PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 4 marca 2005


ANNA BERNAT

Korespondencja Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego
opublikowana w setną rocznicę urodzin poety

O wyższości listów z fiołkiem
nad e-mailami

Konstanty Ildefons Gałczyński - wieczny cygan literacki, postać barwna, tajemnicza, autoironiczna. Człowiek ciepły i serdeczny. Krakowsko-warszawski. Autor groteskowych, surrealistycznych utworów, jak Porfirion Osiełek, czyli Klub Świętokradców, Teatrzyk Zielona Gęś, i pięknych liryków miłosnych. Czuł się w swoim żywiole wtedy, gdy pisał. A pisywał wiersze wszędzie: na serwetkach w kawiarniach, na marginesach gazet, na kartkach wydartych z kalendarza.

Gdy powiał wiatr w zaułku, gdy odjechała zaczarowana dorożka

Urodził się w Warszawie 23 stycznia 1905 r. przy ulicy Mazowieckiej. Ojciec, Konstanty, był technikiem kolejowym, matka (z domu Łopuszyńska) córką właściciela restauracji znanej podówczas firmy Wróbel. Wiersze zaczął pisać w 1915 roku, a pierwszym opublikowanym utworem był Wiatr w zaułku, który ukazał się w 1923 r. na łamach efemerycznego pisma Twórczość Młodej Polski. Gałczyński pod swoim debiutem podpisał się jako Mieczysław Zenon Trzciński. Miał już za sobą studia z filologii angielskiej i klasycznej na Uniwersytecie Warszawskim, a także odbytą służbę wojskową, gdy w roku 1928 rozpoczął systematyczną pracę literacką. Wtedy też przyłączył się do grupy poetyckiej Kwadryga, z której cyganeryjno-studenckim środowiskiem zetknął się jeszcze za swoich uniwersyteckich czasów. To bardzo znaczący okres w formowaniu się wrażliwości poety, który znalazł potem odbicie w dwóch nurtach jego twórczości. To wtedy, w czasach Kwadrygi, przyjął za swoich patronów Villona i Rimbauda i sam zaczął się kreować na typ poety-cygana, często również błazna i wesołka. A wesoły cygan najchętniej uciekał od rzeczywistości w krainę poezji. Świadczą o tym choćby takie wiersze, jak Szekspir i chryzantemy lub Serwus madonna. Ale wówczas zaczął się również zarysowywać drugi nurt w twórczości poety, który można nazwać katastroficzną groteską. W poemacie Koniec świata, a także w Wizjach świętego Ildefonsa, czyli Satyrze na Wszechświat z 1929 r. pod maską drwiny i żartu kryją się posępne diagnozy i niepokojące przeczucia dotyczące Polski.

Z postacią Gałczyńskiego łączy się pewien paradoks. Był bardzo znaną postacią za życia, choć często, niestety, bywał lekceważony jako poeta. A jeśli już jego wiersze zyskiwały uznanie, to niekoniecznie te, które on sam najbardziej lubił i cenił. Czasów przedwojennych nie można nazwać okresem triumfu Gałczyńskiego. Dopiero po wojnie stał się naprawdę bardzo popularny. Uznanie przyniosły mu trzy tomy wierszy wydane w 1946 r. w kraju oraz w Rzymie i w Hanowerze. Ale naprawdę podbił serca czytelników Zaczarowaną dorożką, wydaną w 1948 roku. Niepowtarzalny groteskowy komizm Zielonych Gęsi czy absurdalny dowcip Listów z fiołkiem jeszcze te uczucia do poety wzmocnił. Sympatia czytelników nie zawsze szła w parze ze zrozumieniem ze strony wydawców i redaktorów czasopism ani nie oznaczała szczodrych i regularnie płaconych honorariów. Nic dziwnego, że w tej sytuacji mógł zapewnić swojej rodzinie, a więc żonie Natalii Awałow i córce Kirze, jedynie skromną egzystencję materialną.

Gęś, fiołek, ze dwa wiersze...

