PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 21 stycznia 2005


Marek Kusiba

Żabką przez Atlantyk

Granice wolności

We wtorek 18 stycznia przed dwoma polskimi sądami stanęli dwaj ludzie pióra, oskarżeni o znieważenie osób duchownych: Jerzy Urban i Paweł Huelle. W kraju powiało swędem stosów, a skwierczący na wolnym ogniu tłuszcz Urbana pachnie wielu zwolennikom bulwarowego dziennikarstwa przesadą. Wszyscy są jednak zgodni co do tego, że Urban obrażać Jana Pawła II albo nie miał prawa, albo nie chciał. Dowodząc, że miał prawo pisać wulgarne brednie o Papieżu, Urban powołuje się na... amerykańskie wolności konstytucyjne. Nie wiem, co na to Amerykanie, ale większość Polaków życzy Urbanowi na amerykańską modłę (a raczej miarę) rychłego znalezienia się "sześć stóp pod ziemią" (jest taki serial w polskiej telewizji), jednocześnie zazdroszcząc mu "kasy", zarabianej na obrażaniu Kościoła katolickiego.

Gdy jego artykuł ukazał się tuż przed ostatnią pielgrzymką Jana Pawła II do Polski, do prokuratury napłynęło ponad tysiąc protestów i zawiadomień o przestępstwie. Godna pozazdroszczenia gorliwość w ściganiu i tępieniu moralnego zła nie przekłada się, niestety, na tak zwane codzienne życie. Można powiedzieć, że w kraju ściga się zło werbalne, czyli wypowiadane już to na ambonie, już to na antenie radiowej czy telewizyjnym ekranie. Werbalność triumfuje nad moralnością liczbą pozwów w sprawach o sąsiedzkie kłótnie, publiczne zniewagi, nazwanie kogoś zerem lub gauleiterem. Niewiniątko Urban twierdzi, że jego intencją nie była zniewaga, lecz krytyka "telewizyjnych widowisk z uwagi na nietrafny wybór ich głównego aktora". Gdybym zeszmaconego Urbana mógł za coś szanować, musiałbym podjąć z nim polemikę w sprawie "wyboru aktora". Ale zarówno polemika, jak i pozwanie Urbana do sądu jest wodą na jego młyn; on żyje z nurzania ludzi w błocie, a "sprawa z papieżem" tylko robi mu rozgłos. Tym bardziej że "karą" ma być śmieszny wyrok 10 miesięcy w zawieszeniu i 20 tysięcy złotych grzywny.

Urbana nie pozwał oczywiście Papież Jan Paweł II ani Watykan, bo są to instytucje poważne. Ksiądz Henryk Jankowski nie poszedł, jak zwykle, za przykładem Jego Świątobliwości i postanowił sam wziąć w swoje ręce bożą sprawiedliwość. Pozwał Pawła Huellego za felieton w Rzeczpospolitej. We wtorek stwierdził w gdańskim sądzie: "On mnie bardzo obraził, swym artykułem przekroczył wszelkie moralne granice". I dalej: "Moja reakcja na ten tekst była fatalna. Gdybym miał wtedy cokolwiek w ręku, to bym tym rzucił, choć jestem osobą opanowaną". Ja bym na miejscu Pawła Huellego natychmiast pozwał księdza Jankowskiego za straszenie krzywdą cielesną.

Huelle wyraził w felietonie opinię, że gdański duchowny "przemawia jak gauleiter, gensek, nie jak kapłan", a za dobra materialne mógłby się wyrzec polskości. To jest prywatna opinia pisarza i nic mu za nią nie grozi w kraju demokratycznym. I tu się zaczynają schody. Słyszę bowiem zewsząd, że Kanada Kanadą, ale tu jest Polska. A pod hasłem "Polska" kryje się diabełek, który mieszka w szczegółach, a te pozwalają tak interpretować ustawy i przepisy, że kosy można przerobić na kokosy. Tu jest Polska, przyjacielu, i dopóki my tu żyjemy, demokracja będzie taka, jak ją sobie zinterpretujemy. Takie zdania słyszę od ludzi robiących wrażenie rozsądnych. Huelle jednak nie ma się specjalnie czego bać. Nawet jak zapłaci grzywnę, dostanie podwójną zaliczkę na kolejną książkę, a liberalne wydawnictwa na pewno potraktują jego sprawę z księdzem jako świetny materiał reklamowy.

Podczas rozprawy Huelle pytał ks. Jankowskiego o wymowę jego homilii sprzed kilku lat, które miały antysemicki charakter. A zatem próbuje się bronić. Ja bym tego nie robił, tylko czekał spokojnie, aż mnie skarzą. No cóż, Huelle był na Zachodzie kilka razy przejazdem i nie wie, jak się robi huczek wokół siebie. Podobnie jak ksiądz Jankowski, bierze w swoje ręce werbalny miecz i nim gromi: "Jeśli osoba publiczna wygłasza poglądy o niechęci do Żydów i lęku przed Żydami, to odwołuje się, świadomie lub nie, do języka propagandy III Rzeszy". I dalej: "Po opublikowaniu artykułu powód nazwał mnie ´Żydem i gościem w tym krajuª. Oświadczam, że jakkolwiek epitetem ´Żydª jestem zaszczycony, to nie jestem elementem spisku judeo-komunistycznego przeciwko niemu" - stwierdził autor Weisera Dawidka. Po tych słowach jedna ze starszych kobiet, która zbyt ochoczo wymachiwała laską w stronę pisarza, została usunięta z sali.

Wojna werbalna o księdza prałata rozgorzała jeszcze przed wejściem Huellego na salę rozpraw. Lud krzyczał w kierunku pisarza: "hańba!", "Żyd!", "do Izraela!". Po rozprawie Huelle musiał się salwować ucieczką z sądu pod policyjną eskortą. Przed rozszarpaniem go na strzępy uchroniła go ta sama staruszka wymachująca laską, ale tym razem na policjantów, bo myślała, że znowu chcą ją usunąć, tym razem z ulicy. Ja bym zamachnął się laską na tych nadgorliwców, którzy żądają od bogatego Urbana 20 tysięcy grzywny, a od biednego gdańskiego literata, tyrającego do niedawna na trzech etatach, aż stu tysięcy złotych. "Nie ma sprawiedliwości w kraju kwitnącej wolności" - jak mawia mój znajomy wierszokleta.

Wydaje mi się jednak, że Paweł Huelle w znacznej mierze zasłużył na swój los. Ubrał się bowiem w szaty Rejtana i stwierdził, że dłużej milczeć nie może i że od wielu już lat wypowiedzi prałata Jankowskiego "obrażają osobiście jego samego, wielu jego przyjaciół, ludzi w kraju i za granicą". Muszę zaprotestować: mieszkam za granicą i wypowiedzi księdza Jankowskiego wcale mnie nie obrażają, bo nic a nic mnie nie obchodzą. Uważam je za przejaw wielkiej pychy, braku pokory i braku taktu, nic więcej. Każdemu wolno być, kim jest, nawet osobie duchownej. Zadaniem pisarza jest pisanie, a nie uprawianie smrodków dydaktycznych. No ale jesteśmy w Polsce, gdzie pisarz, niczym romantyczny wieszcz, musi cierpieć za miliony, które mają to głęboko w nosie i kupują w setkach tysięcy szmatławca Urbana, podczas gdy ambitne książki cierpiących pisarzy osiągają dziś astronomiczne nakłady setek egzemplarzy.

Huelle strzelił do własnej, felietonowej bramki, pisząc w inkryminowanym tekście, że kapłan "opluwa" Żydów i zasłużonych dla Polski ludzi, takich jak Tadeusz Mazowiecki i Jan Nowak-Jeziorański, a dokonuje w świątyni "apoteozy Andrzeja Leppera", który powołuje się na tradycję III Rzeszy. Werbalne popisy księdza Jankowskiego przejdą do historii sztuki oratorskiej na takiej samej zasadzie, jak felietony sołtysa Kierdziołka, i tak zapewne zostały potraktowane przez Mazowieckiego i Nowaka-Jeziorańskiego. Mądrzy politycy wzruszają ramionami, a felietonista wyważa otwarte drzwi w kraju, gdzie wszyscy ścigają się w pluciu na odległość.

Nie rozumiem też, dlaczego Huelle wytknął księdzu Jankowskiemu "apoteozę" Leppera. Każdy może mieć takich bogów, jakich chce wyznawać. Także w kraju kwitnącej demokracji, powołującej się bez przerwy na cudzą, bo amerykańską konstytucję.

 

 

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail