WITOLD J. ŁAWRYNOWICZ, MAŁGORZATA ŁAWRYNOWICZ
Polish Concentration Camps
Zarys chronicznego problemu
60.
rocznica wyzwolenia hitlerowskiego obozu koncentracyjnego
w Oświęcimiu-Brzezince, która właśnie minęła, jest
doskonałą okazją, żeby przyjrzeć się bliżej, jak zagadnienie
obozów koncentracyjnych jest przedstawiane w publicystyce,
telewizji i sztuce w świecie zachodnim. Holocaust jest często
poruszany w mediach i napisano na ten temat już bardzo wiele,
nie zawsze jednak było to zgodne z historyczną prawdą. Śledząc
media, można znaleźć pewne tendencje.
Media amerykańskie i zachodnioeuropejskie wielokrotnie w
ostatnich latach używały określenia Polish Concentration
Camps (w dalszej części będziemy posługiwali się skrótem
PCC) w odniesieniu do hitlerowskich obozów koncentracyjnych.
Każde wykorzystanie tego określenia jest obrażaniem uczuć
narodu polskiego, gdyż sugeruje współpracę Polaków z niemieckim
okupantem. Nie dość na tym, jest to rozprzestrzenianie nieprawdy
i poniżanie narodu, który jako pierwszy wystąpił przeciwko
hitleryzmowi i prowadził walkę do ostatniego dnia wojny. Niestety,
sformułowanie PCC pojawia się często, pomimo wielokrotnych
protestów zarówno przedstawicieli rządu polskiego, jak też
Polonii w wielu krajach.
W ubiegłym roku sprawa użycia przez kanadyjską stację telewizyjną
CTV zwrotu PCC w programie omawiającym odebranie obywatelstwa
amerykańskiego Johnowi Demjaniukowi, strażnikowi w obozie
koncentracyjnym w Treblince, przypomniała o tym stale powtarzającym
się problemie. Sytuację pogorszyło stanowisko prezesa stacji
CTV Roberta Hursta, który nie tylko nie przyjął do wiadomości
protestu Ambasady RP w Ottawie, ale opóźniając swoją odpowiedź
na list z ambasady o 22 dni wykazał lekceważenie dla przedstawicieli
Rzeczypospolitej Polskiej. W swoim liście z 6 maja 2004 r.
ambasador Paweł Dobrowolski napisał, że "wybór słów jest obraźliwy
dla obywateli Polski i rządu Rzeczypospolitej Polskiej". Ambasador
Dobrowolski dodał także, że podobny problem zaistniał w listopadzie
2003 r. Wynika z tego, że CTV i Robert Hurst nie po raz pierwszy
wykorzystał w programie takie sformułowanie. Datowana 28 maja
2004 r. roku odpowiedź Hursta wskazuje na uchylanie się od
odpowiedzialności oraz podkreśla, że określenie odnosi się
wyłącznie do geograficznego położenia obozu. Wbrew zasadom
języka angielskiego Hurst pisze słowo polish z małej
litery. Ponieważ robi to w swoim liście dwukrotnie, można
się zastanawiać czy nie jest to celowa próba poniżenia. Hurst
uważa, że "określenie [PCC] zostało użyte we właściwy
sposób". Powołuje się przy tym na dużą liczbę publikacji w
Ameryce Północnej i Europie Zachodniej, w których jest ono
powszechnie używane. Ambasador Kanady w Warszawie, wezwany
do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, wyraził zdumienie dla
stanowiska strony polskiej, ale jednocześnie nazwał użycie
tego sformułowania "skandalem". Postawa Roberta Hursta i sposób,
w jaki udzielił odpowiedzi Ambasadzie RP, wskazują na to,
że nie zamierza wycofać się ze swego stanowiska i będzie nadal
używał podobnych określeń. O ile się orientujemy, zaprzeczanie
zbrodniom hitlerowskim jest przestępstwem ściganym przez prawo
w wielu krajach. Niestety, Hurst ma jednak rację pisząc, że
media, a nawet niektórzy historycy, używają często określenia
PCC. Akcja pisania protestów i wystąpienie czynników
rządowych z czasem przyniosły jednak zmianę stanowiska Roberta
Hursta. 19 sierpnia 2004 r. w liście do Ambasady RP w Ottawie
Hurst zgodził się z polskim stanowiskiem. Wydawałoby się,
że sprawa jest zakończona. Jednak nie, gdyż program telewizyjny
nadany przez CTV widziały miliony ludzi, natomiast o liście
do ambasady będzie wiedziało kilka tysięcy Polaków zainteresowanych
tą sprawą. Zwycięstwo jest tylko połowiczne, a szkody wyrządzone
przez CTV i Roberta Hursta - trwałe. I tak jest najczęściej.
Sprawa CTV nie jest odosobniona i wskazuje na całkowitą bezkarność
mediów, nawet jeśli popełniają rozmyślne kłamstwo. Podobna
sprawa miała miejsce w Australii w maju 2002 r. i, podobnie
jak w Kanadzie, kierownictwo gazety The Australian
odrzuciło wszelkie protesty strony polskiej. Użycie tego określenia
było już wielokrotnie źródłem protestów i nie można obronić
twierdzenia, że jest to przypadkowe, jak również nie można
się zgodzić, że określa ono tylko położenie geograficzne.
Częstotliwość, z jaką fraza PCC pojawia się
w anglojęzycznych środkach masowego przekazu, spowodowała
przeniesienie jej do wielu innych dziedzin; stała się synonimem
zwrotu "hitlerowski obóz koncentracyjny".
Jaka jest sytuacja?
Należy ją określić jako zdecydowanie niekorzystną dla Polski.
Często spotykane w mediach użycie zwrotu PCC powoduje
rozprzestrzenianie się fałszywego przekonania, że Polacy w
jakiś sposób przyczynili się do przeprowadzenia holocaustu.
Nawet jeśli część czytelników wie, że nie jest to prawda,
to duża liczba mieszkańców świata zachodniego nie zna historii
i może wyciągać rażąco niesprawiedliwe dla Polaków wnioski.
Przykład na nikłą znajomość historii wśród amerykańskich
uczniów szkół średnich w Santa Clara County, Kalifornia, został
podany w artykule Edmunda Lewandowskiego zamieszczonym w San
Francisco Bay Area Polish American Community Newsletter.
W 1998 r. Lewandowski przeprowadził wywiady z grupą uczniów.
Po pokazaniu im notatki o aresztowaniu strażnika z obozu koncentracyjnego
autor zapytał grupę uczniów: "Kim byli naziści?". Odpowiedź
była szokująca, gdyż wszyscy uczniowie stwierdzili, że...
Polakami.
Polskie placówki dyplomatyczne i organizacje polonijne w
wielu przypadkach protestowały przeciwko używaniu w mediach
określenia PCC. Jesteśmy w posiadaniu ponad 20 listów
protestacyjnych do redakcji różnych wydawnictw. Jednak te
akcje prowadzą donikąd, gdyż krótko po opublikowaniu listu
z protestem wiele redakcji ponownie używa tego samego zwrotu
(Washington Post, New York Times, The
Australian). W przypadku Washington Post powtarzało
się to kilka razy. Co gorsza, media powołują się na wolność
słowa i odmawiają opublikowania sprostowań. Wspomniany wcześniej
Robert Hurst w swoim liście do ambasadora RP pisze, że słowo
polish odnosi się jedynie do geograficznego położenia
obozów. Redakcja The Australian po otrzymaniu
listów protestacyjnych odrzuciła protesty i odmówiła wydrukowania
sprostowania. W obu wymienionych wyżej przypadkach organizacje
kontrolujące prasę, tzw. Press Council, opublikowały orzeczenie
mówiące, że użycie sformułowania PCC jest niezgodne
z prawdą i mylące. Zarówno CTV, jak też The Australian
odrzuciły stanowisko Press Council.
Mamy osobiste doświadczenia w rozmowach z Democrat and
Chronicle, gazetą wychodzącą w Rochester, NY. W maju 2000
r. ukazał się w niej artykuł, w którym dziennikarka użyła
frazy Polish Death Camps. W odpowiedzi na protesty
Polonii redakcja potraktowała sprawę jako mało ważną, przeciągała
odpowiedź na listy i w końcu odmówiła wydrukowania sprostowania.
Autorka artykułu, Deborah Fineblum Raub, na listy z protestami
odpisała: "Ja rozumiem Pana stanowiska, ale Pan wie, jaką
rolę odegrali Polacy i te sprawy niewątpliwie były robione
przez Niemców, ale Pan wie, obóz śmierci (death camp)
był w Polsce i tak już jest". W tłumaczeniu zachowałem składnię
i gramatykę dziennikarki. Dodam, że słowo Polacy (poles)
było w oryginale napisane z małej litery. Podobnie listy wysyłane
przez autorów tego artykułu do redakcji innych gazet amerykańskich
z prośbą o komentarz, dlaczego w tekście ukazują się określenia
PCC, wszystkie pozostały bez odpowiedzi.
Statystyka
Informacje statystyczne otrzymaliśmy dzięki przeszukaniu
bazy danych Lexis-Nexis, która obejmuje większość najbardziej
znanych gazet w Ameryce, jak również wiele źródeł publikowanych
w innych krajach świata. Bazę tę można często znaleźć w bibliotekach
uniwersyteckich i publicznych, jak również można prywatnie
zamówić serwis w internecie.
Ponieważ skupialiśmy się na świecie zachodnim, a na Stanach
Zjednoczonych w szczególności, kwerenda objęła takie gazety,
jak: New York Times, Washington Post, Boston
Globe, Los Angeles Times, Miami Herald,
Chicago Sun-Times, Baltimore Sun, Christian
Science-Monitor, Houston Chronicle, Spectator,
Times (Londyn), Guardian, Economist,
Toronto Star i wiele innych. Po raz pierwszy fraza
Polish Concentration Camps pojawia się w Lexis-Nexis pod
datą 24 września 1972 r. Od tego momentu, w prasie, która
znajduje się na Lexis-Nexis, pojawiła się 182 razy. Oprócz
tego, począwszy od 23 maja 1988, sformułowanie Polish Holocaust
pojawiło się w prasie 171 razy. Ostatni raz - z tego, co udało
się nam ustalić - 17 maja 2004 r. Natomiast fraza German
Holocaust, która jest zgodna z prawdą historyczną, w tych
samych gazetach była użyta 356 razy. Tylko dwukrotnie więcej.
Co gorsza, błędy te są powtarzane wielokrotnie, pomimo że
te same gazety drukują na swoich łamach wiele listów do redakcji
z protestami przeciwko używaniu takich sformułowań. Można
przypuszczać, że dużo więcej takich listów zostało napisanych
niż wydrukowanych. Jednym z przykładów może być list napisany
przez attaché prasowego Ambasady RP w Waszyngtonie
Jarosława Kurka. List ten został opublikowany przez New
York Times 2 lutego 1995 roku. Od tego momentu PCC
pojawiło się w New York Timesie jeszcze cztery razy;
określenie Polish Holocaust - sześć razy, Polish
Camps siedem razy i Polish Death Camps trzy razy.
Podobny list do redakcji został wydrukowany przez Washington
Post 18 września 1999 r., ale w okresie ostatnich pięciu
lat Washington Post wydrukował frazę PCC jeszcze
sześć razy i frazę Polish Holocaust dwa razy. O ile
liczba listów z protestami opublikowanymi po fakcie jest w
ostatnich latach większa, to w dalszym ciągu użycie pod adresem
Polski obraźliwych sformułowań zdarza się tak często, że nie
można uznać, żeby sytuacja poprawiła się w sposób zauważalny.
Wystarczy wejść do internetu i wpisać do przeszukiwarki frazę
Polish Concentration Camps lub Polish Holocaust,
żeby samemu zobaczyć, jak często się to powtarza i z jaką
szybkością takiego materiału ciągle przybywa.
