NINA TAYLOR-TERLECKA
Julian Ursyn
i córy Albionu
Już
dogorywało powstanie listopadowe, gdy Julian Ursyn Niemcewicz,
dopiero co wybrany na senatora i kasztelana, został w lipcu
1831 r. wysłany z misją dyplomatyczną do Londynu. Przez Drezno,
gdzie 7 sierpnia poznał Adama Mickiewicza, przybył do Londynu
w końcu sierpnia. Zabiegał tam u rządu i społeczeństwa o poparcie
sprawy polskiej, m.in. zakładając Literary Association of
the Friends of Poland. W czasie pobytu w Wielkiej Brytanii
podróżował po Anglii i Szkocji; w 1832 r. był m.in. w Bristolu
i Birmingham, w 1833 r. w Edynburgu i Glasgow.
Przebywając nad Tamizą, Niemcewicz prawie codziennie odnawiał
stare znajomości, ubiegał się o nowe, nawiązywał kontakty
polityczne. Miał bowiem dostęp do salonów magnaterii angielskiej,
do książąt i do lordów. Był u księcia Sussex i u zaprzyjaźnionego
z ks. Adamem Jerzym Czartoryskim i Władysławem Zamoyskim księcia
Hamiltona. Spotkał lady Craven, był u lorda Carnavona, który
znał kiedyś Tadeusza Kościuszkę i Stanisława Potockiego.
Poznawał osoby wpływowe, starał się o życzliwość posłów do
parlamentu. Bywał w świecie publicystów i redaktorów pism
i gazet, którzy mimo raczej ograniczonej wiedzy o Polsce mogli
odegrać niepoślednią rolę propagandową. Np. p. Rich, pracujący
nad artykułem o Polsce do Edinburgh Review, tyle wiedział
o polskiej magnaterii, co przeczytał w mało aktualnym dziele
Claude'a Carlomana RulhiŹre'a: Niemcewicz udzielił mu wszystkich
możliwych informacji. Gdy adwokat Sydney Taylor, jeden z redaktorów
Morning Herald oświadczył mu, że "cokolwiek bym podał
do pisma tego, wraz to umieści, jakoż nazajutrz napisałem
artykuł", natychmiast posłał do redakcji swój tekst "niby
z Hagi pisany", gdyż "puszczam ja często podobne Moskalom
szmermelki".
Na ogół właśnie te kontakty interesowały historyków. We wszystkich
posunięciach Niemcewicza największą ostoją był stary, wypróbowany
przyjaciel Polski, poeta Thomas Campbell, autor Rozkoszy
nadziei. Pomagał w sposób celowy i konkretny. Ale w dzienniku,
wydanym pośmiertnie pt. Pamiętniki Juljana Ursyna Niemcewicza.
Dziennik pobytu za granicą od dnia 21 lipca 1831 r. do 20
maja 1841, padają również liczne wzmianki o innych ludziach
pióra: pojawiają się tam sir Hobhouse, literat W. Bulwer,
poseł do parlamentu parający się piórem. Mowa też o młodym
literacie Montague Gore, autorze Listu do wicehrabiego
Palmerstona... o sprawach Polski (1831 r.), i innych.
Gdziekolwiek bywał, Niemcewicz namawiał ludzi pióra do podjęcia
tematyki polskiej. Do ówczesnego establishmentu literackiego
należał sędziwy William Sotheby, powszechnie znany i szanowany
poeta, sportretowany przez sir Thomasa Lawrence'a tłumacz
Iliady Homera, Ziemiaństwa Wergiliusza i Oberona
Christopha Martina Wielanda, autor egzotycznych tragedii,
których akcja rozgrywała się w dzikiej scenerii Peru, w górskim
klasztorze czy w carskiej fortecy na Newie. Niemcewicz złożył
mu wizytę i tak pięknie przeczytał słynny Hymn do Polski
Lamennaisa (Dors, o ma Pologne), że "zapaliła się dusza
starego wieszcza, prosił o kopię i przetłumaczyć obiecał".
Zamówiony przez Niemcewicza przekład ukazał się w czasopiśmie
Polonia.
Nasz emisariusz extraordinarius odniósł podwójny sukces.
Hymnem Lamennaisa zainteresował z kolei młodego Alexandra
D'Arblaya, "człowieka z niepospolitego w poezji lirycznej
talentu znanego", wnuka wybitnego muzykologa, a syna słynnej
Fanny Burney, autorki głośnego romansu Evelina i świetnego
Dziennika. Początkujący poeta przetłumaczył lub raczej
przerobił oryginał francuski na Chant guerrier des Polonais,
ou Sckrynecki (!) devant Varsovie. PoŹme lyrique. Par
Alexandre D'Arblay, De l'Université de Cambridge. Avec
une traduction en Anglais, par l'auteur (1831). W posłowiu
wyjaśniał, że odę skomponował pod wpływem lektury Listu...
do Palmerstona jako wyraz współczucia dla ofiar represji
i jako "wentyl bezpieczeństwa" dla ujścia własnych emocji.
W podsumowaniu, jak pisze Niemcewicz, "czyni się co można,
by ustawnie uwagę zwracać na nas i odkrywać spełnione nad
nami okropności".
Niemcewicz miał również niezłe powodzenie u kobiet-pisarek,
które bez większego oporu ulegały jego prośbom i prędko pisały
na zamówienie. Zresztą sam sporo pisał, zanosił swoje teksty
do Jane Porter, aby mu poprawiła angielszczyznę. Starsza już
panna, zaprzyjaźniona w dzieciństwie z Walterem Scottem, Jane
Porter (1776-1850) pierwsza podjęła w angielskiej beletrystyce
tematykę związaną z rozbiorami Polski i powstaniem kościuszkowskim.
Jej głośna powieść pt. Thaddeus of Warsaw (1803 r.),
uznana przez recenzenta Critical Review za "utwór wręcz
genialny", doczekała się aż dziewięciu wydań przed powstaniem
listopadowym, a w XIX wieku ukazała się jeszcze pięciokrotnie.
Edycja z 1831 r. została zaopatrzona w nową przedmowę. Pisarka
w niej wspomina, że jako młoda panienka przejmowała się widokiem
zabiedzonych polskich uchodźców dumnie spacerujących po alejach
parku Świętego Jakuba w Londynie (czyli tam, gdzie niedługo
miał się przechadzać Juliusz Słowacki i jego Kordian).
Kolejna białogłowa zwerbowana przez Niemcewicza to Catherine
Grace Frances Gore, z domu Moody (1799-1861), autorka ok.
70 utworów - w samym 1831 r. wydała aż pięć książek. Pani
Gore dawno uległaby całkowitemu zapomnieniu, gdyby William
Thackeray nie skarykaturował jej na łamach Punch i
w powieści Lords and Liveries.
Początkowo Niemcewicz cieszył się, że zyskał dla sprawy pióro
tak fertycznej niewiasty. Tymczasem zaangażowanie autorki
sprawiło jej poważne kłopoty towarzysko-polityczne. Pisze
Niemcewicz w dzienniku, iż pani Gore powiedziała mu, że "jeden
ze znacznych Moskali zapytał ją czy prawda, że pisze przeciwko
Rosyji za Polakami! Odpowiedziała, że nie przeciw Rosyi. Ale
za Polakami! ´Nie znasz ich pani, rzekł, cały powód wdawania
się naszego w ich sprawy, była ludzkość, żeśmy nie dopuszczali
polskiej szlachcie postępować z włościanami ich - mam tego
tysiączne dowodyª. Już dzieło moje skończone, odpowiedziała
pani G. Co za bezczelność! Co za fałszerstwo! Możnaż do okrucieństw
dodawać jeszcze kłamstwo i potwarz!".
Z czasem jednak dyplomata-pamiętnikarz zaczął zdawać sobie
sprawę, że może go spotkać zawód. Dzieli się swoimi obawami:
"P. Gore rzewnie pisze polish novels, lecz wziąwszy
treść powieści swoich z wyższych czasów i biorąc za przewodnika
Rulhiera, pełnego przesądów, nie będzie tak interesującą".
Kiedy ukazała się książka pt. Polish Novels, był głęboko
rozczarowany. "Przebóg? Czemuż się nas nie radziła przód nim
dała do druku! Zasadziwszy się na dzieła Rulhiera, Ferranda
i innych co przed 80 laty Polskę opisywali, wzięła za przedmiot
dzieła swego epokę Konfederacji Barskiej i porwanie przez
Kosińskiego Stanisława Augusta - ileż tam niedorzeczności!
Jakiś tam Celiński, dziś aptekarz w Warszawie, gra rolę pierwszego
magnata - dzięki p. Gore za jej dobre chęci dla nas, ale lękam
się, aby to dzieło jak nas oburza, tak nie znudziło Anglików".
Otrzymany od autorki egzemplarz Niemcewicz przekazał Adamowi
Jerzemu Czartoryskiemu.
Ostatni podbój Niemcewicza to Harriet Martineau (1802-76),
znana jako "królowa nowoczesnych filantropek", słynna działaczka
społeczna, unitarianka, autorka rozpraw religijnych i broszurek,
w których popularyzowała zagadnienia gospodarcze i sprawę
reformy społecznej. Szukała wówczas tła do opowieści o tym,
jak powstał pieniądz. O swoich rozważaniach warsztatowych
napisała w autobiografii (wyd. w r. 1877): "Jeśli miałaby
się dziać jakakolwiek akcja, to już koniecznie w scenerii,
w której ludzie są tylko jeden krok od handlu wymiennego.
Polacy w Syberii, wśród mongolskich sąsiadów, pasowali mi
do tematu nie gorzej niż inni. Relacja Marca Polo o skórzanym
pieniądzu, który widział podczas swoich podróży, skłoniła
mnie do wybrania krajobrazu azjatyckiego. Apele poety Campbella
na rzecz Polaków, wizyty sędziwego Niemcewicza oraz innych
Polaków i ich przyjaciół, wszystko spowodowało, że zaczęłam
pisać o Zaczarowanym Morzu sybirskim".
Zaczarowane Morze to oczywiście Bajkał i okolica: Irkuck
i kopalnie nerczyńskie. Bohaterowie tej niepozbawionej wdzięku
opowieści to polscy wygnańcy. Kolejne rozdziały utworu noszą
tytuły: Pieśń w obcej ziemi; Każdemu sercu własna
gorycz; Duch zraniony; Chata w Pustyni;
Ołtarz patriotów; Mądrość ludzi prostych; Męczeństwo
patriotów; Przysięga patriotów. Jako jeden z pierwszych
czytelników, Niemcewicz zapisał w dzienniku: "Panna Martineau
na moją prośbę poświęciła cały numer dziełka swego, niezmiernie
popularnego sprawie naszej, maluje wiernie obraz pędzonych
ziomków naszych do kopalń nerczyńskich... Polacy wypalający
sobie w tych dzikich pustyniach orła polskiego na piersiach
są przejmujący".
Panna Harriet z kolei donosiła w liście do matki: "Stary
Niemcewicz złożył wizytę wczoraj, zresztą on lubi tak wpaść.
Znakomity to starzec! Jako poeta jest zadowolony, jak powiada,
z ´rzadkiego połączenia wyobraźni i logikiª w moich
opowieściach, i najchętniej przełożyłby je na polski, gdyby
tylko istniał jakikolwiek rynek książkowy w tym nieszczęsnym
kraju". Nieco inaczej zareagowali recenzenci londyńscy, gdyż
zarzucili autorce porzucenie spraw gospodarczych na rzecz
fikcji,
The Charmed Sea nie zostało bez wpływu na anglosaskich
odbiorców. Wywołało także burzę w Imperium Rosyjskim. Tu trzeba
wyjaśnić, że Harriet Martineau miała gorliwych czytelników
we Francji oraz w Rosji: król Ludwik Filip i car Mikołaj I
prenumerowali jej serię wydawniczą dla każdego członka rodziny
z osobna, do tego jeszcze car kazał zakupić większą liczbę
egzemplarzy do użytku szkolnego na terenie cesarstwa. Po ukazaniu
się książki o polskim męczennictwie możni władcy Europy oburzyli
się nie na żarty. Ludwik Filip czuł się mocno dotknięty, car
natomiast kazał spalić wszystkie egzemplarze. Pisarka z dnia
na dzień stała się persona non grata, zabroniono jej
wjazdu do trzech wielkich mocarstw, Austria bowiem poszła
śladem cara. Mogła się jednak pocieszać, że przygotowywany
jest przekład na język niemiecki. Parę lat później wersja
hiszpańska ukazała się pt. El mar encantado (1836 r.).
Dzieło Harriet Martineau o Polakach wyrosło ze splotu interesów,
a może częściowo z nieporozumienia. W każdym razie łączy w
sobie dwa przeciwne bieguny odczuwania świata. I wciąż zastanawia
paradoks, że martyrologia polska znalazła sobie miejsce w
serii wydawniczej poświęconej zagadnieniom ekonomicznym, że
wątek powstańczo-patriotyczny wykorzystano dla uprzyjemnienia
poważnej lektury. Takie wpisanie lamentu nad Polską w zbeletryzowany
traktat o pieniądzu, wykorzystanie męczeństwa narodowego dla
upiększenia suchej narracji o sprawach handlowych stanowi
pewnie wyjątek w polskiej tradycji literatury o powstaniach.
Czy to zysk czy wyzysk, awans czy afront, niech czytelnik
sam rozstrzygnie.
|