PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 24 czerwca 2005


Marek Kusiba

Żabką przez Atlantyk

Ruchy
Robakowe

Na felieton w poprzednim numerze - o dorastaniu do miecza, do tekstu i w ogóle do życia - zareagował Romek Sabo z Vancouver "króciutką wycieczką" pod moim adresem. Napisał: "Kto o mieczu w Polsce pisze, nie może nie odwołać się do Mickiewicza. Nie tego z artykułu w Wyborczej o Kuroniu - 'Był tam też chłopak, który - jak opowiadał - w asyście milicjantów przeszedł pół miasta w płaszczu, na którym miał wypisane kredą 'Wolność słowa', a oni nie starli napisu, bo to dowód rzeczowy. I chłopak, który był z lumpenproletariackiej rodziny na Żoliborzu, przy przypadkowym legitymowaniu podał swoje dane, a że nazwisko miał Mickiewicz, został zatrzymany'; - ale tego prawdziwego Mickiewicza-wieszcza. Ksiądz Robak w swojej spowiedzi: ´Przeklęta broń ognista! kto mieczem zabija,/ Musi składać się, natrzeć, odbija, wywija,/ Może rozbroić wroga, miecz w pół drogi wstrzymać;/ Ale ta broń ognista, dosyć zamek imać,/ Chwila, jedna iskierka...'".

Ma rację dr Sabo, wytrawny eseista i polemista, współautor Zmowy oddalonych, książki już napisanej, ale ciągle przez nas niewydawanej, bo ciągle nam się wydaje, że mamy rację, ale nie do końca w kwestii oddalenia, emigrowania, życia w dwuświecie, w podróży, czyli bycia i tu, i tam, czyli nie bycia ani tu, ani tam. Ma rację, ale jakże smutną, wielką jak restauracja przy drodze na Radom, ale co z tego, skoro wciąż zamknięta, niedokończona, bo właścicielowi skończyły się pieniądze, które przepił - w innej restauracji. Tak, pisząc w Polsce o mieczu nie sposób pominąć i Mickiewicza, i Słowackiego ("Polak w kołysce i w trumnie przy szabli"), i Kochanowskiego ("Komu zawżdy nad szyją wisi miecz goły"), i Norwida ("Nie miecz, nie tarcz - bronią Języka,/ Lecz - arcydzieła!"), i Niemojewskiego ("Król krzyżem i mieczem wygraża sąsiadom"), i Franciszka Karpińskiego ("Krzyż w jednej ręce, żelazo ma w drugiej"), i Niemcewicza ("W mieczu i pługu są Polaków siły"), i znów Słowackiego ("miecz nie ściemniał"), i znów Mickiewicza, i znów, i znów... Miecz nie ściemniał i ja nie zamierzam: cytatów wierny klucz ciągnie literatura polska, zaprzyjaźniona z mieczem jak rzadko która. Zostańmy jednak na chwilę przy księdzu Robaku. Kim zatem jest ten symbol mieczowej chwały?

Jacek Soplica alias ksiądz Robak to porzucony kochanek, zabójca niedoszłego teścia-Stolnika, strzelający doń "iskierką" z rosyjskiego karabinu, podejrzewany o status tajnego współpracownika rosyjskich służb specjalnych, wywiadu wojskowego nie pomijając. Co gorsza, spowiada się publicznie na łożu śmierci dość podejrzanym typom w stanie wskazującym ("Bernardyn zmówił krótki pacierz po łacinie;/ Mężczyznom dano wódkę") - i to w księdze zatytułowanej Emigracja. Wcześniej zachęcał do wyjazdu na saksy Bogu ducha winnego młodzieńca. Ksiądz Robak to postać tragiczna i mało sympatyczna. Przypomina generała Jaruzelskiego. Oto kolejny cytatów klucz ze spowiedzi księdza, klucz do zagadki generała: "Trzy razy Moskwa kijami zraniła me plecy,/ Raz już wiedli na Sybir"; "Jest w tym zasługa nie chcieć zostać winowajcą/ Narodowym, choć naród okrzyczy cię zdrajcą!"; "Imię zdrajcy przylgnęło do mnie jako dżuma"; "Moskwa mnie uważała gwałtem za stronnika"; "Nawet gmin, który swoim tak łacnie uwłacza,/ Tym, którzy Moskwie służą, szczęśliwszym - przebacza!".

Gmin dawno przebaczył generałowi, a nawet zapomniał o krzywdzie, jaką krajowi wyrządził, wpędzając go na całą dekadę w marazm i apatię, wpędzając tysiące do więzień i wypędzając dziesiątki tysięcy na emigrację. Gmin przebaczył, bo, słowami wieszcza-Mickiewicza, "Miała nad umysłami wielką moc ta tłuszcza;/ Bo Pan Bóg, kiedy karę na naród przepuszcza,/ Odbiera naprzód rozum od obywateli". Nieliczni tylko wciąż się upominają o rachunek krzywd. W ostatnim Tygodniku Powszechnym patrzy z pierwszej strony twarz w ciemnych okularach, ilustrująca esej Tadeusza Sławka Kicz w szarych dekoracjach. Do tego tekstu wrócę za tydzień, jako że generał Jaruzelski znów wychynął, jak zły duch, na powierzchnię społecznej debaty i straszy w mediach długim a przewlekłym wywlekaniem i praniem brudów stanu wojennego, jakby to on był główną i jedyną ofiarą wojny zafundowanej przez siebie samego swojemu (w znaczeniu właścicielskim) narodowi.

Minęło prawie ćwierć wieku, a w Polsce, jak w stanie wojennym, z telewizorów i gazet straszy postać w ciemnych okularach. Jedyna zmiana: występuje w cywilu, ma status gwiazdy. Jaruzelski buszuje w polskich domach niczym Jacek Soplica vel ksiądz Robak w VI księdze Pana Tadeusza w zaścianku Dobrzyńskich, ale uparcie nie widzi na ścianach szabli naszych przodków, co w powstaniach walczyli przeciw tyranom na moskiewskim żołdzie.

Rzeczywistość Polski XXI wieku jest, delikatnie mówiąc, nie najwyższej jakości. Przed tygodniem napisałem, że w czasach japońskiej dominacji technologicznej w dziedzinie miecza nasi przodkowie walili się po łbach zardzewiałymi sztabami, zwanymi szablami i mieczami. Dziś dodać mogę, że to im chyba w genach zostało, bo walą się po łbach mediami. Jak w tym dowcipie o gaździe, który tłumaczył w sądzie, że zdzielił denata po głowie gazetą. - A co było w gazecie? - docieka sędzia. - W gazecie była szyneczka. - Szyneczka?! - No tak, od wąskotoróweczki - triumfuje gazda, bo mu się udał żart z wymiaru sprawiedliwości.

Niestety, ma rację Romek Sabo: kto o mieczu w Polsce pisze, nie może nie odwołać się do Mickiewicza. Ale i do ulicy Mickiewicza na warszawskim Żoliborzu, gdzie późną nocą spotkałem parę młodych ludzi, malujących na świeżo odnowionym frontonie budynku pokraczne graffiti. Zapytałem, po co to robią. Chłopak z pokaźnym irokezem na głowie nawet nie oderwał wałka od ściany, tylko burknął: - Jest wolność słowa...

 

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail