Marek Kusiba
Zabka przez Atlantyk
Niesmiertelni nie umieraja
Wojciech Karpinski nie byl jasnowidzem, a jednak przed 23 laty przewidzial w Amerykanskich cieniach, ze ponure cienie komunizmu wychyna z pieczar i podziemia, przyobleczone w swiezo skrojone mundurki demokratow, obroncow wolnosci. Pisal: "Wciaz wysokie miejsca w publicznej hierarchii zajmuja ludzie, ktorych podstawowa kwalifikacja jest wierne wykonywanie politycznej, ekonomicznej, duchowej urawnilowki. Ci ludzie beda bronic uprzywilejowanych pozycji. Bronic ich bedzie takze skomplikowany mechanizm zagluszania kultury i zycia, dzialajacy od wielu lat, trudny do zatrzymania".
Mechanizmu tego nie zatrzymala demokracja. Wystarczy otworzyc polskie gazety. Nic sie nie zmienilo, wciaz wysokie miejsca w publicznej hierarchii zajmuja ludzie, ktorych podstawowa kwalifikacja bylo wierne wykonywanie urawnilowki. Ci sami, co przed laty, tocza te same boje, pod nieco innymi tylko sztandarami. Ich zalgane ksiazki nadal znajduja sie w czytelniczym obiegu - i w Polsce, i poza nia. Te agitki - bo ksiazki to za duzo powiedziane - wysmiewaja sie dzis z nowych pokolen czytelnikow, jak przed 23 laty wysmiewaly sie z Karpinskiego "na dlugich polkach yale'owskiej biblioteki: ´Widzisz, dotarlysmy tu przed toba. Zostaniemy po twoim wyjezdzie z tego kontynentu i z tego swiata. Bylysmy, jestesmy, bedziemy. Zostaniemy tutaj, gdzie tak ci sie podoba. Nie swiadectwo zaklamania, lecz naszej prawdy. Uparcie bedziemy czekac, az ktos wezmie nas w rece. Nie przekonamy go calkowicie? Wystarczy, ze wejdziemy do jego umyslu, zajmiemy mu czas. To nasz triumf. Jestesmy. Nie denerwuj sie, nic nie pomoze. Bedziemy. Banalna prawda? Wiesz, ze zlo bywa banalne. Bedziemyª. Na szczescie triumf obecnie zachwiany. Czy godzina prawdy potrwa dlugo?" - zapytywal.
Godzina prawdy skonczyla sie w niespelna miesiac po napisaniu przez Karpinskiego tych slow. Zapanowal stan wojenny: "Terrorysci opanowali kraj, schwytali zakladnikow, zadaja spelnienia warunkow. Szantazuja teraz Polske i swiat: jezeli nie zaakceptujecie naszej przemocy, bedziemy gorsi". Karpinski pisal te zdania w czasach, gdy terrorysci brali jeszcze zakladnikow, negocjowali warunki. Mial tez poczucie, ze pociag, ktorym jechal do Nowego Jorku, jedzie pol globu dalej i "unosi moja ojczyzne, moich bliskich, moja przeszlosc, moja sytuacje i przeciez mnie ku stepom Euroazji, gdzie pod carskim panowaniem czas zamiera i ginie nadzieja, gdzie rzadzi klamstwo, cenzura, donos, knut (...)".
Niedlugo po napisaniu tych zdan samoloty unosily w strone Ameryki kolejna fale emigrantow, wrocili do niej takze jej demaskatorzy - reporterzy i "amerykanisci" na delegacji, pisac kolejne donosy na amerykanska rzeczywistosc. Moment byl dla nich wyborny: stan wojenny wyeliminowal piora kalibru Wojciecha Karpinskiego, przywrocil monopol na prawde i pierwszenstwo w wydawnictwach piorom pokroju Krzysztofa J. Karpinskiego, ktory bezlitosnie demaskowal pokretna polityke ekipy Cartera i Brzezinskiego wobec ZSRR - razem z kolegami z Instytutu Badan Wspolczesnych Problemow Kapitalizmu, pod naukowym przewodem Longina Pastusiaka, gdzie dzisiejszy senator wolnej RP pelnil w latach 1976-82 funkcje zastepcy dyrektora. Trwalo zmasowane, bezlitosne obnazanie ohydy burzuazyjnej Ameryki w setkach prac naukowych i dziesiatkach ksiazek - w skali roku. Byly to bowiem czasy wyjatkowo pracowitych ludzi, ktore bezpowrotnie minely wraz z nastaniem leniwej wolnosci.
W jednym tylko 1972 r. wydano w PRL 40 ksiazek o Ameryce. Byly to bowiem lata otwarcia na Zachod, zblizenia i odprezenia. Obok trylogii Melchiora Wankowicza W slady Kolumba i reportazu Malgorzaty Szejnert Borowiki przy ternpajku, do ksiegarn trafily wiec takze tytuly takie, jak: Bazy a imperializm Mieczyslawa Blumsztajna, Poker z bombami Czeslawa Goliszewskiego, Amerykanskie panstwo wojny Mariusza Gulczynskiego, Uzycie sil zbrojnych USA. Teoria-praktyka Jana Majewskiego, CIA na Akropolu Zbigniewa Domaranczyka i Tadeusza Wolskiego, FBI Witolda Kupisa, Guantanamo Marka Jurkowicza, Wspolczesny militaryzm USA (praca zbiorowa), Agresywne tendencje w polityce zagranicznej USA po II wojnie swiatowej Andrzeja Lawrowskiego, Wielka gra o Bialy Dom Jerzego Michalowskiego czy Smierc senatora Maksymiliana Berezowskiego. (W rok pozniej Daniel Passent jedynie senatora obnazal w Rozbieram senatora). Znaczna czesc tytulow firmowalo wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej. Pracowity profesor Pastusiak wydal liczaca 450 stron agitke Amerykanie w Berlinie Zachodnim, oraz dzielo pochodne, napisane technika cut and paste - USA-NRF. Sojusz i sprzecznosci.
W tym samym 1972 r. ukazal sie reportaz Jak umieraja niesmiertelni Krzysztofa Kakolewskiego, ktory wybral sie do Kalifornii tropic watek polski tragedii w willi Romana Polanskiego i Sharon Tate. Swoja relacje nazywal Kakolewski "basnia udokumentowana"; sierotka Marysia, babcia i wilk staja sie postaciami literackimi, zmyslaja siebie, gdyz "udawanie jest epidemia wspolczesnosci". Inna "udokumentowana" basnia byly wydane takze w 1972 r. Wiadomosci z tamtego swiata Krzysztofa Teodora Toeplitza, tak oto demaskujace amerykanska wolnosc: "Slowo ´wolnoscª - ´freedomª - powtarza sie tu na kazdym kroku. A wiec jest tu ´dom wolnosciª - ´Freedom Houseª i ´brama wolnosciª - ´Freedom Gateª, a takze ´pokoj wolnosciª - ´Freedom Roomª. Mimo jednak tego zalewu wolnosci punkt imigracyjny dla uchodzcow kubanskich z zewnatrz przedstawia sie nad wyraz skromnie i malo zachecajaco".
Zdemaskowawszy amerykanska "wolnosc", KTT likwiduje po kolei kolejne amerykanskie mity, z mitem "demokracji" na czele. Wychodzac od obaw Tocqueville'a o "tyranie wiekszosci", konkluduje: "Ameryka nie mniej niz za czasow de Tocqueville'a jest ´tyrania wiekszosciª, tylko ze tyrania owa - zwlaszcza w kulturze i obyczaju - obchodzi nas dzis zywiej niz przed stuleciem". Ameryka jest tez puszka Pandory wspolczesnego swiata: "Jesli boimy sie, ze ekstrem nedzy i bogactwa, narastajacy na dwoch biegunach wspolczesnego swiata, popchnie ludzkosc ku niedorzecznej rzezi, niszczacej wszystkich i wszystko, to wystarczy przyjrzec sie Ameryce, aby wyobrazic sobie kontur tej przyszlosci". Brrr...
Czytajacy podobne swiadectwa duchowych i umyslowych wyzyn autora czesto czytali te zdania odwrotnie do ich znaczenia. Moze KTT mial tego swiadomosc, skoro wspak napisal nazwe obiektu kultu Polakow w tytule Akyrema. Wdzieczni czytelnicy zrewanzowali sie autorowi wykupieniem trzech wydan ksiazki, napisanej jeszcze przed pierwsza podroza KTT do Stanow. Totez gdy czytam teraz w Trybunie (z obowiazku!) felietony KTT, lepiej rozumiem obawy Wojciecha Karpinskiego: ci ludzie nie tylko obronili swe uprzywilejowane pozycje, oni je umocnili, choc ich podstawowa kwalifikacja bylo zawsze i pozostalo skundlenie. (Cdn.)
|
|