[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 28 stycznia 2005


NINA TAYLOR-TERLECKA

Julian Ursyn
i córy Albionu

Już dogorywało powstanie listopadowe, gdy Julian Ursyn Niemcewicz, dopiero co wybrany na senatora i kasztelana, został w lipcu 1831 r. wysłany z misją dyplomatyczną do Londynu. Przez Drezno, gdzie 7 sierpnia poznał Adama Mickiewicza, przybył do Londynu w końcu sierpnia. Zabiegał tam u rządu i społeczeństwa o poparcie sprawy polskiej, m.in. zakładając Literary Association of the Friends of Poland. W czasie pobytu w Wielkiej Brytanii podróżował po Anglii i Szkocji; w 1832 r. był m.in. w Bristolu i Birmingham, w 1833 r. w Edynburgu i Glasgow.

Przebywając nad Tamizą, Niemcewicz prawie codziennie odnawiał stare znajomości, ubiegał się o nowe, nawiązywał kontakty polityczne. Miał bowiem dostęp do salonów magnaterii angielskiej, do książąt i do lordów. Był u księcia Sussex i u zaprzyjaźnionego z ks. Adamem Jerzym Czartoryskim i Władysławem Zamoyskim księcia Hamiltona. Spotkał lady Craven, był u lorda Carnavona, który znał kiedyś Tadeusza Kościuszkę i Stanisława Potockiego.

Poznawał osoby wpływowe, starał się o życzliwość posłów do parlamentu. Bywał w świecie publicystów i redaktorów pism i gazet, którzy mimo raczej ograniczonej wiedzy o Polsce mogli odegrać niepoślednią rolę propagandową. Np. p. Rich, pracujący nad artykułem o Polsce do Edinburgh Review, tyle wiedział o polskiej magnaterii, co przeczytał w mało aktualnym dziele Claude'a Carlomana RulhiŹre'a: Niemcewicz udzielił mu wszystkich możliwych informacji. Gdy adwokat Sydney Taylor, jeden z redaktorów Morning Herald oświadczył mu, że "cokolwiek bym podał do pisma tego, wraz to umieści, jakoż nazajutrz napisałem artykuł", natychmiast posłał do redakcji swój tekst "niby z Hagi pisany", gdyż "puszczam ja często podobne Moskalom szmermelki".

Na ogół właśnie te kontakty interesowały historyków. We wszystkich posunięciach Niemcewicza największą ostoją był stary, wypróbowany przyjaciel Polski, poeta Thomas Campbell, autor Rozkoszy nadziei. Pomagał w sposób celowy i konkretny. Ale w dzienniku, wydanym pośmiertnie pt. Pamiętniki Juljana Ursyna Niemcewicza. Dziennik pobytu za granicą od dnia 21 lipca 1831 r. do 20 maja 1841, padają również liczne wzmianki o innych ludziach pióra: pojawiają się tam sir Hobhouse, literat W. Bulwer, poseł do parlamentu parający się piórem. Mowa też o młodym literacie Montague Gore, autorze Listu do wicehrabiego Palmerstona... o sprawach Polski (1831 r.), i innych.

Gdziekolwiek bywał, Niemcewicz namawiał ludzi pióra do podjęcia tematyki polskiej. Do ówczesnego establishmentu literackiego należał sędziwy William Sotheby, powszechnie znany i szanowany poeta, sportretowany przez sir Thomasa Lawrence'a tłumacz Iliady Homera, Ziemiaństwa Wergiliusza i Oberona Christopha Martina Wielanda, autor egzotycznych tragedii, których akcja rozgrywała się w dzikiej scenerii Peru, w górskim klasztorze czy w carskiej fortecy na Newie. Niemcewicz złożył mu wizytę i tak pięknie przeczytał słynny Hymn do Polski Lamennaisa (Dors, o ma Pologne), że "zapaliła się dusza starego wieszcza, prosił o kopię i przetłumaczyć obiecał". Zamówiony przez Niemcewicza przekład ukazał się w czasopiśmie Polonia.

Nasz emisariusz extraordinarius odniósł podwójny sukces. Hymnem Lamennaisa zainteresował z kolei młodego Alexandra D'Arblaya, "człowieka z niepospolitego w poezji lirycznej talentu znanego", wnuka wybitnego muzykologa, a syna słynnej Fanny Burney, autorki głośnego romansu Evelina i świetnego Dziennika. Początkujący poeta przetłumaczył lub raczej przerobił oryginał francuski na Chant guerrier des Polonais, ou Sckrynecki (!) devant Varsovie. PoŹme lyrique. Par Alexandre D'Arblay, De l'Université de Cambridge. Avec une traduction en Anglais, par l'auteur (1831). W posłowiu wyjaśniał, że odę skomponował pod wpływem lektury Listu... do Palmerstona jako wyraz współczucia dla ofiar represji i jako "wentyl bezpieczeństwa" dla ujścia własnych emocji. W podsumowaniu, jak pisze Niemcewicz, "czyni się co można, by ustawnie uwagę zwracać na nas i odkrywać spełnione nad nami okropności".

Niemcewicz miał również niezłe powodzenie u kobiet-pisarek, które bez większego oporu ulegały jego prośbom i prędko pisały na zamówienie. Zresztą sam sporo pisał, zanosił swoje teksty do Jane Porter, aby mu poprawiła angielszczyznę. Starsza już panna, zaprzyjaźniona w dzieciństwie z Walterem Scottem, Jane Porter (1776-1850) pierwsza podjęła w angielskiej beletrystyce tematykę związaną z rozbiorami Polski i powstaniem kościuszkowskim. Jej głośna powieść pt. Thaddeus of Warsaw (1803 r.), uznana przez recenzenta Critical Review za "utwór wręcz genialny", doczekała się aż dziewięciu wydań przed powstaniem listopadowym, a w XIX wieku ukazała się jeszcze pięciokrotnie. Edycja z 1831 r. została zaopatrzona w nową przedmowę. Pisarka w niej wspomina, że jako młoda panienka przejmowała się widokiem zabiedzonych polskich uchodźców dumnie spacerujących po alejach parku Świętego Jakuba w Londynie (czyli tam, gdzie niedługo miał się przechadzać Juliusz Słowacki i jego Kordian).

Kolejna białogłowa zwerbowana przez Niemcewicza to Catherine Grace Frances Gore, z domu Moody (1799-1861), autorka ok. 70 utworów - w samym 1831 r. wydała aż pięć książek. Pani Gore dawno uległaby całkowitemu zapomnieniu, gdyby William Thackeray nie skarykaturował jej na łamach Punch i w powieści Lords and Liveries.

Początkowo Niemcewicz cieszył się, że zyskał dla sprawy pióro tak fertycznej niewiasty. Tymczasem zaangażowanie autorki sprawiło jej poważne kłopoty towarzysko-polityczne. Pisze Niemcewicz w dzienniku, iż pani Gore powiedziała mu, że "jeden ze znacznych Moskali zapytał ją czy prawda, że pisze przeciwko Rosyji za Polakami! Odpowiedziała, że nie przeciw Rosyi. Ale za Polakami! ´Nie znasz ich pani, rzekł, cały powód wdawania się naszego w ich sprawy, była ludzkość, żeśmy nie dopuszczali polskiej szlachcie postępować z włościanami ich - mam tego tysiączne dowodyª. Już dzieło moje skończone, odpowiedziała pani G. Co za bezczelność! Co za fałszerstwo! Możnaż do okrucieństw dodawać jeszcze kłamstwo i potwarz!".

Z czasem jednak dyplomata-pamiętnikarz zaczął zdawać sobie sprawę, że może go spotkać zawód. Dzieli się swoimi obawami: "P. Gore rzewnie pisze polish novels, lecz wziąwszy treść powieści swoich z wyższych czasów i biorąc za przewodnika Rulhiera, pełnego przesądów, nie będzie tak interesującą". Kiedy ukazała się książka pt. Polish Novels, był głęboko rozczarowany. "Przebóg? Czemuż się nas nie radziła przód nim dała do druku! Zasadziwszy się na dzieła Rulhiera, Ferranda i innych co przed 80 laty Polskę opisywali, wzięła za przedmiot dzieła swego epokę Konfederacji Barskiej i porwanie przez Kosińskiego Stanisława Augusta - ileż tam niedorzeczności! Jakiś tam Celiński, dziś aptekarz w Warszawie, gra rolę pierwszego magnata - dzięki p. Gore za jej dobre chęci dla nas, ale lękam się, aby to dzieło jak nas oburza, tak nie znudziło Anglików". Otrzymany od autorki egzemplarz Niemcewicz przekazał Adamowi Jerzemu Czartoryskiemu.

Ostatni podbój Niemcewicza to Harriet Martineau (1802-76), znana jako "królowa nowoczesnych filantropek", słynna działaczka społeczna, unitarianka, autorka rozpraw religijnych i broszurek, w których popularyzowała zagadnienia gospodarcze i sprawę reformy społecznej. Szukała wówczas tła do opowieści o tym, jak powstał pieniądz. O swoich rozważaniach warsztatowych napisała w autobiografii (wyd. w r. 1877): "Jeśli miałaby się dziać jakakolwiek akcja, to już koniecznie w scenerii, w której ludzie są tylko jeden krok od handlu wymiennego. Polacy w Syberii, wśród mongolskich sąsiadów, pasowali mi do tematu nie gorzej niż inni. Relacja Marca Polo o skórzanym pieniądzu, który widział podczas swoich podróży, skłoniła mnie do wybrania krajobrazu azjatyckiego. Apele poety Campbella na rzecz Polaków, wizyty sędziwego Niemcewicza oraz innych Polaków i ich przyjaciół, wszystko spowodowało, że zaczęłam pisać o Zaczarowanym Morzu sybirskim".

Zaczarowane Morze to oczywiście Bajkał i okolica: Irkuck i kopalnie nerczyńskie. Bohaterowie tej niepozbawionej wdzięku opowieści to polscy wygnańcy. Kolejne rozdziały utworu noszą tytuły: Pieśń w obcej ziemi; Każdemu sercu własna gorycz; Duch zraniony; Chata w Pustyni; Ołtarz patriotów; Mądrość ludzi prostych; Męczeństwo patriotów; Przysięga patriotów. Jako jeden z pierwszych czytelników, Niemcewicz zapisał w dzienniku: "Panna Martineau na moją prośbę poświęciła cały numer dziełka swego, niezmiernie popularnego sprawie naszej, maluje wiernie obraz pędzonych ziomków naszych do kopalń nerczyńskich... Polacy wypalający sobie w tych dzikich pustyniach orła polskiego na piersiach są przejmujący".

Panna Harriet z kolei donosiła w liście do matki: "Stary Niemcewicz złożył wizytę wczoraj, zresztą on lubi tak wpaść. Znakomity to starzec! Jako poeta jest zadowolony, jak powiada, z ´rzadkiego połączenia wyobraźni i logikiª w moich opowieściach, i najchętniej przełożyłby je na polski, gdyby tylko istniał jakikolwiek rynek książkowy w tym nieszczęsnym kraju". Nieco inaczej zareagowali recenzenci londyńscy, gdyż zarzucili autorce porzucenie spraw gospodarczych na rzecz fikcji,

The Charmed Sea nie zostało bez wpływu na anglosaskich odbiorców. Wywołało także burzę w Imperium Rosyjskim. Tu trzeba wyjaśnić, że Harriet Martineau miała gorliwych czytelników we Francji oraz w Rosji: król Ludwik Filip i car Mikołaj I prenumerowali jej serię wydawniczą dla każdego członka rodziny z osobna, do tego jeszcze car kazał zakupić większą liczbę egzemplarzy do użytku szkolnego na terenie cesarstwa. Po ukazaniu się książki o polskim męczennictwie możni władcy Europy oburzyli się nie na żarty. Ludwik Filip czuł się mocno dotknięty, car natomiast kazał spalić wszystkie egzemplarze. Pisarka z dnia na dzień stała się persona non grata, zabroniono jej wjazdu do trzech wielkich mocarstw, Austria bowiem poszła śladem cara. Mogła się jednak pocieszać, że przygotowywany jest przekład na język niemiecki. Parę lat później wersja hiszpańska ukazała się pt. El mar encantado (1836 r.).

Dzieło Harriet Martineau o Polakach wyrosło ze splotu interesów, a może częściowo z nieporozumienia. W każdym razie łączy w sobie dwa przeciwne bieguny odczuwania świata. I wciąż zastanawia paradoks, że martyrologia polska znalazła sobie miejsce w serii wydawniczej poświęconej zagadnieniom ekonomicznym, że wątek powstańczo-patriotyczny wykorzystano dla uprzyjemnienia poważnej lektury. Takie wpisanie lamentu nad Polską w zbeletryzowany traktat o pieniądzu, wykorzystanie męczeństwa narodowego dla upiększenia suchej narracji o sprawach handlowych stanowi pewnie wyjątek w polskiej tradycji literatury o powstaniach. Czy to zysk czy wyzysk, awans czy afront, niech czytelnik sam rozstrzygnie.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail