CZESŁAW KARKOWSKI
Nowojorska kronika
(Sztuki plastyczne)
Retrospektywa
Jeana-Michela Basquiata w Brooklyn Museum nie została przyjęta
najlepiej. Niezależnie od konkretnych przytyków pod adresem
ekspozycji zasadniczy (i ogólny) zarzut dotyczył historycznego
charakteru tej sztuki. Basquiat był fenomenem swoich czasów
- początku lat 80. ub. wieku, tworem miejsca - Nowego Jorku
i rejestrował w swych niesamowicie kolorowych pracach coś,
co można by nazwać "wizualnym zgiełkiem miasta". Dla Amerykanów
to już przeszłość niewarta uwagi, a nie na tyle odległa, aby
zdołała już obrosnąć szacowną patyną wieków. Choć więc obrazy
Basquiata wciąż mają wielkie powodzenie na rynku sztuki, to
jednak utkwił on w swoistym stanie zawieszenia - jest już
artystą przeszłości, a jeszcze nie stał się szacownym klasykiem.
Okres, z których jego sztuka wyrosła i której stanowi wyraz
to na tyle bliska przeszłość, że kojarzy się Amerykanom (nowojorczykom)
ze złymi czasami, które należało przezwyciężyć: graffiti -
wymazać z murów miasta, niekontrolowany rozwój muzyki - ująć
w karby, rozkwit cyganerii artystycznej miasta - oswoić i
uporządkować.
Tymczasem Basquiat był najlepszym wykwitem swoistej anarchii
Nowego Jorku, jego gwałtownego, niekontrolowanego rozwoju
po czasach bałaganiarskch lat 70. East Village pękało w szwach
- na poły darmowe, na poły zrujnowane mieszkania nadawały
się znakomicie dla biednej cyganerii - muzycznej, plastycznej,
literackiej. Tam ci nieuznawani przez oficjalną sztukę i niesankcjonowani
przez krytyków twórcy działali, tworzyli, realizowali swoje
pomysły. Każdy był artystą, kto chciał nim być, kto potrafił
malować i zdołał wyrażać twórczego ducha przy pomocy obrazów.
A o publiczność nie było trudno: mało to było murów, ścian
i powierzchni na ulicach, a także w podziemiach metra, na
które patrzyli przypadkowi przechodnie?
Tak właśnie, nie w żadnej galerii, prezentował swe pierwsze
dzieła Basquiat, syn emigranta z Haiti, młody człowiek, który
rzucił szkołę i malarstwa uczył się sam, po prostu oglądając
albumy i rysując. Niewiarygodny talent artystyczny został
zmarnowany wskutek zbyt wczesnego sukcesu. Krytycy okrzyczeli
go samorodnym geniuszem, popyt na jego obrazy już w 1982 r.
był ogromny. Nieoczekiwanie duże pieniądze, wielki świat nowojorskiej
śmietanki towarzyskiej, presja reprezentujących go marszandów
domagających się wciąż nowych dzieł - wszystko to zdemoralizowało
młodego człowieka. Coraz częściej egzystował w zamroczeniu,
malował coraz mniej i gorzej, w 1988 r. zmarł z powodu przedawkowania
narkotyków. Miał 27 lat.
Właściwie nie zdążył się rozwinąć. Był monotematyczny, malował
niesłychaną kakofonię wizualną Nowego Jorku. Obok szkicowych
rysunków malowanych kolorową farbą, często wprost z aerozolowych
pojemników, zostawiał na swych obrazach napisy, znaki, symbole.
Zestawiał kolory jaskrawe, śmiałe, intensywne, zderzał wizerunek
z napisem, znak graficzny z bazgrołami, plamę barwną z czarnym
zygzakiem. Graffiti.
Jego dzieła są szalenie ekspresyjne, mówią o ogromnym tempie
życia miasta, dużo się na nich dzieje. Artysta żył i tworzył
w wiecznej gorączce korespondującej z gorączką miasta. Widzimy
natrętną powtarzalność tematów, motywów, napisów. Są to obrazy-plakaty,
obrazy-manifesty, na wielu z nich przeważają nerwowe, obsesyjnie
wypisywane zwroty. Kolory naśladują jakby kalejdoskopową mnogość
barw Nowego Jorku.
Basquiat, samorodny talent, najlepiej zawarł w plastycznym,
metaforycznym skrócie istotę i ideę życia cyganerii nowojorskiej,
mieszaninę ras, kultur, pomysłów, kłębowisko idei, przemieszanie
muzyki, literatury i malarstwa. Pokazał wielki tygiel nowojorskiej
kultury.
Jest wizualnie efektowny i pomysłowy. Wystawę, zorganizowaną
przez Brooklyn Museum, bardzo polecam.
*
Neue Gallerie (1048 5th Ave./86 St.) - muzeum poświęcone
sztuce niemieckiej i austriackiej - znane jest z organizowania
niewielkich, ale wyszukanych wystaw, jak przystało na małą,
ale bardzo elegancką placówkę. Tym razem oglądamy "Portraits
of an Age: Photography in Germany and Austria, 1900-1938".
Zaprezentowano na niej ponad sto portretów osób w większości
znanych w ówczesnych czasach, dziś rozpoznawanych głównie
przez historyków epoki. Ale wiele postaci sportretowanych
przez z reguły profesjonalnych fotografów to znane osobistości
ze świata kultury: Stefan Grosz, wybitny malarz i satyryk,
Egon Schiele - ekspresjonistyczny malarz, podobnie jak jego
mistrz Gustav Klimt. Max Beckman czy Vasilly Kandinsky to
także artyści.
Zgromadzone zdjęcia mają zarówno charakter artystyczny, jak
i dokumentalny. Pokazują, jaki obowiązywał wówczas styl przedstawiania
postaci - pozowany, wygląd osoby portretowanej poprawiany,
jednocześnie z obowiązującym w całej kulturze języka niemieckiego
akcentem ekspresjonistycznym. Postaci są wyraziste, niekiedy
nawet przerysowane; a to nadmiernie podkreślone oczy, a to
uwydatniona twarz w światłocieniu, a to znów sylwetka osoby
w jakimś przesadnym skręcie czy wystudiowanej pozie.
Zarazem mają charakter dokumentacyjny. Rejestrują świat elity
towarzyskiej tamtych czasów, świat, który już dawno przeminął.
Osobną, niewielką część wystawy stanowią zdjęcia Augusta
Sandera, wybitnego artysty, który podjął się sfotografowania
typów ludzkich podług zawodów i pozycji społecznej. Niestety,
choć nie miał on nic wspólnego z faszyzmem, zdjęcia jakoś
dziwnie korespondują z portretami ludzi, którzy według faszystowskiej
propagandy stanowili przykłady typów rasy aryjskiej.
Dla zwolenników kultury niemieckiej, dla entuzjastów starej
fotografii, dla miłośników imprez wyszukanych jest to wystawa,
której nie powinni pominąć.
*
Czynna do 10 lipca w Metropolitan Museum wielka wystawa przeglądowa
malarstwa Maxa Ernsta rozczarowuje. Nie tylko stanowi dowód
(dla mnie przynajmniej), iż ów jeden z najbardziej wpływowych
artystów XX wieku był niezbyt uzdolnionym twórcą, ale jeszcze
pokazuje coś więcej - że ruch surrealizmu, z jego korzeniami
w dadaizmie, to dziś już przebrzmiała przeszłość. Miał ogromne
znaczenie dla ożywienia twórczości (nie tylko malarskiej,
również literackiej i muzycznej), ożywił zamierający ferment
w sztuce po neoimpresjonistycznych poszukiwaniach twórczych,
ale nie pozostawił po sobie trwałych arcydzieł. Niestety,
prace te trącą dzisiaj kiczem, tanią sensacją, łatwizną artystycznego
przedstawiania.
Prawdopodobnie niewiarygodny sukces surrealizmu stał się
jego zgubą. Fascynował tłumy, apelował do pospolitej wyobraźni,
estetyka groteski i śmiałych zestawień tematycznych czy barwnych
pozwalała na wszelką dowolność licznym naśladowcom. Śmiałość
pomysłów graniczyła z anarchią twórczą, sugerowała głębię,
ale bliżej nieokreśloną, tajemnicę, ale nienazwaną, metafizykę,
lecz wyłącznie sugerowaną. Przedstawienia te miały komunikować
tajemnicę człowieka, sięgać do głębi pokładów podświadomości.
Choć powyższe uwagi ogólne dotyczą także Maxa Ernsta, którego
zaliczyć można do ojców surrealizmu, nie znaczy to, że wystawa
w Metropolitan, na której zgromadzono ponad 170 prac artysty
- grafiki, prace wykonane techniką mieszaną, kolaże i obrazy
- jest nieciekawa. Przeciwnie - jest szalenie interesująca,
ale zarazem chyba mocno nużąca. Oglądamy wariacje na temat
szokujących zestawień barwnych, kolejne pomysły ukazania groteskowych
kształtów i szybko się orientujemy, iż tak można w nieskończoność.
Triumf irracjonalizmu, dziwności i oderwania od rzeczywistości
początkowo zastanawia, szybko jednak męczy. Skoro neguje się
logikę (choćby codziennego zdrowego rozsądku), to brak zasady
porządkującej. Wszystko więc wolno, czyli każde dowolne zestawienie
barwne, każdy dowolny kształt jest jednako uprawniony, jednako
wywyższony do rangi sztuki. Surrealizm - "romantyzm dla ubogich"
jest bezsprzecznie historycznie zamkniętym okresem.
A żeby było jeszcze dziwniej, Ernst nadawał swym dzieło osobliwe
tytuły, jak np. Stugłowa kobieta otwiera swój sierpniowy
rękaw albo: Ogrodowa pułapka na aeroplany, czy:
Oświadczenie dla taty: nie smuć się, tato. Mój niebiański
oblubieniec zwariował. Lecz w mym sanktuarium przechowuję
głowę i ręce, które dotknęły gromu. Co to ma znaczyć?
Nie wiadomo. Ale na pewno robi się dziwniej.
W pewnym sensie mogą budzić zainteresowanie kolaże Maxa Ernsta
- ta najłatwiejsza ze sztuk. Interesujące na pewno są jego
grafiki, ale obrazy chyba w najmniejszym stopniu.
|