PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski 25 czerwca 2004


Irena GRUDZINSKA-GROSS

Ostatni dysydent

Smierc Jacka Kuronia jest zakonczeniem pewnej epoki, pewnego stylu. Odszedl pietnascie lat po odzyskaniu wolnosci, ciagle wierny obrazowi Polski, o ktora walczyl cale zycie. Byl czlowiekiem niezwyklym, wlasnym przykladem i wysilkiem wychowawczym uformowal cale pokolenia ludzi, ktorzy mowili jego jezykiem i starali sie sprostac jego idealom. Mial ogromna wyobraznie i intuicje polityczna, cos w rodzaju "wynalazczosci" spolecznej: byl przeciez jednym z zalozycieli i teoretykow ruchu "komitetow", ktore w latach 70. ustanowily w Polsce nowa przestrzen wolnosci. Przestrzen ta i zwiazane z nia modele zachowan politycznych rozszerzyly sie takze na inne kraje "obozu". Slynny tekst Vaclava Havla Sila bezsilnych wyrosl wlasnie z inspiracji idea rzucona przez Kuronia. Nie palic komitetow partyjnych, zakladac wlasne komitety, bylo to haslo, ktorym Kuron uratowal Polske od niejednej krwawej konfrontacji i wskazal droge, ktora prowadzila do niepodleglosci. Stefan Kisielewski powiedzial kiedys, podpisujac jeden z listow protestacyjnych przygotowanych przez Kuronia: "Tylko wariat moze uratowac ten kraj". Jacek Kuron byl tym wariatem, ktory Polske uratowal.

Uratowal takze wielu z nas, ludzi, ktorzy mieli szczescie spotkac go wczesnie, byc w jego "druzynie" albo ruszyc z nim na jakas akcje. Jego etos, energia, intensywnosc zaangazowania w zycie spoleczne na zawsze naznaczyly nasze charaktery. Postawil przed nami wymagania, ktorym trudno bylo sprostac, ale ktorych nie sposob bylo zapomniec. Byl naszym sedzia, wzorcem, starszym bratem i doradca. Pokazal nam, jak zyc, a w koncu takze - jak umierac. Byl czlowiekiem dobrym, spalanym troska o slabszych, biedniejszych, zapomnianych. Krytycznym wobec siebie i tolerancyjnym wobec innych. Byl dla mnie i dla wielu moich przyjaciol jedna z najwazniejszych osob w zyciu, stalym punktem w swiecie dryfujacym ku wielkiej, choralnej pochwale egoizmu. Do konca oddany najpiekniejszej wersji solidarnosci spolecznej, nigdy nie pogodzil sie z drapieznoscia postkomunistycznego kapitalizmu. Nie wpasowal sie prawdziwie w nowa rzeczywistosc, pozostal dysydentem. Byl najodwazniejszym czlowiekiem, jakiego znalam. I najmniej konformistycznym.

Jego nonkonformizm wyrazal sie na rozne sposoby, czasem najmniej oczekiwane. Urodzil sie 70 lat temu we Lwowie i zawsze interesowal sie Ukraina, Bialorusia, mniejszosciami zydowska i romska. Prawdziwy patriota, bo obchodzili go wszyscy mieszkancy Polski, ktora chcial widziec szczodra i sprawiedliwa. Gdy po drugiej wojnie swiatowej przylaczyl sie do ruchu komunistycznego, nie miescil sie w jego strukturach. Zalozyl wtedy wlasna organizacje harcerska "walterowcow", w ktorej uczyl przede wszystkim nonkonformizmu. Choc cala jego uwaga wychowawcy skierowana byla na tworzenie zespolu, jego "zespolenie" dokonywalo sie wokol najslabszych i kazdy mial w nim rowne prawo glosu. W roku 1956 powrocil do partii, z ktorej przedtem wystapil, by aktywnie uczestniczyc w Pazdzierniku. Rozczarowany poczynaniami Gomulki napisal wraz z Karolem Modzelewskim "List otwarty do Partii", slynna krytyke partyjnej biurokracji. Zaplacil za to pierwszym z wyrokow wieziennych. Gdy wyszli - on i Modzelewski - z wiezienia w roku 1967, zbuntowana juz mlodziez studencka wlasnie na takich przywodcow czekala. Marzec 1968 takze zakonczyl sie dla niego wiezieniem, bardzo bolesnym, bo ciezko znosil rozlake z ukochana zona Gaja.

Lata 70. byly okresem nieslychanie skutecznej dzialalnosci politycznej - od KOR-u do Solidarnosci. I przyszlo kolejne wiezienie; co gorsza, ofiara stanu wojennego padla takze Gaja. Aresztowana w straszliwie zimna noc 13 grudnia 1981 roku i pozostawiona na noc w milicyjnej "suce", zachorowala na pluca i zmarla w 1982 roku, majac zaledwie 42 lata. Byla to najbardziej dotkliwa strata w jego zyciu.

Choc zawsze zle znosil wiezienie (a w sumie przesiedzial ponad dziewiec lat), nigdy nie przerwal swej dzialalnosci wychowawcy i dysydenta. Jego doswiadczenie, kontakty, wyobraznia polityczna i wielkie serce odegraly zasadnicza role w roku przelomu - 1989. Jesli ktokolwiek byl przygotowany, by zasiasc do rozmow z rzadem, to byl nim wlasnie Kuron. Wiele osob odnosi sie krytycznie do okraglego stolu, nie pamietajac, jak niebezpieczna byla wowczas sytuacja z ciagle jeszcze istniejacym Zwiazkiem Sowieckim i bez wzorcow na pokojowe wychodzenie z "bloku". Dzis wydaje sie to wszystko oczywiste i latwe, ale wtedy byla to kwestia, doslownie, zycia i smierci calego narodu. I znow ten "wariat" nas wszystkich uratowal.

Po roku 1989 wzial na siebie najtrudniejszy resort: ministerstwo pracy. Wystepowal w obronie biednych i pokrzywdzonych, ale jego dzialalnosc czesto miala wymiar symboliczny, jak slynna zupa "kuroniowka". Dowcipna mlodziez pisala wtedy na scianach: "Ksieza na ksiezyc, Kuron do zupy". Stawal takze - choc bez sukcesu - do wyborow prezydenckich, bo byl ciagle uwazany za najuczciwszego polityka. Stopniowo jednak stan jego zdrowia zaczal sie pogarszac. Byla to cena, jaka zaplacil za lata napiecia i wiezien. Wycofal sie z oficjalnego zycia politycznego, ktore bylo nie tylko uciazliwe, ale takze bezduszne. Polityczny establishment go zawiodl, wiec Jacek znow byl dysydentem. Nie oznaczalo to jednak zaprzestania uczestnictwa w zyciu spolecznym. Podyktowal dwie nowe ksiazki i wiele artykulow, wraz z druga zona Danuta zalozyl niezwykla szkole dla mlodziezy, ktora przedtem pozbawiona byla dostepu do wyksztalcenia. Do konca dzialal, plonal, zapalal siebie i innych. Chory i wycienczony, cierpial nad cudza krzywda. Poczucie misji trzymalo go przy zyciu dluzej, niz sie mozna bylo spodziewac, a zmagania z choroba nie oslabily jego wspolczucia wobec swiata. Cierpial na wiele dolegliwosci, ale nigdy na oschlosc serca. I tego - dobroci, wspolczucia, dzialania - chcial nas wszystkich nauczyc. Teraz trzeba bedzie udowodnic, ze mu sie to udalo.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail