PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 27 stycznia 2006


Anna Bernat

Oaza
księdza Twardowskiego


Było to ważne miejsce w Warszawie. Ważny adres. Tuż obok najruchliwszej stołecznej ulicy - Krakowskiego Przedmieścia, w głębi ogrodu na terenie klasztoru Sióstr Wizytek w drewnianej kapelanii od lat mieszkał ksiądz Jan Twardowski.

Młodzi i dorośli czytelnicy zafascynowani jego poezją zawsze chcieli osobiście poznać autora dyskretnych, delikatnych wierszy prowadzących przyjaznymi ścieżkami do Boga. Jeszcze kilka lat temu, zgodnie z wieloletnim zwyczajem, o godz. 3 po południu w zaciszu kościoła Wizytek siadał w przedsionku zakrystii i czekał na tych, którzy chcieli z nim porozmawiać. Jeszcze na kilka tygodni przed ostatnim pobytem w szpitalu ksiądz przyjmował każdego, kto się wdrapał po stromych schodach na pięterko, gdzie miał swą "oazę": dwa bardzo skromne pokoiki wypełnione jego ulubionymi "małymi" przedmiotami: pamiątkami, starymi fotografiami, zegarami i figurkami aniołów, osiołków i ptaków.

Ten adres przestał istnieć. Ksiądz Jan Twardowski zmarł wieczorem 18 stycznia w warszawskim szpitalu przy ul. Banacha. W czerwcu 2006 roku ukończyłby 91 lat.

"Przygasnę przy ołtarzu, iskierka po iskierce/ Zostaną tylko buty jak przydeptane serce" - pisał niegdyś w wierszu Na słomce.

Miłość. To był mój temat

Wybitny poeta, świetny kaznodzieja gromadzący tłumy na mszach u wizytek, serdeczny człowiek o niezwykłym poczuciu humoru. Najchętniej cytowany współczesny autor. Napisał ponad 50 książek. W księgarniach stale znajdują się w sprzedaży jego tomiki poetyckie. Wszystkie to bestsellery. Zawsze się dopytywał: "A jak tam, czy jeszcze czytają moje książki?". Pamiętam, że podczas jednego ze spotkań na to pytanie odpowiedziałam: "W księgarniach prawdziwa lawina księdza tomików! A tak naprawdę, to już tylko za to jedno zdanie Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą powinien ksiądz dostać Nobla". "Udało się, jakoś wyskoczyło mi z głowy to zdanie - odparł skromnie i zagadkowo się uśmiechając dodał - spotykam je w nekrologach. Często bez mojego nazwiska, ale i tak się cieszę, bo najważniejsze jest to, co napisałem, a nie, że to ja napisałem. Trzeba się pospieszyć z kochaniem innych nie tylko dlatego, że grozi nam rozstanie z kimś bliskim z powodu śmierci, lecz dlatego że ludzie odchodzą od siebie, gdy życie jest w pełnym biegu. Zmieniają partnerów, opuszczają rodziny, skazują bliskich na samotność. Być może dochodzi do tych rozstań, bo właśnie spóźniliśmy się z okazaniem uczuć, nie dość kochaliśmy, nie daliśmy odczuć bliskiej osobie, że jest wyjątkowa".

"Bo w życiu - mówił ks. Twardowski - najważniejsze jest życie. A zaraz potem miłość. Naprawdę chodzi o miłość. Pragniemy jej od urodzin po śmierć. Niezależnie, czy jesteśmy młodzieńcami czy ludźmi starszymi, niezależnie od wieku chcemy być kochani i dawać miłość. Różne bywają jej rodzaje: miłość do Boga, młodych zakochanych, matki do dziecka, dziadka do wnuczka, profesora do uczniów. Są nie tylko cierpienia młodego, ale i starego Wertera. Człowiek czułby się oszukany, gdyby miłości nie zaznał. Niektórzy się dziwili, dlaczego stary ksiądz pisze o miłości. Ale to był mój temat. I teraz, gdy piszę już mniej, sam lubię te wiersze czytać" - dodawał z uśmiechem.

A tymi wierszami obdarzał nas od lat. Choć chronologia ich wydawania nie była taka oczywista. W latach 50. sam poeta unikał publikowania wierszy. Twórczość ukrył głęboko w sferze prywatności. Po latach odniesie się do tamtej epoki w wierszu Teraz: "Ty co świecisz w oczach jak w Ostrej Bramie/ nie zapominaj/ że pisząc wiersze byłem ci wierny/ w czasach Stalina".

Dopiero w roku 1959 dzięki staraniom Jerzego Zawieyskiego ukazał się pierwszy powojenny tomik poety Wiersze, opublikowany nakładem Wydawnictwa Pallotynów. Potem cenzura zrobiła swoje i przez długie lata utwory księdza nie były oficjalnie publikowane. Kiedy w roku 1970 w Znaku ukazały się Znaki ufności, a osiem lat później Niebieskie okulary, ks. Jan z humorem to skomentował: "Mogę powiedzieć, że jako poeta jestem nastolatkiem", a był już wtedy dobrze po pięćdziesiątce.

Wiersze najpiękniejsze

Jan Twardowski urodził się w Warszawie 1 czerwca 1915 roku w rodzinie Jana i Anieli Komderskich. Głęboka pobożność obojga rodziców była wzorem dla czwórki rodzeństwa. Właśnie matka jest jedną z najpiękniejszych postaci w tej poezji. Pojawia się dyskretnie, na moment, ale niesie ze sobą wiele serdecznych uczuć i nostalgiczne wspomnienia: "i widzę wreszcie moją matkę/ w nie spalonym domu/ przyszywa guzik co się gubił stale/ Ile trzeba przejść nieba żeby ją odnaleźć".

Jeden z najbardziej dramatycznych utworów ks. Jana Twardowskiego to wiersz Komańcza, poświęcony uwięzionemu prymasowi Wyszyńskiemu: "Kocham deszcz, który pada czasami w Komańczy/ (...) Krzyże żadne nie krwawią, gdy jest świętość i spokój/ gdy z wygnańcem po cichu drży Polska -/ wszystko proste jak wiersze - brewiarz, lampa i pokój/ drzew warszawskich na niebie gałązka".

Ale twórczość ks. Twardowskiego to przede wszystkim wielka poezja religijna: wiersze nienarzucające się, a trafiające prosto w serce. Nikt wrażliwiej niż on nie ukazał piękna Ewangelii i dobroci Boga. Nikt delikatniej niż on nie potrafił mówić z niewierzącymi. Ks. Twardowski lubił niewierzących, znajdował właściwy język w rozmowie z nimi i drogę do ich serc i umysłów. W poezji zapewniał: "nie przyszedłem pana nawracać (...) po prostu usiądę przy panu/ i zwierzę swój sekret/ że ja, ksiądz/ wierzę Panu Bogu jak dziecko".

Ostatnie wakacje

Ksiądz Jan zawsze wyjeżdżał na wakacje na wieś. Jako dziecko spędzał je w Druchowie, majątku stryja, potem będąc kapłanem na lato przenosił się do Lipkowa. Przyroda zawsze była jego wielką miłością i stałym tematem wierszy. Ksiądz chętnie czytywał książki przyrodnicze, zbierał zielniki. "Widzę urok szpaka, wilgi, dzikiego królika, szorstkowłosego wyżła. To samo światło pada na ludzi, na koniki polne i świerszcze" - mówił. I pisał, np. w Suplikacjach: "Boże po stokroć święty, mocny i uśmiechnięty - /Iżeś stworzył papugę, zaskrońca, zebrę pręgowaną - /kazałeś żyć wiewiórce i hipopotamom -/ teologów łaskoczesz chrabąszcza wąsami -/ dzisiaj, gdy mi tak smutno i duszno, i ciemno -/ uśmiechnij się nade mną".

"Przyroda to pamiątka raju - mówił ks. Jan. - Ludzie sami skazali się na wygnanie z raju. Można powiedzieć, ze dziś niszcząc przyrodę w dalszym ciągu opuszczamy raj".

Ostatnie wakacje ks. Jan spędził w podwarszawskim Aninie pod opieką dr Aldony Kraus. Lubił przebywać na słonecznym tarasie i spoglądać na otaczające dom wysokie sosny. Opalony, w dżinsowej koszuli wyglądał niemal młodzieńczo. Przekorny uśmiech i przenikliwe spojrzenie sprawiały, iż trudno było uwierzyć w to, że ma już 90 lat. "Przewlekła młodość, oto co mi się przydarzyło" - mówił wtedy z humorem ks. Jan.

Dziewięćdziesięciolatek

Z okazji 90. urodzin poety wydano książkę Budzić nadzieję. Abecadło dziewięćdziesięciolatka, jak się okazało - ostatnią za jego życia.

Zawarte w Abecadle... wiersze, fragmenty kazań, komentarzy niedzielnych czytań, niepublikowanych zapisków pochodzą z kilkudziesięciu lat. To nieco dłuższe refleksje i lapidarne określenia, zwięzłe myśli księdza na rozmaite tematy, np. począwszy od litery "a": anioła, apostolstwa artysty, autoironii, baranka wielkanocnego i baroku przez kolejne litery aż do mądrości i miłości. Od niewierzącego po świętość i samotność aż po zamykające Abecadło "życie". Z właściwą dla siebie skłonnością do paradoksu pisze ks. Twardowski: "Nikt z nas nie chciał się urodzić. Ktoś niewidzialny rzucił nas na ten świat jak Jasia i Małgosię do ciemnego lasu. Otwieramy oczy i dziwimy się, że żyjemy. Kto z nas chciał żyć? Kiedy staremu Abrahamowi narodził się syn, nazwano go Izaakiem, śmiechem ludzi zdziwionych".

Mądre, dające do myślenia już na własny rachunek, a niekiedy rozczulająco zabawne jest to abecadło dziewięćdziesięciolatka ks. Twardowskiego. Wiele się można zeń nauczyć, wiele skorzystać, a najwięcej wynieść wzruszeń.

"Wszyscy chcieliśmy niemożliwego, aby dobry ksiądz Twardowski był z nami zawsze - napisał w Rzeczpospolitej Piotr Wojciechowski w kilka dni po śmierci poety. Tak oczywiście się stać nie mogło. Już ks. Jan nie będzie czekał na pięterku swej kapelanii na gości, już nie można do niego wpaść popołudniem na pogawędkę, na podzielenie się nowinami, których zawsze z uwagą wysłuchiwał. U wizytek już nie ma księdza Twardowskiego. Ten adres przestał istnieć.

A żal i poczucie opuszczenia mogą jedynie łagodzić słowa samego poety ks. Twardowskiego, który mówił: "Można odejść na zawsze, by stale być blisko".

Pożegnanie

3 lutego w warszawskim kościele Świętego Krzyża odbędą się uroczystości pogrzebowe księdza Jana Twardowskiego. Mszę odprawi prymas Polski kardynał Józef Glemp. Dzień wcześniej trumna z ciałem poety będzie wystawiona w kościele Sióstr Wizytek. Ale tam nie pozostanie. Będzie przeniesiona do sanktuarium Opatrzności Bożej w Wilanowie do krypty zasłużonych.

Co by na to powiedział ksiądz Jan Twardowski, który najbardziej pokochał wiejskie parafie i nie ukrywał, że najlepiej mu było w "kościele z posadzką od pacierzy wytartą i krzywą (...) gdzie modliłem się, żeby nigdy nie być ważnym".


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail