Marek Kusiba
Zabka przez Atlantyk
Francja elegancja
Pani posel chyba owies uderzyl do glowy
(posel Lewandowski do poslanki Beger)
Wielodniowe uroczystosci poswiecone pamieci
Ronalda Reagana musialy byc dla wielu politykow wydarzeniem
bolesnym nie tylko z powodu smierci wybitnego meza stanu.
Cytowane przemowienia mozna odczytywac jak sygnal ostrzegawczy,
jak swiatlo dalekiej latarni, wyslane w metne wody wspolczesnej
polityki. Gdyby porownac jezyk wystapien zmarlego polityka
z tym, co i jak wygaduja dzis przywodcy narodow cywilizowanych,
dojdziemy do wniosku, ze doszlismy do sciany. Sciana rozdziela
dwa rozne swiaty, dwa rozne kody porozumiewania sie. Kiedys
polityk zyl z tego, ze potrafil przekonac, oczarowac, zainspirowac
ludzi ciekawymi wypowiedziami. Zawod wymagal od polityka stalego
cwiczenia, polerowania, szlifowania jezyka swoich wystapien.
To wlasnie piekne idee, majace jednak pokrycie w czynach,
daly Ronaldowi Reaganowi dwie kadencje. Mowi sie, ze mial
"latwosc slowa", ze byl "komunikatywny", ze byl obyty z mikrofonem
i kamera. Tak, ale sam takze napisal tysiace listow do dzieci
swoich i cudzych, do roznych ludzi, duzych i malych. Pokazcie
mi dzis prezydenta wielkiego czy malego panstwa, piszacego
wlasnorecznie do Jasia Kowalskiego czy krolowej brytyjskiej.
Politycy nie pisza, bo sami juz nie wierza,
ze ktokolwiek moze dzis oczekiwac po nich zainteresowania
pojedynczym losem. Przyszly czasy wzajemnej niewiary, a upadek
autorytetow odzwierciedla upadek obyczajow, w tym obyczaju
szanowania czy tylko sluchania politykow. Niewiara w polityke
i politykow przeglada sie jak w lustrze w prasie i w telewizji. Reality shows, takze parlamentarne, przekroczyly juz
wszelkie granice. Rzadzi nimi jezyk prostacki, brutalny, ubogi
w slowa i mysli. Nastapila zmiana obyczajow, mentalnosci,
i to odbija sie sejmowa i prasowa czkawka, a ta odzwierciedla
psychike, pochodzenie i wyksztalcenie autorow czkawki.
Nikogo juz nawet nie smieszy, ze poslanka
Renata Beger ma "kurwiki w oczach", a poslanka Anita Blochowiak
zaklada homoseksualistom "czerwone skarpetki", gdyz wiekszosc
polskiego spoleczenstwa nie odroznia slow "pluralizm" i "homoseksualizm".
To nie zart, a wyniki badan przeprowadzonych przez Rafala
Szymczaka ("Lustro naszych niedostatkow", Tygodnik Powszechny,
nr 24/2004). Podaje on przyklady jezykowego chamstwa i prostactwa,
wynikajacych nie tyle ze zlej woli, co zlego wychowania. Poslanka
Halina Nowina-Konopczyna zadala ministrowi rolnictwa pytanie,
czy slyszal, ze zgodnie z dyrektywa Unii Europejskiej swinie
powinny przebywac co najmniej osiem godzin w pomieszczeniach
ze swiatlem dziennym. Z sali dobiegl komentarz: "I moze powinny
jeszcze dostac urlopy macierzynskie?".
Politycy juz nie przescigaja sie w jezykowej
ekwilibrystyce. Przescigaja sie w wyzwiskach. Mlodosc juz
nad poziomy nie wylatuje, co najwyzej wylatuje z hukiem z
takiej czy inne partii wprost w objecia prokuratora. Jezyk
przestal byc narzedziem porozumiewania sie, stal sie narzedziem
porozniania sie. Chamstwo w mediach stalo sie norma, rowna
sie do ulicy, i to ciemnej. Nawet Polityka, najbardziej
wplywowy tygodnik opinii, juz dawno przestala dbac o ksztaltowanie
opinii i gustow za pomoca jezyka gietkiego a pieknego. Znawca
dziejow czlowieka pisze o "modzie" na pedofilie i korupcje
jezykiem pan BB, czyli Beger i Blochowiak. W opinii Ludwika
Stommy "moda" na pedofilie i korupcje nastala po cofnieciu
sie "mody" na molestowanie seksualne, ktore niedawno jeszcze
bylo "na topie" - jak pisze profesor i publicysta w jednej
osobie, takie dajac uzasadnienie swej tezy: "Wydawalo sie
w pewnym momencie, ze kazdy przelozony zajmuje sie przede
wszystkim lapaniem za oble posladki pracownikow plci przeciwnej
i ciagnieciem na sluzbowe kanapki. (...) wszyscy stali sie
ofiarami rozbuchanych erotycznie kadr. Media szalaly".