Nie koniec na tym. Między rokiem 1979 a 2004 fraza Polish
Anti-Semitism została użyta 257 razy w gazetach znalezionych
na Lexis-Nexis. Sam New York Times 45 razy użył tego
zwrotu. Inne często odnajdywane frazy to: Polish Concentration
(196 razy) i Polish Camps (116 razy). Zdarzyło się
nawet użycie zwrotu Polish Gestapo w odniesieniu do
niemieckiej policji politycznej działającej na terenie okupowanej
Polski! Użycie w druku każdego z tych zwrotów jest niepoprawne
i uwłaczające.
Chcąc być zupełnie bezstronnym należy prześledzić także,
czy nazwy innych krajów nie są stosowane podobnie. Okazuje
się, że nie tylko Polska jest wiązana z obozami koncentracyjnymi.
Druga po Polsce jest Francja; sam New York Times aż
15 razy wymienił French Concentration Camps w swoich
publikacjach. Nazwy innych krajów są dużo rzadziej używane,
niemniej można znaleźć Italian Concentration Camps
lub Dutch Concentration Camps. Podobnie jak Auschwitz
nie był polskim obozem koncentracyjnym, Westerbork nie był
holenderskim. Każde użycie nazw państw innych niż Niemcy w
tym kontekście jest niepoprawne. Należy jednak zauważyć, że
Polska była wymieniana w takim kontekście wielokrotnie częściej
niż wszystkie inne kraje razem wzięte.
Dlaczego zwrot Polish Concentration Camps jest
bezpodstawny?
Przy rozpatrywaniu znaczenia angielskich sformułowań, takich
jak Polish Concetration Camps, należy pamiętać o charakterze
języka angielskiego, który powoduje, że nie wszystkie
określenia są w nim jednoznaczne. W związku z tym przekład
z angielskiego na polski nie zawsze jest oczywisty. Świetnym
przykładem jest tłumaczenie często spotykanej w prasie frazy
Polish Concentration Camp victim. Czy sformułowanie to
oznacza Polaka, który był ofiarą obozu koncentracyjnego, czy
określa więźnia polskiego obozu koncentracyjnego? Ten zwrot
może być rozumiany na oba sposoby, co daje podstawę do błędnej
interpretacji tekstu, a zatem nie powinien być używany.
Redakcje gazet monitowane listami najczęściej wyjaśniają,
że określenie PCC odnosi się jedynie do położenia geograficznego
obozu. Jest to całkowicie nie do przyjęcia. Z punktu widzenia
językowego określenie to może wskazywać mocodawcę, a nie miejsce.
Podobnie jak określenie Japanese car mówi o samochodzie
japońskim, nawet jeśli został złożony w fabryce w Teksasie.
Właścicielem fabryki są Japończycy, projekt jest japoński
i japońskie są też metody pracy w fabryce. Nikt nie uważa
Toyoty za samochód amerykański, a obozu w Guantanamo, jak
słusznie podkreślił to rzecznik Ambasady RP w Kanadzie, za
obóz kubański.
Druga ważna, a niemal zawsze przemilczana sprawa, to przynależność
państwowa ziem, w czasie kiedy działały na nich obozy koncentracyjne.
Największy obóz, Oświęcim-Brzezinka, znajdował się na terenach
włączonych po 1939 roku do III Rzeszy Niemieckiej. Drugi z
wielkich obozów - Stutthof - był położony na terenach Prus
Wschodnich, zatem na terenach należących nawet przed rokiem
1939 do III Rzeszy Niemieckiej, czyli jego związki z Polską
zaczęły się po wojnie i likwidacji obozu. Wiele innych obozów
znajdowało się na obszarze Generalnego Gubernatorstwa, czyli
na terenach podlegających okupacji niemieckiej. Po zakończeniu
wojny ziemie, na których znajdowały się obozy koncentracyjne,
znalazły się w granicach powstającej Polski Ludowej. Wobec
tego określenie ich jako Polish jest nieścisłe i daje
podstawę do niezgodnego z prawdą rozumienia historii. Na geograficznych
terenach powojennej Polski znajdują się muzea po hitlerowskich
obozach koncentracyjnych.
Jest jeszcze kwestia nazewnictwa. Obóz w Oświęcimiu-Brzezince
jest w prasie zachodniej nieodmiennie nazywany Auschwitz-Birkenau.
Niemiecka nazwa miejscowości, pod jaką obóz wszedł do historii,
wskazuje jednoznacznie, kto w okresie działania obozu tam
zarządzał. Samo nazewnictwo wyklucza jakiekolwiek jego związki
z Polską.
Zasięg zjawiska
Zwrot PCC jest używany nie tylko w mediach. Trafiliśmy
nań w niespodziewanych miejscach i okolicznościach. Liczba
i różnorodność źródeł, w których użyto sformułowania PCC,
wskazuje na ogromne rozprzestrzenienie się tego określenia.
Zachowania tego typu przeniknęły już niestety także do wybranych
reprezentantów społeczeństwa Stanów Zjednoczonych. 30 kwietnia
2004 r. roku kongresman Leonard Boswell złożył w Kongresie
rezolucję o nadanie Złotego Medalu Kongresu grupie Indian
Meskwaki, którzy w czasie wojny służyli jako code talkers
(szyfranci). W uzasadnieniu wniosku kongresman Boswell napisał:
"Frank Sanache po wzięciu do niewoli przez Niemców w Afryce
Północnej został osadzony w polskim obozie jenieckim". Użycie
przez kongresmana USA w proponowanym akcie prawnym tego typu
określenia jest przykładem na to, jak daleko sięga ten problem.
Można dodać, że obóz, w którym znalazł się F. Sanache, znajdował
się w Schlochau w pobliżu Szczecina, a zatem na terenach III
Rzeszy Niemieckiej i określanie go jako "polski" jest całkowicie
nieuzasadnione. Okolice Szczecina nie leżały w granicach Polski
aż do roku 1945 r. Wiadomość powtórzył później w nekrologu
Franka Sanache Time Magazine w numerze z dnia 6 września
2004 r., określając obóz jako Polish Labor Camp (polski
obóz pracy).
Poniżej podajemy kilka przykładów innych, najbardziej szokujących
wypowiedzi i publikacji, w których użyto sformułowania PCC.
* 18 października 2003 r. sędzina Sądu Apelacyjnego w Ontario,
Kanada, Rosalie Silberman Abella na konferencji Human Rights
Commission and Law Society of Ireland w Dublinie, Irlandia;
* 2003 r., Richard Meeran, obrońca praw człowieka, w przemówieniu
wygłoszonym w Castan Centre for Human Rights na Monash University
w Australii;
* Carla Knorowski, prorektor University of Illinois, w przemówieniu
na 43. konwencji Polish National Alliance;
* 17 stycznia 2002 roku węgierski minister spraw zagranicznych
Jąnos Martonyi w przemówieniu upamiętniającym 57. rocznicę
wyzwolenia getta w Budapeszcie, wygłoszonym na placu Kossutha
w Budapeszcie;
* przykłady kazań niedzielnych Kościoła adwentystów: The
Lords Day, Christian Family Week ; Rehoboth Congregational
Church ; Unitarian Universalist Society of Geneva, Maryland;
* w recenzjach między innymi następujących książek: J. Altman
A Gathering of Spies, Survival in Auschwitz,
P. Levi A Rescuer of Intelectuals from Vichy France,
Anne Levy Troubled Memory, D. Applefield Once Remove
(wpisanie hasła Polish Concentration Camps do zwykłej
wyszukiwarki książek dało ponad 70 tytułów, w recenzji których
użyto tego sformułowania);
* w tytule dysku kompaktowego z piosenkami Polish Concentration
Camps Songs: Songs from the Gates of Hell;
* w materiałach Indiana University Polish Studies Center,
George Mason University History News Network, American Institute
of Contemporary German Studies;
* w gazetkach studenckich: UC's Santa Barbara Student
Newspaper, Online Student Newspaper of Syracuse University;
* w materiałach North Carolina Museum of Art;
* w recenzji filmu Divided we Fall.
W naszych poszukiwaniach z pewnością nie odkryliśmy i nie
opisaliśmy wielu pozycji. Pominęliśmy także te publikacje,
których charakter wskazywał na to, że autor jest typowym polakożercą,
gdyż z tego typu filozofią nie warto dyskutować. Jednym z
dowodów na rozprzestrzenienie się użytkowania określenia PCC
są wspomnienia napisane przez amerykańskiego pilota S/Sgt.
Ronalda D. Coxa z 612. Eskadry Bombowej 401. Grupy Bombowej
8. Armii Powietrznej, zestrzelonego nad Niemcami, który napisał,
że został osadzony w Polish Concentration Camp w...
Berlinie. Jeżeli można napisać, że PCC znajdował się
w Berlinie, to znaczy, że można bezkarnie napisać każde głupstwo.
Tego przypadku nie można potraktować jako odosobnionego,
gdyż zanotowane powyżej przykłady wskazują na całkowitą dowolność
w użyciu sformułowania PCC w wyniku częstego spotykania
tej frazy i bezkrytycznej akceptacji przekazów medialnych.
Zebrane i podane powyżej materiały stanowią zapewne jedynie
wierzchołek góry lodowej. Obawiam się, że jest ich dużo więcej
i stale ich przybywa. Od momentu, kiedy zaczęliśmy pisać tę
pracę, materiał powiększył się kilkakrotnie i jestem przekonany,
że wielu czytelników mogłoby coś jeszcze dorzucić. Na podstawie
zebranego materiału mogę wysnuć hipotezę, że za dwa, trzy
pokolenia mieszkańcy Ameryki Północnej, Australii i Europy
Zachodniej będą uważali, że to Polacy byli winni holocaustu,
zarządzali obozami koncentracyjnymi i popierali Hitlera w
prześladowaniu innych nacji. Obawiam się, że wiele ludzi nieznających
historii już dziś może być tego zdania.
Przeciwdziałanie temu trendowi jest trudne i wymaga długiego
czasu. Nie jest łatwo odwrócić zakorzenione już raz przekonania,
tym bardziej że kłamstwo było wielokrotnie powtarzane w różnych
środkach przekazu przez długi czas. Należy zacząć od uświadamiania
najmłodszemu pokoleniu, że zwrot Polish Concentration Camps
jest pod każdym względem mylący. Wymaga to sprawdzenia podręczników
historii i domagania się jednoznacznego podkreślenia w nich
roli Niemców jako sprawców holocaustu. Trzeba przekonać rządy
państw zachodnich, że jest to sprawa ważna i traktowana z
największą powagą na najwyższych szczeblach władzy w Polsce,
niezależnie od orientacji politycznej. Przy każdej okazji
można przypominać, że sformułowanie PCC i jemu podobne
są obrazą naszego kraju, rządu i obywateli. Media nie chcą
współpracować przy usuwaniu i prostowaniu kłamliwych stwierdzeń,
a jedynie pod silnym naciskiem zgadzają się na połowiczne
ustępstwa. Wywieranie presji na poszczególne periodyki, żeby
uzyskać odwołanie obrażającego sformułowania, nie wystarcza.
Trzeba domagać się drukowania sprostowań i poprawek do tekstu
w gazetach, a nie w listach wysyłanych przez redakcje czy
autorów prywatnie do ambasad i członków Polonii. To nie załatwia
sprawy. Nie można zapominać, że publikacja medialna dociera
do milionów ludzi, a prywatny list, nawet jeśli opublikuje
go strona polska, dociera zaledwie do kilku tysięcy Polaków.
W tej walce nie chodzi nam o Polaków, ale o społeczeństwa
Zachodu. Tylko szeroka, skoordynowana i długofalowa akcja
rządu polskiego, Polonii i wielu polskich organizacji jest
w stanie odwrócić istniejącą tendencje. Dziś sytuacja jest
więcej niż niepokojąca.
Od autorów:
Powyższy tekst został odrzucony przez popularną gazetę codzienną
i wielkonakładowy tygodnik wydawane w Polsce.
-------------------------------------------------------
Temat
powyższy poruszany był również w
"Przeglądzie Polskim" z dnia 20 lutego 2004 r.
|