ANDRZEJZWANIECKI
Nowojorska kronika kulturalna
Katastrofalna prognoza,
czekanie na Otara,
hamburgerowa groza
The Day After Tomorrow to prognoza
pogody dla paranoikow i ekologiczny cyrk katastroficzny dla
technofobow. Mamy tu snieg w New Delhi, grad wielkosci kokosow
w Tokio i tornada w Los Angeles, brakuje tylko olbrzymich
prawdziwkow demonstrowanych dumnie przez Wicherka. Wszystkie
te efekty specjalne zapowiadaja nowa epoke lodowcowa, przed
ktora bezskutecznie ostrzega kolegow po fachu i najwyzsze
wladze glowny bohater filmu, klimatolog Jack Hall (Dennis
Quaid). Te ostatnie, reprezentowane przez wiceprezydenta (Kenneth
Welsh), nie chca jednak sluchac przestrog, na co przyroda
odpowiada frontalnym atakiem. Po sniezycy Nowy Jork zalewa
gigantyczna fala, ktora wkrotce zamarza wraz z pograzonym
przez nia miastem.
Kataklizm klimatyczny owocuje seria dramatycznych
wydarzen. Np. Donald Trump zamarza w windzie miedzy pietrami
przed wyrzuceniem kolejnego adepta biznesu w programie Apprentice.
Oczywiscie, zartuje! Tak naprawde, w eleganckich restauracjach
steki zamarzaja gosciom na talerzu i nie ma sie nawet komu
poskarzyc, bo glowny kelner zamienia sie w sopel lodu. Tak
czy inaczej, syn bohatera Sam (Jake Gyllenhaal) zostaje odciety
od reszty Manhattanu w bibliotece publicznej, gdzie pali ksiazki,
aby rozgrzac siebie i swoja ukochana. Dopuszczony tymczasem
do prezydenta Jack demonstruje mu mape USA przekreslona gruba
kreska ze wschodu na zachod i powiada, ze ci na polnoc od
niej to wieczna zmarzlina, a ci na poludnie - zmarzlina potencjalna.
(Ta scena przypomniala mi dowcip, w ktorym pijak wchodzi do
restauracji i powiada: ci po prawej to rogacze, a ci po lewej
to idioci; gdy jeden z gosci oburzony protestuje, ze nie jest
rogaczem, pijak radzi mu: to przejdz pan do idiotow). Wypelniwszy
obywatelski obowiazek, bohater decyduje sie przebrnac przez
przemrozona tundre Wschodniego Wybrzeza, aby pojednac sie
z synem. Zdrowy rozsadek nie jest mocna strona ani bohatera,
ani calego utworu.
Film Rolanda Emmericha to deta propaganda
ekologiczna, ktora podsyca obawy, ze Ziemia znalazla sie na
progu znaczacej zmiany klimatycznej. I byc moze sie znalazla,
tylko ze wydarzenia filmowe nie maja nic wspolnego z ustaleniami
naukowymi; sa bredniami bedacymi rezultatem wyolbrzymienia,
przeinaczenia i z fusow wrozenia. Gdybyz przynajmniej Emmerich
i spolka stworzyli na podstawie tych balamuctw ekscytujace
widowisko. Ale nie, w Day After Tomorrow poza efektami
specjalnymi nie ma co ogladac. W scenach kataklizmow pojawia
sie od czasu do czasu przeblysk surrealistycznej fantazji,
a znajome krajobrazy i obrazy urbanistycznych symboli ubranych
w kozuch wiecznej zmarzliny sa zaskakujace. Ale te wizerunki
to tylko ornamenty na grubo ciosanej bryle filmu, w ktorym
szczatkowa, glupia i beznadziejnie stereotypowa akcja jest
produktem ubocznym.
O tym, ze Emmerich nie jest filmowym geniuszem,
tylko iluzjonista, wiadomo bylo od Dnia Niepodleglosci.
Ale tamten film mial przynajmniej Willa Smitha i jego zawadiacka
postac, ktora nie mogla sie powstrzymac przed wymierzeniem
kopniaka pokonanemu kosmicie. Day After Tomorrow nie ma nikogo ani niczego podobnego - jest swietoszkowaty,
sluszny i niemrawy. Demoniczny wiceprezydent przypominajacy
Dicka Cheneya gada nieprzyjaznie o protokole z Kioto, ale
koniunkturalna krytyka obecnej administracji pozbawiona jest
satyrycznego pazura. Jedynie scena zamykania granicy meksykanskiej
przed "nielegalniakami" z polnocy jest przewrotna i pomyslowa.
Moglaby ona stanowic punkt wyjscia do znacznie bardziej interesujacej
politycznej fantazji na temat odwrocenia sie rol potegi swiatowej
i jej sasiada. Pod warunkiem, ze nie trafilaby w rece Emmericha.
*
W Since Otar Left tytulowy Otar nigdy
sie nie pojawia; widzimy go tylko na kilku fotkach i slyszymy
z oddali jego glos w sluchawce telefonu. Ale w ciasnym tbiliskim
mieszkaniu, w ktorym rozgrywa sie wieksza czesc akcji, jego
obecnosc jest przemozna i mocno oddzialuje na relacje miedzy
trzema bohaterkami - matka Eka (Esther Gorintin), siostra
Marina (Nino Khomassouridze) i siostrzenica Ada (Dinara Droukarova).
Otar, student medycyny, wyjechal szukac szczescia do Paryza,
gdzie utrzymuje sie z pracy na czarno. Listy i telefony od
niego sa wydarzeniami, wokol ktorych skoncentrowane jest cale
zycie Eki. Idealizowany i faworyzowany przez matke Otar rzuca
cien na jej stosunki z rozgoryczona, cyniczna corka i zasiewa
ziarno niepokoju w duszy Ady, ktora czyta Ece listy Otara.
Kiedy z Paryza nadchodzi wiadomosc o smierci Otara, Marina
nie powiadamia o tym matki i namawia Ade do wspoludzialu w
rodzinnej konspiracji, majacej utrzymac Eke w przekonaniu,
ze wszystko jest po staremu.
Debiutancki film Julie Bertuccelli, francuskiej
dokumentalistki i asystentki Bertranda Taveniera, Otara Josselianiego
i Krzysztofa Kieslowskiego, jest precyzyjnie wycyzelowana
etiuda psychologiczna. W zyciu bohaterek nie ma praktycznie
mezczyzn, ktorzy zmarli, zgineli lub wyjechali; ci, ktorzy
sa w nim obecni - slabi, naiwni lub niedojrzali - nie dorastaja
do ich oczekiwan. Sa wiec niejako skazane na siebie, mimo
ze emocjonalnie maja sobie niewiele do zaoferowania.
Rezyserka obserwuje ten splot psychologiczny
w ciasnej przestrzeni tbiliskiego mieszkania i wylawia z zycia
bohaterek intymne momenty czulosci i okrucienstwa, klamstwa
i prawdy, radosci i smutku, tego ostatniego jest zreszta najwiecej.
Obraz mikrokosmosu rodzinnego tchnie prawda dzieki grze calkowicie
nieznanych aktorek. Na szczegolne uznanie zasluguje urodzona
w Polsce, a mieszkajaca w Paryzu, niemal 90-letnia Gorintin,
ktora w roli Eki tworzy niezapomniana kreacje kobiety stanowczej,
dumnej, nieco snobistycznej i slepo kochajacej.
Po czesci czechowowska, po czesci beckettowska
psychodrama rozgrywa sie na tle ponurej rzeczywistosci pokomunistycznej
Gruzji. Swiatlo gasnie i woda przestaje plynac z kranow w
najbardziej niespodziewanych chwilach, a glownym zrodlem utrzymania
bohaterek jest wyprzedaz pamiatek rodzinnych, pokatny handel
i dorywcze prace. W stosunkach miedzy kobietami jak w zwierciadle
odbijaja sie leki i frustracje spoleczenstwa przegranego i
pozbawionego perspektyw - nostalgia Eki za stalinowska stabilizacja
i porzadkiem, zawiedzione uczucia i sczezle nadzieje Mariny
oraz przemozna tesknota Ady za normalnym zyciem.
Bertuccelli nie stawia jednak kropki nad
"i", nie podsuwa zadnych recept. W tym pieknym i madrym filmie
nie ma prostych rozwiazan - za nadzieje na lepsze zycie placi
sie wysoka cene albo popada w iluzje.
*
Korporacje staly sie ulubionym chlopcem do
bicia w USA. Jesli wierzyc ksiazkom i coraz liczniejszym filmom
dokumentalnym, prywatne firmy sa odpowiedzialne za wszystko
- wojne w Iraku, przemoc w Ameryce, raka pluc, opadanie lisci,
wypadanie wlosow oraz inne kleski. Oczywiscie najlepszym sposobem
na rozwiazanie tych problemow jest skarzenie przedsiebiorstw
o miliardowe odszkodowania oraz atakowanie ich w filmach takich
jak Super Size Me. Morgan Spurlock oskarza w nim przemysl fast food o spowodowanie kleski otylosci w Stanach
Zjednoczonych. W jego filmie dowod na "zbrodnie" McDonald'sa
i tym podobnych jest nie do obalenia - filmowiec przeprowadza
eksperyment na samym sobie, ograniczajac sie przez miesiac
do jedzenia wylacznie w restauracjach wspomnianej sieci. Badania
przeprowadzone na poczatku wykazuja, ze jest on w pelni zdrowym
mezczyzna w kwiecie wieku i szczycie fizycznej potencji. W
miare jak filmowiec napycha sie swinstwem z McDonald'sa, kamera
obserwuje jego postepujaca degradacje fizyczna i mentalna.
Te sceny wywoluja na przemian groze, smiech i obrzydzenie.
Samoobserwacja filmowca przerywana jest wywiadami z przypadkowymi
ludzmi oraz anonimowymi grubasami, rozmowami z dietetykami
i probami - najczesciej nieudanymi - uzyskania wypowiedzi
od rzecznikow firmy McDonald's.
Super Size Me jest rzecza z pogranicza
ekshibicjonizmu, oswiaty, propagandy i glupoty (ciekawe czy
Spurlock zaaranzowalby wypadek samochodowy z wlasnym udzialem,
gdyby atakowal przemysl samochodowy za produkowanie niebezpiecznych
aut). Jego argumentacja wynika z popularnego dzis podejscia,
zgodnie z ktorym to nie jednostki, lecz inni - korporacje,
mamusia i tatus, szkola, spoleczenstwo - sa odpowiedzialni
za ich osobiste kleski bedace skutkiem - jakby sie wydawalo
- dokonywanych przez nie same wyborow. Tak wiec wedlug filmu
i jego autora winny plagi otylosci i zwiazanych z nia chorob
jest przemysl fast food, ktory podsuwa ludziom hamburgery,
frytki itp. W menu intelektualnym filmu ten argument pojawia
sie w roznych wydaniach i roznych sosach, w tym m.in. w zabawnych
kreskowkach, ale nie ma w nim miejsca na watpliwosci typu
czy fast food jest jedyna przyczyna otylosci w Ameryce
oraz np. pytania, jak status ekonomiczny i spoleczny konsumentow
wplywa na sposob ich odzywiania sie.
Najbardziej interesujacej obserwacji filmowiec
dokonuje w szkole, w ktorej dzieci pod przyzwalajaca kuratela
wladz oswiatowych przyzwyczajane sa do jedzenia swinstwa.
Ale ten trop malo interesuje Spurlocka, bo moze prowadzic
do wniosku, ze korporacje nie sa jedynymi winnymi.
Niektore recenzje podkreslaja oswiatowa wartosc Super Size Me. Uwazam, ze jest ona znikoma. Po pierwsze,
w filmie nie ma niczego nowego, czego nie wiedzielibysmy z
gazet i ksiazek. Po drugie, ludzie, ktorym obejrzenie tego
filmu mogloby przyniesc najwieksza korzysc, nigdy go nie obejrza,
poniewaz ich ulubiona strawa duchowa jest telewizja, a nie
kino, szczegolnie dokumentalne. Po trzecie wreszcie, skutek
niektorych argumentow Spurlocka moze byc odwrotny od zamierzonego.
Na przyklad dziewczyna filmowca, wegetarianka zreszta, skarzy
sie na jego zachowanie w lozku, bedace rezultatem hamburgerowej
diety. "On chce tylko na jezdzca!", mowi ze smutkiem. O, jesli
tak, to ja tez poprosze podwojnego Big Maca.
|