ANDRZEJ KORASZEWSKI
Po wyborach do Parlamentu Europejskiego
O nas bez nas
Od
szesciu tygodni Polska jest w Unii Europejskiej, wiec jako
swiezo upieczeni unici mielismy prawo uczestniczyc w wyborach
do europejskiego parlamentu. W dniu wyborow poszedlem do szkoly,
ktora w naszym miasteczku tradycyjnie pelni funkcje lokalu
wyborczego. Musialo sporo czasu uplynac od wizyty poprzedniego
wyborcy, gdyz komisja powitala mnie z nieklamana radoscia.
W calym kraju frekwencja w tych wyborach
wyniosla nieco ponad 20 procent, a w miasteczkach takich jak
moje spadala czesto ponizej dziesieciu procent uprawnionych
do glosowania. Zdaniem prezydenta Kwasniewskiego jest to dowod,
ze "Polacy zbyt malo angazuja sie w zycie publiczne i nie
uczestnicza w wydarzeniach, na ktore maja wplyw...". Podejrzewam,
ze prezydent wyciagnal poprawny wniosek z blednej przeslanki.
W dzienniku telewizyjnym socjolog Lena Kolarska-Bobinska stwierdzila,
ze "Polacy calkowicie stracili zaufanie do politykow". Przedstawiciel
jednej z partii powiedzial, ze dla wielu ludzi te wybory byly
calkowita abstrakcja. Podejrzewam, ze ta ostatnia opinia jest
najblizsza prawdy.
Wiekszosc wyborcow nie ma pojecia, o czym
wlasciwie Parlament Europejski decyduje, jakie stanowi prawa
i dlaczego jest wazny. Prasa dostarczala rzetelnych informacji
na temat wysokosci wynagrodzen poslow do tego ciala, natomiast
prezentacja jego dokonan nastreczala dziennikarzom sporych
trudnosci. Nawet specjalisci przyznaja, ze dotychczas wszystkie
wazne decyzje w Unii Europejskiej podejmowala Komisja Europejska,
a parlament pelnil funkcje dekoracyjna. Nic dziwnego, ze rowniez
w starych krajach Unii Europejskiej wybory do tego parlamentu
budza ograniczony entuzjazm.
Te wybory do Parlamentu Europejskiego sa
szczegolne, gdyz wlasnie on ma uchwalic konstytucje. Problem
w tym, ze w krajowych mediach dyskutuje sie glownie o tym,
czy owa konstytucja ma byc z Bogiem, czy bez Boga i jak silny
ma byc glos Polski. Do dyskusji o samej konstytucji wiekszosc
zabierajacych glos jest calkowicie nieprzygotowana, zas dla
wiekszosci wyborcow ten zasadniczy przeciez dla naszej przyszlosci
problem wydaje sie byc nieistotny.
Latwo sobie wyobrazic, ze bombardowanie informacjami
o tym, ile zarobi moj wybraniec, przy skromnej informacji
o tym, co wlasciwie ma robic, nie sklania do udzialu w wyborach.
Ostatecznie jednak wzielo w nich udzial ponad 6 milionow mieszkancow
Polski. Glosujac nabylismy pelne prawo do leku, ze nasi wybrancy
beda nie tylko pobierac poselskie diety, ale rowniez zabierac
glos.
Polska reprezentacja w Parlamencie Europejskim
bedzie dosc osobliwa. Nasz kraj bedzie reprezentowany przez
54 poslow z osmiu partii politycznych. Bardziej wierzylbym
w sens tych wyborow, gdyby to bylo osmiu poslow z dwoch partii
politycznych.
Najwiecej glosow zdobyla Platforma Obywatelska.
(W tym miejscu nalezy stwierdzic, ze interpretacja zachowan
wyborczych w tego rodzaju wyborach przypomina starozytne odczytywanie
wrozb z wnetrznosci ptakow i przystepujac do takich prob nie
nalezy traktowac sie powaznie). 24 procent tych, ktorzy poszli
do urn, oddalo swoje glosy na partie utworzona glownie z uciekinierow
z bylej Akcji Wyborczej Solidarnosc oraz z Unii Wolnosci.
Klopot z ta partia polega na tym, ze jej program wydaje sie
sprowadzac do gotowosci utworzenia kolejnego rzadu. W kontekscie
wyborow do Parlamentu Europejskiego pamietamy, ze jeden z
przywodcow tej partii chcial umierac za Nicee, ale tego nie
zrobil. Jest wiec powod, aby sie obawiac, co tez w moim imieniu
beda mowic poslowie tej partii. To jednak jest dopiero poczatek.
Na drugim miejscu, z dziesiecioma mandatami, znalazla sie
Liga Polskich Rodzin, czyli partia, ktora byla zdecydowanie
przeciwna integracji Polski z Unia Europejska. Oczywiscie
poslowie LPR maja pelne prawo do demokratycznego reprezentowania
licznych rzesz eurosceptykow, a jednak, smutno mi, Boze. Kolejne
polskie kolka poselskie w PE to siedmioosobowe przedstawicielstwo
Prawa i Sprawiedliwosci i szescioosobowe poselstwo Samoobrony.
Rowniez te dwa zespoly sa eurosceptyczne, PiS umiarkowanie,
Samoobrona radykalnie. Obawiam sie, ze glos poselstwa Samoobrony
moze byc czesto medialna atrakcja dla swiatowej prasy, chociaz
pewnie czesciej bedzie sie pisac o polskich bojach o preambule
niz o harcach lepperowcow.
Rzadzaca dzis w Polsce koalicja bedzie reprezentowana
tylko przez pieciu poslow, zas potezna niegdys Unia Wolnosci
- czterech - i tocza sie zazarte spory, czy jest to kleska,
czy wielkie zwyciestwo.
Oddalem glos na kandydata Unii Wolnosci nie
dlatego, zebym byl sympatykiem tej partii, ale dlatego ze
wsrod proponowanych w moim okregu wyborczym kandydatow byl
jedynym, ktory z racji swego wyksztalcenia wie, czym jest
prawo i jak sie je stanowi. Poniewaz wszyscy pozostali kandydaci
obiecywali, ze beda w Strasburgu straznikami moich interesow,
wiec wiedzac, ze stoje na straconej pozycji, oddalem glos
na prawnika.
Czy rozklad glosow w tych wyborach pozwala
przewidywac mozliwe zachowania wyborcze w zblizajacych sie
wyborach do Sejmu? Nie odwazylbym sie na takie przewidywania,
gdyz cala historia badan i analiz zachowan wyborczych sklania
w tym przypadku do ostroznosci. Krajowe media sa jednak pelne
niczym nieuzasadnionych wnioskow i przewidywan, w ktorych
z jednej strony uderza nadmierna wiara dziennikarzy w wiedze
socjologow, a z drugiej stala maniera polskich komentatorow
zycia publicznego, wyglaszajacych stwierdzenia o Polakach
jako grupie obserwowanej z zewnatrz. Komentatorzy chca zapewne
w ten sposob podkreslic, ze sa tylko obiektywnymi, zewnetrznymi
obserwatorami. Jest to oczywiste naduzycie, ktore przybiera
forme groteski, kiedy tego samego jezyka uzywa rowniez prezydent
panstwa, mowiac, ze "Polacy zbyt malo sie angazuja", tak jakby
on sam znajdowal sie w innej kategorii.
Oczywiscie, jesli idzie o meritum sprawy,
prezydent Kwasniewski ma racje: poziom zaangazowania i uczestnictwa
w procedurach demokratycznych jest w naszym spoleczenstwie
bardzo niski. Tu, bez obawy popelnienia bledu, mozna powiedziec,
ze znaczna czesc spoleczenstwa jest gleboko przekonana, iz
demokratycznie wybrani przez nas reprezentanci polityczni
decyduja o nas bez nas. Ten stan rzeczy jest, moim zdaniem,
spowodowany fatalnym startem polskiej demokracji, zla ordynacja
wyborcza, ktora faworyzowala rozdrobnienie areny politycznej,
a w dalszej konsekwencji handel stanowiskami publicznymi i
brak jakiejkolwiek odpowiedzialnosci politykow przed wyborcami.
Za ten zly start polskiej demokracji odpowiedzialni sa wszyscy,
ale w najwiekszym stopniu politycy Unii Wolnosci, ktorzy mimo
dobrze im znanej tradycji polskiej anarchii, mimo klopotow
z sejmokracja w okresie miedzywojennym, odmowili nawet dyskusji
o mechanizmach utrudniajacych odradzanie sie tej tradycji.
Jesli dzis, po pietnastu latach od upadku
komunizmu, znaczna czesc spoleczenstwa polskiego jest gleboko
przekonana, ze demokratycznie wybrani reprezentanci decyduja
o nas bez nas i jesli wlasnie te postawy ujawnily sie ze szczegolna
moca w wyborach do Parlamentu Europejskiego, to jest to najwyzszy
czas do rozpoczecia dyskusji nie o tym, jacy sa Polacy, ale
wlasnie o mechanizmach demokracji i sposobach powiazania samych
wyborow z wplywem wyborcow na to, co mowia i co robia wybrani
przez nich reprezentanci.
Jakkolwiek by na to wszystko patrzec, wybory
do Parlamentu Europejskiego sa tu mniej wazne niz zblizajace
sie wybory do Sejmu. W Polsce coraz wiecej ludzi przeraza
perspektywa tych wyborow. Coraz czesciej slyszy sie opinie,
ze obecny Sejm jest straszny, a kolejny moze byc tylko znacznie
gorszy.
W niedziele, wracajac do domu po oddaniu
glosu w pustym lokalu wyborczym, na kandydata bez szans, spotkalem
znajomego, ktory stwierdzil, ze w wyborach do Sejmu tez nie
zamierza brac udzialu, ze moze co najwyzej zafundowac wycieraczke
z napisem: Oh, no, not you again!
Dobrzyn nad Wisla, 15 czerwca 2004 r.
|