PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 22 kwietnia 2005


Gardzienice z wizytą w Teatrze La MaMa. Włodzimierz Staniewski i jego utalentowany zespół aktorów-tancerzy-muzyków przywiózł nam nowe widowisko: Elektrę według Eurypidesa. Proszę się zupełnie nie przejmować dość osobliwą recenzją w New York Timesie. Proszę się także zupełnie nie zrażać, że z powodu nowej formy, jak to program określa "eseju teatralnego", być może nie wszystko da się naraz ogarnąć i pojąć. Przedstawienie jest "nielinearne", o skomplikowanej strukturze zbliżonej do "otwartego" utworu muzycznego. Jest krótkie, jakby skondensowane w wyrazie, uderzające w potężnym ładunku emocjonalnym, mistrzowsko rozegrane w przestrzeni scenicznej. Warto zwrócić uwagę, bowiem strata będzie tego, kto nie zobaczy. (La MaMa, przedstawienia do 24 kwietnia).

 

GRAŻYNA DRABIK

Rytmy Nowego Jorku

Ścieżki ku niewidzialnemu

Goethe powiedział o barwie, że jest cierpieniem światła. Anna Kamieńska, przywołując te słowa w swoim Notatniku, skomentowała je krótko i dobitnie: "Jest to genialne przez wprowadzenie porządku moralnego w porządek fizyki".

Powracały do mnie te słowa parokrotnie, niespodziewanie - obserwacja Goethego jak i komentarz poetki - w czasie recitalu Krystiana Zimermana. Skonstruował bowiem z dźwięków całość tak precyzyjnie mądrą, tak pełną "moralnej barwy", że poszczególne, stosunkowo drobne utwory - sonata Mozarta, walce Ravela, ballady, mazurki i sonata Chopina - złożyły się w jedną wielką opowieść o człowieku. O naszych młodzieńczych nadziejach i radościach, o spełnieniach i konfliktach dorosłości, o konfrontacji z własną śmiertelnością. Opowieść o potrzebie porządku i sensu, ogarnięcia chaosu niezrozumienia w piękno formy.

A przy tym była to całość tak perfekcyjnie wykonana, że kiedy po zakończonej tryumfalnie II sonacie przywoływały Zimermana owacje rozentuzjazmowanej sali, raz jeszcze i raz jeszcze, oklaski były wyrazem wdzięczności bezinteresownej, bo chyba nikt nie spodziewał się, że pianista zasiądzie znowu do pianina i zagra nam na deser jakieś lody. Nie mógł bisować. W kaskadach Presto dusza leciała ku niebu. Miałaby nagle powrócić i mizdrząc się całusy rozdawać? (Carnegie Hall, 18 kwietnia).

Podobna mądrość przepełniała bogaty program pięciu koncertów Filharmonii Nowojorskiej w ramach nadzwyczajnego cyklu "Visions of Beyond". Udało mi się być na trzech z nich: każdy o wyrazistym profilu, w sumie zaś z rozmachem przedstawiające wspólne wybranym kompozytorom poszukiwania. Choć odmienne w stylach i w wymowie, fugi Bacha, medytacje Messiaena, chorał Petrassiego oraz poematy symfoniczne Berlioza i Liszta, wytyczały ścieżki ku niewidzialnemu, nadawały formę niewysłowionej a przeczuwanej tęsknocie. (New York Philharmonic, 24 i 31 marca, 14 kwietnia).

W Eclairs sur l'au-dela Messiaen oferuje krótkie "błyski", podobne do olśnień doświadczanych przez buddystów, lecz w ramach chrześcijańskiego zrozumienia Boga. Jego potężna muzyka jakby rozsuwa na moment zasłonę: oto przezroczystość wieczności. Oto przestrzeń ponad naszym pojęciem przestrzeni. Przeczucie "muzyki sfer i gwiazd". Rytm nawoływań trąb anielskich. Śpiew ptaków "drzewa życia". Pocieszenie "I Bóg osuszy każdą łzę...".

To zdumiewająca, pokorna muzyka, skomponowana i zagrana z wielkim rozmachem. Trudna i wymagająca.

Utwory Berlioza i Liszta, wzajemnie sobie dedykowane, są ciekawe tak ze względu na wspólne źródło inspiracji - słynny romantyczny poemat Goethego Faust, jak i w różnicach podejścia. W oratorium Potępienie Fausta Berlioz przedstawia serię scen jakby wyraziście malowanych dźwiękiem. Opowiada historię Fausta kontemplującego piękno pejzażu na wycieczce na Węgrzech; zmagającego się z własną niemocą w zaciszu gabinetu; poddającego się piekielnym pokusom; a to zakochanego w Małgorzacie, a to znów znudzonego i zagubionego... Mefistofeles śmieje się tryumfalnie - zatracona dusza. Wielki chór finału przynosi ukojenie tylko Małgorzacie. Dla Fausta raj jest utracony.

Z kolei Liszt w Symfonii Fausta prezentuje nam poetyckie portrety bohaterów poematu Goethego. Muzyka przywołuje czy raczej "stwarza" Fausta krążącego po labiryntach myśli i pragnień. Gretchen rysuje się nam harmonijna i pełna wdzięku, delikatnie piękna. Mefistofeles zaś okazuje się sprawnym żonglerem sprzeczności i dysonansów. Niespokojny, bez chwili spoczynku, kąśliwy i kuszący, niestrudzenie nawołuje a to tu, a to tam.

Oprócz wielkiej muzyki cykl "Wizje spoza" dał nam okazję poznania stylu innych dyrygentów. Być może Lorin Maazel dobrze kieruje Filharmonią Nowojorską. Ma swoich zwolenników. Dla mnie jednak było wielką przyjemnością obserwować Kenta Nagano, Charlesa Dutoit i Riccardo Mutiego. Łączyła ich podobna pasja: choć stali na podium, nie tyle prowadzili, co grali razem z orkiestrą. Zwłaszcza pełen wdzięku Muti o roztańczonych dłoniach wydawał się zespolony z muzyką, rozpływający się w jej falach. Służył jej swoim talentem. W przypadku Maazela trudno uniknąć wrażenia, że muzyka służy jemu. Kompozytor stworzył muzykę po to, by on, specjalista, odpowiednio ją zinterpretował nam, muzycznym dyletantom, popisując się swoim znawstwem.

Faustowski cykl dopełnia w tym sezonie nowa inscenizacja opery Gounoda. Faust w reżyserii Andreia Serbana, znanego z awangardowych teatralnych inscenizacji, pod batutą Jamesa Levine'a, z udziałem Soile Isokoski, Dmitriego Hvorostovskiego i Rene Pape zapowiada się bardzo ciekawie. (Metropolitan Opera, premiera 21 kwietnia, przedstawienia 26 i 30 kwietnia oraz w maju).

Dużo muzyki. Ale gdzie indziej niż właśnie w muzyce znaleźć pocieszenie na taki smutek, jak ten, co nas obalił po odejściu Papieża?

Na przeciwnym biegunie do wzniosłej muzyki w Filharmonii Nowojorskiej był kameralny koncert Jordi Savalla w sali sztuki średniowiecznej w Metropolitan Museum. Savall, Katalończyk z Barcelony, jest mistrzem violi da gamba. Szerokie uznanie uzyskał dzięki filmowi Alaina Corenau Wszystkie poranki świata, który wzbudził falę entuzjazmu do prawie zapomnianego instrumentu, ulubionego przez barokowych kompozytorów. Na tej fali ulotnej mody, ale i zaciekawienia, Savall zbudował solidną karierę. Jego repertuar jest szeroki - obejmuje dzieła francuskich, angielskich i włoskich kompozytorów XVII-XVIII wieku. Zebrał wyśmienitych muzyków. Zespoły, którymi kieruje - kameralny Hesperion XXI, barokowa orkiestra Le Concert dea Nations i grupa wokalna La Capella Reial de Catalunya - w wybitny sposób przyczyniły się do podniesienia rangi muzyki barokowej.

Savall gra jakby w zadumanym natchnieniu. Muzycy Le Concert des Nations wyglądają malowniczo. Sala, w której odbył się koncert, promieniuje dostojnym pięknem świętych figur, ikon i wyszukanej porcelany. Wszystko tu było precyzyjnie rytmiczne, nieco tęsknie płaczliwe, jak to tylko instrumenty strunowe potrafią, dworsko eleganckie i dworsko dekoracyjne. (Metropolitan Museum, 13 kwietnia).

Kwietniowe koncerty oferowały szansę wyciszenia w żałobnym smutku i pociechę, jaką może przynieść piękno. Wizyty w Metropolitan Opera - na Balu maskowym i Tosce - były pozytywnym wprowadzeniem w nowojorskie rytmy. Obie opery otrzymały tu tradycyjną, lecz atrakcyjną oprawę. Obie też miały dobrany zestaw solistów: w Balu maskowym Deborah Voigt jako Amelia oraz Marcello Giordani jako Gustaw III; w Tosce atrakcyjny tenor argentyński Salvatore Licitra jako pełen pasji malarz Cavaradossi oraz wymowna w śpiewie i geście, atrakcyjna Maria Guleghina jako zakochana w nim śpiewaczka. (Metropolitan Opera, 4 kwietnia i 15 kwietnia).

Trudno mi przy okazji uniknąć plotkarskiego komentarza: Deborah Voigt, wybitna amerykańska śpiewaczka, znalazła się w zeszłym roku w centrum nieprzyjemnej afery, kiedy straciła angaż w jednej z czołowych sal europejskich na korzyść może mniej utalentowanej, ale zgrabniejszej artystki, którą reżyser wyobraził sobie w powiewnie kuszącym kostiumie. To wprawdzie tylko burza w szklance wody, lecz w tym przypadku szklanka była międzynarodowa, burza hałaśliwa i w jakiś sposób oddająca tenor naszych czasów. Talent Voigt jest niepodważalny. Jej kreacje zawsze cieszyły się szerokim uznaniem. Lecz cóż, przynależała do epoki "dużych śpiewaczek", nie tylko w sensie rozmiaru głosu.

Z jakimż więc zaskoczeniem zobaczyłam ją w Balu maskowym - świetnie wyglądającą, o połowę mniejszą fizycznie. Nieuchronnie ogarnia wtedy niepokój, czy radykalna kuracja odchudzająca nie zagroziła sile głosu. A tu piękne arie jej Amelii wznosiły się mocno i pewnie. Porywały na fali wzruszenia nie tylko zakochanego w niej króla, lecz i nas, słuchaczy. Nowy wygląd Voigt, a przede wszystkim odzyskana lekkość poruszania się na scenie, dodał blasku jej artystycznej kreacji.

Dwa pozostałe wydarzenia, na które pragnę tutaj zwrócić uwagę, choć przynależą do innych działów sztuki, także wpisują się harmonijnie pod znak wszechobecnej muzyki.

Po długim okresie zawieszenia i niepewności, w związku z konfliktami prawnymi dotyczącymi praw autorskich co do układów tanecznych Marthy Graham, powrócił na scenę zespół Martha Graham Dance Company. I to powrócił tryumfalnie, z bogatym programem, w świetnej formie. Dobrze jest oglądać znowu wybitnych tancerzy na scenie. Dobrze przypomnieć sobie oryginalne układy Graham. Dobrze także, że kierownicy artystyczni zespołu nie widzą siebie tylko jako strażników jej dziedzictwa. W końcu na tym polega żywa sztuka - że się ciągle zmienia, rozwija, zaprzecza sobie i swoim wcześniejszym osiągnięciom, sięga po dalsze.

Obok klasycznych układów, takich jak Errand into the Maze czy El Penitente, zespół przedstawił także nowy taniec, specjalnie zamówiony u amerykańskiej artystki Marty Clarke. Odnosząc się do obrazów Goi z cyklu Sueno, Clarke przywołuje gestem i ruchem tancerzy jego ciemne wizje. Z wygaszonej sceny srebrzysta poświata wyłania roztańczone kręgi - żołdacy pijani piwem i przelaną krwią, gwałcone kobiety, garbus wyśmiewający się z wyprostowanych, wisielec wygrażający żywym... Krąży i krąży w koło ten majak senny, straszny w swych ciemnych tonach, piękny w tajemniczej grozie, fascynujący w ciągle zmieniającym się obrazie. Majak, z którego pragniesz się wyrwać. Lecz i marzenie senne, z którego żal ci się obudzić. (City Center, 12 kwietnia).


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail