PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 18 marca 2005


MAREK KLECEL

Witkacy "
- prorok pragmatyczny?

Obchodzenie rocznic z życia ważnych twórców nie jest wcale najlepszą okazją do poznawania i rozumienia ich dzieła. Przydałyby się też rocznice robocze, kiedy bez wielkich słów można by mówić o tym, co mieli (mają) oni ważnego do powiedzenia. Zwłaszcza gdy są to tacy twórcy jak Witkacy (120. rocznica jego urodzin minęła 24 lutego), niepasujący raczej na akademickiego klasyka, niekandydujący też do okazjonalnych pomników. Może wyjątkiem jest tu Gombrowicz, który źle mówił o pomnikach innych, ale nie pogardziłby chyba własnym. W poświęconym mu roku ubiegłym starano się stworzyć takiego monumentalnego Gombrowicza (na jednaj z sesji naukowych wygłoszono kilkadziesiąt referatów na jego cześć!), ale nie wiem, czy przyczyniło się to do ostatecznego ustalenia, że wielkim pisarzem był. Ale taki już los pisarzy, składany z czasem w ręce potomnych.

Witkacy okazał się, jak dawniej, niebezpieczny dla próbujących go łatwo przyswoić i spacyfikować, uświetniając w rocznicach i akademiach. Pamiętamy, jak wkrótce po setnej rocznicy urodzin w 1985 roku miała miejsce dość groteskowa i w stylu Witkacego uroczystość pogrzebowa przeniesienia jego szczątków z Białorusi do Zakopanego. Wymyślono ją w ministerstwie kultury PRL, nad grobem wygłoszono odpowiednie mowy, w konkluzji również państwowotwórcze, a później okazało się, że nie są to szczątki Witkacego. Ta makabreska wyglądająca na pośmiertny żart autora Szewców ze spadkobierców rewolucji mogła też poniekąd zwiastować rychły pochówek PRL, przypominając zarazem o okolicznościach śmierci pisarza.

Tragiczna śmierć Witkacego bowiem jest również symbolicznym znakiem jego życia, odsłania większy sens jego dzieła, ale jest też swego rodzaju testamentem, nie tylko jego własnym, ale i jego epoki, mówi o końcu pewnego świata. Śmierć 18 września 1939 roku, o świcie, na kresach Rzeczpospolitej, w panicznej ucieczce przed jednym wrogiem, gdy drugi nadchodził. "- Ty nie wiesz, co to była sowiecka rewolucja - mówił Witkacy do Czesławy Oknińskiej, która miała być jego towarzyszką w śmierci. - To będzie straszne, a ja nie będę mógł cię obronić". Według jednej z relacji miał powiedzieć: "Trzeba to zrobić teraz, póki tu jest jeszcze Polska". Być może nie pasuje to do dotychczasowego wizerunku Witkacego, w którym samobójcza śmierć miała być tylko osobistym wyzwoleniem, ucieczką przed tym, przed czym uciekał z Rosji w 1917 roku. Taka jednak śmierć, niewyjaśniona do końca i tragiczna, niesie przesłanie ponadosobiste, ważne dla innych, pozwalające myśleć inaczej o jego życiu i spoglądać inaczej na jego dzieło, niejednoznaczne przecież, często chaotyczne i trudne do przyjęcia.

Dlatego jeśli przypomina się rocznicę jego urodzin, to ważne jest przesłanie całego życia i dzieła. Czy można dziś powiedzieć, co one znaczą, co mogą nam powiedzieć, czy mogą w ogóle coś dać? Pytania te są radykalne, takie stawia pośrednio wymagająca epoka współczesna, żądając od dawniejszych zwłaszcza autorów aktualnej legitymacji, stawiając ich brutalnie pod pręgierzem wątpliwości, czy są do czegoś przydatni. Czy aby nadążają, czy są na tyle jeszcze młodzi, atrakcyjni, ekscytujący, by nas zainteresować, zadowolić. W przypadku Witkacego też warto sprawdzić, co dzisiaj ma do powiedzenia, zwłaszcza że w swoim czasie był tak zwanym twórcą awangardowym. Każda okazja po temu jest dobra.

Witkacy postmodernista?

Minęło zatem lub mija 120 lat od jego urodzin. Bo i z tą data są kłopoty. Nieraz podaje się dwie daty jego urodzin - w lutym lub marcu 1885 roku, ale wynika to z dawnego zwyczaju, kiedy rodzice zgłaszali swe dziecko w parafii nieraz z opóźnieniem. Matką chrzestną Witkacego miała być Helena Modrzejewska, ale że w tym czasie wypadły jej teatralne wojaże, miesięczna zwłoka przeciągnęła się do sześciu lat i dopiero w tym wieku Witkacy został ochrzczony. Chrzest wcale nie tak uroczysty, jak głosiła legenda, odbył się w Zakopanem, a ojcem chrzestnym był bajarz Sabała. Chrześniak takich rodziców musiał być postacią niezwyczajną. Przypomniano te okoliczności na sesji zorganizowanej w warszawskiej Akademii Teatralnej poświęconej wszechstronnej twórczości Witkacego. Przyznam, że szedłem na nią z pewnymi obawami. Często dominują na takich sesjach referaty badaczy i intelektualne rozważania, które mogą pogrzebać nawet tak żywiołowego twórcę jak Witkacy w efektownej, ale trumnie. Na szczęście organizatorzy sesji, wybitni i zasłużeni witkacolodzy Janusz Degler i Lech Sokół, następcy w odkrywaniu, przyswajaniu Witkacego Konstantego Puzyny, który odszedł już dawno, Jana Błońskiego i Anny Micińskiej, która odeszła niedawno, na szczęście zakreślili temat tej sesji w tytule: "Dialog z Witkacym o człowieku postmodernizmu". Wyraźnie postawiono więc pytanie, co ważnego ma dziś Witkacy do powiedzenia, nakłaniając uczestników do odpowiedzi na taką właśnie kwestię.

Nie będę tu omawiał poszczególnych wystąpień i głosów o twórczości Witkacego, warto by je przeczytać w osobnej książce. Najważniejsze było zestawienie twórczości Witkacego ze współczesnym postmodernizmem, jeśli w ogóle wiadomo, czym on jest. Wiadomo, czym był modernizm i poszukiwania nowych środków wyrazu w sztuce i literaturze w pierwszych dziesięcioleciach XX wieku. Ale czy postmodernizm jest kontynuacją tego poprzedniego - co byłoby już wtórne - czy tegoż jego odrzuceniem - tego już nie wiadomo. Ważna jest ewolucja Witkacego od futuryzmu, dadaizmu i ekspresjonizmu, "czystej formy" w sztuce i teatrze, rewolucyjnego psychologizmu w literaturze do katastroficznej treści w Szewcach i Nienasyceniu. Wbrew optymizmowi modernistów ten katastroficzny niepokój był zresztą obecny już od samego początku w jego twórczości. Drugą najciekawszą kwestią było porównanie recepcji Witkacego w czasach PRL i po 1989 roku. W PRL, kiedy zaczął być z trudnością grany i wydawany po 1956 roku, uchodził za dość dziwacznego i niezrozumiałego autora rozmaitych poszukiwań i eksperymentów, dziwnych koncepcji filozoficznych i sensacji, właściwych, jak się zdawało, dla nowoczesnych artystów. Te "wariackie papiery" pozwoliły jednak przemycać treści ogólniejsze, aluzyjnie historyczne i polityczne. Od czasu inscenizacji Szewców w studenckim teatrze Kalambur we Wrocławiu zaczęto odczytywać Witkacego również aktualnie i politycznie jako zapowiedź tego, co przyszło w komunizmie. Ale jego cywilizacyjna wizja przyszłości była chyba jeszcze szersza: społeczeństwo masowe i zdehumanizowane, upadek indywidualności ludzkiej, kultury i sztuki, zanik, jak to nazywał, "uczuć metafizycznych", a więc i orientacji religijnej człowieka, to wszystko wykraczało już poza system totalitarny. W PRL był jednym z tych ukrytych demistyfikatorów systemu, a zarazem wnikliwym analitykiem przemian psychologicznych w nowoczesnej cywilizacji. Dziś może być także krytykiem demokracji, kresu pewnego modelu cywilizacji, końca historii, końca człowieka, które to kwestie pojawiły się na nowo z końcem XX wieku.

Witkacy demaskator III RP?

Jak był czytany i wystawiany po 1989 roku? Czy wypełniło się i skończyło jego proroctwo, gdy upadł komunizm? Czy jego przesłanie można już uznać za historyczne? Oto pojawiają się nowe interpretacje, nowe odczytania i inscenizacje jego utworów, zwłaszcza Szewców. Oto już nie tyle rewolucja jako gwałtowny przewrót społeczny z nadzieją na lepsze, ale obraz zmęczenia permanentną rewolucją, beznadziejnym obrotem dziejów bez wyraźnych skutków, bez oczekiwanej głębszej przemiany i naprawy. Niewątpliwie w takich interpretacjach jest obraz minionych piętnastu lat III RP.

W wielu inscenizacjach dramatów Witkacego w okresie prawie 50 ostatnich lat dało się wydobyć z wielokształtnej, a często i chaotycznej materii jego utworów wciąż nowe, ale i stale aktualne treści, choć teatralnie były to często przedstawienia mało przekonujące lub nieudane. Często też traktowano jego utwory jako surowiec dramaturgiczny, z którego reżyserzy tworzyli dopiero własną i przemawiającą w danej chwili do widzów wizję teatralną. Ostatnio głośna była właśnie taka wariacja wokół mniej grywanego dramatu Janulka, córka Fizdejki w reżyserii Jana Klaty w teatrze w Wałbrzychu. Groteskowa wizja historyczna, gdzie mieszają się realia z czasów wojen krzyżackich z dzisiejszymi postaciami, sytuacjami i problemami, została pokazana w zderzeniu z co bardziej ciemnymi realiami dzisiejszej Polski. Tłem jest Bitwa pod Grunwaldem Matejki, ale postacie litewskich bojarów grają prawdziwi bezdomni i bezrobotni z Wałbrzycha, gdzie spora grupa mieszkańców po likwidacji kopalń utrzymuje się z wydobycia węgla wprost z ziemi, z prymitywnych bieda-szybów. Tego nie przewidział Witkacy, ale taki właśnie obraz również mieści się jego historiozoficznej wizji antypostępu i zmierzchu nowoczesnej cywilizacji, choć odnosi się to już nie do komunizmu, ale do jakiegoś globalizmu, który przynosi nowe zagrożenia i nowe niepokoje.

Witkacy przeżył wszystko, co było do przeżycia w sztuce i literaturze XX wieku: awangardę, sztukę kontestacji, rewolucję proletariacką i seksualną, eksperymenty z czystą formą, alkoholem i narkotykami. Pod tym względem żadna sztuka współczesna po nim nie jest w stanie zaimponować swą sensacyjnością, prowokacyjnością, przekraczaniem granic. Witkacy doszedł do czegoś więcej niż mniej lub bardziej pusta gra, do historiozoficznego katastrofizmu, który się sprawdził na jego oczach i jest nadal jakoś uzasadniony, w każdym razie nie został obalony. Dziś jego autor może wydać się nawet dość konserwatywny, dzięki wczesnym doświadczeniom uodpornił się na "młodzieńczą chorobę lewicowości", ukąszenia heglowskie i marksistowskie, uczy sceptycyzmu wobec wszelkich utopii i złudzeń kuszących łatwym spełnieniem.

Organizatorzy omawianej sesji poświęconej Witkacemu, Lech Sokół i Janusz Degler, są zarazem niestrudzonymi wydawcami jego dzieł zebranych w Państwowym Instytucie Wydawniczym. Kilkanaście tomów już się ukazało, po okresie trudności finansowych, gdy pojawiła się groźba zaniechania dalszej edycji, wyszło znów kilka tomów, ostatnio trzeci tom dramatów. Znalazły się w nim najważniejsze chyba utwory Witkacego: Jan Maciej Karol Wścieklica; Wariat i zakonnica; Janulka, córka Fizdejki; Matka; Sonata Belzebuba, a także fragmenty dramatyczne często nieznane i niedrukowane. Tom uzupełniają noty informacyjne o dramatach i cenne komentarze o ich inscenizacjach teatralnych autorstwa Janusza Deglera, co daje obraz recepcji pisarza przez ostatnich kilkadziesiąt lat i pośmiertnego życia jego dzieła. Wydawnictwo zapowiada następne tomy, w tym niezwykle interesujące, niepublikowane dotąd listy Witkacego.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail