Anna Bernat
Oaza
księdza Twardowskiego
Było
to ważne miejsce w Warszawie. Ważny adres. Tuż obok najruchliwszej
stołecznej ulicy - Krakowskiego Przedmieścia, w głębi ogrodu
na terenie klasztoru Sióstr Wizytek w drewnianej kapelanii
od lat mieszkał ksiądz Jan Twardowski.
Młodzi i dorośli czytelnicy zafascynowani jego poezją zawsze
chcieli osobiście poznać autora dyskretnych, delikatnych wierszy
prowadzących przyjaznymi ścieżkami do Boga. Jeszcze kilka
lat temu, zgodnie z wieloletnim zwyczajem, o godz. 3 po południu
w zaciszu kościoła Wizytek siadał w przedsionku zakrystii
i czekał na tych, którzy chcieli z nim porozmawiać. Jeszcze
na kilka tygodni przed ostatnim pobytem w szpitalu ksiądz
przyjmował każdego, kto się wdrapał po stromych schodach na
pięterko, gdzie miał swą "oazę": dwa bardzo skromne pokoiki
wypełnione jego ulubionymi "małymi" przedmiotami: pamiątkami,
starymi fotografiami, zegarami i figurkami aniołów, osiołków
i ptaków.
Ten adres przestał istnieć. Ksiądz Jan Twardowski zmarł wieczorem
18 stycznia w warszawskim szpitalu przy ul. Banacha. W czerwcu
2006 roku ukończyłby 91 lat.
"Przygasnę przy ołtarzu, iskierka po iskierce/ Zostaną tylko
buty jak przydeptane serce" - pisał niegdyś w wierszu Na
słomce.
Miłość. To był mój temat
Wybitny poeta, świetny kaznodzieja gromadzący tłumy na mszach
u wizytek, serdeczny człowiek o niezwykłym poczuciu humoru.
Najchętniej cytowany współczesny autor. Napisał ponad 50 książek.
W księgarniach stale znajdują się w sprzedaży jego tomiki
poetyckie. Wszystkie to bestsellery. Zawsze się dopytywał:
"A jak tam, czy jeszcze czytają moje książki?". Pamiętam,
że podczas jednego ze spotkań na to pytanie odpowiedziałam:
"W księgarniach prawdziwa lawina księdza tomików! A tak naprawdę,
to już tylko za to jedno zdanie Spieszmy się kochać ludzi,
tak szybko odchodzą powinien ksiądz dostać Nobla". "Udało
się, jakoś wyskoczyło mi z głowy to zdanie - odparł skromnie
i zagadkowo się uśmiechając dodał - spotykam je w nekrologach.
Często bez mojego nazwiska, ale i tak się cieszę, bo najważniejsze
jest to, co napisałem, a nie, że to ja napisałem. Trzeba się
pospieszyć z kochaniem innych nie tylko dlatego, że grozi
nam rozstanie z kimś bliskim z powodu śmierci, lecz dlatego
że ludzie odchodzą od siebie, gdy życie jest w pełnym biegu.
Zmieniają partnerów, opuszczają rodziny, skazują bliskich
na samotność. Być może dochodzi do tych rozstań, bo właśnie
spóźniliśmy się z okazaniem uczuć, nie dość kochaliśmy, nie
daliśmy odczuć bliskiej osobie, że jest wyjątkowa".
"Bo w życiu - mówił ks. Twardowski - najważniejsze jest życie.
A zaraz potem miłość. Naprawdę chodzi o miłość. Pragniemy
jej od urodzin po śmierć. Niezależnie, czy jesteśmy młodzieńcami
czy ludźmi starszymi, niezależnie od wieku chcemy być kochani
i dawać miłość. Różne bywają jej rodzaje: miłość do Boga,
młodych zakochanych, matki do dziecka, dziadka do wnuczka,
profesora do uczniów. Są nie tylko cierpienia młodego, ale
i starego Wertera. Człowiek czułby się oszukany, gdyby miłości
nie zaznał. Niektórzy się dziwili, dlaczego stary ksiądz pisze
o miłości. Ale to był mój temat. I teraz, gdy piszę już mniej,
sam lubię te wiersze czytać" - dodawał z uśmiechem.
A tymi wierszami obdarzał nas od lat. Choć chronologia ich
wydawania nie była taka oczywista. W latach 50. sam poeta
unikał publikowania wierszy. Twórczość ukrył głęboko w sferze
prywatności. Po latach odniesie się do tamtej epoki w wierszu
Teraz: "Ty co świecisz w oczach jak w Ostrej Bramie/
nie zapominaj/ że pisząc wiersze byłem ci wierny/ w czasach
Stalina".
Dopiero w roku 1959 dzięki staraniom Jerzego Zawieyskiego
ukazał się pierwszy powojenny tomik poety Wiersze,
opublikowany nakładem Wydawnictwa Pallotynów. Potem cenzura
zrobiła swoje i przez długie lata utwory księdza nie były
oficjalnie publikowane. Kiedy w roku 1970 w Znaku ukazały
się Znaki ufności, a osiem lat później Niebieskie
okulary, ks. Jan z humorem to skomentował: "Mogę powiedzieć,
że jako poeta jestem nastolatkiem", a był już wtedy dobrze
po pięćdziesiątce.
Wiersze najpiękniejsze
Jan Twardowski urodził się w Warszawie 1 czerwca 1915 roku
w rodzinie Jana i Anieli Komderskich. Głęboka pobożność obojga
rodziców była wzorem dla czwórki rodzeństwa. Właśnie matka
jest jedną z najpiękniejszych postaci w tej poezji. Pojawia
się dyskretnie, na moment, ale niesie ze sobą wiele serdecznych
uczuć i nostalgiczne wspomnienia: "i widzę wreszcie moją matkę/
w nie spalonym domu/ przyszywa guzik co się gubił stale/ Ile
trzeba przejść nieba żeby ją odnaleźć".
Jeden z najbardziej dramatycznych utworów ks. Jana Twardowskiego
to wiersz Komańcza, poświęcony uwięzionemu prymasowi
Wyszyńskiemu: "Kocham deszcz, który pada czasami w Komańczy/
(...) Krzyże żadne nie krwawią, gdy jest świętość i spokój/
gdy z wygnańcem po cichu drży Polska -/ wszystko proste jak
wiersze - brewiarz, lampa i pokój/ drzew warszawskich na niebie
gałązka".
Ale twórczość ks. Twardowskiego to przede wszystkim wielka
poezja religijna: wiersze nienarzucające się, a trafiające
prosto w serce. Nikt wrażliwiej niż on nie ukazał piękna Ewangelii
i dobroci Boga. Nikt delikatniej niż on nie potrafił mówić
z niewierzącymi. Ks. Twardowski lubił niewierzących, znajdował
właściwy język w rozmowie z nimi i drogę do ich serc i umysłów.
W poezji zapewniał: "nie przyszedłem pana nawracać (...) po
prostu usiądę przy panu/ i zwierzę swój sekret/ że ja, ksiądz/
wierzę Panu Bogu jak dziecko".
Ostatnie wakacje
Ksiądz Jan zawsze wyjeżdżał na wakacje na wieś. Jako dziecko
spędzał je w Druchowie, majątku stryja, potem będąc kapłanem
na lato przenosił się do Lipkowa. Przyroda zawsze była jego
wielką miłością i stałym tematem wierszy. Ksiądz chętnie czytywał
książki przyrodnicze, zbierał zielniki. "Widzę urok szpaka,
wilgi, dzikiego królika, szorstkowłosego wyżła. To samo światło
pada na ludzi, na koniki polne i świerszcze" - mówił. I pisał,
np. w Suplikacjach: "Boże po stokroć święty, mocny
i uśmiechnięty - /Iżeś stworzył papugę, zaskrońca, zebrę pręgowaną
- /kazałeś żyć wiewiórce i hipopotamom -/ teologów łaskoczesz
chrabąszcza wąsami -/ dzisiaj, gdy mi tak smutno i duszno,
i ciemno -/ uśmiechnij się nade mną".
"Przyroda to pamiątka raju - mówił ks. Jan. - Ludzie sami
skazali się na wygnanie z raju. Można powiedzieć, ze dziś
niszcząc przyrodę w dalszym ciągu opuszczamy raj".
Ostatnie wakacje ks. Jan spędził w podwarszawskim Aninie
pod opieką dr Aldony Kraus. Lubił przebywać na słonecznym
tarasie i spoglądać na otaczające dom wysokie sosny. Opalony,
w dżinsowej koszuli wyglądał niemal młodzieńczo. Przekorny
uśmiech i przenikliwe spojrzenie sprawiały, iż trudno było
uwierzyć w to, że ma już 90 lat. "Przewlekła młodość, oto
co mi się przydarzyło" - mówił wtedy z humorem ks. Jan.
Dziewięćdziesięciolatek
Z okazji 90. urodzin poety wydano książkę Budzić nadzieję.
Abecadło dziewięćdziesięciolatka, jak się okazało - ostatnią
za jego życia.
Zawarte w Abecadle... wiersze, fragmenty kazań, komentarzy
niedzielnych czytań, niepublikowanych zapisków pochodzą z
kilkudziesięciu lat. To nieco dłuższe refleksje i lapidarne
określenia, zwięzłe myśli księdza na rozmaite tematy, np.
począwszy od litery "a": anioła, apostolstwa artysty, autoironii,
baranka wielkanocnego i baroku przez kolejne litery aż do
mądrości i miłości. Od niewierzącego po świętość i samotność
aż po zamykające Abecadło "życie". Z właściwą dla siebie
skłonnością do paradoksu pisze ks. Twardowski: "Nikt z nas
nie chciał się urodzić. Ktoś niewidzialny rzucił nas na ten
świat jak Jasia i Małgosię do ciemnego lasu. Otwieramy oczy
i dziwimy się, że żyjemy. Kto z nas chciał żyć? Kiedy staremu
Abrahamowi narodził się syn, nazwano go Izaakiem, śmiechem
ludzi zdziwionych".
Mądre, dające do myślenia już na własny rachunek, a niekiedy
rozczulająco zabawne jest to abecadło dziewięćdziesięciolatka
ks. Twardowskiego. Wiele się można zeń nauczyć, wiele skorzystać,
a najwięcej wynieść wzruszeń.
"Wszyscy chcieliśmy niemożliwego, aby dobry ksiądz Twardowski
był z nami zawsze - napisał w Rzeczpospolitej Piotr
Wojciechowski w kilka dni po śmierci poety. Tak oczywiście
się stać nie mogło. Już ks. Jan nie będzie czekał na pięterku
swej kapelanii na gości, już nie można do niego wpaść popołudniem
na pogawędkę, na podzielenie się nowinami, których zawsze
z uwagą wysłuchiwał. U wizytek już nie ma księdza Twardowskiego.
Ten adres przestał istnieć.
A żal i poczucie opuszczenia mogą jedynie łagodzić słowa
samego poety ks. Twardowskiego, który mówił: "Można odejść
na zawsze, by stale być blisko".
Pożegnanie
3 lutego w warszawskim kościele Świętego Krzyża odbędą się
uroczystości pogrzebowe księdza Jana Twardowskiego. Mszę odprawi
prymas Polski kardynał Józef Glemp. Dzień wcześniej trumna
z ciałem poety będzie wystawiona w kościele Sióstr Wizytek.
Ale tam nie pozostanie. Będzie przeniesiona do sanktuarium
Opatrzności Bożej w Wilanowie do krypty zasłużonych.
Co by na to powiedział ksiądz Jan Twardowski, który najbardziej
pokochał wiejskie parafie i nie ukrywał, że najlepiej mu było
w "kościele z posadzką od pacierzy wytartą i krzywą (...)
gdzie modliłem się, żeby nigdy nie być ważnym".
|