Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
Ikona
bez twarzy
Jestem w Polsce zasypanej śniegiem. Tak wygląda ten kraj
widziany tak zwanym gołym okiem. Media pokazują mi za to średniej
wielkości kraj afrykański, w którym rządzą pulchni kacykowie,
prześcigający się w rozkradaniu swego kraju. Jest to ich głównym
i jedynym zajęciem oraz zmartwieniem: jak wyciągnąć łapówki
od zagranicznych gospodarczych gangsterów, jak im dopomóc
w rabunku, jak umieścić bezpiecznie lewe pieniądze na zagranicznych
kontach, powiedzmy w Lichtensteinie, a na koniec - jak ujść
cało z mafijnego procederu i zyskać za to poparcie okradanego
i oszukiwanego narodu. Nie wiem, może i w Afryce zmienił się
klimat i na ulicach Akry prószy białym tumanem, wiem jednak,
że klimat społeczny w Polsce prześcignął po raz kolejny Gombrowicza
i Mrożka razem wziętych.
Polacy, popierający w przytłaczającej większości swego prezydenta,
nie doznali żadnego zawodu ani rozczarowania, gdy ich ulubiona
ikona wykazała się brakiem odwagi cywilnej. Media płaczą,
że to gorzej niż lepiej, że zdezerterował albo stchórzył z
powodu słabej konstrukcji psychicznej. Polacy mieli od lat
dużą wyrozumiałość dla słabości swojego pupilka. Wybaczyli
mu kłamstwo dyplomowe (ktoś mu nadał tytuł "magistra łgarstwa"),
wybaczyli mu bełkot w Charkowie o polskich oficerach-ofiarach
stalinowskiej machiny zbrodni. Wybaczyli mu nawet zbrodnię
szydzenia z papieża-Polaka, gdy wytoczył się z samolotu i
kazał swemu przybocznemu ucałować ziemię.
Polacy to naród cierpliwy i wybacza swoim wybitnym reprezentantom.
Ludzie rozumieją, że prezydent K. ma nie tylko słabą konstrukcję
psychiczną, ale i słabą głowę, dlatego nigdy nie był w stanie
sprostać towarzyszom radzieckim i rosyjskim, w których wódka
wsiąkała jak woda w gąbkę. Ludzie rozumieją, ale chcą mieć
jednak w pałacu prezydenckim ładną ikonę - dobrze ubraną,
dobrze mówiącą po polsku, posiadającą zgrabną żonę-maskotkę.
W przypadku Lecha Wałęsy maskotkę stanowił twarzowiec Wachowski,
noszący zawsze przy sobie nóż sprężynowy. Ale Wałęsa przynajmniej
miał oparcie w masach robotniczych, zanim pycha nie rozmieniła
tej narodowej ikony na drobne głupstwa, rozsiewane szczodrze
po całej Polsce i połowie świata. Teraz jest znacznie gorzej,
bo zamiast z niekompetencją oraz ignorancją, mamy do czynienia
z kasą, czyli pieniędzmi w dolarach. I to dużą kasą. Nie byłoby
z tym aż tak wielkiego problemu, gdyby to były dolary amerykańskie.
To znaczy są, ale nie wywodzą się z Ameryki, a z Rosji. Rosyjskimi
dolarami opłacano tak zwaną prywatyzację polskiego przemysłu,
a ogromne łapówki lądowały na prywatnych kontach członków
kolejnych polskich rządów. Media oraz posłowie z komisji sejmowej
uparcie twierdzą, że większość nitek nielegalnych transakcji
prowadzi do Pałacu Prezydenckiego. Komisja śledcza zebrała
ponoć materiał na współudział kancelarii prezydenta K. w "działaniach
korupcyjnych", na systematyczne "kontakty ze środowiskiem
szpiegowskim działającym na rzecz Rosji", na współdziałanie
wreszcie "ze środowiskiem gangsterskim". Dlatego komisja postanowiła
przesłuchać prezydenta K., ale przesłuchać się nie dał, i
jak stwierdził - nie da. Zapewne łącznie z komisją do spraw
sportu i turystyki.
Jako Polak mieszkający od dwóch dekad poza Polską chciałbym
już po raz kolejny w tym cyklu podziękować przeróżnym bezpieczniakom,
że wielu z nas wypchnęli z Polski. Zarazem jestem dumny z
faktu, że prezydentem kraju średniej wielkości i znaczenia,
położonym w środkowej Europie, jest wybitny polityk, o którego
politycznej wybitności świadczy jego wybitna zdolność do dyplomacji,
zwanej w kręgach mniej wyrobionych pospolitym kłamstwem. Rodacy
w kraju mają jednak problem. Ich ulubiona ikona straciła twarz,
a modlić się do obrazka bez twarzy jakoś niezręcznie. Powie
ktoś, że prezydent, którego lubi i popiera ponad połowa społeczeństwa,
jest na pewno człowiekiem odważnym i uczciwym. Nie pozostaje
nam nic innego, jak tylko wierzyć w to, że ukochany prezydent
zdecydowanej większości Polaków to krystalicznie czysty, nieszczęśliwy
człowiek, którego historia jeszcze właściwie osądzi. I że
wplątali biedaka w aferę gorszą od afery Rywina. Wtedy twierdził,
że dla posłów może zatańczyć i zaśpiewać, ale spowiadać się
przed nimi nie będzie, bo nie ma im nic do powiedzenia. Teraz
znów stosuje uniki i zwody. Gdy w 1998 roku oglądałem twarz
prezydenta połowy Polaków na plakacie reklamującym firmę meblarską
jego szwagra, wierzyłem w jego zdolności. Wiedziałem, że rozwinie
je we właściwym kierunku, z pożytkiem dla (prawie) wszystkich
Polaków. Dzisiaj mamy to, co mamy. Wstyd, hańba - wołają posłowie,
a naród najspokojniej w świecie wzrusza ramionami.
Nie wiem, czy istnieje państwo na świecie, którego szanujący
się prezydent posiada tak głęboką wiedzę o swoich obywatelach,
jak prezydent Polski. On wie, że jego prześladowcy polityczni
będą się na nim oraz jego małżonce mścić, jak twierdzi, za
niestawienie się we wtorek 8 marca przed komisją sejmową.
Komunistyczny Dzień Kobiet powinien zostać wreszcie zastąpiony
czymś bardziej godnym demokratycznego kraju średniej wielkości,
powiedzmy Dniem Dzielnego Prezydenta. Bohatersko nie dał się
wciągnąć w sidła pytań, a nie mógł dalej "uprawiać dyplomacji",
więc wybrał stertę piasku, w którą wsadził głowę. Gdyby tak
do końca kadencji tej głowy stamtąd nie wyjmował, ale nie.
Teraz on "będzie się mścił". Jak? Będąc człowiekiem honoru,
na pewno ubierze się w szaty ofiary albo złoży urząd. I wtedy
sam się zemści - na wszystkich naraz. Jak twierdzą zgodnie
ośrodki badania opinii publicznej, pan K. jest najlepszym
prezydentem Polski w dziejach III RP. Z kategorii średniej
wielkości postkolonialnego kraju afrykańskiego awansował Polskę
do kategorii afrykańskich krajów kolonialnych (skolonizowanych
przez siebie samych, na swoje własne życzenie). I za to mu
wieczna chwała.
|
|