ANNA FRAJLICH
Kamień ciężki, życie lekkie
O nowym tomiku wierszy Wasyla Machny
34
wiersze o Nowym Jorku i nie tylko. Tak zatytułowany najnowszy
polski tom wierszy ukraińskiego poety Wasyla Machny może i
powinien stać się lekturą obowiązkową dla nas wszystkich,
którzy z różnych przyczyn, z przypadku, z własnej woli lub
konieczności znaleźli w Nowym Jorku swą tymczasową lub trwałą
przystań. Samo słowo "przystań" nie jest tu zdawkową lub przypadkową
metaforą, bowiem obraz Nowego Jorku, tak jak w rzeczywistości,
umiejscowiony jest w wierszach Machny pomiędzy zwierzęco zaborczymi
wodami - Hudsonem, Rzeką Wschodnią i oceanem. Sam będący wyspą,
otoczony jest wyspami i półwyspami połączonymi mostami, z
których najsłynniejszy - Brooklyński - trafił do jednego z
34 wierszy w tym tomie.
Wasyl Machno, urodzony w 1964 roku w Czortkowie ukraiński poeta, tłumacz,
eseista i filolog, znany jest polskim czytelnikom dość dobrze. Obecny tom
to już druga (po Wędrowcach) jego książka wydana w Polsce.
Jest też z Polską związany innymi nićmi, był wykładowcą języka
ukraińskiego na Uniwersytecie Jagiellońskim, jest też znanym tłumaczem
literatury polskiej.
Do Stanów Zjednoczonych przyjechał stosunkowo niedawno, toteż jego
spojrzenie jest świeże, drapieżne i przenikliwe. Ponieważ przyjechał
z własnej woli, obce mu są bóle wygnańca. Chociaż nieobce rozterki
powracającego do kraju "syna marnotrawnego". Przy całej swej poetyckiej
wirtuozerii wiersze Machny są czytelnikowi bliskie i dostępne. Są to opowieści
o wędrówkach po Manhattanie, o dzieciństwie na Ukrainie, o bólu tożsamości.
W ciągu tych kilku lat Nowy Jork zrósł się z jego twórczością
w sposób szczególny. Machno zdołał stworzyć w ukraińskiej poezji
coś w rodzaju swoistego nowojorskiego tekstu, który konsekwentnie rozwija
i za pomocą języka, obrazów i poetyki wprowadza do literatury ukraińskiej.
Już w pierwszej linijce pierwszego wiersza stawia wyzwanie kanonowi. "Ukraiński
poeta/musi pisać rymowane wiersze/ a gońcie się"... On nie chce
pisać rymami, jak tego oczekują niektórzy jego krytycy. Tu i tam wspomina
nazwisko Tarasa Szewczenki i Łesi Ukrainki, a także innych, mniej nam
znanych poetów ukraińskich, ale Machno z całą świadomością i odwagą
chce nie wyrzekając się swej miejscami gorzkiej i bolesnej przeszłości
ustanowić własny kanon, wyzwolić się z przecinków i kropek. Jego szkoła
poetycka to najgłośniejsze nazwiska antologii światowej poezji, nie wyłączając
polskiej, z którą ma jako tłumacz Zbigniewa Herberta bardzo intymne związki
- "naciągnąłem strunę światła na ukraińskie skrzypce".
Z takim bagażem śmiało wyrusza na poetycki podbój Nowego Jorku. Jego
poezja wchłania współczesną cywilizację z całą jej paradoksalną
nieprzenikalnością, toteż jego metafory oparte są często na oksymoronie:
("trójkątne koła; eliptyczne prostokąty; nasienie piasku; jednorazowe
strzykawki/ z zaschniętą ludzką krwią").
W tej niezwykłej urbanistycznej epopei, wśród przez niego samego wypatrzonych genius loci, Machno odnajduje wciąż nowe znaki tego, co go fascynuje
i przeraża jednocześnie: ciągłość i przemijanie, przypadkowość
i jakaś wyższa nieunikniona logika tej przypadkowości. Inny narzucający
się temat to konfrontacja dwóch żywiołów - natury i kultury. Może
najmocniejszym wyrazem tej konfrontacji jest wiersz o słynnym teatrze awangardowym
La MaMa; w wierszu tym teatr nie jest szacowną świątynią sztuki, ale
pasją w pogoni za zaspokojeniem niemal zwierzęcego głodu:
La MaMo - młoda wilczyco
z czerwonymi smoczkami
pośród włochatej szorstkiej sierści
pachniesz świeżym mlekiem
położnicy
Z podobną zresztą pasją i w podobnym tonie napisany jest wiersz Jazzowa
wariacja. Następuje w tych wierszach fuzja cywilizacji wysokiej czy zaawansowanej
z elementem niskim, zwierzęcym, stąd np. w jednym z wierszy pojawiają
się lisice, wilczyce, psy, myszy z "fizjologiczną potrzebą częstego
wydalania".
Wysokie z niskim łączy się także w sferze metafizycznej, są tu
"metafizyczne lisice", ale sam pęd do pisania jest równie metafizyczny,
co zwierzęcy. Stąd zaschnięte na stronicy książki trupki mrówek
łączą się z literami, mysia nieokiełznana potrzeba wydalania z nieokiełznaną
potrzeba pisania. Morfologia podobna tu jest do morfiny, a poezja to "uzależnienie
od słowa", "czekanie na słowa, żeby słowa przyniosły". I niemal
przez każdy obraz przewala się nowojorski tłum "buddystów zen/ tybetańskich
mnichów/ i pacyfistów".
Machno lubi rozwinąć i dopracować metaforę: w wierszu Na kawie w
"Starbucks" czytamy:
Cóż oto i 12 apostoł roku - grudzień
siada za stół ostatniej wieczerzy
niebogate owoce swych dni
wykładasz z torby
żeby ugościć 12 apostołów
Ten wiersz, w którym 40-letni poeta podsumowuje swe życie przy kawie
na dolnym Manhattanie, obserwując dwóch meksykańskich robotników układających
marmurowe płyty przy wejściu do budynku, kończy się słowami: kamień
ciężki/ życie lekkie.
"Życie lekkie" to także jeden z oksymoronów Machny. Można się
o tym przekonać czytając wiersze o ukraińskim rodowodzie Fotografia
roku 1969, Żeby postawić kropkę nad i w kwestii nazwiska, SS Brandenburg rok 1913. Ukraina nie znika z jego wierszy. Wręcz odwrotnie,
wdziera się z całym swoim dramatem ogólnym i poszczególnym w wiersze
nowojorskie.
Ulubiony malarz poety to Hieronim Bosch. Zaryzykowałabym twierdzenie, że
obrazy poetyckie Machny fantastyczne i panoramiczne mają pewną "boschowską"
perspektywę i niewątpliwie ten rozdzierający rany pazur.
Jednym z najgłębszych tematów tej poezji jest sama poezja, sztuka i jej
twórcy. O Apollinairze, Jehuda Amichaj, Nowojorska kartka
dla Bohdana Zadury, Cornelia Street Café (poświęcony Elżbiecie
Czyżewskiej), Na wieczorze Andrieja Wozniesieńskiego, Federico
Garcia Lorca, Kastraci to wiersze o cenie, jaką płaci się za
twórczość. Nie darmo jednym z powtarzających się motywów jest krew
i atrament, znany w literaturze, ale tu występujący ze wzmożona siłą
wyrazu; "zaschły atrament - czarna krew komputera -".
A w innym miejscu:
Jedni pisali piórem
- inni przecinali sobie żyły -
i maczali je w zgęstniałej
od alkoholu i narkotyków krwi
Nie do nich należy Wasyl Machno, którego dorobek poetycki zapewnił
mu niezaprzeczalne miejsce w ukraińskiej, a dzięki przekładom Bohdana
Zadury i w polskiej poezji. Wydaje się, że jego obawa wyrażona w jednym
wierszu, czy zostanie w literaturze "osiem wierszy", jest płonna. Jestem przekonana,
że zostaną wszystkie "34 wiersze o Nowym Jorku i nie tylko". Nie tylko.
__________________________
Wasyl Machno, 34 wiersze o Nowym Jorku i
nie tylko. Wybór i przekład Bogdan Zadura, Biuro Literackie,
Wrocław 2006, s. 74, cena 12 dol. plus 6,50 dol. porto w przypadku
zamówienia z wysyłką (do nabycia w Księgarni Nowego Dziennika).
|