PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 17 czerwca 2005


Marek Kusiba

Żabką przez Atlantyk

Dorastanie
do miecza

Siedzę w oczekiwaniu na to pierwsze zdanie, które pociągnie następne, w wyniku czego powstanie tekst. Myli się każdy, kto mniema, że pisanie to zachodzenie w temat albo do barów, błądzenie za natchnieniem, łapanie wiatru w żagle, anioła za pióra, wreszcie siadanie i przelewanie boskiego natchnienia na ekran laptopa. Nic podobnego. Pisanie to szukanie w głowie tego pierwszego zdania, wybieranie z karty dnia (lub nocy) dania strawnego, nietrującego. Pisanie to nieustanne szukanie igły w stogu siana, wybieranie ubrania w supermarkecie albo żony na tłumnym Manhattanie. Pisanie to przede wszystkim czekanie. Cała reszta to stukanie. Klikanie. Wklepywanie w komputer. Zajęcie jak najbardziej fizyczne, wyczerpujące i niepraktyczne.

Przed chwilą przerwał mi czekanie na me pierwsze zdanie Mirosław Bujko pytaniem, czy wiem, co to jest dorastanie do miecza. Mam - pomyślałem, mam pierwsze zdanie, czyli tytuł felietonu. Cała reszta to już tylko kwestia kilku godzin pisania na podstawie barwnego zeznania. Bujko, autor dwóch obiecujących powieści, komunikator i praktyk jajdo, dorasta do miecza od wielu lat. Wie o mieczu wszystko. Wyjaśnia ciemniakowi w tej dziedzinie (niejednej, oj, niejednej), że w kulturze Wschodu miecz ma wyjątkową pojemność symboliczną; jest symbolem etosu samurajskiego. Najbardziej czczoną bronią był w VII-VIII wieku. Wcześniej chodzono z łukiem, bo dużo wtedy prowadzono wojen. A później funkcję łuku przejął miecz.

Przyszedł z Chin poprzez Koreę, tam się przerodził w miecz jednosieczny, a w Japonii się zakrzywił, stał się wycinkiem wielkiego kręgu. Dzisiejszą postać uzyskał w okolicach XIII wieku, wówczas metalurgia japońska stała na poziomie niewyobrażalnym dla Europejczyków. Japończycy skuwali dwa rodzaje stali w przemyślną konstrukcję o wielu tysiącach warstw. Wypracowali miecz jako perfekcyjną maszynę do walki. Już wtedy górowali technologicznie nad resztą świata.

Spodobał mi się kodeks samurajski, podług którego miecz jest katsujin-ken, czyli niosący życie. Jest przede wszystkim narzędziem do samodoskonalenia się. Kodeks samurajski nie ukrywa, że największym wrogiem człowieka jest on sam. Miecz nie służy do zadawania śmierci, a pomaga pokonać ciemną stronę naszej osobowości. Jest nie tylko narzędziem praktyki fizycznej, ale stwarza możliwość praktyki duchowej. Sfera duchowa zawsze, w każdych okolicznościach, musi harmonijnie współdziałać ze sferą fizyczną, o czym zapominamy.

W praktyce jajdo wszystko ma swój czas i miejsce. Niczego nie można przyspieszyć, niczego nie osiągnie się bez kolejności i etapów. Aby osiągnąć wspaniałą prostotę, czyli uwolnienie się od obciążeń umysłu, trzeba przejść okres komplikacji. Weźmy pisanie. Aby osiągnąć trafność języka, musimy przejść przez etap skomplikowanej nietrafności, męki czekania na pierwsze zdanie, wyboru słowa, a potem się nagle "uwalniamy": felieton czy książka piszą się same.

W praktyce jajdo mówi się, że najpierw szermierz jest techniką, jest cały w nią uwikłany, pokonuje bariery techniki. Potem mówią, że jest sobą, bo się odnalazł, czuje jedność ducha i ciała. O kimś, kto jest bardzo dobry, mówi się, że jest mieczem. Dobry poeta jest swoim wierszem - nie jest ani językiem, ani swoim umysłem, ale swoją poezją, dlatego wielu mistrzów, którzy osiągnęli wyżyny - odkłada miecz, odkłada wiersz. Oni stali się tym mieczem, tym wierszem, miecz ani pióro nie są im potrzebne, mogą ćwiczyć w swoim umyśle. Oto jedna z przyczyn zamilknięcia wielu mistrzów słowa: nie kontynuują twórczości, bo nie muszą. Znany kompozytor zamilkł, bo już jest samą muzyką, znany malarz przestał malować, bo już jest samą sztuką. Oni osiągnęli wyżyny, a ze szczytu droga prowadzi tylko w dół.

Są ludzie, którzy nie potrafią odłożyć swego miecza, jak Joseph Heller, który napisał Paragraf 22, a potem same knoty, jak wielu jemu podobnych, staczających się po równi pochyłej zanikającego talentu. Każdy, kto wszedł na drogę "do" (to nazwa wielce adekwatna dla drogi prowadzącej zawsze "do") - musi dojść do końca. Każdy dojdzie tam, gdzie musi. Praktyka tak przesycona etykietą jest wspaniałym remedium na czyraki i wrzody zachodniej cywilizacji, dlatego coraz więcej ludzi się za nią bierze. Także w Polsce. Mirek jest jednym z 80 zarejestrowanych szermierzy jajdo.

Często ludzie pytają praktykującego Bujkę, czego ty to ćwiczysz? Po co? On im na razie odpowiada: robię to po to, żeby to robić coraz lepiej. Cała kultura, tradycja nam przekazana, to formy zastane, przepiękne formy, a człowiek swoją praktyką musi starać się w sposób coraz doskonalszy wypełniać je sobą. Np. twórczość poetycka jest wypełnianiem form, które zostały nam dane przez poprzednie generacje poetów, wzorce kultury. Są tym dla cywilizacji, czym kod genetyczny dla organizmu. Jeśli nie jesteśmy w stanie zachować tożsamości, to znaczy, że nie odtwarzaliśmy kodu genetycznego własnej kultury. I kod ginie. Mit, który się nie wypowiada, ginie, albo zostaje zastąpiony innym mitem.

Od tego ginie zachodni świat, w swojej pozornej fazie największego rozkwitu. Tak naprawdę, jak twierdzi doktor Bujko, to musi pęknąć, już pęka, dlatego Mirek uprawia jajdo. Dorasta do miecza i do słowa, pisząc coraz lepsze książki. Ale nade wszystko dorasta do miecza. Bo miecz to narzędzie do wycinania głupoty z własnego serca, to narzędzie do doskonalenia. W każdym mieczu pomieszczona jest cała historia i symbolika. Jajdo to sztuka salonowa, nie na pole bitwy. Zupełnie jak w świecie kultury i sztuki.

Dorastanie do miecza bywa także dorastaniem do tekstu. I od miecza, i od tekstu można też czasami zginąć, bo kto tekstem wojuje, ten od tekstu ginie. Wtedy piszą mu na grobie: tutaj leży ten, co nie dorósł do swego tekstu. Amen.

 

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail