ADAM BROŻ
Poezje
o poecie
Poznałem
Kazimierza Wierzyńskiego i jego żonę Halinę we Frascati pod
Rzymem. Przyjechali z Ameryki, była to późna jesień 1965 roku.
Zamieszkali w siedzibie Fundacji Umiastowskiej, w willi "Quo
vadis". Prezesem tejże fundacji był wtedy ks. prałat Edmund
Uliński zajmujący również wysokie stanowisko w Sacra Romana
Rota - trybunale kościelnym rozpatrującym głównie sprawy unieważnień
małżeństw. W dość obszernej willi mieszkali również stypendyści
Fundacji, przeważnie humaniści i muzycy. Wśród nich byłem
i ja.
Nikt z nas młodych, świeżo przybyłych z Polski, niestety
nie znał, a nawet nie słyszał o Wierzyńskim, ale pocieszał
nas fakt, że również monsignore (prałat) na początku
zwracał się do p. Wierzyńskiego: "panie Zwierzyński". Dopiero
związany z Fundacją Jerzy Hordyński, też poeta, pamiętający
czasy przedwojenne, uświadamiał nas i prałata, z jak wielkim
twórcą mamy do czynienia.
Niebawem zaznajomiliśmy się z twórczością Wierzyńskiego,
a i on sam był ciekaw nas, ludzi z komunistycznej Polski.
Odbywały się długie rozmowy i trzeba było opowiadać o Polsce,
ale rozmowy przebiegały dość opornie, bo każdy obawiał się,
że wśród nas może być donosiciel. Tego Wierzyński zupełnie
nie rozumiał. Całkiem inaczej przebiegały rozmowy, kiedy stypendysta
przebywał sam na sam z poetą.
Były to czasy ostatniej fazy soboru watykańskiego II i w
willi "Quo vadis" zjawiali się często zaproszeni przez prałata
polscy duchowni. Były to osoby związane z soborem lub w nim
uczestniczące. Pamiętam interesujące wywody na temat zamordowania
św. Stanisława biskupa, wygłaszane przez ks. Stanisława Bełcha
z Londynu, który jest też autorem obszernej na ten temat pracy
(wydanej przez Veritas w Londynie w 1977 roku). Nas jednak
ksiądz prałat nie dopuszczał do towarzystwa wyższych dostojników
kościelnych, wśród których był też ówczesny ojciec soborowy,
arcybiskup Karol Wojtyła. Natomiast z młodszymi księżmi mogliśmy
rozmawiać, jak np. z ks. Marianem Olesiem, studentem watykańskiej
szkoły dyplomatycznej, późniejszym nuncjuszem w Bagdadzie
w czasie wojny w Zatoce Perskiej, gdzie z wielką odwagą spełniał
swoją funkcję w zdemolowanym bombami pomieszczeniu nuncjatury,
czy z ks. Tadeuszem Pieronkiem, który m.in. opowiadał, jak
przemierzył Europę na skuterze, co szczególnie mi utkwiło
w pamięci, bo później robiłem to samo.
Niekiedy byłem dopuszczany do wspólnych posiłków, w których
uczestniczyli również pp. Wierzyńscy. Atmosfera była zwykle
bardzo wesoła, Wierzyński żartował przepowiadając prałatowi,
że zostanie papieżem i przyjmie imię Edmondo I - był to rewanż
za "Zwierzyńskiego". Na początku pobytu oprócz słynnego białego
wina z Frascati, pitego do posiłków, korzystał poeta z whisky
z żaglowcem na etykiecie, ale z czasem została ona wyparta
przez żubrówkę przywożoną z Polski, którą w końcu określił
jako najlepszą wódkę świata. Opowiadał ciekawe rzeczy, m.in.
jak spotkał się na zjeździe Pen Clubu w Paryżu z Jarosławem
Iwaszkiewiczem. Ten narzekał na silne bóle kręgosłupa, a Wierzyński
ze zdziwieniem zapytał go: "Czy ty masz w ogóle jeszcze kręgosłup?".
W ten sposób skończyła się ich wieloletnia przyjaźń.
Wielkim admiratorem Wierzyńskiego był Hordyński, często spotykali
się w Rzymie i bez końca rozmawiali na tematy literackie.
Obaj byli z tych spotkań niezmiernie zadowoleni; Wierzyński,
że ma wspaniałego rozmówcę i słuchacza, Hordyński, że z tak
wielkim poetą ma kontakt. Wierzyński był bardzo systematyczny
w pracy i zalecał to samo Hordyńskiemu, który w przeciwieństwie
do niego pisał wiersze dosłownie na serwetkach w kawiarniach
lub na kolanie w swoim niezwykle zagraconym pokoiku. W takich
warunkach powstał wiersz Hordyńskiego dedykowany wielkiemu
poecie: W kawiarni na piazza Venezia:
Poeta z dużym wdziękiem maskuje własne lata,
bardziej dowierza znakom oraz horoskopom,
niż ostrożnym wskazaniom znajomych lekarzy.
Szuka we mnie radości, a któż jest bez lęków?
Zadowoleni ze stanu pamięci
mówimy o poezji, żonglując cytatami.
Wybuchają przed nami kratery czarnej kawy
i kołyszą się ciepłe, brazylijskie palmy.
Znów nie będzie granicy między snem a jawą.
Łowimy szelest kroków egzotycznych dziewcząt,
na serwetkach zostaną projekty podróży,
tym piękniejsze, że nigdy nie będą spełnione.
Doświadczony poeta daje życzliwe rady:
siadaj codziennie rano przed nietkniętą kartą,
niech woła wyobraźnię, nawet gdybyś wiedział,
że będzie to wysiłek na pewno daremny.
Powtórzył mi te słowa, gdy opuszczał miasto.
Nie przeczuwałem, że znika na zawsze.
Składałem puste karty i nadal tak czynię -
wciąż jeszcze mam nadzieję, że zjawi się w wierszu.
W owym czasie najpierw we Frascati, potem w Rzymie zaczynała
pojawiać się profesor Maria Dłuska z Krakowa, najwybitniejsza
badaczka poezji polskiej po wojnie, znana w środowiskach polonistycznych
wychowawczyni licznej rzeszy badaczy. Była też popularyzatorką
dobrej poezji, wygłaszała referaty w Polskiej Akademii Nauk,
w radiu i pisała artykuły w prasie kulturalnej, głównie w
Tygodniku Powszechnym. Ona to zajęła się rozpracowywaniem
wierszy Wierzyńskiego. Miała cichą nadzieję, że dzięki znajomościom
ze swoimi wysoko postawionymi w partii uczniami doprowadzi
do przyjazdu i wydania poezji Wierzyńskiego w kraju. Takie
też nadzieje, aczkolwiek z dużą dozą sceptycyzmu, żywił poeta.
Udało się tylko pani profesor wydać Poezje wybrane
w 1972 roku, i to z wielkimi trudnościami, o których mi wiele
opowiadała. Widywałem ją stosunkowo często zarówno w Krakowie,
jak i w Rzymie i doskonale byłem informowany o jej upartej
walce z przeciwnościami przeszkodami stawianymi przez reżim
w jej dziele popularyzacji poezji Wierzyńskiego. Otrzymałem
od niej egzemplarz tej książki z triumfalną dedykacją. Uważała
ją za swoje znaczne osiągnięcie.
Bywałem też świadkiem spotkań Dłuskiej z Wierzyńskim, ale
nie mogłem się zorientować, na czym polegały badania pani
profesor w dziedzinie wersyfikacji i teorii wiersza. Zadawała
Wierzyńskiemu pytania z tej dziedziny, które go wyraźnie nudziły.
Dłuska była długoletnim i zasłużonym profesorem Uniwersytetu
Jagiellońskiego, Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i Polskiej
Akademii Nauk, cieszyła się wielkim szacunkiem dzięki osiągnięciom
naukowym i postawie doskonałego pedagoga. Otrzymała doktorat
honoris causa Uniwersytetu Chicagowskiego (1973 r.) - oczywiście
za sprawą tamtejszych rodaków-polonistów. Do ideologii obowiązującej
w Polsce odnosiła się z nieukrywanym krytycyzmem, przeciwstawiając
jej swój katolicki światopogląd. Kiedyś, może to było w kurii
krakowskiej - jak opisuje to, co widział prof. Tadeusz Ulewicz
- kolega ze studiów polonistycznych Karola Wojtyły (Tadeusz
Ulewicz, Kontrefekty sylwetki, cienie. Z dziejów filologii
w Polsce, 1997 r., s. 120), Maria Dłuska podeszła wraz
z innymi przywitać się z metropolitą, a ten "nachylił się
ku niej serdecznie i pocałował ją w rękę, jak matkę...".
W spotkaniach Dłuskiej z Wierzyńskim koniecznie chciał brać
udział Hordyński. Wierzyński go tolerował i akceptował, Dłuska
traktowała go natomiast z wyraźną niechęcią i wobec tego został
odsunięty. I tak powstał wiersz Hordyńskiego. pt. Pani
profesor, opublikowany w 1969 r., który był powodem jeszcze
żywszej jej niechęci do autora. Oto on:
Dłu, dłu, dłu-
bie w wierszach,
łuska rymy i rytmy,
liczy cierpliwie akcenty,
obwąchuje strofy.
A poezja jest właśnie tam,
dokąd nie dotrze.
Biedna pani profesor!
Świat pozwolił jej poznać
wyłącznie figury stylistyczne,
pocieszył
habitem z papieru.
Gdyby los był łaskawszy
ho! ho!
nie mielibyśmy
uczonych dzieł.
Po kilku miesiącach pobytu we Frascati przenieśli się Wierzyńscy
do bliskiej Grottaferaty, gdzie mieli do dyspozycji całą niedużą
willę. W jakiś czas później zamieszkali w samym centrum Rzymu,
na piazza Cairoli. Dopiero teraz - jak mi sami mówili - korzystali
z życia kulturalnego ważnej stolicy europejskiej, jaką był
i jest Rzym. Wierzyńskiemu - jak się domyślam - brakowało
większego grona odbiorców i wielbicieli jego talentu. Wyjazd
do Polski nie wchodził w rachubę, jedynie polski Londyn stanowił
znaczne środowisko odbiorców jego sztuki. Tam też udał się
i tam po jakimś czasie przeniósł się do wieczności.
Niektórzy twierdzą, że literatura nie jest sztuką, inni mówią,
że nie będąc sama sztuką, jest królową sztuk.
|