PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 8 kwietnia 2005

Pamięci Papieża Jana Pawła II


Marek Kusiba

Żabką przez Atlantyk

Siłacz Pana Boga

Polska w tych dniach niezwykłych jest znów niezwykłym krajem. Wydaje się, że ludzie tu nagle wydorośleli, spoważnieli, zmądrzeli. Widać to w rozbrykanych na co dzień mediach i na ulicach. Chodzę po Warszawie, a jakbym był w Ziemi Świętej. Przekraczam rzędy zapalonych wprost na chodnikach świec, pomieszanych z naręczami kwiatów, kładzionych mu do stóp, na jego ukochaną ziemię, ale czuję, że to ludzie ludziom kładą te kwiaty na drodze. W tych dniach niezwykłych Polacy są na powrót przyjazną sobie, wyrozumiałą rodziną. Powrócił na tę ziemię duch solidarności i ją odnowił. Na jak długo? Zobaczymy.

Polska w tych dniach niezwykłych jest znów krajem z duszą. Rozdartą, obolałą, nieukojoną, ale duszą. Człowiek krzyczący, pijany, otwarcie wrogo usposobiony do otoczenia - nagle gdzieś zniknął. Zapadł się pod ziemię. Ta cisza na ulicach, w domach, w restauracjach, wyraźny brak opętanych złem zmusza do zadumy. Miejsce głośnych zajęli "cisi ludzie" z wiersza Miłosza. Głośność jest postrzegana jak śmiech w kościele podczas Podniesienia. Oczywiście, zdarzają się odstępstwa, awantury, zwykłe łajdactwa też - ale dobrze, bo na ich tle widać lepiej istotę tego duchowego uniesienia narodu. Marzenie i skryte życzenie każdego obserwatora, patrzącego na Polskę, wydaje się być jedno: oby tak zostało. A przynajmniej - oby tak trwało. Jak najdłużej.

Polska w tych dniach niezwykłych jest znów krajem pierwszoplanowym. Światowe media mówią o Polsce kilka razy więcej niż za czasów Solidarności i stanu wojennego razem wziętych. Może dlatego Polacy zdali sobie nagle sprawę, co przegrali, co przegraliśmy wspólnie, i w kraju, i na emigracji w czasach tego prawdziwie cudownego zrządzenia, jakim był pontyfikat Papieża-Polaka. Nie umieliśmy sprostać temu wyzwaniu i tej szansie. Papież rządził na Stolicy Piotrowej ledwo kilkanaście lat, a w Polsce znów zaczęli rządzić komuniści. Właściwie nigdy nie oddali władzy, bo nikt jej im nie zabierał. W czasie kolejnych wyborów ludzie szli tłumnie do kościołów, ale po sumie nie szli głosować "na swoich". Papieża musiało to boleć. Podczas kolejnych pielgrzymek upominał, przypominał Polakom o podmiotowości, o godności, o tożsamości. Jak grochem o ścianę.

Ta niereformowalność naszego społeczeństwa przekładała się w świecie na znikomą jego ważkość - pomimo istnienia najlepszego rzecznika polskich interesów w dziejach. Nie potrafiliśmy wykorzystać danej nam szansy, a przynajmniej za mało się wszyscy o to staraliśmy, popełniając stale jeden i ten sam grzech zaniedbania. Nie wiedzieliśmy, jak umiejętnie spożytkować mannę z nieba, jaka w postaci życzliwości i woli do współpracy sypała się na Polskę we wszystkich zakątkach globu, gdziekolwiek Papież-Pielgrzym docierał. W większości z tych 132 krajów, które odwiedził, o Polsce już nie pamiętają, bo Polacy sami o to nigdy nie zadbali. Wydawało nam się, że nasz niespożyty Siłacz Pana Boga załatwi za nas wszystko, a zwłaszcza raz na zawsze rozwiąże problem polskich kompleksów. Na pewno przerósł swój wiek i swoich rodaków, których kochał jak własne dzieci, ale których i karcił jak krnąbrne, niezborne stadko, sypiące w piaskownicy świata piaskiem we własne i cudze oczy. Pomimo zabiegów i wysiłków Papieża świat często odwracał oczy od Polaków, dziwiąc się nierzadko, że tak wybitny człowiek jest synem tak dziwnego narodu.

Polska w tych dniach niezwykłych jest znów krajem prawdziwie chrześcijańskim. Kościoły są znowu pełne ludzi, którzy przyszli szukać w modlitwie pokrzepienia, pomocy, ulgi. Wielu idzie tam teraz po to, by pobyć z innymi, zaczerpnąć dobrej energii, jaką daje ten wielki tłum, który odkrył naraz własną twarz i otworzył zbiorowe serce - na siebie nawzajem. To są dni zaiste wyjątkowe. Mam to szczęście, że razem z innymi przeżywam to zbiorowe katharsis. Stojąc godzinami w zamyślonym, skupionym, rozmodlonym tłumie, czuję się znów cząstką tej społeczności. Na pewno wielu emigrantów, którzy odwiedzili w tych dniach Polskę, myśli o powrocie tu na stałe. Takiej Polski nie widuje się na co dzień. Aż żal z niej wyjeżdżać.

Polska w tych dniach niezwykłych jest znów krajem prawdziwie wolnym. Obywatele wszystkich wyznań modlą się znowu pospołu, choć każdy do swojego Boga - i nikomu to nie przeszkadza. Kibice na trybunach zmuszają najpierw sędziego do przerwania meczu, a potem gromadzą się na stadionie, zamieniając go w jedyny swego rodzaju kościół, otwarty jak kielich ku niebu. A niebo Polakom sprzyja w ten czas trudny a wzniosły i piękny. Jest ciepło, bezdeszczowo. Padają tylko ciche łzy, gdy pod niebem Warszawy niesie się zbiorowa pieśń. Coś się może stało, o czym jeszcze nie wiemy? Może jesteśmy świadkami początku nowej ery w dziejach Polski, a może i świata, kto wie? W powietrzu czuć nie tylko woń milionów kadzideł; Polska wygląda teraz jak w czas Wszystkich Świętych. Ale jest tylko jeden, kolejny święty. Proces beatyfikacyjny Jana Pawła II już się rozpoczął: wystarczy rozejrzeć się po twarzach ludzi na całym świecie.

Polska w tych dniach niezwykłych jest znów krajem natchnionym. Przyglądam się twarzom tysięcy; już dawno, od czasów Solidarności, nie widziałem tylu rodaków tak blisko siebie. Polska jest dzisiaj jedną wielką halą Oliwii w Gdańsku podczas pamiętnego zjazdu Solidarności; tam też wisiał portret Papieża, a każdy dzień rozpoczynaliśmy od mszy, klękając na gołym betonie. Zupełnie jak teraz, na placu Piłsudskiego, w kościołach i na chodnikach przed świątyniami, przed pomnikami. Wszędzie widać pogrążonych w modlitwie albo głębokiej zadumie ludzi, patrzących gdzieś w dal, przed siebie.

Nie wiem, co tam widzą. Powiem za siebie. Odszedł człowiek, który był dla mnie więcej niż papieżem Kościoła katolickiego. Był papieżem człowieka, a dokładniej - rzecznikiem ludzi, zwłaszcza tej biedniejszej, milczącej, spychanej na margines większości. To ona czuje się najbardziej osierocona, pozbawiona steru, wiosła i żagla. I ja razem z nią.

 

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail