PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 22 kwietnia 2005


Marek Kusiba

Żabką przez Atlantyk

Z wysokiego
konia

"Czy światu potrzebna jest kultura wysoka?" - zapytał arcybiskup Życiński i w tej samej chwili w mojej kieszeni zadzwonił telefon. Obaj z metropolitą lubelskim oraz trzystu innymi osobami znajdowaliśmy się na sali Teatru im. Juliusza Osterwy w Lublinie, uczestnicząc w uroczystościach 25-lecia kwartalnika Akcent. Arcybiskup na chwilę przerwał, a ja poczułem na sobie lasery spojrzeń syczące ogniem potępienia. Pospiesznie wyszedłem do foyer. Podniosłem słuchawkę do ucha i powiedziałem: "Słucham". Obszerny hol odbijał echem moje słowo od ścian zawieszonych zdjęciami z zaprzeszłych i nowszych przedstawień; na wielu z nich bywałem przed 35 laty, gdy teatrem kierował Kazimierz Braun, mieszkający obecnie w Buffalo. Patrzyłem na zdjęcia z jego przedstawień, przelatywałem oczami jego nazwisko pod fotkami, słuchając głosu w słuchawce z rosnącym poczuciem nierzeczywistości, a głos w słuchawce coraz bardziej natarczywie, choć uprzejmie, domagał się odpowiedzi: "Panie Marku, czy pan mnie słyszy? Halo! Tu mówi Kazimierz Braun z Buffalo. Proszę się odezwać! Czy pan tam jest?!".

Odpowiedziałem wreszcie, choć niepewnie, że i owszem, jestem, i to jeszcze jak jestem, ale że nie zgadnie, gdzie jestem. W końcu wyjawiłem, gdzie mnie złapał swoim jakże przypadkowym telefonem. Tym razem on zamilkł na dłuższą chwilę. W tym teatrze zaczynał przecież bogatą artystyczną karierę - na przełomie lat 60. i 70. Tutaj złapał "norwidowego" bakcyla, którym zaraził także widza swoich sztuk, studenta polonistyki, którym wtedy byłem. Czysty przypadek, ale jakże znaczący - o ile przypadek jest pojęciem usprawiedliwionym. Są sprawy na tym Bożym świecie, na które nie znajdziemy nigdy żadnej odpowiedzi, poza domysłami na tematy pozazmysłowe.

Myślę jednak, że światu potrzebna jest kultura wysoka tak samo, jak potrzebne jest wysokie słońce na wysokim niebie. Mam tylko problem z samym pojęciem "wysokości" kultury. Tak zwaną bowiem kulturę wysoką od kultury niskiej różni nie tyle poziom, na którym ona występuje, co zasięg jej oddziaływania. Kultura wysoka jest dziś zjawiskiem niszowym, dzieckiem niechcianym, niedonoszonym, podtrzymywanym przy życiu dotacjami z Ministerstwa Kultury, Biblioteki Narodowej czy Bóg wie skąd. Widać to na przykładzie znakomitego Akcentu, kwartalnika poruszającego tematy przez nikogo wcześniej nawet niedotykane. W 10-lecie pontyfikatu Jana Pawła II lubelski Akcent poświęcił cały numer intelektualnej sylwetce Karola Wojtyły. Reszta pism obeszła okrągłą rocznicę okrągłymi zdankami w typowo rocznicowych materiałach. To samo było i na 20-lecie pontyfikatu: kwartalnik prowadzony od początku przez Bogusława Wróblewskiego powtórzył i rozszerzył nietypowy, papieski numer.

Dzisiaj wszyscy prześcigają się w malowaniu intelektualnych portretów twórcy Karola Wojtyły, a ja mam cichą satysfakcję, że pismo, z którym współpracuję, zrobiło to pierwsze w tak wszechstronny i rzetelny sposób. Mam satysfakcję, bo prowincja ma tę przewagę na stolicą, że to nie gdzie indziej właśnie, jak na tej pogardzanej często przez "warszawkę" prowincji dzieją się rzeczy najbardziej wartościowe. Wystarczy spojrzeć na literacką, i szerzej, intelektualną mapę Polski: same obrzeża, by nie powiedzieć słowami z piosenki Wojciecha Młynarskiego: marginesy. W Lublinie dwa znakomite pisma, oprócz Akcentu - Kresy. W Rzeszowie też dwa - Fraza i Okolica Poetów. W maleńkich Sejnach Krasnogruda. W Olsztynie Borussia. W Białymstoku Kartki. W Łodzi Tygiel Kultury. We Wrocławiu Odra. Krakowa nie wymieniam, bo jest od wieków kulturalną stolicą Polski. Ale prowincja, a nawet tak zwana głęboka prowincja, to także miejsce zamieszkania Olgi Tokarczuk (Krajanów pod Nową Rudą; w samej Nowej Rudzie mieszka krytyk Karol Maliszewski), Andrzeja Stasiuka (kto słyszał wcześniej o wiosce Wołowiec w Beskidach, gdzie działa znakomite wydawnictwo Czarne?). Niewielu ludzi zdaje sobie sprawę, że jedna z najznakomitszych inicjatyw kulturalnych Polski ostatnich dwudziestu lat, znana szeroko w świecie Fundacja Pogranicze - założona i kierowana przez Krzysztofa Czyżewskiego - działa w Sejnach na granicy polsko-litewskiej? Albo Janusz Szuber, jeden z najwybitniejszych współczesnych poetów polskich, mieszka w cichutkim Sanoku.

Niedaleko Sanoka leży moje rodzinne Krosno, na które patrzy z górskiej przełęczy zamek Kamieniec, gdzie Aleksander Fredro umieścił akcję Zemsty. W Krośnie mieszka też kilku bardzo dobrych poetów - Jan Tulik, Wacław Turek czy Sarah Łuczaj. Odbywają się tam także niezwykłe imprezy. Przed kilkoma dniami wziąłem udział w recytacji Tryptyku rzymskiego Jana Pawła II. Kościół na dwie godziny zamienił się w teatr, a skromni krośnieńscy artyści, dziennikarze i wydawcy - w aktorów. Wystąpiły chóry miejscowych szkół muzycznych i nagle się okazało, że na rzekomej pustyni wyrastają jakże barwne kwiaty. A wszystko za sprawą ludzi niezwyczajnych, choć mieszkających w miejscach jak najbardziej zwyczajnych, nieznanych - w tym przypadku kobiety o energii Niagary i talencie reżyserskim bez mała młodziutkiego Brauna (niechaj mi wybaczy porównanie). Jej nazwisko: Kamila Ziemiańska-Staniek.

Gdybym się chciał kurczowo trzymać sensu pytania, na które odpowiadał metropolita lubelski - dopóki nie zadzwonił czcigodny Kazimierz Braun oczywiście - o sens istnienia w dzisiejszym świecie kultury wysokiej, nie mógłbym pominąć Kamili Ziemiańskiej-Staniek z dalekiego Krosna i jej spektaklu, znosząc tym samym podział na kulturę wysoką, niską, środkową i prowincjonalną, emigracyjną i całkiem marginalną. Bo jak "wyakcentował" sprawę kultury wysokiej Wojciech Młynarski ze sceny dawnego Braunowego teatru - "kultura wysoka jest, i owszem, potrzebna, bo psze państwa, jak już spadać, to z wysokiego konia. Dziękuję".

 

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail