JADWIGA MAURER
Romantyczka
Czas,
jego trwanie i przemijanie, tajemnicze związki między przeszłością
a teraźniejszością, między tym, co się wydarzyło, a co pozostało
w naszej pamięci - są właściwie przedmiotem całej literatury,
prozy i poezji. A im bardziej proza zajmuje się tymi związkami,
tym bardziej przybliża się do poezji. I tym bardziej staje
się liryczna.
Powieść Joanny Clark Romantyczka wędruje swobodnie
nad granicą prozy realistycznej i prozy lirycznej. Wszystko
się zmieniło, wszystko się powtarza. Zmieniają się epoki -
jest wojna, jest pokój, jest socjalizm, jest kapitalizm, jest
źle, jest tak sobie, no, niby jest dobrze - ale tylko dwie
wartości pozostają zawsze takie same. Miłość i śmierć. Towarzyszy
bohaterce powieści Joanny Clark poezja polska od Niemcewicza
do Broniewskiego. Helena Leciwoda urodziła się tuż przed wybuchem
wojny i wychowała w Polsce Ludowej. Wierzy we wszystko, czym
ją karmi szkoła. Ma zapracowaną matkę, ojciec zginął w kampanii
wrześniowej. Wychodzi młodo za mąż, ma syna. Potem, rozwiedziona
już, emigruje do Ameryki i rozpoczyna nowe życie. Wychodzi
znowu za mąż i ma jeszcze dwoje dzieci, syna i córkę. A teraz,
bo akcja toczy się teraz i wtedy, umiera w amerykańskim szpitalu.
Są przy niej dzieci: syn Adam z pierwszego, polskiego małżeństwa,
córka Michasia i syn Krzyś z małżeństwa z Amerykaninem. Ojcowie
tych dzieci, już dorosłych zresztą, są gdzieś na dalszym planie.
Mamy o nich jakieś informacje, ale w tej chwili, w tym punkcie
powieści, nie mamy dla nich wielkiego zainteresowania. Jest
też przy Helenie lekarz, przyjaciel domu. Córka Michasia zastanawia
się, czy ten lekarz był kochankiem matki, czy raczej była
to jedna z odmian platonicznego romansu.
Helena,
którą w amerykańskim wcieleniu znamy właściwie jedynie poprzez
słowa i myśli jej dzieci, przypomina nieco bohaterkę Cudzoziemki
Marii Kuncewiczowej, Różę. Róża także kocha się do śmierci
w swoim pierwszym narzeczonym. Mijają lata, mija całe życie,
ale wiemy przecież, że romantyczna miłość sięga poza grób.
Motyw wiecznej miłości przewija się w słowach pieśni Ty
pójdziesz górą, ty pójdziesz górą... Śmierć nie rozdzieli
kochanków.
A gdzie i jak poznała Helena romantycznego kochanka, z którym
ma się chyba połączyć za grobem? Musimy wrócić do Polski Ludowej
wczesnych lat pięćdziesiątych minionego wieku. Helena jest
piętnastoletnim podlotkiem. Wierzy w socjalizm i w ogóle we
wszystko, czego się naucza publicznie i oficjalnie. Zwyczajem
podlotków zakochuje się w dwudziestoparoletnim młodzieńcu,
nie zna go, ale chodzi za nim po ulicach. Potem podziwia go
przez szybę kawiarni, gdzie jest widocznie bywalcem. Podejrzewa,
że ten chłopak jest w jakiejś, jak się wtedy mówiło "konspiracji".
Nazywa go Czarusiem, bo przypomina jej Cezarego Barykę. Dziewczyna
najwyraźniej żyje literaturą! I ma później sposobność mu o
tym powiedzieć. "Odróżniasz się. Wyglądasz inaczej niż wszyscy,
to znaczy...
- Jak inaczej?
- Jak Cezary Baryka".
Czaruś jednak nie bardzo chce się przyznać do bliższych związków
z Żeromskim. Uważa się, jak się zdaje, za realistę. Nie chce
być marzycielem. Ma chyba za sobą jakąś partyzancką przeszłość,
jakieś żołnierskie wędrówki. Nie chce jednak być uważany za
bohatera. Odrzuca cały ten historyczno-literacki bagaż. Barykom
skradziono walizkę. "Tak jak pan Seweryn Baryka z Czarusiem
w Charkowie; zostawili wspaniałą walizkę, cały ich majątek
w przechowalni i walizka, która przetrwała w Moskwie wojnę
i rewolucję, przepadła".
To było prawdziwe, stało się naprawdę, ale to było również
symboliczne. I wszystko, co się dzieje między Czarusiem a
podlotkiem Heleną, wraz z ich nocą miłosną, niby prawdziwą,
ale głównie symboliczną. Podkreśla to także krótki dialog
powtórzony z małymi wariantami na kartach powieści, a kończący
się słowami "Zaśnijmy razem". Czaruś to książę z bajki. Ratuje
Helenę, kiedy ta zostaje raniona podczas, powiedzmy, rozruchów,
budzi ją do życia erotycznego i do właściwych poglądów politycznych.
Czaruś to być może i "ułan niestały". Zresztą, jak się dowiadujemy
z tekstu, nazywa się Krzysztof Sułkowski, nosi więc nazwisko
słynnego generała, adiutanta Napoleona. Młodszy syn Heleny
dostał imię po nim. Ironia polega na tym, że tego imienia
żaden "prawdziwy Amerykanin" nie potrafi wymówić. Krzyś ma
jakąś tajemniczą, specjalną więź z Heleną, której nie pojmują
brat i siostra. Źródłem tego pomysłu są może Pokrewieństwa
z wyboru Goethego, a może wymyśliła to autorka. Wolno
nam też przyjąć, że Czarusia nigdy nie było i że jest jedynie
owocem romantycznej wyobraźni rozmarzonej dziewczyny.
Autorka sygnalizuje w tytule, że będzie się nad jej powieścią
unosiła romantyczna aura. Że wszystko będzie się działo jakby
we śnie. Pamięć działa wybiórczo i nie zawsze liczy się z
chronologią.
A jeśli jakiś naiwny czytelnik zapyta, jak to nieraz bywa:
jaki jest temat tej powieści, nie wahajmy się odpowiedzieć:
miłość i śmierć. W romantycznej literaturze to jeden temat.
A tak na co dzień, to może dwa...
-------------------------------
Joanna Clark, Romantyczka, Wydawnictwo
Kropka, Kalisz 2004, s. 162, cena 12 dol. plus 6,50 dol. porto
w przypadku zamówienia z wysyłką (do nabycia w Księgarni Nowego
Dziennika).
|