Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
Granice wolności
We wtorek 18 stycznia przed dwoma polskimi sądami stanęli
dwaj ludzie pióra, oskarżeni o znieważenie osób duchownych:
Jerzy Urban i Paweł Huelle. W kraju powiało swędem stosów,
a skwierczący na wolnym ogniu tłuszcz Urbana pachnie wielu
zwolennikom bulwarowego dziennikarstwa przesadą. Wszyscy są
jednak zgodni co do tego, że Urban obrażać Jana Pawła II albo
nie miał prawa, albo nie chciał. Dowodząc, że miał prawo pisać
wulgarne brednie o Papieżu, Urban powołuje się na... amerykańskie
wolności konstytucyjne. Nie wiem, co na to Amerykanie, ale
większość Polaków życzy Urbanowi na amerykańską modłę (a raczej
miarę) rychłego znalezienia się "sześć stóp pod ziemią" (jest
taki serial w polskiej telewizji), jednocześnie zazdroszcząc
mu "kasy", zarabianej na obrażaniu Kościoła katolickiego.
Gdy jego artykuł ukazał się tuż przed ostatnią pielgrzymką
Jana Pawła II do Polski, do prokuratury napłynęło ponad tysiąc
protestów i zawiadomień o przestępstwie. Godna pozazdroszczenia
gorliwość w ściganiu i tępieniu moralnego zła nie przekłada
się, niestety, na tak zwane codzienne życie. Można powiedzieć,
że w kraju ściga się zło werbalne, czyli wypowiadane już to
na ambonie, już to na antenie radiowej czy telewizyjnym ekranie.
Werbalność triumfuje nad moralnością liczbą pozwów w sprawach
o sąsiedzkie kłótnie, publiczne zniewagi, nazwanie kogoś zerem
lub gauleiterem. Niewiniątko Urban twierdzi, że jego intencją
nie była zniewaga, lecz krytyka "telewizyjnych widowisk z
uwagi na nietrafny wybór ich głównego aktora". Gdybym zeszmaconego
Urbana mógł za coś szanować, musiałbym podjąć z nim polemikę
w sprawie "wyboru aktora". Ale zarówno polemika, jak i pozwanie
Urbana do sądu jest wodą na jego młyn; on żyje z nurzania
ludzi w błocie, a "sprawa z papieżem" tylko robi mu rozgłos.
Tym bardziej że "karą" ma być śmieszny wyrok 10 miesięcy w
zawieszeniu i 20 tysięcy złotych grzywny.
Urbana nie pozwał oczywiście Papież Jan Paweł II ani Watykan,
bo są to instytucje poważne. Ksiądz Henryk Jankowski nie poszedł,
jak zwykle, za przykładem Jego Świątobliwości i postanowił
sam wziąć w swoje ręce bożą sprawiedliwość. Pozwał Pawła Huellego
za felieton w Rzeczpospolitej. We wtorek stwierdził
w gdańskim sądzie: "On mnie bardzo obraził, swym artykułem
przekroczył wszelkie moralne granice". I dalej: "Moja reakcja
na ten tekst była fatalna. Gdybym miał wtedy cokolwiek w ręku,
to bym tym rzucił, choć jestem osobą opanowaną". Ja bym na
miejscu Pawła Huellego natychmiast pozwał księdza Jankowskiego
za straszenie krzywdą cielesną.
Huelle wyraził w felietonie opinię, że gdański duchowny "przemawia
jak gauleiter, gensek, nie jak kapłan", a za dobra materialne
mógłby się wyrzec polskości. To jest prywatna opinia pisarza
i nic mu za nią nie grozi w kraju demokratycznym. I tu się
zaczynają schody. Słyszę bowiem zewsząd, że Kanada Kanadą,
ale tu jest Polska. A pod hasłem "Polska" kryje się diabełek,
który mieszka w szczegółach, a te pozwalają tak interpretować
ustawy i przepisy, że kosy można przerobić na kokosy. Tu jest
Polska, przyjacielu, i dopóki my tu żyjemy, demokracja będzie
taka, jak ją sobie zinterpretujemy. Takie zdania słyszę od
ludzi robiących wrażenie rozsądnych. Huelle jednak nie ma
się specjalnie czego bać. Nawet jak zapłaci grzywnę, dostanie
podwójną zaliczkę na kolejną książkę, a liberalne wydawnictwa
na pewno potraktują jego sprawę z księdzem jako świetny materiał
reklamowy.
Podczas rozprawy Huelle pytał ks. Jankowskiego o wymowę jego
homilii sprzed kilku lat, które miały antysemicki charakter.
A zatem próbuje się bronić. Ja bym tego nie robił, tylko czekał
spokojnie, aż mnie skarzą. No cóż, Huelle był na Zachodzie
kilka razy przejazdem i nie wie, jak się robi huczek wokół
siebie. Podobnie jak ksiądz Jankowski, bierze w swoje ręce
werbalny miecz i nim gromi: "Jeśli osoba publiczna wygłasza
poglądy o niechęci do Żydów i lęku przed Żydami, to odwołuje
się, świadomie lub nie, do języka propagandy III Rzeszy".
I dalej: "Po opublikowaniu artykułu powód nazwał mnie ´Żydem
i gościem w tym krajuª. Oświadczam, że jakkolwiek epitetem
´Żydª jestem zaszczycony, to nie jestem elementem
spisku judeo-komunistycznego przeciwko niemu" - stwierdził
autor Weisera Dawidka. Po tych słowach jedna ze starszych
kobiet, która zbyt ochoczo wymachiwała laską w stronę pisarza,
została usunięta z sali.
Wojna werbalna o księdza prałata rozgorzała jeszcze przed
wejściem Huellego na salę rozpraw. Lud krzyczał w kierunku
pisarza: "hańba!", "Żyd!", "do Izraela!". Po rozprawie Huelle
musiał się salwować ucieczką z sądu pod policyjną eskortą.
Przed rozszarpaniem go na strzępy uchroniła go ta sama staruszka
wymachująca laską, ale tym razem na policjantów, bo myślała,
że znowu chcą ją usunąć, tym razem z ulicy. Ja bym zamachnął
się laską na tych nadgorliwców, którzy żądają od bogatego
Urbana 20 tysięcy grzywny, a od biednego gdańskiego literata,
tyrającego do niedawna na trzech etatach, aż stu tysięcy złotych.
"Nie ma sprawiedliwości w kraju kwitnącej wolności" - jak
mawia mój znajomy wierszokleta.
Wydaje mi się jednak, że Paweł Huelle w znacznej mierze zasłużył
na swój los. Ubrał się bowiem w szaty Rejtana i stwierdził,
że dłużej milczeć nie może i że od wielu już lat wypowiedzi
prałata Jankowskiego "obrażają osobiście jego samego, wielu
jego przyjaciół, ludzi w kraju i za granicą". Muszę zaprotestować:
mieszkam za granicą i wypowiedzi księdza Jankowskiego wcale
mnie nie obrażają, bo nic a nic mnie nie obchodzą. Uważam
je za przejaw wielkiej pychy, braku pokory i braku taktu,
nic więcej. Każdemu wolno być, kim jest, nawet osobie duchownej.
Zadaniem pisarza jest pisanie, a nie uprawianie smrodków dydaktycznych.
No ale jesteśmy w Polsce, gdzie pisarz, niczym romantyczny
wieszcz, musi cierpieć za miliony, które mają to głęboko w
nosie i kupują w setkach tysięcy szmatławca Urbana, podczas
gdy ambitne książki cierpiących pisarzy osiągają dziś astronomiczne
nakłady setek egzemplarzy.
Huelle strzelił do własnej, felietonowej bramki, pisząc w
inkryminowanym tekście, że kapłan "opluwa" Żydów i zasłużonych
dla Polski ludzi, takich jak Tadeusz Mazowiecki i Jan Nowak-Jeziorański,
a dokonuje w świątyni "apoteozy Andrzeja Leppera", który powołuje
się na tradycję III Rzeszy. Werbalne popisy księdza Jankowskiego
przejdą do historii sztuki oratorskiej na takiej samej zasadzie,
jak felietony sołtysa Kierdziołka, i tak zapewne zostały potraktowane
przez Mazowieckiego i Nowaka-Jeziorańskiego. Mądrzy politycy
wzruszają ramionami, a felietonista wyważa otwarte drzwi w
kraju, gdzie wszyscy ścigają się w pluciu na odległość.
Nie rozumiem też, dlaczego Huelle wytknął księdzu Jankowskiemu
"apoteozę" Leppera. Każdy może mieć takich bogów, jakich chce
wyznawać. Także w kraju kwitnącej demokracji, powołującej
się bez przerwy na cudzą, bo amerykańską konstytucję.
|
|