny odmienne w swoich poglądach - wojskowy z rodowodem z sanacji, a cywilny rodowodem z opozycji - współpracowały ze sobą na zasadzie wzajemnych kompromisów, co było możliwe dzięki temu, że przywódcy obu tych grup mieli służebny stosunek do kraju i kierowali się jego dobrem przede wszystkim.

Czy może Pani przypomnieć nazwiska twórców Polskiego Państwa Podziemnego?

Oczywiście, ale nie będę wymieniała tym razem wojskowych, tylko cywilnych, gdyż władze wojskowe są dobrze znane ogółowi, ciągle na wokandzie historycznej, podczas gdy cywilne wręcz zapomniane i systematycznie pomijane...

Trzeba z pewnością przywracać je przy każdej okazji, choćby dla pełności obrazu podziemia...

A przede wszystkim w imię prawdy historycznej.

Do współtwórców Polskiego Państwa Podziemnego należeli: Maciej Rataj, Kazimierz Pużak, Mieczysław Niedziałkowski, Stefan Korboński, Stanisław Dubois i Aleksander Dębski. Oni stworzyli zalążek cywilnych władz podziemnych, dzięki którym podziemie wojenne 1939-1945 przybrało formę państwa, stając się fenomenem nieznanym w dziejach świata.

W obecnych warunkach, kiedy rozpoczęło działalność Muzeum Powstania Warszawskiego, kiedy znika z widowni politycznej widmo PRL-u, istnieje szansa przywrócenia równowagi w obrazie podziemia z lat 1939-1945.

Stanowczo tak. Myślę, że nie będzie to takie trudne teraz, kiedy mamy Muzeum Powstania Warszawskiego i są w planach dalsze muzea poświęcone okresowi okupacji niemieckiej i sowieckiej.

Książka "W imieniu Rzeczpospolitej" może się ogromnie przydać w obecnych czasach... Jak określiłaby Pani w kilku słowach polską rzeczywistość?

Panuje chaos, rządzi pieniądz, ale jak już powiedziałam, nastąpił przełom i to jest najważniejsze.

Trudności i zmagania nie ustają...

Tak, diabeł nie przestaje zamiatać ogonem od czasów Jałty, ale wierzę w zwycięstwo Boga, zwłaszcza że mamy takiego orędownika w niebie, jak Jan Paweł II.

Na czym powinien opierać się prawdziwy ład?

Na dbałości o człowieka i na służebnym stosunku do kraju.

Każdy posiada własną wizję przyszłej Polski, a właściwie powinien mieć. Jaka jest Pani wizja?

Żeby Polska stałą się praworządna, żeby zapanował w niej ład wewnętrzny, a znikła "poprawność polityczna", czyli cenzura i zakłamanie, żeby przestał królować w niej oportunizm, a wrócił patriotyzm, czyli żeby polski świat odzyskał duszę.

A czy nie jest to "wishful thinking" - chciejstwo, jak mówił Melchior Wańkowicz lub jeszcze inaczej: "marzenie ściętej głowy"?

Nie, gdyż po pierwsze w marzeniach nie trzeba oszczędzać, a po drugie, bez marzeń i marzycieli nie będzie nigdy i nigdzie prawdziwie Nowego Ładu.

Na zakończenie proszę o kilka słów o sobie. Jak Pani spędza czas?

Trochę tak, jak Kubuś Puchatek: czasem siedzę i myślę, a czasem tylko siedzę. W dużych zebraniach nie biorę udziału, gdyż mnie to za bardzo męczy, a za mało bawi. Prowadziłam zawsze bardzo ruchliwe życie, więc brak ruchu z powodu choroby nóg ogromnie mi dokucza. Sam na sam z myślami jest czasami trudne, ale od czego są przyjaciele? A tych mi nie brak, dzięki Bogu, i spotkania z nimi osładzają starość, za co jestem im nieskończenie wdzięczna. Jesteśmy też ciągle "na drucie", dzięki wynalazkowi telefonu. Jednym słowem, dobrze jest, jak jest - grunt nie przestać oddychać!

Dziękuję za rozmowę.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail