Marek Kusiba
Zabka przez Atlantyk
Ciagi dalsze i blizsze
W sobote, piatego czerwca okolo czwartej po poludniu zaczalem w pelni doceniac swoja sytuacje wybranca losu: znajdowalem sie oto w towarzystwie czterech uroczych pan nad wodospadami Niagary, i to po tej lepszej, ciekawszej i bogatszej nie tylko widokowo stronie amerykanskiej (strone kanadyjska doszczetnie zeszpecily amerykanskie hotele). Pamietam te godzine dokladnie, gdyz spogladalem czesto na zegarek; musialem wrocic przed szosta do Toronto, ale ruszyc mi z kopyta znad tej najwiekszej podkowy swiata nie bylo latwo. Z filmoznawca Maria K. prowadzilismy na przyklad dyspute o herosach filmu amerykanskiego. Maria K. mowila o Gregorym Pecku, ja bakalem cos o Clincie Eastwoodzie, jako przykladach odchodzacych w niepamiec czasow prawdziwych mezczyzn, broniacych pieknych kobiet, chocby i upadlych, i pieknych wartosci, takich jak honor czy sprawiedliwosc - tez upadajacych. Ci mezczyzni i te pojecia, z ktorymi mozna ich bylo identyfikowac, chocby na ekranie, wychodza dzis z uzycia i z zycia.
W drodze do Toronto dowiedzialem sie, ze tego popoludnia zmarl Ronald Reagan. Po raz kolejny przekonalem sie, ze przypadek jest pojeciem przypadkowym. Jako zaprzysiezony determinista nadal rozpracowuje znaczenie turkusowej bluzki J.K. oraz opowiesci o dalekich podrozach jej siostry M.S. Natomiast jestem absolutnie pewien, ze rozmowa z Maria K., prowadzona nad huczacym wodospadem, prowadzila nas waska kladka ku oczywistym zwiazkom sztuki i polityki. Raczej predzej niz pozniej dobrnelibysmy do meskiego i szarmanckiego amerykanskiego prezydenta, malowanego w stroju kowboja na plakatach w Polsce stanu wojennego.
Pietrza sie na moich polkach, biurku i podlodze ksiazki z czasow, gdy ten usmiechniety kowboj byl czesto wyzywany na pojedynek. Gdy wylewano mu na kapelusz Niagary zjadliwosci, dziurawiono jego gwiazde szeryfa seriami z propagandowego kalasznikowa. Mam ksiazki i pisma pozakladane na stronach, gdzie Ronnie jest przedmiotem szyderczej ironii i wystepuje jako "bezwzgledny kowboj", "marny aktor i jeszcze gorszy prezydent", "nieudana kopia Kennedy'ego", "konsekwentny antykomunista" o "zjadliwie antyradzieckiej postawie", sniacy o "zmiazdzeniu zdobyczy rewolucji", zaprzedany idei "wojny ekonomicznej" z Ukladem Warszawskim. Sa to swiadectwa przerazenia, jakie budzil w Warszawie i Moskwie ten najbardziej antykomunistyczny prezydent w historii Ameryki. Ale nie bede ich cytowal, podawal nazwisk i tytulow. Nie zasluguja na przypominanie, na zestawianie - na przyklad z jego wypowiedzia skierowana do studentow Notre Dame University w maju 1981 r., gdy powiedzial, ze "Zachod nie zapanuje nad komunizmem, lecz go przewyzszy. Nie bedziemy sie starac go demaskowac, lecz przejdziemy nad nim do porzadku dziennego (...)".
Ja tez nie bede sie staral demaskowac tych, ktorzy podejmowali "polemiki" z tymi tezami, lecz przejde nad nimi do porzadku dziennego. Dawanie dzis swiadectwa tamtym swiadectwom skundlenia psu na buty sie zdaje. Uswiadomily mi to wody Niagary, powodujace zrazu szum i zamet, loskot i przerazenie, po ktorych zostaje kozuch brudnej piany, splywajacy spokojnie ku jezioru Ontario. Poza tym moje felietonowe Zabki zaczely byc "pozerane przez Ameryke", czyli eseistyke. Do pozeranych przez Ameryke autorow z Polski bede wracal w osobnych tekstach, ale zawieszam niniejszym produkcje serialu. Ciagi dalsze nastapia w blizej nieokreslonej przyszlosci.
W blizej nieokreslonej przyszlosci miala procentowac "doktryna Reagana", czyli wspieranie ruchow antykomunistycznych na calym swiecie. Po dwoch prezydenckich kadencjach autora doktryny i dwoch nastepnych latach komunizmu juz nie bylo. Zniknal z mapy Europy w duzej mierze dlatego, ze Ronald Reagan uwazal go za "monstrualna aberracje", a marksizm-leninizm nadawal sie w jego ocenie tylko "na smietnik historii". To bylo tak proste, ze az nie do uwierzenia. Pamietam, z jaka satysfakcja sluchalismy w Wolnej Europie fragmentow przemowienia Reagana na temat "imperium zla", w ktorym komunizm nazywal "kolejnym smutnym, dziwacznym rozdzialem historii ludzkosci, ktorej ostatnie stronice pisza sie teraz". Byl rok 1983 i trudno nam bylo w Polsce stanu tuzpowojennego brac powaznie te slowa. A jednak on mial racje.
Czlowieka, ktory przyczynil sie do upadku komunizmu, wspominaja dzis ci sami, ktorzy komunizmu przed nim bronili. Gazeta Wyborcza przytacza wypowiedzi m.in. generala Jaruzelskiego i marszalka Pastusiaka - ulubionego bohatera tego cyklu, ktoremu dzis po raz ostatni udzielam glosu. General Jaruzelski jest przynajmniej uczciwy w intencjach: "Zaluje, ze zmarl czlowiek i polityk, ktory mial olbrzymi wplyw na losy swiata. Nie chce oceniac jego polityki; wiadomo, jakie byly relacje". Pastusiak robi unik: "Prezydentura zmarlego Ronalda Reagana byla bardzo dobra dla Ameryki. Reagan przywrocil rownowage amerykanskiej gospodarce i wzmocnil pozycje Stanow Zjednoczonych na arenie miedzynarodowej".
Mysle, ze Gazeta Wyborcza zbyt wybiorczo potraktowala te wypowiedz. Przeciez senator wolnej Polski nie mogl nie zauwazyc zaslug prezydenta Reagana dla Polski i swiata. A moze senator nie chcial mowic o oczywistosciach, nad ktorymi rozwodzil sie Tadeusz Mazowiecki? Pierwszy premier III RP powiedzial, ze "stanowczosc Reagana wobec komunizmu i Zwiazku Radzieckiego na pewno byla jednym z istotnych elementow, ktore spowodowaly tak wielkie zmiany w swiecie". Dla Bronislawa Geremka zmarly prezydent byl "jednym z wielkich architektow przemiany swiata". W jego opinii Ronald Reagan jest - obok Jana Pawla II - tym czlowiekiem, ktoremu winni jestesmy "najwieksza wdziecznosc" za doprowadzenie do konca zimnej wojny i upadek sowieckiego imperium. Zakonczenie zimnej wojny, a tym samym koniec ZSRR, znalazlo uznanie nawet u Michaila Gorbaczowa. Wyznal: "Przezylem smierc Reagana bardzo gleboko". I trudno temu wyznaniu nie dac wiary.
Szczesliwi czasu nie licza, zwlaszcza w towarzystwie prawdziwych dam, wyjetych jakby z innego czasu. Ronald Reagan tez byl przedstawicielem czasow i prezydentow prawdziwych, niewykreowanych na potrzeby takiego czy innego lobby. Gdy po jego osmioletniej prezydenturze upadl komunizm, pisano i mowiono o szczesliwym przypadku, o zbiegu okolicznosci. Nie wszystkim prezydentom, bedacym przy okazji mezczyznami z krwi i kosci, zdarzaja sie takie "szczesliwe przypadki". Podobnie jak nie wszystkim mezczyznom, niebedacym przez niedopatrzenie losu prezydentami, udaje sie przezywac podobne wzruszenia w otoczeniu az czterech uroczych pan. W sobote, piatego czerwca, po amerykanskiej stronie wodospadu Niagara poczulem sie wybrancem losu. Niestety, ciagu dalszego nie bedzie: panie wrocily do siebie, ja do siebie, a Zabka wraca w biezace, spienione nurty polskiego zycia umyslowego.
|
|