Media szalaly, ale sie opamietaly, bo ile
mozna w kolko powtarzac te same klamstwa o ofiarach wlasnego
rozbuchania? Media zaczely jednak goraczkowo poszukiwac nowego
tematu. Wiadomo, zycie nie znosi prozni. "Przedtem terroryzowaly
nas sekretarki, teraz przyszla kolej na dzieci" - wyznaje
publicysta. Inspiracji do felietonu dostarczyl mu francuski
proces o pedofilie. Zarzuty opieraja sie na zeznaniach "jednej
jedynej Myriam Delay, ktora placze sie, popada w sprzecznosci,
a w swej bogatej narracji coraz to pojawiaja sie nieprawdopodobienstwa
i jawne klamstwa. Dochodza do tego chaotyczne i niekonsekwentne
opowiesci paru dzieciakow". I podobnie jak pani Delay, dzieci
"lza jak najete i zalatwiaja swoje porachunki z doroslymi,
ktorzy kiedys czegos im zabronili albo za cos zbesztali".
Nie wiem, czy kiedys ktos czegos mu zabronil
i za cos zbesztal znawce dziejow i natury czlowieka. W jego
opinii cala sprawa "pachnie skandalem", gdyz, jak pisze, "ilus
tam rzecznikow praw dziecka i przedstawicieli towarzystw uwielbienia
milusinskich chce miec swoje autodafe". Autodafe? A fe! A
kysz! Malo tego, ci rzekomi rzecznicy dzieci chca miec glowy
oskarzonych, ktorych "skazali jeszcze przed procesem". A wszystkiemu,
jak zawsze, winne sa media, ktore "z niebywala latwoscia daly
sie uzyc lowcom pedofilow za nagonke". Dziennikarze "ulegli
atmosferze, czyli inaczej mowiac, modzie". Francuska opinia
publiczna patrzy na sprawe przez te media z narastajacym "dyzgustem
i oburzeniem".
Taka moda panuje we Francji . A w Polsce?
"W Rzeczpospolitej moda jest aktualnie na korupcje. Oczywiscie
istnieje takowa i jest spolecznie dotkliwa, acz na nasze miejsca
w swiatowych rankingach przekupnosci bardziej zapracowaly
nasze media niz fakty" ("Temida na sezon", Polityka,
24/2004). Innymi slowy, gdyby media nie ujawnialy afer, Polska
nie bylaby postrzegana w swiecie jako kraj kwitnacej korupcji.
To ciekawe rozumowanie podpiera profesor ciekawa definicja:
"Niestety, w obledzie mody gotowismy juz kazdy akt bezinteresownosci
czy niewinnego niekiedy, bo tez nieuniknionego, kumoterstwa
uznac za korupcje". Poplecznik "nieuniknionego kumoterstwa"
dochodzi do wniosku, ze "w tym szalenstwie jest metoda, gdyz
ta korupcja prawdziwa, wielomilionowa, bezczelna, jest naszej
klasie politycznej niezbedna wlasciwie do zycia". Dlaczego?
"Bez niej przeciez, prawdziwej czy nadmuchanej, nie byloby
pretekstu do powolywania, pomimo kompromitacji ´rywinowskiejª,
kolejnych sejmowych komisji sledczych".
Doceniam nadludzki wysilek zapelniania stalej
kolumny, prawdziwej czy nadmuchanej, ale na Boga, sa gdzies
"granice penalizacji" - by uzyc tytulu pracy Stanislawa Stommy.
Robiac porzadek z moda na pedofilie i korupcje, Ludwik Stomma
zapomnial o zalewajacej swiat modzie na terroryzm. Napisal
co prawda o seksualnym terroryzowaniu nas przez sekretarki
i dzieci, ale terroryzmu jako takiego za mode nie uznal. Cala
nadzieja w kolejnych wystapieniach, a raczej wystepach grupy
SBB: Stomma-Beger-Blochowiak.
|
|