Z opublikowanej w styczniu br., w setną rocznicę urodzin poety, korespondencji Pozdrowienia dla Czarodzieja*) (Wydawnictwo Świat Książki. Wybór, wstęp i komentarze - Kira Gałczyńska) wiele możemy się dowiedzieć o utarczkach, jakie toczył Gałczyński z wydawcami, redaktorami, a nawet z tak przyjaznym mu Przekrojem, w którym - aż trudno w to uwierzyć - bez porozumienia z autorem samowolnie zmieniano jego wiersze. Ludwik Jerzy Kern, Marian Eile i inni twierdzili, że nic nie ruszano w utworach Gałczyńskiego. Ale wystarczy przeczytać zachowane listy. W których - na co zwraca uwagę Kira Gałczyńska - twardo brzmią słowa Mariana Eilego: "Mamy prawo do skreśleń" i "Mogę płacić tylko za konkretne wydrukowane utwory, a to od 200-400 zł za wiersz normalny". I zaraz obok możemy przeczytać błagalny list poety o przyspieszenie przesyłki owych 400 zł! A ze strony redakcji stałe poganianie: przyślij więcej, napisz na zapas, to nie będziemy ingerować. A przecież każdego tygodnia słał poeta do Przekroju - "Gęś, fiołek, ze dwa wiersze. I tak miesiąc po miesiącu, rok po roku...". "Dopiero zsumowana korespondencja pomiędzy K.I.G. a Przekrojem - pisze Kira Gałczyńska - uzmysławia mi stopień uzależnienia ojca od redakcji i jej szefa, z którym zawsze, i o tym mówią listy, identyfikował się, stał za nimi murem.

Pisze partia do poety

W grudniu 1948 r. do poety napisała list Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, upominająca go, aby rozliczył się z zaliczki pobranej na koszta podróży i diety w związku z wieczorem autorskim w Poznaniu. W liście podpisanym przez zastępcę kierownika wydziału kultury Wiktora Woroszylskiego jest zachęta, aby ewentualne uwagi lub postulaty w związku z odbytym wieczorem poeta też dostarczył do wydziału...

W tomie znaczącą część stanowią listy do przyjaciół i najbliższych: do cioci Stasi, do Kiry, żony Natalii. Jest korespondencja pochodząca z kręgu wielbicieli, ale też - jak to określa Kira Gałczyńska - i z kręgu wrogów poety. "Kochany, drogi panie Poeto! Dlatego tak piszemy, bo znamy się od dawna. Jeszcze przed rokiem 1939 czytaliśmy poezje Pana, drukowane w gazetach codziennych. Oczarował nas Pan wtedy, jak nikt na świecie" - napisali we wrześniu 1950 r. wielbiciele z Gdańska. Ale były i takie: "My, Polacy w tej chwili zgromadzeni przy czytaniu Przekroju dziękujemy ci wazelinarzu za piękny wiersz pt. Dwie gitary. Dotychczas myśleliśmy, żeś ty tylko idiota - który chcesz tanim kosztem zdobyć sławę w demokracji ludowej. Lecz teraz wiemy, żeś zdrajcą" - oto fragment niepodpisanego listu z 1 stycznia 1948 r. Obok zamieszczono inny list od anonimowego czytelnika, utrzymany w spokojniejszym już tonie, bez agresji, ale pełen potępienia: "Szanowny Panie. Sądzę, że dobrze panu zapłacili za napisanie tego wzniosłego Pogrzebu Muzy, a zwłaszcza za patetyczny okrzyk ´My jesteśmy blokiem wschodnimª. (...) naród wcale się nie uważa za cząstkę bloku wschodniego i wcale tego nie pragnie. A wie pan dlaczego? Dlatego, że setki tysięcy naszych oficerów i żołnierzy zginęło w obozach sowieckich, zarówno tych, których zabrano w 1939 r., zadając nam zdradziecki cios w plecy, jak i tych, których wywożono w 1945 roku i później. (...) Życzę panu dalszych sukcesów, ale niech pan nie bawi się w wieszcza. Niech pan poczeka z tym blokiem wschodnim, aż trochę mniej będą rozstrzeliwać ludzi z rozkazu naszych przyjaciół wschodnich. Niech pan nie przemawia w imieniu narodu, lepiej już pisać listy z fiołkiem". O tych listach pisze w komentarzu Kira Gałczyńska: "Anonimy są zawsze podłe, anonimy wyrzuca się do kosza. Te i kilka innych mój ojciec zachował. Uważałam za swój obowiązek zaprezentować i taki głos w korespondencji K.I.G.". To bodaj jedyny budzący wątpliwości, przesadnie emocjonalny komentarz autorki wyboru listów. Trzeba bowiem pamiętać, w jakich czasach pisane były owe listy i co wówczas groziło za publiczne sformułowanie takich opinii. Gałczyński wymieniał listy m.in. z Ksawerym Pruszyńskim, Janem Dobraczyńskim, Kazimierzem Wyką, Leszkiem Herdegenem, Zofią Nałkowską, Hanką Ordonówną. Są one pełne błyskotliwych żartów, humoru, przekomarzania się. Po prostu sympatyczne. Ale jest w nich też głębokie przejęcie się sprawami przyjaciół, ich zdrowia, sytuacji materialnej, rodzinnej. Nie ma w nich, tak charakterystycznego dla wielu artystów, skupienia uwagi na sobie, są wyprane z egotyzmu. Są w nich ploteczki i bardzo serio prowadzona wymiana myśli.

Anioł na końcu pióra

"Kąstanty", "O, Konstanty!" - tak rozpoczyna listy do Gałczyńskiego Julian Tuwim. Korespondencja pomiędzy tymi dwoma poetami ma szczególne znaczenie. Lekko, żartem podpisując się Karakuliambro z Pośpiesznej Pracowni Lirycznej, Tuus Constantinus albo Kostia, pisze Gałczyński do Tuwima: "Niech Ci Bóg da zdrowie i 20 000 aniołów na końcu pióra". Pisze Tuwim: "Do czego zmierzam. Do Twojego wiersza w nr 132 Przekroju. Muszę go surowo potępić. Zachwycające są wprawdzie te ptaki, których nóżki złoci słońce i ta noc jak skrypt chopinowych nut, i kobieta (wiem która), co jak błyskawica zachwyca... Razem z Tobą sławię Aleksandra Błoka i Tycjana i komicznego zajączka. I okręty Rzeczypospolitej". A co powiedzieć o listach do Natalii, którą raz poeta nazywa Pawełkiem, a kiedy indziej szanownym małym Księżycem lub małym Bociankiem i pozdrawia "wszystkimi blaskami" na jeziorze? Ile tu uczucia i zwyczajnej troski męża o żonę. Te listy trzeba po prostu przeczytać! Ostatni zachowany pochodzi z 28 sierpnia 1951 roku. To był list z Mazur, z leśniczówki Pranie, gdzie tak chętnie przebywał latem na wakacjach poeta. Ten list kończy korespondencję między Natalią i Konstantym, między Praniem a Warszawą. "Widać, że w następnych miesiącach i latach - pisze Kira Gałczyńska - nie rozstawali się ze sobą. Wspólny wyjazd do Prania w 1952 roku był krótki, ten w roku następnym, choć znacznie dłuższy (trwał od sierpnia do listopada) nie pozostawił śladu w listach. Najpewniej bohaterowie korespondencji po prostu stale ze sobą przebywali. I tak już było do śmierci poety, do 6 grudnia 1953 roku". Uzupełnieniem tekstu są reprodukowane koperty, pocztówki, znaczki, fotografie, same listy - okruchy świata, który na zawsze odszedł. Ten pięknie wydany tom korespondencji autora Listów z fiołkiem budzi nostalgię i uświadamia nam, że zwyczaj pisania listów odchodzi w przeszłość, tak jak i nawyk ich przechowywania związanych wstążeczką na dnie szuflad. E-mail, po przeczytaniu wyrzucany w komputerze do kosza, nie zastąpi korespondencji, która po latach stawała się ważnym źródłem wiedzy o ludziach i kulturze.

----------------------

*) Książkę można zamówić w Księgarni Nowego Dziennika, tel. (212) 594-4512, e-mail: ksiazki@dziennik.com


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail