PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 4 lutego 2005

WSPOMNIENIA O JANIE NOWAKU-JEZIORAŃSKIM


JERZY KOŹMIŃSKI

Najcenniejszy rzecznik
sprawy polskiej

Po raz pierwszy miałem okazję spotkać się z Janem Nowakiem-Jeziorańskim po przełomie roku 1989, kiedy to pełniąc funkcję dyrektora generalnego w Urzędzie Rady Ministrów byłem współpracownikiem wicepremiera Leszka Balcerowicza, architekta programu przebudowy i stabilizacji polskiej gospodarki. Legendarny "kurier z Warszawy" żywo interesował się wówczas planami rządu Tadeusza Mazowieckiego, zagrzewał rodaków do reformatorskiego czynu, a zarazem oferował swoje rozlegle kontakty w Waszyngtonie dla realizacji polskich interesów zarówno w wymiarze politycznym, jak i gospodarczym.

Od tamtej pory wielokrotnie spotykaliśmy się i prowadzili rozmowy telefoniczne, ale nasza codzienna, ścisła współpraca rozwinęła się na dobre po objęciu przeze mnie funkcji ambasadora RP w Stanach Zjednoczonych. Przez sześć lat, od wiosny 1994 r., z wdzięcznością korzystałem z jego cennych rad i wsparcia, a nasze działania w Ameryce wzajemnie się wzmacniały i uzupełniały. Przez te i późniejsze lata bardzo zżyliśmy się ze sobą i uważam za wielki zaszczyt, że nazywał mnie swoim przyjacielem. Ostatni raz widzieliśmy się na dzień przed jego śmiercią. W swoim warszawskim mieszkaniu przekazał mi dokumenty obrazujące polską drogę do NATO, przygotowane dla wrocławskiego Ossolineum. Poprosił o ich przejrzenie, ocenę i napisanie wstępu. Był już bardzo słaby, oczekiwał na przyjazd karetki. Umówiliśmy się na dłuższą rozmowę za dwa dni, w szpitalu. Pojechałem tam następnej nocy, wezwany smutną wiadomością...

Od początku było dla mnie oczywiste, że tak w Waszyngtonie, jak i w Warszawie Jan Nowak-Jeziorański był człowiekiem-instytucją, którego wyjątkowa pozycja wynikała zarówno z dokonań okresu II wojny światowej, jak i ćwierćwiecza pracy w Radiu Wolna Europa. To zaś w sprzężeniu z jego niezwykłą pracowitością, niespożytą energią, wnikliwością analityczną i zdolnościami do perswazji, było dla Polski nieocenionym kapitałem. W waszyngtońskiej aktywności Jana Nowaka od chwili narodzin dzisiejszej Rzeczypospolitej można by wyróżnić trzy etapy. Pierwszy to lata 1989-93, w których intensywnie zabiegał o udzielenie przez USA maksymalnego wsparcia dla polskich wysiłków na rzecz transformacji ustrojowej, a także dla stanowiska RP w sprawie warunków zjednoczenia Niemiec. W okresie tym w sposób szczególny angażował się w kwestię redukcji naszego zadłużenia zagranicznego, którą po raz pierwszy na forum międzynarodowym postawił Leszek Balcerowicz, wskazując na jej znaczenie dla skutecznego przeprowadzenia trudnych polskich reform.

Drugi etap, najdłuższy i najważniejszy, to lata 1993-1999, kiedy to Jan Nowak-Jeziorański bez reszty oddał się celowi o wymiarze historycznym - zapewnieniu wolnej Polsce trwałego bezpieczeństwa, poprzez zakotwiczenie jej w sojuszu atlantyckim. Batalia o rozszerzenie NATO oraz o polskie członkostwo w sojuszu rozgrywała się głównie w Waszyngtonie, bowiem stanowisko USA jako lidera NATO było w tej sprawie kluczowe. Także poprzeczka legislacyjna w Ameryce była najwyżej ustawiona spośród wszystkich państw członkowskich - aż dwie trzecie Senatu musiało ratyfikować decyzję o poszerzeniu sojuszu. Polska gra o NATO toczyła się w Ameryce równolegle na dwóch płaszczyznach - na jednej działali polscy politycy i dyplomaci, na drugiej zaś - Polonia i związane z nią tak wybitne postaci, jak profesor Zbigniew Brzeziński oraz Jan Nowak-Jeziorański. Stopniowo angażowały się kolejne ośrodki i osoby, zwłaszcza US Committee to Expand NATO. Pan Jan działał co najmniej w potrójnej roli: jako wpływowa osobistość z bardzo dobrymi kontaktami, jako jeden z liderów Polonii - autor lub współinicjator rozlicznych petycji, listów, kampanii, a także jako przedstawiciel Koalicji Środkowo-Wschodnioeuropejskiej, która obok KPA reprezentowała grupy etniczne związane z naszą częścią Europy.

Energiczne działania Jana Nowaka silnie wpisywały się we wszystkie kategorie wzajemnie powiązanych ze sobą zadań, jakie na rzecz rozszerzenia NATO realizowała Polska i Polonia. Po pierwsze, było to wywieranie nieustannej presji na amerykańskie ośrodki i postaci, od których bezpośrednio, lub pośrednio, zależało rozszerzenie. Po drugie, był to wkład w rozwój koncepcji i strategii otwierania sojuszu na nowych członków. Po trzecie - udział w debatach publicznych na temat bezpieczeństwa międzynarodowego, przyszłości NATO, stosunków amerykańsko-europejskich, stosunków z Rosją. Po czwarte - kształtowanie pozytywnego wizerunku Polski; jako kraju o bogatych tradycjach i kulturze, kraju, który przetarł szlak innym narodom naszego regionu ku wolności, który jako pierwszy wkroczył na drogę gruntownych przeobrażeń gospodarczych i który jako sojusznik USA będzie w NATO atutem, a nie obciążeniem.

Spośród powyższych zadań, najwięcej wysiłków Jan Nowak-Jeziorański - podobnie jak Kongres Polonii Amerykańskiej, a także polska dyplomacja - włożył w realizację pierwszego z nich - wywierania presji. Jej adresatami byli: administracja, a więc Biały Dom, Narodowa Rada Bezpieczeństwa, Departament Stanu, Pentagon; Kongres, a zwłaszcza Senat, gdzie ostatecznie miała się rozstrzygnąć batalia; ośrodki opiniotwórcze, przede wszystkim media, a także różne środowiska i grupy interesów, zaś wśród nich - organizacje etniczne, przywódcy związków zawodowych, wielki biznes. Od jesieni 1996 r. - kiedy prezydent Clinton publicznie złożył deklarację, iż w nadchodzącym roku NATO powinno zaprosić pierwsze kraje Europy Środkowej do negocjacji akcesyjnych - wysiłki "prorozszerzeniowego frontu" całkowicie skupiły się na Senacie. Po kilku miesiącach do wysiłków tych oficjalnie i aktywnie włączyli się przedstawiciele administracji. Warto tu przypomnieć, iż pierwsza polonijna kampania nacisków na Biały Dom oraz Kongres na rzecz polskiego członkostwa w NATO została przeprowadzona kilka lat wcześniej - jesienią 1993 r., w dużej mierze właśnie z inicjatywy Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Pamiętam wyraźnie tamte wydarzenia; byłem wówczas wiceministrem w MSZ i z Panem Janem dość często omawialiśmy rozwój sytuacji. W kampanii polonijnej oraz w działaniach władz RP chodziło wówczas o to, by doprowadzić do publicznej deklaracji ze strony amerykańskich władz, że NATO zostanie rozszerzone, a Polska stanie się jego członkiem. Kampania, w formie tysięcy listów i telegramów, była reakcją na pierwszą wersję NATO-wskiej propozycji Partnerstwa dla Pokoju, która została uznana przez Warszawę oraz Polonię za surogat członkostwa, a nie drogę, jaka może doprowadzić nas do sojuszu. Dopiero następna wersja Partnerstwa, przede wszystkim dzięki naciskom Polonii i aktywnej polityce Polski, wychodziła naprzeciw naszym oczekiwaniom; w styczniu 1994 r. Partnerstwo zostało ogłoszone wraz ze znanym oświadczeniem prezydenta USA, że "rozszerzenie NATO to nie kwestia czy, ale kiedy i jak". Kolejne masowe akcje Polonii, znów z Panem Janem w jednej z głównych ról, miały miejsce w 1994 roku; wtedy szło o przyjęcie przez Senat tzw. poprawki Browna, wzywającej amerykańskie władze do poparcia wysiłków krajów aspirujących do NATO. Byłem już wówczas ambasadorem w Waszyngtonie i był to okres, w którym na długo ukształtował się sposób mojej bliskiej współpracy z Panem Janem. Wraz z profesorem Zbigniewem Brzezińskim, którego zasługi dla polskiego członkostwa w NATO są nie do przecenienia, żartowaliśmy nieraz, że Jan stanowi swoisty "system wczesnego ostrzegania". Dzień zaczynał od czytania gazet i analizowania sygnałów medialnych. Jeśli pojawiało się coś, co budziło jego niepokój, natychmiast każdego z nas alarmował. Ze mną kontaktował się niemal codziennie, wymienialiśmy informacje i oceny. Jeśli rozmawialiśmy z amerykańskimi politykami, zwłaszcza z senatorami, dzieliliśmy się później uwagami o ich reakcji i rodzaju stosowanych argumentów. Zabiegi o pozyskanie przychylności senatorów dla rezolucji ratyfikacyjnej dotyczącej rozszerzenia NATO - choć na początku nie było wiadomo, kiedy (i czy w ogóle) do niej dojdzie - podejmowaliśmy korzystając z prowadzonej w ambasadzie "klasyfikacji" członków Senatu; od tych, którzy zdecydowanie opowiadali się za rozszerzeniem NATO i polskim członkostwem (w pierwszej fazie stanowili nieliczną grupę), poprzez tych, którzy przez dłuższy czas nie mieli skrystalizowanego stanowiska, aż po tych, którzy byli całkowicie przeciwni.

Na zawsze pozostanie w mojej pamięci moment, kiedy 30 kwietnia 1998 roku, kilkanaście minut przed 11 wieczorem, wynikiem 80 do 19 w Senacie zostało przegłosowane rozszerzenie NATO i polskie członkostwo w sojuszu. Zerwałem się ze swojego miejsca na senackiej galerii, skąd przez kilka godzin z napięciem śledziłem przebieg debaty, Jan Nowak-Jeziorański wyszedł z sąsiedniego sektora i ze łzami w oczach rzuciliśmy się sobie w objęcia. Powiedział, że to najszczęśliwszy moment jego życia. To było naprawdę bardzo wzruszające, wielkie zwieńczenie jego wysiłków, wysiłków Polski i Polonii.

Wreszcie trzecim, ostatnim etapem waszyngtońskiej aktywności Jana Nowaka-Jeziorańskiego były lata 1999-2002. To okres, w którym Polska, Czechy i Węgry już były członkami NATO, natomiast Pan Jan niestrudzenie zabiegał o dalsze rozszerzenie sojuszu, o włączenie w jego struktury naszych sąsiadów: Litwy, Słowacji, ale także Estonii, Łotwy, Rumunii i Bułgarii. Działania te podejmował z podwójną motywacją - wiedząc, iż w żywotnym interesie Polski jest posiadanie w swoim otoczeniu krajów przyjaznych, należących do tego samego systemu obronnego, a jednocześnie w poczuciu solidarności z krajami, z którymi przez pół wieku Polska dzieliła wspólny los, a teraz dzieli wspólne aspiracje.

W połowie 2002 roku Jan Nowak-Jeziorański, po blisko 60 latach emigracji, powrócił do Warszawy. Znów regularnie mogliśmy się spotykać. Mimo sędziwego wieku był nadal człowiekiem pełnym energii i inicjatywy, zaangażowanym w sprawy publiczne, a także otwartym na wszystko, co wokół się działo. Nigdy nie było w nim nieufności i dezaprobaty, jaka często występuje u ludzi starszych w odniesieniu do nowych zjawisk. Utrzymywał ożywione kontakty, przez kilka miesięcy sporo jeździł po kraju, spotykał się z różnymi środowiskami, szczególnie lubił rozmawiać z młodzieżą. Sprawą szczególnej wagi stało się dla niego członkostwo Polski w Unii Europejskiej. To było kolejne wyzwanie. Chciał, by Polska uzyskała jak najlepsze warunki akcesji. Zachęcał społeczeństwo do udziału w referendum, do głosowania "tak". W dniu referendum, wcześnie rano, jako jeden z pierwszych w Polsce udał się do lokalu wyborczego; scena ta, pokazywana wielokrotnie w telewizji, działała na rodaków mobilizująco. Uważał, że - po NATO - polskie członkostwo w Unii jest drugim kluczowym momentem w historii Polski po 1989 roku.

W ostatnich miesiącach życia, już złożony chorobą, z przejęciem śledził bieg wydarzeń na Ukrainie. Pragnął, by Ukraina była suwerenna, demokratyczna, silna i przyjazna Polsce. Zawsze działał na rzecz jak najlepszych stosunków polsko-ukraińskich, podobnie jak i polsko-litewskich. Coraz bardziej niepokoiły go różne negatywne zjawiska w życiu publicznym Polski, zżymał się na nie, często wyrażał obawy, a nawet ostre oceny, jednak dominowała w nim wiara i optymizm - widział bowiem ogromny potencjał rozwojowy kraju. Mierzył go skalą głębokich przemian od roku 1989 - skoro Polska stała się wolna i tyle się już jej udało, to przecież musi mieć przed sobą dobrą przyszłość.

Od redakcji

Autor od 1989 r. był dyrektorem generalnym, a później podsekretarzem stanu w Urzędzie Rady Ministrów; w 1993-94 r. wiceministrem spraw zagranicznych. W latach 1994-2000 ambasadorem Polski w USA. Obecnie jest prezesem Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności. Wspomnienie, napisane specjalnie dla Przeglądu Polskiego, w odmiennej wersji ukazało się również w warszawskiej Polityce.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail