Marek Kusiba
Zabka przez Atlantyk
Dedale i detale
- A ktoz nie ma watpliwosci? - odpowiedzial
ow kaplan. - Teraz
trzeba zamknac oczy i skoczyc - jak z samolotu.
Jacek Kuron, Wiara i wina
Ucieszylby sie Jacek Kuron, gdyby dobry Pan
Bog, w ktorego nie wierzyl, choc On - zdaniem ksiedza Tischnera
- wierzyl w Jacka Kuronia, pozwolil mu pozyc kilka dni dluzej,
do chwili, gdy w kosmos polecial pierwszy "niebieski",
ubrany w ulubiony stroj Kuronia blue jeans, by po locie
stwierdzic, ze czul sie tak, jakby dotykal twarzy Boga. Pierwszy
prywatny kosmonauta, 62-letni pilot doswiadczalny Mike Melvill,
wyslany zostal w poblize krolestwa niebios przez dwoch innych
"niebieskich", czyli ludzi przyodzianych w dzinsy
i prawdziwie wolnych, nade wszystko od politycznych zobowiazan,
choc niewolnych od mesjanistycznej wizji czlowieka zwyklego,
by nie powiedziec prostego, siegajacego do gwiazd.
Calkiem podobne idealy, jak konstruktora
Burta Rutana i milionera-wizjonera Paula Allena wzgledem kosmosu,
przyswiecaly Jackowi Kuroniowi, gdy mowil o wolnosci jednostki
w panstwie obywatelskim. Pokazywal wlasnym przykladem, jak
kazdy z nas moze sobie ten skrawek wolnosci wydrapac. Kuron
kpil sobie z klatki PRL-u, podobnie jak Rutan utarl nosa NASA,
wysylajac czlowieka w kosmos wlasnym pomyslem i przemyslem.
Wyscig do gwiazd uciekl panstwom, polityce i politykom, przestal
byc rywalizacja mocarstw, a stal sie domena prywatnych konstruktorow
i inwestorow, pragnacych wozic ludzi w kosmos dla przyjemnosci
i pieniedzy. Za sprawa kilku wizjonerow z wyobraznia i zupelnie
smiesznymi sumami, jak na taki wyczyn, pierwszego dnia lata
rozpoczela sie zupelnie nowa era w dziejach ludzkosci.
Firma Burta Rutana zatrudnia dwa tuziny osob.
W tym samym czasie, gdy Rutan budowal swoj wahadlowiec, komisja
rzadowa badala przyczyny tragedii promu Columbia. Siedmiomiesieczna
praca 13 ludzi, jak i 248-stronicowy raport, kosztowaly 20
milionow dolarow. Dokladnie tyle samo, co zbudowanie i wyslanie
w kosmos przez firme Rutana SpaceShipOne. Z tego prostego,
by nie powiedziec prymitywnego zestawienia wynika kilka niezbyt
skomplikowanych wnioskow.
Po pierwsze: najbardziej oplacalnym zajeciem
na swiecie jest praca w NASA, czyli Narodowej Agencji Slonych
Apanazy - i gorzkich porazek. Eksperci ustalili ponad wszelka
watpliwosc to, co wiekszosc z nas wiedziala - i widziala w
telewizji - juz w dniu katastrofy. Ze bezposrednia przyczyna
tragedii Columbii byla izolacja termiczna o konsystencji wielkiej
plyty chodnikowej, ktora oderwala sie od glownego zbiornika
rakiety i uderzyla w skrzydlo wahadlowca z predkoscia 800
kilometrow na godzine, wyrabujac w powloce termicznej dziure
wielkosci komputera, co spowodowalo tragedie przy powrocie
w atmosfere ziemska. Ustalono tez przy okazji przyczyne posrednia,
choc zasadnicza: astronomiczna biurokracje, a tym samym inercje
NASA. Ustalono takze i to, o czym mowiono i pisano juz nastepnego
dnia, ze astronautow mozna bylo uratowac, badajac na orbicie
uszkodzenia przy pomocy satelitow szpiegowskich i podejmujac
akcje ratownicza. Rzecz w tym, ze NASA nie przewidziala budzetu
na sciagniecie z innej orbity satelity. Nie wyslano tez gotowego
do lotu promu Atlantis, ktory mogl spokojnie zabrac astronautow
na Ziemie, pozostawiajac prom na orbicie do czasu naprawy
lub wodujac go spokojnie w Oceanie Spokojnym.
Po drugie: swiat popychaja do przodu samotni
Herkulesi i Dedale, niedbajacy o detale. Najlepsze pisma to
pisma redagowane przez samotnych redaktorow, najlepsze kiecki
szyja samotne krawcowe, najlepsze obiady gotuje samotna pani
Krysia. Postep w swiecie jest sprawa wybitnych jednostek,
takze wybitnie zlych. Najwiekszych odkryc ludzie dokonywali
zawsze w pojedynke. W samotnosci, a czasem calkowitej izolacji
od swiata, powstawaly najwieksze dziela. Najwyrazniej ludzki
umysl najsprawniej funkcjonuje solo. Wyobrazmy sobie samotnosc
Kopernika. Albo podszyta ciaglym strachem samotnosc Kuklinskiego.
Czy nie mniej potworna samotnosc Kuronia, siedzacego dlugie
lata w celach PRL-u. Czy wreszcie dosc luksusowa, ale jednak
wielka samotnosc geniusza Rutana na pustyni Mojave. Samotny
konstruktor Voyagera, samolotu, ktory oblecial swiat bez ladowania
i uzupelniania paliwa, zamkniety w swych pustynnych zakladach
przypomina sredniowiecznego mnicha idacego na pustynie w poszukiwaniu
Boga. "To tkwi w samej istocie duszy czlowieka - powiedzial
Neil Armstrong, pierwszy zdobywca Ksiezyca - musimy robic
takie rzeczy, po prostu tak jak losos musi plynac w gore rzeki".
Podobne w tresci zdania znalazlem w ksiazce
Marii Nurowskiej o Ryszardzie Kuklinskim. Musial plynac w
gore rzeki, musial wypelnic do konca obowiazek, jaki sam sobie
narzucil. Plywal tez po morzach, kochal zeglowanie, prosil,
by jego prochy wysypano do Baltyku. Mowil Nurowskiej: "Plyne
sobie jachtem, czuje slony wiatr na twarzy i jestem wolny,
naprawde wolny!". A jednak powiezli jego prochy na Powazki,
choc wyraznie sobie tego nie zyczyl. Nie chcial lezec sto
krokow od Bieruta, blisko Gomulki, Cyrankiewicza, Zawadzkiego,
ale nie mial szans. Jak za zycia, stal sie znowu przedmiotem
politycznych targow. Obecne i poprzednie wladze III RP nie
zaszczycily jego prochow wlasna wybitna obecnoscia. Nawet
Walesa pojechal na ryby, tlumaczac sie, ze go nie zaproszono.
Prawda jest taka, ze to on za swojej prezydentury nie chcial
uznac Kuklinskiego za wspoltworce wolnosci, jakby sie obawial
konkurencji. Gdy za lat dziesiat Walesa spocznie w Alei Zasluzonych,
zasluzona poniesie kare: poloza go tuz obok pulkownika Kuklinskiego.
Urne zlozono blisko tych, z ktorymi walczyl.
Moze po to, by sobie nawzajem przebaczyli? Mysle, ze spocznie
tam takze Jacek Kuron, ktory byl za zycia czlowiekiem prawdziwie
wolnym i tez mu sie na pewno nie marzyla Aleja Zasluzonych.
Zapewne chcialby lezec blizej "niebieskich" (nie
mylic z MO!), ktorym zawsze sluzyl, niz czerwonych, z ktorymi
sie rozstal i wojowal, ale ktorymi nie gardzil, bo nie szukal
rewanzu, a kompromisu.
Jacek Kuron zrobil w Polsce tyle, co Burt
Rutan w Ameryce: obaj pokazali ludziom, ze jednostka moze
byc niezalezna, ba - wolna od panstwa i jego instytucji. Kuron-marzyciel
mial zawsze usmiechnieta twarz czlowieka szczesliwego, dobrodusznego,
sprawiedliwego. Nie okazywal gniewu, nie zial nienawiscia
do swoich przesladowcow. Kuron cierpliwie przecieral szlaki,
po ktorych poszla potem polska demokracja. Rutan przetarl
"niebieskim" szlak Kuronia w gwiazdy. Mysle, ze
kiedys beda mieli ze soba duzo tematow do przedyskutowania.
- Wiesz, Burt - powie Kuron - niepotrzebnie sprzedales moim
rodakom swoj statek kosmiczny: do dzis kloca sie, kto ma nim
poleciec... |
|