PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 24 czerwca 2005


STANISŁAW M. JANKOWSKI

Znani ze
"skłonności wrogich"

W czasach PRL-u - zgodnie z instrukcjami Ministerstwa Spraw Wewnętrznych - konfidentów nazywano "źródłami operacyjnymi", inwigilowanie "ochranianiem", a śledzonych lub podsłuchiwanych "figurantami " oraz "obiektami". Pewnego dnia obok kabaretu Piwnica pod Baranami*) pod ochroną III Wydziału krakowskiej Służby Bezpieczeństwa znalazły się teatry, w ramach sprawy obiektowej o kryptonimie "Arlekin" rozpracowywane aż do końca października 1989 roku.

W szyfrogramach sprawy "Arlekin", kierowanych kiedyś z krakowskiej SB do centrali MSW w Warszawie, znaleźć można informację, że Andrzej Wajda zamierza podjąć pracę nad Antygoną Sofoklesa. Oceniano w szyfrogramie, że obok Szewców Witkiewicza, Kordiana Słowackiego, Tanga Mrożka i Fausta Goethego treść sztuki Sofoklesa "z uwagi na aktualną sytuację panującą w kraju może inspirować widzów do negatywnych zachowań".

Uzbrojeni zomowcy z Antygony

Szyfrogram nadany 21 września 1972 roku wyjaśniał centrali plany Krakowa. "Mając na uwadze niedopuszczenie do dowolnej interpretacji sztuk szkodliwych dla aktualnej polityki władz przeprowadzono rozmowy w Wydziale Kultury i Sztuki Urzędu m. Krakowa i wydziale kultury Komitetu Wojewódzkiego PZPR, zwracając uwagę na [sztuki] w fazie ich adaptacji i prób" - meldował zwierzchnikom z III Departamentu MSW naczelnik III Wydziału krakowskiej SB, kapitan Andrzej Więckowski.

Wspomniane rozmowy musiały nie dać rezultatu i w listopadzie 1983 roku szyfrogram wspominał o rozpoczęciu prób Antygony i podporządkowaniu całego Starego Teatru temu wydarzeniu. "Wynika to przede wszystkim z uwagi na znaną w środowisku zdecydowanie opozycyjną do polityki władz postawę Andrzeja Wajdy oraz z faktu, że jest to pierwsza zrealizowana przez tego reżysera sztuka w Polsce od czasu wprowadzenia stanu wojennego". Kapitan Więckowski informował równocześnie o zdecydowanie jednoznacznych wypowiedziach reżysera na temat sytuacji w kraju w okresie 1982-83 i oczekiwaniach "niektórych aktorów" spodziewających się, że poprzez realizację Antygony Wajda będzie starał się wyrazić "swój negatywny stosunek do aktualnej sytuacji i polityki władz".

Następne szyfrogramy ponownie wspominały o jednoznacznie negatywnych poglądach politycznych reżysera i wspierającej go żony - scenografa Krystyny Zachwatowicz, a także o odczytaniu przez widzów spektaklu jako "pokazania bezwzględności władzy".

"Andrzej Wajda - donoszono z Krakowa, niewątpliwie opierając się na opinii jakiegoś znawcy teatru - interpretuje Kreona jako symbol władzy, usiłującej ją sprawować wbrew rozsądkowi i wbrew rządzonemu społeczeństwu - siłą i terrorem". Kapitanowi Więckowskiemu nie podobał się "elegancko skrojony garnitur" Kreona, chóry w roboczych kurtkach, waciakach i kaskach, strażnicy w mundurach polowych, chociaż - co podkreślano w szyfrogramie - "nie typowo wojskowych, za to z bronią długą, w chełmach i z okularami na wzór ZOMO" [pisownia oryginalna - smj].

Kierownictwo III Wydziału krakowskiej SB martwiło się spodziewanym "dużym zainteresowaniem widzów, z uwagi na osobę reżysera i zastosowaną przez niego aluzyjność do współczesności". Z obawy przed reprymendą ze strony centrali wyjaśniano "nie podjęcie ingerencji", gdyż zgłoszony do cenzury tekst w niczym nie odbiegał od tłumaczenia Antygony przez Stanisława Hebanowskiego. Z szyfrogramu w styczniu 1984 roku można się dowiedzieć, że obok funkcjonariuszy SB i cenzorów zatwierdzali spektakl przedstawiciele Komitetu Krakowskiego PZPR i Wydziału Kultury i Sztuki Urzędu m. Krakowa. Uznano wspólnie, że "budzące się skojarzenia są pozorne i są wynikiem płytkiego spojrzenia na tę sztukę, w związku powyższym nie należy ich brać pod uwagę".

Andrzej Wajda przeciwko władzy

Reżysera szpiegowano nie tylko w czasie przygotowywania Antygony. W maju 1984 roku poszedł do Warszawy szyfrogram o trwającym pół godziny wystąpieniu reżysera w kościele parafialnym w Mistrzejowicach. Meldowano, że mówił o swoich filmach, zrealizowanych we Francji i RFN, o braku zgody na realizację przez niego III części Dziadów w Teatrze Polskim w stolicy, o konieczności kręcenia w Polsce filmów, na które jest zapotrzebowanie społeczne. Obecny wśród prawie trzech tysięcy osób konfident oceniał, że "spotkanie rozczarowało, bo spodziewano się głosu zdecydowanego z akcentami politycznymi", a - jak pisał - "Andrzej Wajda stracił na swej bojowniczości".

Kapitana Więckowskiego wyraźnie rozczarował brak incydentów w czasie spotkania z Wajdą w krakowskim Klubie Inteligencji Katolickiej. Szyfrogram do centrali wspomina o wypowiedzi reżysera, że przyklejona mu etykietka "wroga ustroju" nie pozwala realizować planów i oznacza konsekwencje natury artystyczno-administracyjnej oraz podkreśla, że reżyser poinformował słuchaczy o filmach wycofanych lub innych, "okaleczonych nie do poznania".

"Nie zostaje mi nic innego, jak zdanie się na duchową kontemplację i czekanie na lepsze czasy" - miał powiedzieć reżyser, a te jego słowa również skwapliwie zanotował konfident, obecny wśród - jak skwapliwie obliczył - "około 160 słuchaczy". "Nie zanotowano innych faktów i wypowiedzi, mających charakter polityczny - skomentowano w szyfrogramie plany Andrzeja Wajdy.

Zachowanie i wypowiedzi reżysera śledzono w czasie pobytu w Krakowie ekipy telewizyjnej z RFN, realizującej Portret Wajdy. Podczas "operacyjnego zabezpieczania" każdego kroku Niemców i na podstawie doniesień tajnych współpracowników stwierdzono, że "filmowane ujęcia sceniczne nie zawierają akcentów politycznych". W szyfrogramie do Warszawy szef Wydziału III krakowskiej SB nie ukrywał jednak, że ma obawy, co się stanie podczas montażu poszczególnych sekwencji oraz ewentualnego komentarza. I przypominał, że ze względów politycznych "prezentowanie w naszym odczuciu tego typu programów przez zachodnie środki masowego przekazu jest niewskazane".

Wśród dokumentów sprawy "Arlekin", potwierdzających szpiegowanie reżysera, wyróżnia się szyfrogram o planach Wajdy, zamierzającego "podobno zostać rektorem krakowskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej" oraz inny, sugerujący, że w Teatrze Starym postanowił "ustabilizować swoją pozycję oraz poparcie dla realizacji długofalowych celów politycznych, sprzecznych z polityką władz". Nie można się więc dziwić, że w dokumencie prezentującym kierunki pracy III Wydziału krakowskiej SB na rok 1989 reżyser zostanie wpisany do grupy osób "znanych ze skłonności wrogich".

Dość już tego klaskania!

Antygona, jak wspomniano, nie była oczywiście jedynym opiniowanym przez bezpiekę spektaklem, a Andrzej Wajda jedynym z "figurantów" w czasie sprawy o kryptonimie "Arlekin". Centrala MSW w Warszawie została np. zawiadomiona natychmiast po "wyklaskaniu" w Filharmonii wybitnej pianistki Haliny Czerny-Stefańskiej, uznanej powszechnie za osobę popierającą działania Patriotycznego Ruchu Ocalenia Narodowego.

Obawiając się podobnych reakcji zabezpieczono "operacyjno-fizycznie" spektakl Dziadów, "celem ujawnienia ewentualnej próby wyklaskania aktora Jerzego Treli za jego postawę polityczną". W tym przypadku kapitan Więckowski mógł jednak pochwalić się centrali, że "na widowni nie stwierdzono aktów negatywnych zachowań, a spektakle przebiegały we właściwej atmosferze".

Funkcjonariuszom krakowskiej Służby Bezpieczeństwa trudniej już było przeciwdziałać aplauzowi, z jakim publiczność przyjmuje pozycje repertuarowe "o wątpliwych wartościach ideologicznych, poprzez odpowiednią interpretację ukazujących odbicie aktualnej sytuacji w kraju". Jako spektakle "odbijające sytuację w kraju" oceniano Mord w katedrze Eliota, Hamleta Szekspira, Bezimienne dzieło Witkiewicza oraz Tango Mrożka. Z czasem do ocenianych negatywnie spektakli doszły Maria Babla, Listopad Rzewuskiego i Hiob Wojtyły. Potwierdzały - jak oceniano w tajnych szyfrogramach i analizach tajnych-specjalnego znaczenia - że "teatr jest nadal płaszczyzną przekazu poglądów i postaw niezgodnych z linią polityczną partii", a wspomniane sztuki "w podtekstach przemycają w tendencyjny sposób fragmenty dotyczące obecnego okresu".

Meldowano też o rezygnacji Andrzeja Kijowskiego z funkcji dyrektora Starego Teatru w - jak oceniano - proteście przeciwko stanowi wojennemu, o "podtekstach politycznych, obliczanych na poklask publiczności w Teatrze STU, zbieraniu w Teatrze Ludowym datków finansowych "na poszkodowanych w stanie wojennym". Konfidenci o pseudonimach "Kapitan", "Jerzy", "Storczyk", "Marian", "Halina", "Róża", "Wojtek", "Donia", "Kuba" i inni dzielili się z prowadzącymi ich funkcjonariuszami SB wszystkim, co tylko usłyszeli. Informowali o wypowiedziach na bardziej czy mniej oficjalnych zebraniach, powiększali rozmiary konfliktów między dyrektorami i aktorami oraz - zgodnie z dyrektywami SB - interesowali się "prosolidarnościowymi postawami" dyrektora Teatru Słowackiego Mikołaja Grabowskiego, aktora Jerzego Radziwiłowicza oraz Elżbiety Morawiec-Węgrzyn, kierownika literackiego Starego Teatru, znanej z tego, że "dba w sensie negatywnym o kształt programu repertuarowego i ideologicznego tego teatru". Obok znajduje się komentarz, że "nadal nie zrobiono nic, mimo naszych sugestii, jeśli chodzi o korektę kierowników literackich".

Nie należy się więc dziwić, że w planie pracy III Wydziału krakowskiej SB na rok 1989 znalazł się projekt, aby wspólnie z odpowiadającym za teatry Wydziałem Kultury i Sztuki urzędu m. Krakowa "doprowadzić do nakłonienia dyrektorów teatrów do zmiany kierowników literackich. Dotyczy to - wyjaśniano - Starego Teatru (E. Morawiec ) i Teatru Bagatela (M. Horawska-Chajdecka).

Szukamy konfidentów i "konsultantów"

Na początku roku 1989 Służba Bezpieczeństwa nie wie, jak może wyglądać najbliższa przyszłość, ale planuje - podobnie jak w latach poprzednich - "Kierunki pracy na rok 1989 w środowisku teatralnym". W Wydziale III krakowskiej SB zamierza się dążyć do zwerbowania jeszcze kilku tajnych współpracowników, "wybranych spośród wytypowanych i już opracowanych kandydatów". W planie jest także znalezienie kilku nowych "kontaktów operacyjnych"; przy ich pomocy ma być dokonana "penetracja zalążków nowych Związków Zawodowych, celem izolacji osób zainteresowanych w rozbudowie tych organizacji, mających powiązanie z ugrupowaniami antypaństwowymi i eliminowanie ich wpływów w działalności ZZ". Konfidenci mają dostarczać informacje o postawie politycznej, zainteresowaniach osobistych, kontaktach towarzyskich i sytuacji rodzinnej: J. Romanowskiego, M. Litewki, Z. Kossowskiego, L. Skiby, A. Polony, K. Globisza i kilkunastu innych aktorów, "znanych ze skłonności wrogich". Tę listę nazwisk "wrogich" - jak już wspomniano wyżej - zamyka Andrzej Wajda.

SB nadal chce znać repertuar "pod kątem przemycania negatywnych treści politycznych, zapoznawać się na bieżąco ze scenariuszami projektowanych premier" i wiedzieć o zniekształcanych tekstach, co oznacza "częstsze zabezpieczanie operacyjne spektakli". W planach jest też pozyskanie kolejnego "konsultanta", który by dla SB - oczywiście za dobrym wynagrodzeniem - przygotowywałby ocenę planowanych premier, repertuaru i "zagrożeń", takich np. jak aplauz publiczności w czasie wygłaszania ze sceny treści, w żargonie milicyjnym nazywanych "wrogimi". To znaczy konsultantów, którzy przypomnieliby, że w danej sytuacji politycznej lepiej nie zgadzać się na śpiewanie na scenie np. Warszawianki, skoro są tam słowa Hej, kto Polak na bagnety... A na dodatek pieśń przypomina o polskiej okupacji Kremla i nazywa Kozaka - "mściwym", z którego "niech zostanie na tej ziemi, chyba trup" - czyli zawiera ewidentne akcenty... antyradzieckie.

Oprócz wszechstronnej kontroli aktorów "o skłonnościach wrogich" mają być podjęte działania represyjno-administracyjne poprzez zobligowanie dyrektorów teatrów do rozwiązywania umów o pracę oraz ingerencje w wydawanie paszportów, zarówno służbowych, jak i prywatnych. Inaczej mówiąc; niepokorni powinni zostać pozbawieni pracy.

Finał sprawy "Arlekin"

Kapitan Andrzej Więckowski, porucznik Tadeusz Flaga i ich koledzy nie zdążyli zrealizować wspomnianych wyżej planów i pomysłów. Po obradach okrągłego stołu i objęciu teki premiera przez Tadeusza Mazowieckiego nie zostanie im nic innego, jak przerwać inwigilację środowiska teatralnego, a sprawę o kryptonimie "Arlekin" wysłać do archiwum.

Podczas lektury dokumentów kilkanaście lat później zastanawia mnie jednak ostatnie zdanie w meldunku sygnalnym, datowanym 25 października 1989 roku. Sprawę "Arlekin" - czytam - postanowiono zakończyć nie tylko w związku ze zmianami zachodzącymi w życiu społeczno-politycznym kraju, ale w związku z "reorientacją naszych zainteresowań...". Wydaje mi się bowiem, że każdego, kto wie o rozwiązaniu SB pod koniec roku 1989 - a równocześnie słyszał o wyczynach służb specjalnych w naszym kraju w ostatnim piętnastoleciu - mają prawo zaniepokoić słowa o "reorientacji zainteresowań".

Ale może przesadzam?

-----------------------

*) Stanisław M. Jankowski, "Niebezpieczni dla socjalizmu", Nowy Dziennik - Przegląd Polski, 3 czerwca 2005 r.

W publikacji wykorzystano materiały do przygotowywanej książki, pochodzące m.in. ze zbiorów Biura Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów Instytutu Pamięci Narodowej w Krakowie.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail