PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski 18 czerwca 2004


ANDRZEJZWANIECKI

Nowojorska kronika kulturalna

Katastrofalna prognoza,
czekanie na Otara,
hamburgerowa groza

The Day After Tomorrow to prognoza pogody dla paranoikow i ekologiczny cyrk katastroficzny dla technofobow. Mamy tu snieg w New Delhi, grad wielkosci kokosow w Tokio i tornada w Los Angeles, brakuje tylko olbrzymich prawdziwkow demonstrowanych dumnie przez Wicherka. Wszystkie te efekty specjalne zapowiadaja nowa epoke lodowcowa, przed ktora bezskutecznie ostrzega kolegow po fachu i najwyzsze wladze glowny bohater filmu, klimatolog Jack Hall (Dennis Quaid). Te ostatnie, reprezentowane przez wiceprezydenta (Kenneth Welsh), nie chca jednak sluchac przestrog, na co przyroda odpowiada frontalnym atakiem. Po sniezycy Nowy Jork zalewa gigantyczna fala, ktora wkrotce zamarza wraz z pograzonym przez nia miastem.

Kataklizm klimatyczny owocuje seria dramatycznych wydarzen. Np. Donald Trump zamarza w windzie miedzy pietrami przed wyrzuceniem kolejnego adepta biznesu w programie Apprentice. Oczywiscie, zartuje! Tak naprawde, w eleganckich restauracjach steki zamarzaja gosciom na talerzu i nie ma sie nawet komu poskarzyc, bo glowny kelner zamienia sie w sopel lodu. Tak czy inaczej, syn bohatera Sam (Jake Gyllenhaal) zostaje odciety od reszty Manhattanu w bibliotece publicznej, gdzie pali ksiazki, aby rozgrzac siebie i swoja ukochana. Dopuszczony tymczasem do prezydenta Jack demonstruje mu mape USA przekreslona gruba kreska ze wschodu na zachod i powiada, ze ci na polnoc od niej to wieczna zmarzlina, a ci na poludnie - zmarzlina potencjalna. (Ta scena przypomniala mi dowcip, w ktorym pijak wchodzi do restauracji i powiada: ci po prawej to rogacze, a ci po lewej to idioci; gdy jeden z gosci oburzony protestuje, ze nie jest rogaczem, pijak radzi mu: to przejdz pan do idiotow). Wypelniwszy obywatelski obowiazek, bohater decyduje sie przebrnac przez przemrozona tundre Wschodniego Wybrzeza, aby pojednac sie z synem. Zdrowy rozsadek nie jest mocna strona ani bohatera, ani calego utworu.

Film Rolanda Emmericha to deta propaganda ekologiczna, ktora podsyca obawy, ze Ziemia znalazla sie na progu znaczacej zmiany klimatycznej. I byc moze sie znalazla, tylko ze wydarzenia filmowe nie maja nic wspolnego z ustaleniami naukowymi; sa bredniami bedacymi rezultatem wyolbrzymienia, przeinaczenia i z fusow wrozenia. Gdybyz przynajmniej Emmerich i spolka stworzyli na podstawie tych balamuctw ekscytujace widowisko. Ale nie, w Day After Tomorrow poza efektami specjalnymi nie ma co ogladac. W scenach kataklizmow pojawia sie od czasu do czasu przeblysk surrealistycznej fantazji, a znajome krajobrazy i obrazy urbanistycznych symboli ubranych w kozuch wiecznej zmarzliny sa zaskakujace. Ale te wizerunki to tylko ornamenty na grubo ciosanej bryle filmu, w ktorym szczatkowa, glupia i beznadziejnie stereotypowa akcja jest produktem ubocznym.

O tym, ze Emmerich nie jest filmowym geniuszem, tylko iluzjonista, wiadomo bylo od Dnia Niepodleglosci. Ale tamten film mial przynajmniej Willa Smitha i jego zawadiacka postac, ktora nie mogla sie powstrzymac przed wymierzeniem kopniaka pokonanemu kosmicie. Day After Tomorrow nie ma nikogo ani niczego podobnego - jest swietoszkowaty, sluszny i niemrawy. Demoniczny wiceprezydent przypominajacy Dicka Cheneya gada nieprzyjaznie o protokole z Kioto, ale koniunkturalna krytyka obecnej administracji pozbawiona jest satyrycznego pazura. Jedynie scena zamykania granicy meksykanskiej przed "nielegalniakami" z polnocy jest przewrotna i pomyslowa. Moglaby ona stanowic punkt wyjscia do znacznie bardziej interesujacej politycznej fantazji na temat odwrocenia sie rol potegi swiatowej i jej sasiada. Pod warunkiem, ze nie trafilaby w rece Emmericha.

*

W Since Otar Left tytulowy Otar nigdy sie nie pojawia; widzimy go tylko na kilku fotkach i slyszymy z oddali jego glos w sluchawce telefonu. Ale w ciasnym tbiliskim mieszkaniu, w ktorym rozgrywa sie wieksza czesc akcji, jego obecnosc jest przemozna i mocno oddzialuje na relacje miedzy trzema bohaterkami - matka Eka (Esther Gorintin), siostra Marina (Nino Khomassouridze) i siostrzenica Ada (Dinara Droukarova). Otar, student medycyny, wyjechal szukac szczescia do Paryza, gdzie utrzymuje sie z pracy na czarno. Listy i telefony od niego sa wydarzeniami, wokol ktorych skoncentrowane jest cale zycie Eki. Idealizowany i faworyzowany przez matke Otar rzuca cien na jej stosunki z rozgoryczona, cyniczna corka i zasiewa ziarno niepokoju w duszy Ady, ktora czyta Ece listy Otara. Kiedy z Paryza nadchodzi wiadomosc o smierci Otara, Marina nie powiadamia o tym matki i namawia Ade do wspoludzialu w rodzinnej konspiracji, majacej utrzymac Eke w przekonaniu, ze wszystko jest po staremu.

Debiutancki film Julie Bertuccelli, francuskiej dokumentalistki i asystentki Bertranda Taveniera, Otara Josselianiego i Krzysztofa Kieslowskiego, jest precyzyjnie wycyzelowana etiuda psychologiczna. W zyciu bohaterek nie ma praktycznie mezczyzn, ktorzy zmarli, zgineli lub wyjechali; ci, ktorzy sa w nim obecni - slabi, naiwni lub niedojrzali - nie dorastaja do ich oczekiwan. Sa wiec niejako skazane na siebie, mimo ze emocjonalnie maja sobie niewiele do zaoferowania.

Rezyserka obserwuje ten splot psychologiczny w ciasnej przestrzeni tbiliskiego mieszkania i wylawia z zycia bohaterek intymne momenty czulosci i okrucienstwa, klamstwa i prawdy, radosci i smutku, tego ostatniego jest zreszta najwiecej. Obraz mikrokosmosu rodzinnego tchnie prawda dzieki grze calkowicie nieznanych aktorek. Na szczegolne uznanie zasluguje urodzona w Polsce, a mieszkajaca w Paryzu, niemal 90-letnia Gorintin, ktora w roli Eki tworzy niezapomniana kreacje kobiety stanowczej, dumnej, nieco snobistycznej i slepo kochajacej.

Po czesci czechowowska, po czesci beckettowska psychodrama rozgrywa sie na tle ponurej rzeczywistosci pokomunistycznej Gruzji. Swiatlo gasnie i woda przestaje plynac z kranow w najbardziej niespodziewanych chwilach, a glownym zrodlem utrzymania bohaterek jest wyprzedaz pamiatek rodzinnych, pokatny handel i dorywcze prace. W stosunkach miedzy kobietami jak w zwierciadle odbijaja sie leki i frustracje spoleczenstwa przegranego i pozbawionego perspektyw - nostalgia Eki za stalinowska stabilizacja i porzadkiem, zawiedzione uczucia i sczezle nadzieje Mariny oraz przemozna tesknota Ady za normalnym zyciem.

Bertuccelli nie stawia jednak kropki nad "i", nie podsuwa zadnych recept. W tym pieknym i madrym filmie nie ma prostych rozwiazan - za nadzieje na lepsze zycie placi sie wysoka cene albo popada w iluzje.

*

Korporacje staly sie ulubionym chlopcem do bicia w USA. Jesli wierzyc ksiazkom i coraz liczniejszym filmom dokumentalnym, prywatne firmy sa odpowiedzialne za wszystko - wojne w Iraku, przemoc w Ameryce, raka pluc, opadanie lisci, wypadanie wlosow oraz inne kleski. Oczywiscie najlepszym sposobem na rozwiazanie tych problemow jest skarzenie przedsiebiorstw o miliardowe odszkodowania oraz atakowanie ich w filmach takich jak Super Size Me. Morgan Spurlock oskarza w nim przemysl fast food o spowodowanie kleski otylosci w Stanach Zjednoczonych. W jego filmie dowod na "zbrodnie" McDonald'sa i tym podobnych jest nie do obalenia - filmowiec przeprowadza eksperyment na samym sobie, ograniczajac sie przez miesiac do jedzenia wylacznie w restauracjach wspomnianej sieci. Badania przeprowadzone na poczatku wykazuja, ze jest on w pelni zdrowym mezczyzna w kwiecie wieku i szczycie fizycznej potencji. W miare jak filmowiec napycha sie swinstwem z McDonald'sa, kamera obserwuje jego postepujaca degradacje fizyczna i mentalna. Te sceny wywoluja na przemian groze, smiech i obrzydzenie. Samoobserwacja filmowca przerywana jest wywiadami z przypadkowymi ludzmi oraz anonimowymi grubasami, rozmowami z dietetykami i probami - najczesciej nieudanymi - uzyskania wypowiedzi od rzecznikow firmy McDonald's.

Super Size Me jest rzecza z pogranicza ekshibicjonizmu, oswiaty, propagandy i glupoty (ciekawe czy Spurlock zaaranzowalby wypadek samochodowy z wlasnym udzialem, gdyby atakowal przemysl samochodowy za produkowanie niebezpiecznych aut). Jego argumentacja wynika z popularnego dzis podejscia, zgodnie z ktorym to nie jednostki, lecz inni - korporacje, mamusia i tatus, szkola, spoleczenstwo - sa odpowiedzialni za ich osobiste kleski bedace skutkiem - jakby sie wydawalo - dokonywanych przez nie same wyborow. Tak wiec wedlug filmu i jego autora winny plagi otylosci i zwiazanych z nia chorob jest przemysl fast food, ktory podsuwa ludziom hamburgery, frytki itp. W menu intelektualnym filmu ten argument pojawia sie w roznych wydaniach i roznych sosach, w tym m.in. w zabawnych kreskowkach, ale nie ma w nim miejsca na watpliwosci typu czy fast food jest jedyna przyczyna otylosci w Ameryce oraz np. pytania, jak status ekonomiczny i spoleczny konsumentow wplywa na sposob ich odzywiania sie.

Najbardziej interesujacej obserwacji filmowiec dokonuje w szkole, w ktorej dzieci pod przyzwalajaca kuratela wladz oswiatowych przyzwyczajane sa do jedzenia swinstwa. Ale ten trop malo interesuje Spurlocka, bo moze prowadzic do wniosku, ze korporacje nie sa jedynymi winnymi.

Niektore recenzje podkreslaja oswiatowa wartosc Super Size Me. Uwazam, ze jest ona znikoma. Po pierwsze, w filmie nie ma niczego nowego, czego nie wiedzielibysmy z gazet i ksiazek. Po drugie, ludzie, ktorym obejrzenie tego filmu mogloby przyniesc najwieksza korzysc, nigdy go nie obejrza, poniewaz ich ulubiona strawa duchowa jest telewizja, a nie kino, szczegolnie dokumentalne. Po trzecie wreszcie, skutek niektorych argumentow Spurlocka moze byc odwrotny od zamierzonego. Na przyklad dziewczyna filmowca, wegetarianka zreszta, skarzy sie na jego zachowanie w lozku, bedace rezultatem hamburgerowej diety. "On chce tylko na jezdzca!", mowi ze smutkiem. O, jesli tak, to ja tez poprosze podwojnego Big Maca.

 

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail