PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski 18 czerwca 2004


ARTUR TANIKOWSKI

"Art Poznan 2004"

czyli sprzedawanie siebie

Stolica Wielkopolski, szczycaca sie dluga tradycja przedsiebiorczosci, jest od lat centrum targowym. Zakonczyly sie pierwsze w Polsce targi sztuki. Scislej - pierwsze targi sztuki wspolczesnej. Geografia targowa odwzorowuje tendencje artystyczno-intelektualne, bowiem wlasnie Poznan kreuje sie od kilku dobrych lat na najbardziej progresywny osrodek w polskiej krytyce - nierzadko jednak powielajacy zachodnie mody - lansujac tzw. sztuke krytyczna i feminizm. W Krakowie od kilku lat organizowane sa targi antykwaryczne, zas w Warszawie zakielkowala niedawno podobna impreza, organizowana przez jeden z domow aukcyjnych. Obie stolice - historyczna i wspolczesna - z natury rzeczy wyzwalaja popyt klientow o tradycyjnych gustach. W przypadku Krakowa uzasadniac tego wrecz nie wypada, Warszawa zas skupia niemal wszystkie polskie domy aukcyjne, te z kolei sztuka wspolczesna handluja raczej sporadycznie.

Targi Sztuki "Art Poznan 2004" zorganizowano na terenach Starego Browaru - prywatnego centrum handlowo-wystawienniczo-artystycznego, nalezacego do malzenstwa najbogatszych i - jak sie twierdzi - najbardziej wplywowych Polakow: Jana i Grazyny Kulczykow. Do niedawna byl tu jedynie kompleks sklepow, dopiero wystawa slawnego wloskiego projektanta Alessandro Mendiniego Browar ukazal zamierzone przez wlascicieli, kulturotworcze oblicze. Dla imprezy targowej, ktora obok handlowego ma takze walor artystyczny, okazalo sie to szczesliwym rozwiazaniem - tak ze wzgledu na przychylna sztuce ceglana architekture o przestronnych, przypominajacych magazynowe halach, sprzyjajacy dyskusjom w cieple wieczory dziedziniec, jak i na samo usytuowanie w centrum miasta, przy reprezentacyjnym deptaku. A byla "grozba", ze instalacje, rzezby, projekcje wideo i mniej liczne obrazy pomieszcza budynki Miedzynarodowych Targow Poznanskich, jednak ich zarzadcy postawili ponoc szefom "Art Poznan" zbyt wygorowane zadania finansowe. Dodac nalezy, ze mecenatem impreze (bez ktorego nie doszlaby ona do skutku) wsparlo zarowno Ministerstwo Kultury, wladze lokalne, jak i dwie prywatne fundacje: Kulczyk Foundation oraz "Vox Artis" stworzona przez Anne i Piotra Voelkelow (wlascicieli swietnie prosperujacych fabryk mebli), ktorzy okazali sie bodaj najaktywniejszymi nabywcami na targach. Szefowie obu fundacji, gromadzac od kilku lat kolekcje sztuki wspolczesnej, uchodza za czolowych jej protektorow.

W organizacyjnej koncepcji personalno-przestrzennej spotkalo sie wiele sprzecznosci. Pierwszym ewenementem bylo cialo kuratorskie, w sklad ktorego weszlo czworo profesorow poznanskiej Akademii Sztuk Pieknych: Marcin Berdyszak, Wlodzimierz Dudkowiak, Izabella Gustowska oraz Piotr Kurka - dyrektor artystyczny imprezy, ktory podczas konferencji prasowej bez falszywej skromnosci porownal sie do... Franka O'Hary. Czyzby wlasnie czcigodni akademicy najlepiej znali sie na mechanizmach pobudzania rynku sztuki, jej merkantylnej ocenie (czyli wycenie) i komercyjnej promocji? Do nich wszak nalezal wybor 70 artystow (badz kooperatyw artystycznych) roznych generacji, uczestniczacych w tzw. wystawie glownej na czterech pietrach Slodowni, dwoch poziomach Galerii, na Dziedzincu Sztuki, w Wiezy i fasadzie Starego Browaru. Szacowni jurorzy wlaczyli siebie w grono wystawiajacych, zapewniwszy sobie, co latwo bylo zauwazyc, reprezentacyjne przestrzenie. Wszystko lub prawie wszystko mialo byc na sprzedaz, zas w opinii nadzorujacych wybor wystawa glowna miala charakteryzowac sie "wysoka artystyczna jakoscia oraz roznorodnoscia tworczych postaw".

Odwrocono porzadki - w imprezie, objetej nazwa targow - najwazniejsze i najwieksze miejsce zajela okolicznosciowa (na okolicznosc targow stworzona) wystawa, zas tych, ktorzy na co dzien paraja sie handlem sztuka, promocja przez sprzedaz i towarzyszace jej wydawnictwa, czyli komercyjne galerie - zepchnieto w przenosni i doslownie do podziemi. Niespelna 20 placowek zajelo dosc waskie stanowiska na dwoch piwnicznych poziomach Slodowni. To kolejny, nieznany chyba w skali swiatowej paradoks (wyroznik?) poznanskiej imprezy, w ktorej zawodowi marszandzi wspoltworza underground wobec "wybijajacych sie na niepodleglosc" (czesto jedynie w handlu) i swiezsze powietrze artystow.

Na wielkim przegladzie swiatowej sztuki, zwanym "documenta", odbywajacym sie cyklicznie w niemieckim Kassel, padl postulat, by to artysci bywali kuratorami. Pytanie w odniesieniu do targowych komisarzy brzmi - kuratorami czego: zbiorowej wystawy problemowej czy raczej stoiska z wyrobami wlasnymi? Podsumujmy ow skrajny przypadek tych, ktorzy wg Piotra Kurki "otwieraja droge do przyszlosci". Artysta, z racji panstwowego etatu dydaktyka w Akademii stajacy sie jurorem, sam siebie wystawia na sprzedaz, omijajac poddanie sie pod osad (wiec takze ewentualne odrzucenie) i wycene innych (w mysl zasady: sztuka tyle warta, ile za nia zaplaca), samoreklama kreuje cene i popyt: zaprosil siebie na wystawe zbiorowa pod haslem targow, ulozyl jej program, znalazl dla siebie miejsce... Paradoks polega tez na tym, ze ci, ktorzy zwykle kontestuja rzeczywistosc, pietnuja jej komercyjno-konsumpcjonistyczne oblicze, zechcieli stanac za lada. Dali wyrazna odpowiedz w kwestii wyrazonej przez Inteligenta z Rejsu Marka Piwowskiego: czy mozna byc jednoczesnie tworca i tworzywem (nie mylic z wystawiajaca na targach grupa "Twozywo"), sprzedawca i towarem...

Fundacja ASP jako jeden ze wspolorganizatorow otworzyla - chyba jednak nieswiadomie - pole do manipulacji, rowniez skierowanych przeciw samej sobie. Skoro wystawiajacy mogli sprzedawac bez zadnych posrednikow (zarzadzono udostepnianie numerow telefonow komorkowych autorow prac w celu latwiejszego prowadzenia negocjacji), niekoniecznie wiec przy swiadkach, czy rzeczywiscie nie uniknieto potencjalnych oszustw z przekazywaniem na rzecz Fundacji 10% od realnej sumy sprzedazy?

Targi ukazaly widzom (czasem klientom) szeroki wachlarz tendencji, stylistyk, strategii i koncepcji, dominujacych w dzisiejszej i wczorajszej polskiej sztuce, nie mialy jednak szans - przy tak a nie inaczej wylonionym skladzie kuratorskim - pokazac wszystkiego, co najwazniejsze. Brakowalo wielu waznych tworcow, szczegolnie sposrod tych poslugujacych sie technikami bardziej tradycyjnymi niz instalacje wideo czy programy multimedialne, jak i odwolujacych sie do innego, niz bliski kuratorom, systemu artystycznych wartosci. I tu wlasnie nie wystarczylo odwagi poznanskiemu gremium fachowcow: moze (nie daj Boze!) swietnie namalowana martwa natura znalazlaby nabywce przed instalacja ze szklanym rowerzysta, ktory za chwilke wjedzie z czerwona lampka w reku do platonskiej jaskini, dziwnie przypominajacej bude...

W skladzie "zestawu galeryjnego", skomponowanego przez wlascicieli poznanskiej ABC Gallery, w liczbie okolo dwudziestu, nie zabraklo placowek znanych w kraju i poza nim wyraznie rozpoznawalnych, m.in. krakowskich - "Zderzaka", galerii Jana Fejkla czy Andrzeja Starmacha, lodzkiej Galerii 86, poznanskiej Galerii Piekary, by wymienic choc kilka. Jednak na nastepnych targach ten sklad powinien sie zdecydowanie poszerzyc, bo jak mowi Dorota Monkiewicz z warszawskiego Muzeum Narodowego, "rynek sztuki funkcjonuje dzieki prywatnym galeriom, bedacym wspolproducentami dziel". Dodajmy, ze poza wystawa glowna i wspomnianymi wlasnie galeriami, nazwanymi komercyjnymi, podczas "Art Poznan 2004" odbyl sie rowniez pokaz wybranych galerii non profit, sponsorowanych przez samorzady, instytucje kulturalne czy uczelnie. W ramach targow mialo takze miejsce sympozjum "Kultura wizualna - krytyka i komercja", zdominowane (tak jak wystawa "glowna") przez lokalne sily.

Z zalozenia targi nie powinny byc terenem eksperymentow, artysci, ktorzy "kuratorskim fortelem" stali sie wlasnymi marszandami, winni wystawiac to, co dla nich najbardziej reprezentatywne, spektakularne, takze najlepiej wpasowujace sie w przydzielona im przestrzen. Stad dla "wtajemniczonych" niewiele zaskoczen - garsc pozytywnych wrazen, obok bukietu niesmakow przybranego elementami nudy. Wyroznialy sie prace Dominika Lejmana, w ktorych projekcja DVD swoiscie ozywiala akrylowo-olejne obrazy, zabawna byla instalacja wideo Konrada Kuzyszyna Potrojny uklon, intrygowal jego obiekt fotograficzny Oko mojego syna. Na instalacje Marcina Berdyszaka Barok kultury, barok natury skladaly sie trzy "obrosniete" bananami kolumny na schodkowych postumentach, przy czym tylko jedna zdobily prawdziwe, nadgryzione zebem czasu owoce, dwie inne uszyto z zoltej i czarnej (zepsucie? Memento mori?) materii; o dziwo i one przyciagaly zywe muchy swym neobarokowym iluzjonizmem. Z kolei w instalacji tego samego tworcy Organiczne zamyslenie, sprzedanej Fundacji "Vox Artis" (przy wyjsciowej cenie 15 000 zl), nazbyt czytelne byly wplywy rzezbiarskich inscenizacji Amerykanina Duane'a Hansona. Sposob na latwy zarobek wynalezli Konrad Kuzyszyn czy Laura Pawela, wpasowujac sie w modna konwencje malowania kilkoma czystymi barwami prostych form, zaczerpnietych z ekranu telewizora czy wyswietlacza telefonu komorkowego. Jesli po taka, czy tej podobna "sztuke" przyjezdzaja rzekomo do Polski wlasciciele zachodnich galerii (jak Niemcy przez most na Odrze po tansza benzyne czy do przystepniejszych cenowo fryzjerow i dentystow), to nie dla jej oryginalnosci, lecz z powodu jej nizszych cen w stosunku do licznych podobnych produktow.

Na zenujaca, prowokacyjna chyba jedynie cena (10 000 zl!) wideoinstalacje Ewy Szczyrek nikt sie (miejmy nadzieje!) nie skusil i nabrac nie dal. Za to multimedialne dzielo artystki zaliczanej w poczet klasykow nowych mediow, Izabelli Gustowskiej, pt. My Europe Ministerstwo Kultury zakupilo ponoc za okragle 30 000 zl. W Galerii Starmach mozna bylo wejsc w posiadanie klasykow "powojnia" - Nowosielskiego, Balki, Abakanowicz. Kazdy z trzech rzezbiarskich obiektow ostatniej z wymienionych mial cene wyjsciowa 60 000 zl!!! Czy jest ona wynikiem swiatowej kariery artystki, ktora od kilku lat wydaje sie odcinac kupony od wczesniejszych osiagniec, czy tez checi kontynuacji dobrej poznanskiej passy od czasu, gdy stolica Wielkopolski, jako pierwsza w kraju (z wydatna pomoca "Vox Artis") ufundowala sobie powod do dumy wobec "warszawskich krawaciarzy" - duza plenerowa grupe Nierozpoznanych, ustawiona w parku Cytadela?

Latwiejsze w transporcie i przyjazniejsze domowym scianom produkty artystycznego natchnienia tworcow o nie mniej od wymienionych znaczacych nazwiskach oferowaly krakowskie galerie - Jan Fejkiel (np. znakomite drzeworyty Jerzego Panka) czy Zderzak (m.in. obrazy Jaroslawa Modzelewskiego czy Janusza Tarabuly).

Rynek sztuki wspolczesnej dopiero sie w Polsce ksztaltuje, podazajac za nieco starszym i wyrazniejszym w konturach, aczkolwiek wciaz jeszcze nie calkiem okrzeplym rynkiem antykwaryczno-aukcyjnym. Relacje cenowe zaskakuja, poznanska impreza to potwierdza, dyktat cen samodzielnie ustalonych przez artystow niebezpiecznie narusza naturalny mechanizm. Choc z drugiej strony to oczywiste, ze niewiele galerii ma szanse, checi i mozliwosci lansowania artystow nowych mediow. Jesli jednak za prace niedawnych debiutantow (ktorym udalo sie zmylic i zamieszac w glowach krytykow tak "branzowych" pism artystycznych, jak Polityka, a co za tym idzie wzbudzic wokol siebie ogolnopolski rozglos), mamy placic dwa razy wiecej niz za dzielo ktoregos z klasykow polskiej wspolczesnosci, to rachunek moze byc tylko jeden. Na taka ocene pracy owych "mlodszych, zdolniejszych" sklada sie wartosc zestawu wideo plus oplata za prad na czas ekspozycji (lub dwu barwnikow i zagruntowanego plotna) - pomnozone przez wspolczynnik prowokacji (zblizony do niewiedzy i naiwnosci widza), do jakiej jest sie w stanie posunac artysta (-tka) i powiekszone przez pierwiastek ze stopnia jego (jej) dobrego samopoczucia. Nie jestem pewien, czy zatroskani o wspoltworzenie rynku polskiej sztuki wspolczesnej profesorzy-kuratorzy wzieli to pod uwage.

Tak czy owak, Targi swym tegorocznym ksztaltem rozbudzily apetyty na bardziej profesjonalnie poukladana kolejna edycje. Zainteresowaly wielu przypadkowych widzow, odwiedzajacych przestrzen ze sztuka zaraz po zrobieniu w najblizszym sasiedztwie czysto uzytkowych zakupow. Srodowisko artystyczno-galeryjne zapewne troche podzielily, niektorym wypelnily kieszenie (lub konta bankowe), wzbudzily zazdrosc innych. Ale tez daly okazje do rozmow, spotkan, ustalen, otworzyly pole obserwacji i porownan - zapewne przydatnych wszystkim uczestnikom. By na trwale zaistnialy jako wazna impreza artystyczno-handlowa (za jakis czas miedzynarodowa?), jej organizatorzy musza wyzbyc sie narcystycznego zapraszania sie nawzajem do zabawy w handel, tworzenia lokalnego targowiska proznosci, na ktorym rektor miejscowej uczelni sasiaduje z redaktorem naczelnym lokalnego czasopisma (tez artysta, przeciez kazdy byc nim moze!). Musza uwierzyc na slowo, ze poza nimi istnieje dobra sztuka, ktora warto wystawic na sprzedaz, wreszcie musza oddac wieksze - wlasciwe! - pole zawodowym marszandom. A wowczas w poznanskich hotelach moze zaczna obowiazywac wyzsze, przynalezne powaznym imprezom targowym taryfy za noclegi.

Ceny szacunkowe podano wg informacji organizatorow Targow i wlascicieli galerii.

Reprodukcja - Artur Tanikowski

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail