JAN ZIELIŃSKI
Fototerapia
Nie
znam osobiście Marka Kusiby, choć nasze teksty czasem sąsiadują
na tych łamach. Czytuję regularnie jego felietony z cyklu
Żabką przez Atlantyk, ale nie wiedziałem, że jest też
poetą, autorem kilku tomików wierszy pisanych w okresie ponad
trzydziestu lat. Zabierałem się do lektury Innych powodów
ostrożnie, może nawet z pewną nieufnością, jak zazwyczaj,
kiedy ktoś ujawnia się jako poeta poniekąd ubocznie, na marginesie
innych prac i powołań. Obawy okazały się przedwczesne, nieufność
nieuzasadniona.
*
Podoba mi się przede wszystkim konstrukcja tej książki. Fakt,
że wiersze najwcześniejsze, z okresu polonistycznych fascynacji
i młodzieńczych poszukiwań zostały zepchnięte do przedostatniej
części, a otwierają Inne powody wiersze najnowsze,
napisane w Polsce jesienią ubiegłego roku (cykl Drewniane
poduszki), zamyka zaś cykl kanadyjski, Hotel Hudson
z roku 1993. Na początku i na końcu znalazły się w ten sposób
wiersze najdojrzalsze, najbardziej wyraziste.
*
Drewniane poduszki wzięły się z uważnego oglądania
starych fotografii i z konfrontacji obecnych wrażeń wzrokowych
z obrazami zachowanymi pod powieką z lat dzieciństwa i młodości.
W wierszach tych czułość łączy się ze zmysłowością, refleksje
o przemijaniu z pamięcią erotycznych wtajemniczeń. W obu przypadkach
rolę medium odgrywają najczęściej przedmioty. I tak stara
wersalka zachowała wspomnienie pierwszej nocy miłosnej, całkiem
dokładnie umiejscowionej w czasie: w przededniu pierwszego
lądowania na Księżycu (Amerykanka). A w malinowym chruśniaku,
gdzie czterdzieści lat temu chłopcy bawili się z Józefiną
w doktora czy w tatę i mamę, dziś jej córka, oparta o pień,
całuje się z chłopakiem w bejsbolówce (Prochownia).
Fotografia staje się czasem tematem wiersza, jak w Pelargoniach,
gdzie wyobraźnia narratora, oglądającego zdjęcie pary dwudziestoletnich
zakochanych, wysnuwa z amatorskiej fotografii cały program
na przyszłość kobiety pożądanej i oczekującej spełnienia.
W poetyckim skrócie:
Czeka już dziecięca karuzela; na parapecie okna
Jej przyszłego domu płoną czerwone pelargonie.
Ale czasem kierunek jest odwrotny: nie od fotografii do biografii,
tylko od oglądanego pejzażu do poetyckiej metafory. Jak w
wierszu Cergowa, który przytoczę w całości:
Góra jak kobieta leżąca na sofie z chmur
Podparta wieżą kościółka w Lubatowej;
Para narzeczonych na Przymiarku
Przymierza jej kształty do obrazu
Cygańskiej Madonny czytającej rękę.
Nad jej biodrami rozkwitają girlandy
Granatników z czasów bitwy o Dukielską
Przełęcz. Dwa ciemne bochny zwieńczone
Sutkami wypalonej trawy
Pożera pełznąca wycieczka.
*
Wiersze pisane na emigracji, zarówno te opatrzone nadtytułem
Budowanie jeziora, jak i te z cyklu Hotel Hudson
osadzone są mniej może w przedmiotach, traktowanych jako podpórki
pamięci, a bardziej - w konkretnych miejscach. Czasem klucza
do tych utworów szukać należy w publicystyce Kusiby, w jego
felietonach. Na przykład dedykowany Annie Frajlich wiersz
Na wieży warto porównać z zamieszczonym w Przeglądzie
Polskim (12 grudnia 2003 r.) felietonem Broniewski
na wieży.
Wiersz jest datowany: XII 2003. Felieton precyzuje: "Jest
niedziela, 7 grudnia. Siedzimy przy kawiarnianym oknie najwyższej
wolnostojącej konstrukcji świata, która niesprawiedliwie jakoś
nie zdobi tegoż świata stolicy, czyli Nowego Jorku, a skromne
Toronto".
A więc CN Tower. Felieton precyzuje porę dnia: "Tymczasem
jabłko dnia toczy czerw księżyca, poetka Anna Frajlich wierszem
nas zachwyca: Jezioro Ontario/ śródziemne morze północy/
pluszcze się w słońcu/ listopada". (To cytat, dodajmy,
z tytułowego wiersza jednego z najważniejszych tomów Anny
Frajlich).
W wierszu:
Księżyc
rozkłada srebrne sztućce
na naszym stoliku.
Felieton dopowiada: "Wzeszedł był właśnie księżyc, a krytyk
literacki Marian Kisiel, specjalista od Tadeusza Różewicza
i literatury emigracyjnej, obchodzi dzisiaj urodziny. Pomiędzy
jednym a drugim łykiem piwa Molson Canadian rzuca nieoczekiwanie
pomysł napisania wspólnie wiersza. Parafrazując Broniewskiego,
którego recytuje nam pięknie Anna Frajlich, improwizujemy,
mając świadomość doniosłości chwili; oto bowiem literatura
krajowa i literatura niekrajowa, czyli nieistniejąca, harmonijnie
współtworzą kolorową makatkę, gotową do zawieszenia w biurze
ministra kultury Waldemara Dąbrowskiego (jak wiemy, Mazurek
Dąbrowskiego powstał też na emigracji)".
W wierszu:
Anna recytuje Broniewskiego;
uprzejmi Chińczycy
pochylają głowy.
Ani z wiersza Kusiby, ani z felietonu nie dowiadujemy się,
jaki wiersz Broniewskiego recytowała w niedzielę 7 grudnia
2003 roku w kawiarni CN Tower w Toronto Anna Frajlich. Czy
była to wstrząsająca, kalwaryjna Spowiedź, w której
pojawia się motyw księżyca jako włóczni i przebitej ręki (u
Kusiby: lotnisko/ wbite jak widelec/ w naleśnik jeziora)?
Czy też raczej nostalgiczno-agitacyjny Księżyc ulicy Pawiej,
o księżycu, co jak jajeczna chała żółciutki, przyświeca
biednemu żydowskiemu krawcowi?
*
Wiersze pisane przed wyjazdem z Polski czytane dziś są kroniką
dojrzewania do własnego języka, do własnej formy. Jest w tej
kronice epizod lingwistyczny (Obce wyrazy), jest fascynacja
Stachurą (Kropka), jest walka z absurdem ankiet socjologicznych
(Echo (sonda)) i personalnych (Inne powody (treść
formularza)) oraz z milicyjną logiką (W książkach,
Humanizm). Siłą rzeczy są też te wiersze kroniką tamtego
czasu, zapisem migawek, które w kilku czasem słowach odtwarzają
drobne paradoksy historii. Jak w wieloznacznym ogłoszeniu,
zacytowanym z białostockiej gazety: "Rodzina/ z trojgiem małych
dzieci/ poszukuje/ pokoju". Czy jak w wierszu W bibliotece:
[...] Dziewczyna
W wojskowych spodniach
Rozdaje ulotki. Rozmarzony
Patrol patrzy w nasze okno.
Wróćmy do wiersza Na wieży i związanego z
jego genezą felietonu. Czwartą uczestniczką wieczornego spotkania
była Joanna Kisielowa, autorka książki o poezji Lechonia (Retoryka
i melancholia). Rozmowa siłą rzeczy zeszła na "przyczyny
skoku Jana Lechonia z okna hotelu w Nowym Jorku", hotelu Hudson,
dodajmy.
Okładka Innych powodów z motywem cieni na oknie przypomina
mi zdjęcie Marii Przybysz (pokazywane w zeszłym roku na festiwalu
New New Yorkers), przedstawiające wyglądającą przez okno córkę
Józefa Wittlina, Elżbietę Lipton. Portretowana komentuje:
"To zdjęcie zostało zrobione w naszym mieszkaniu przy Columbus
Circle na Manhattanie. Z okna na 22. piętrze mamy widok na
hotel Hudson przy 58. Ulicy, z którego w 1956 roku wyskoczył
nasz biedny Jan Lechoń. A tuż obok stoi ten szkaradny wieżowiec
AOL Towers, który nas codziennie straszy. Boimy się, że może
być celem kolejnego zamachu terrorystycznego... Lechoń był
przyjacielem rodziny - w prezencie ślubnym podarował mi piękny
wiersz [...]". Wiersz, dodam, zarazem zabawny i samoodsłaniający,
jako że poeta wyznaje w nim, iż czuje się "starą Marią Konopnicką,
co chciałaby cały naród wziąć do łona"...
Wypowiedź Elżbiety Lipton to trafny komentarz nie tylko do
pobudzającego do refleksji zdjęcia, ale też do wiersza i felietonu
Kusiby, w których czai się wizja miejskiej katastrofy (następnego
dnia w Toronto runął nieudolnie rozbierany budynek). Tudzież
do cyklu wierszy Marka Kusiby Hotel Hudson. Krążą one
wokół losu pisarzy-emigrantów - Norwida, Brodskiego, Kosińskiego
- i wokół śmierci. Czy to w wannie, z plastikowym workiem
na szyi, czy w skoku z hotelowego okna. Z depresji i twórczej
niemocy czy z ciężkiej samotności. Z tego czy innego powodu,
z tej czy innej przyczyny. Albo z ich splotu, którego nie
udało się rozplątać - na przykład powrotem.
*
Książka Marka Kusiby inauguruje nową serię wydawaną przez
nową placówkę, jaką jest Instytut Badań i Dokumentowania Emigracji/Migracji
(w znaczącym skrócie: IBiDEM), powołany 13 grudnia (data symboliczna)
2004 roku przy Wyższej Szkole Komunikowania i Mediów Społecznych
w Warszawie. IBiDEM to też nazwa związanej z instytutem oficyny
wydawniczej, która prócz książek ma też wydawać, dwa razy
do roku, czasopismo Adres.
Tytuł serii - Powroty - ma długą tradycję. Tak właśnie
(po grecku: Nostoi) nazywały się prehomeryckie opowieści
o losach greckich bohaterów, powracających spod Troi. Najpiękniejszym
takim "powrotem" jest sama Odyseja. Mnie bliski to
tytuł także i dlatego, że w pierwszym, heroicznym okresie
Gazety Wyborczej pod takim nagłówkiem omawiałem wydawane
po raz pierwszy w Polsce, legalnie i bez ingerencji cenzury,
książki autorów emigracyjnych. Z początku były drukowane i
rozchodziły się w astronomicznych nakładach, potem zainteresowanie
nimi wyraźnie się zmniejszyło, zamiast popularnych edycji
zaczęły się pojawiać monografie poszczególnych autorów i wydania
ich korespondencji, a oto dziś nowa placówka próbuje reaktywować
falę powrotów pisarzy emigracyjnych.
Nowa oficyna wydawnicza ma udostępniać krajowym czytelnikom
dorobek "poetów, pisarzy, naukowców, artystów polskich, pamiętnikarzy-amatorów,
mieszkających na wychodźstwie". To dla czytelników. A dla
autorów seria Powroty może się okazać kolejną szansą
na taki czy inny powrót. Na wypuszczenie wody z wanny i zamknięcie
hotelowego okna. "Na ciężką samotność" (Itaka).
-----------------------
Marek Kusiba, Inne powroty, IBiDEM i
Biblioteka "Frazy", Warszawa-Rzeszów 2005, s. 132, cena 8
dol. plus 6,50 dol. porto w przypadku zamówienia z wysyłką
(do nabycia w Księgarni Nowego Dziennika).
|