PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 4 lutego 2005

WSPOMNIENIA O JANIE NOWAKU-JEZIORAŃSKIM


ZDZISŁAW NAJDER

Fanatyk
służby Polsce

Jan Nowak-Jeziorański należał do pokolenia, które od swoich rodziców otrzymało w dzieciństwie bezcenny dar: Polskę Niepodległą. O ocalenie, a później - wskrzeszenie tego daru walczył czynem i słowem przez całe długie i imponująco pracowite życie. Najpierw służąc w Armii Krajowej i podejmując ważne i ryzykowne misje kurierskie. Potem tworząc Rozgłośnię Polską RWE i kierując nią przez 25 lat. Później przez kolejne ćwierćwiecze jako rzecznik spraw polskich w Waszyngtonie. W ostatnich latach, już w sędziwym wieku, jako uczestnik i komentator, często krytyczny, krajowej sceny politycznej.

Wolna Europa jest najbardziej znanym i najcenniejszym dziełem jego życia. Ukształtowana i kierowana żelazną ręką przez Jana Nowaka stała się instytucją polskiego życia publicznego, legendą, składnikiem naszej narodowej mitologii. Żadna inna zachodnia polskojęzyczna stacja nie miała porównywalnego znaczenia ani żadna inna rozgłośnia w ramach instytucji Radio Wolna Europa - Radio Swoboda nie odgrywała takiej roli w którymkolwiek z krajów, do których nadawano. Tworząc 55 lat temu swój zespół, mógł Nowak korzystać z umiejętności wspaniałych pracowników; wymieńmy tylko paru: Karola Wagnera, Tadeusza Żenczykowskiego, Andrzeja Pomiana, Wojciecha Trojanowskiego, Tadeusza Nowakowskiego. Ale to on zespołowi przewodził.

RWE była jego dzieckiem szczególnej troski. Kiedy poznałem Pana Jana w roku 1971 w domu wspólnego przyjaciela, Marka Walickiego - martwił się o Rozgłośnię, zdając sobie sprawę ze stopniowego wykruszania się pierwotnej kadry. Jednocześnie rząd USA i ambasada amerykańska w Warszawie flirtowały otwarcie z władzami PRL, czego bezpośrednim skutkiem było ograniczanie budżetu RWE. Doprowadzało to Nowaka do rozpaczy.

Do roku 1982 spotykaliśmy się bardzo rzadko i oczywiście w tajemnicy; korespondowaliśmy też rzadko i bardzo ostrożnie: Pan Jan (w przeciwieństwie do niefrasobliwego Jerzego Giedroycia) przeszedł dobrą okupacyjną szkołę konspiracji i był starannie oględny w tym, co kładł na papier, choć wymienialiśmy listy tylko podczas moich wypadów za granicę. Kiedy w roku 1976 odszedł z RWE i zamieszkał w Austrii, w Pass Thurn, udało się nam (żonie i mnie) odwiedzić Nowaków i spędzić z nimi dwa dni. To było zapewne najprzyjemniejsze z naszych spotkań, wolne od jakichkolwiek instytucjonalnych uwarunkowań. Pamiętam, że głównym tematem wielogodzinnych rozmów była różnica między niby-Polską, którą był PRL, a Polską Prawdziwą, Niepodległą - przeszłą i przyszłą.

Oddalony od RWE i uwolniony od nacisku codziennych obowiązków, Pan Jan ani na chwilę nie przestał przejmować się losami Radia (chociaż po swojej dymisji był przedmiotem bardzo ostrych ataków ze strony niechętnych mu pracowników). Dalej zabiegał - za pośrednictwem amerykańskich przyjaciół, przede wszystkim Zbigniewa Brzezińskiego - o zwiększenie budżetu i złagodzenie nacisków politycznych ze strony ugodowych władz i urzędników amerykańskich. "Radio rzeczywiście poważnie osłabło na skutek nieustannych cięć budżetowych i redukcji personalnych, które zdemoralizowały zespoły redakcyjne. Ja robię tu wszystko, co leży w ludzkiej mocy, by podnieść rangę [...] radiostacji w sensie środków finansowych, transmiterów etc. Jeśli jednak zastrzyk wzmacniający nie przyjdzie z Polski - to prędzej czy później ten instrument zostanie wyeliminowany i dopiero wtedy - poniewczasie - zorientujecie się w jego znaczeniu" (9 IV 1980 r.).

Prosił mnie na przykład w liście z 10 lutego 1978 r., o zorganizowanie krajowej kontrakcji przeciwko powołaniu na prezesa RWE/RL odchodzącego z Warszawy ambasadora USA Richarda Daviesa, wielkiego entuzjasty Edwarda Gierka. (Udało się coś takiego sklecić; w każdym razie do nominacji nie doszło). Wiedząc o mojej roli w Polskim Porozumieniu Niepodległościowym deklarował: "Proszę pamiętać, że macie w mojej osobie ´tajnegoª ambasadora, który chce wam pomagać po cichu, bez rozgłosu i nie jest spragniony ´zasługª". I rzeczywiście, niezmordowany, starał się reagować na wszystkie ważne wydarzenia krajowe, zwłaszcza na prześladowania opozycji - i mobilizować czynniki amerykańskie do działania. "Załączam memoriał, który wystosowałem w tej sprawie do kilku kongresmanów i senatorów, przekazując równocześnie kopię p. [Ralphowi] Luersowi w Dep. Stanu i Z[bigniewowi] B[rzezińskiemu]" (5 IV 1978 r.).

Był do końca życia człowiekiem imponująco pracowitym i energicznym. A również, co nie było już tak oczywiste, bardzo uczuciowym. W dążenie do celów angażował się całkowicie. Pośród tych celów odzyskanie, a później zabezpieczenie niepodległości Polski było celem głównym. Był w swoich dążeniach ofiarny - do rezygnacji z życia osobistego włącznie - uparty i bezwzględny. I właściwie utożsamił się ze swoimi celami. Czuł zapewne, jak Mickiewiczowski Konrad, że "ja i Ojczyzna to jedno". Takie uczuciowe utożsamianie się z celem, który przed sobą stawiał, prowadziło niekiedy do błędów w ocenie wydarzeń i ludzi: kiedy mu się nie chcieli podporządkować, uznawał ich za wrogów - nie tylko osobistych, ale także ideowych. Tak było np. z nieszczęsnym Józefem Ptaczkiem - marnym redaktorem i nieznośnym rozrabiaką, który zatruwał życie wszystkim kolejnym dyrektorom Radia; Pan Jan uznał, że taki szkodnik musi być także wrogiem politycznym i oskarżał Ptaczka, że jest agentem SB. Ale badania jednego z szefów Instytutu Pamięci Narodowej, Pawła Machcewicza, wykazały ostatnio, że Ptaczek agentem nie był...

Wielka ofiarność i namiętna bezwzględność Jana Nowaka w służeniu sprawie Polski prowadziła więc niekiedy i do przykrych pomyłek. Ale od ludzi czynu trudno oczekiwać nieomylności. I aby znowu przytoczyć Mickiewicza, "wielkie serca, Aldono, są jak ule zbyt wielkie - miód ich zapełnić nie może". W zestawieniu z zasługami Pana Jana - wśród których za najważniejszą uważam dawanie przykładu odwagi, energii i ofiarności - jego błędy karleją. Był człowiekiem dużo ponad przeciętną miarę, z rodu herosów pozostawiających narodowi wzory. Za to winniśmy mu trwałą wdzięczność.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail