ADAM RYMONT
Panorama
w stu kawalkach
Od pewnego krakowskiego kolekcjonera dowiedzialam sie, ze jeden z fragmentow Panoramy Siedmiogrodzkiej wisi w mieszkaniu Edwarda Osobki-Morawskiego. Tak, tego Osobki-Morawskiego... - wspomina Alicja Majcher-Wegrzynek. - Wiele zachodu kosztowalo zdobycie jego telefonu i adresu. Kiedy wreszcie dotarlam do bylego premiera, okazalo sie, ze moj informator nie mylil sie. To byli Honvedzi w ataku. Osobka-Morawski, mily staruszek, przyznal sie w rozmowie, ze w drugim pokoju ma kawalek... Panoramy Raclawickiej. Jednak to tez byla czesc Siedmiogrodzkiej. Dobilismy targu. Wlasciciel zgodzil sie sprzedac jeden z obrazow za 4 mln zl.
Byl rok 1988.
Pojechala z Tarnowa do Warszawy ciezarowka, z torba pelna gotowki na kolanach...
- Na miejscu obejrzalam dokladnie plotno. Bylo bardzo zniszczone. Zatelefonowalam zatem do mojego dyrektora pytajac, co robic. Odpowiedzial, zeby nie kupowac. Wracalismy poznym wieczorem. Po drodze nawalilo kolo. Kierowca wymienial je w ciemnym lesie, ja swiecilam mu latarka, jednoczesnie sciskajac reklamowke z 4 milionami zlotych. Z dusza na ramieniu, bo byly to dla mnie zupelnie niewyobrazalne pieniadze. Zarabialam wowczas jakies osiem tysiecy miesiecznie, a najwiekszy banknot mial nominal 5000 zl.
Alicja Majcher-Wegrzynek, kustosz Muzeum Okregowego w Tarnowie, od prawie 20 lat tropi po swiecie pozostalosci po legendarnym dziele Jana Styki i jego wspolpracownikow.
Scalanie Panoramy Siedmiogrodzkiej rozpoczela w 1985 r. Zrodzil sie wowczas pomysl, by w ramach uroczystosci, zwiazanych z odslonieciem w Tarnowie pomnika generala Jozefa Bema zorganizowac wystawe fragmentow rozparcelowanego przed wielu laty malowidla. Tamtejsze muzeum od 1977 r. posiadalo juz jeden z obrazow z panoramy. Przy pomocy krakowskiej Desy udalo sie trafic na slady prowadzace do kilku nastepnych.
Alicja Majcher-Wegrzynek zdolala zlokalizowac tylko jedno z plocien, nalezace do prywatnego kolekcjonera, ktory poczatkowo je tarnowskiemu muzeum wypozyczal na okazjonalne ekspozycje, az wreszcie - w 1999 r. - sprzedal.
Pozniej byla kwerenda po placowkach muzealnych w calym kraju. Z niezlym skutkiem - m.in. w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie odnaleziono obraz przedstawiajacy Sandora Petöfiego, bez cienia watpliwosci stanowiacy niegdys czesc panoramy. Od mieszkajacej w stolicy krewniaczki Jana Styki odkupiono Zaplecze armii wegierskiej. Na sprzedaz Artylerii rosyjskiej w odwrocie nie zgodzila sie reszta jej rodziny. Wiecej zrozumienia dla dazen muzealnikow z Tarnowa mial odszukany w Poznaniu wnuk znanego krakowskiego antykwariusza.
- Niektore z obrazow pojawiaja sie na aukcjach. Ktos je kupuje, na pare lat znikaja nam z oczu, potem znowu sie pojawiaja - mowi Alicja Majcher-Wegrzynek.
Dlaczego w kazdym przypadku nabywca nie jest muzeum z Tarnowa? Na przeszkodzie stoi chroniczny brak funduszy. Dlatego ostatnim fragmentem, ktory trafil w posiadanie wspomnianej instytucji, jest obraz zakupiony w 2000 r. za pieniadze hojnego sponsora.
*
Za tworce pierwszej panoramy uchodzi irlandzki malarz Robert Barker, ktory po przeprowadzce do Szkocji w polowie lat osiemdziesiatych XVIII wieku namalowal gigantyczna, polokragla akwarele pt. Widok Edynburga ze wzgorza Carlton Hill. Obraz zaprezentowany publicznie na przelomie 1787 i 1788 r. bardzo sie spodobal. Tworca, wyczuwajac koniunkture na tego typu malarstwo, opatentowal swoj pomysl. Duze zyski przynioslo mu kolejne dzielo, powstale przy udziale syna, Henry'ego - Widok Londynu - przez dlugie lata pokazywany w Europie i Ameryce Polnocnej.
Z czasem Barkerowie stworzyli prawdziwa manufakture specjalizujaca sie w szybkiej i sprawnej produkcji panoram. Zainteresowanie ich oferta bylo ogromne, rynek chlonny, dochody niebagatelne, konkurencja praktycznie nie istniala.
Jak pisze Zbigniew Lesnicki w dziele pt. Panorama europejska jako fenomen kulturowy, klasyczne malowidlo tego rodzaju ma 15 metrow wysokosci, 120 m dlugosci (w obwodzie) i cylindryczny ksztalt. Przedstawia - w skrajnie realistyczny, wierny szczegolom sposob - rozlegle pejzaze, sceny batalistyczne lub ilustracje watkow religijnych. Do prezentowania panoram budowalo sie specjalne rotundy (pierwsza z nich powstala w 1793 r. przy Leicester Square w Londynie), do ktorych wchodzilo sie przez dlugi korytarz i system kretych schodow, czyli tzw. sluze optyczno-psychologiczna. Koniecznosc jej pokonania dawala oczom czas na przyzwyczajenie sie do ciemnosci, co potegowalo pozniejsze doznania wzrokowe. Zmyslne oswietlenie stwarzalo zludzenie naturalnego horyzontu. Iluzje poglebialy elementy dekoracji, ustawione miedzy podestem dla widowni a obrazem: namalowany kon ciagnal autentyczny woz, prawdziwe drewniane ogrodzenie niepostrzezenie przechodzilo w plot na plotnie. Wszystkie te zabiegi sluzyly jednemu celowi: widz mial odniesc wrazenie, ze oto znalazl sie w samym centrum wydarzen, nagle przeniesiony w inny czas i inna przestrzen.
Nie bylo telewizji, ilustrowanych magazynow, zorganizowanej turystyki. Nic dziwnego zatem, ze dla ludzi pozbawionych innych mozliwosci ujrzenia obcych krain, nieznanych acz slawnych wodzow i mezow stanu, poznania przebiegu wielkich bitew z dalszej, lecz czesto calkiem nieodleglej przeszlosci, panoramy staly sie niebywala atrakcja. Tam, gdzie sie pojawialy, zwabialy tlumy. Poszczegolne wedrujace po Europie malowidla ogladalo po kilkaset tysiecy osob. Placacych za bilety, wiec wystawianie panoram - jednej z nielicznych kulturalnych rozrywek dostepnych w tamtych czasach dla szerokich mas - okazalo sie intratnym interesem.
Aby zarobic, nalezalo jednak wczesniej zainwestowac. Jak pisze Zbigniew Lesnicki, za pieniadze wydane na przygotowanie panoramy mozna bylo zbudowac spora fabryke. Musialo sie to oplacac, skoro w calej zachodniej Europie zawiazywaly sie spolki, kompanie i konsorcja zajmujace sie panoramowym biznesem. Wyodrebnila sie nawet galaz przemyslu pracujacego na jego potrzeby: zaklady tkajace ogromnych rozmiarow plotna, wytwornie farb olejnych, zuzywanych w niespotykanych wczesniej ilosciach, firmy specjalizujace sie w transportowaniu gigantycznych obrazow czy w budowie obiektow wystawienniczych.
Podaz starala sie nadazac za popytem. Nowe panoramy powstawaly w ekspresowym tempie. Nie wszystkie z pewnoscia zaslugiwaly na miano wartosciowych dziel sztuki, nawet jezeli byly firmowane nazwiskiem uznanego artysty. Mial on zwykle do pomocy cala ekipe rzemieslnikow pedzla, wasko wyspecjalizowanych w malowaniu koni, fragmentow pejzazu, elementow architektury itp. Wysoko ceniono fachowcow bieglych w tajnikach perspektywy, sztuczkach potegujacych iluzje glebi obrazu.
Przez caly wiek XIX trwal wyscig, kto pokaze panorame okazalsza, ciekawsza, przyciagajaca wieksza publicznosc. W jednym tylko 1831 r. w Paryzu eksponowano 11 malowidel przedstawiajacych widoki miast. Pozniej nastala moda na tematyke batalistyczna i biblijna. Pod koniec stulecia szczegolnym powodzeniem cieszyly sie dziela apelujace do uczuc patriotycznych widzow. W 1900 r. we Francji pokazano panorame, dzieki ktorej widzowie, nie wychodzac z budynku, mogli odbyc podroz dookola swiata: odwiedzic kilka kontynentow, wstapic do afrykanskiej dzungli i syberyjskiej tajgi.
Smiertelny cios panoramom zadal wynalazek kinematografu. Gawiedz nad statyczne zaczela przedkladac ruchome obrazki. Sposrod kilkuset stworzonych panoram do dzisiejszego dnia zachowalo sie okolo 35. Sa prezentowane jako lokalne ciekawostki turystyczne. Jednak monumentalne malarstwo calkowicie nie zginelo, bowiem i wspolczesnie zdarzaly sie zamowienia na wielkopowierzchniowe dziela, m.in. w Australii, Niemczech, Egipcie, Iraku. W ZSRR, ludowych Chinach, Korei Polnocnej panoramy slawia triumf rewolucji i sojusz robotniczo-chlopski. W Wolgogradzie oddaja czesc obroncom Stalingradu.
*
W stolicy Francji istnialo osiem rotund sluzacych prezentacji panoram. W Berlinie bylo ich szesc. Podobne obiekty stanely rowniez w Warszawie i we Lwowie, lecz ubogie, rozdarte zaborami polskie ziemie pozostawaly na uboczu europejskiej mody na momentalna sztuke. Co nie znaczy, ze nie dorobilismy sie wlasnych megamalowidel. W latach 1894-1901 wykonano ich lacznie siedem. Najslynniejszym jest oczywiscie Panorama Raclawicka Wojciecha Kossaka i Jana Styki, od kilkunastu lat eksponowana we Wroclawiu. Dzieki uznaniu, z jakim spotkaly sie Raclawice u publicznosci i krytykow, jej tworcy zyskali miedzynarodowa slawe, ktora zaowocowala zaproszeniem Kossaka do Berlina, gdzie wspolnie z Julianem Falatem zilustrowal na plotnie odwrot wojsk napoleonskich spod Moskwy. Przejscie wielkiej armii przez Berezyne w 1812 r. pokazywano z ogromnym powodzeniem w Berlinie, Warszawie, Moskwie, Kijowie.
Nie wszystkie jednak przedsiewziecia byly udane. Wielka - frekwencyjna i finansowa - klapa okazala sie panorama Tatry, namalowana przez zespol wprawnych pejzazystow pod auspicjami energicznego przedsiebiorcy Ludwika Lgockiego. Z powodow politycznych (brak zgody carskiego generala-gubernatora Warszawy) upadl projekt panoramy Bitwa pod Somosierra. Wykonana niejako zastepczo przez Wojciecha Kossaka Bitwa pod piramidami cieszyla sie umiarkowanym zainteresowaniem. Nie doczekal sie realizacji pomysl Jana Styki namalowania i wystawienia w krakowskim Barbakanie Bitwy pod Grunwaldem.
Rodzimym tworcom przeszkadzal nie tylko brak pieniedzy, ale takze niechec do pracy kolektywnej. Uwienczeniem sporow miedzy Kossakiem a Falatem, rozgorzalych przy malowaniu Berezyny, byl pojedynek obu artystow na pistolety. Na szczescie bezkrwawy. Do anegdoty przeszly burzliwe awantury Kossaka ze Styka podczas pracy nad Raclawicami.
Koszty wykonania Raclawic zwrocily sie juz po pol roku eksponowania malowidla. Pokazywano je najpierw we Lwowie, jako atrakcje Powszechnej Wystawy Krajowej, nastepnie przewieziono do Budapesztu, gdzie obejrzalo ja 800 tysiecy ludzi! Wegrzy, zacheceni nieslychanym sukcesem Raclawic, zaproponowali Janowi Styce namalowanie panoramy nawiazujacej do ich wlasnej historii. Okazja bylo zblizajace sie 50-lecie Wiosny Ludow. Artysta zgodzil sie pod warunkiem, ze glowna postacia obrazu bedzie bohater obojga narodow, Jozef Bem, co zapewnialo, iz dzielo bedzie cieszylo sie zainteresowaniem rowniez na ziemiach polskich. Jako temat panoramy wybrano zdobycie Sybinu przez wojska generala Bema 11 marca 1849 r. Styka dwukrotnie dokonywal wizji lokalnej na miejscu bitwy, czyniac liczne szkice, sprawdzajac fakty, rozmawiajac z zyjacymi jeszcze uczestnikami zdarzen sprzed niemal polwiecza. Prace nad obrazem o klasycznych wymiarach 15 na 120 metrow rozpoczely sie w kwietniu 1897 r. we Lwowie, w budynku wzniesionym z mysla o Panoramie Raclawickiej, ktora goscila wowczas na Wegrzech.
Sklocony z Kossakiem Styka nie zaprosil go do wspolpracy, natomiast dolaczyli do niego malarze wegierscy: Margitay Tihamér, Végé Pél i Spényi Béla, polscy wybitni eksperci specjalisci od panoram: Tadeusz Popiel, Zygmunt Rozwadowski i Michal Wywiorski oraz Niemiec Leopold Schünchen, specjalista w malowaniu nieba.
Po zaledwie pieciu miesiacach, we wrzesniu 1897 r., malowidlo bylo gotowe, zyskujac bardzo pochlebne recenzje. Pod koniec roku trafilo do Budapesztu, gdzie rowniez swiecilo triumfy, podobnie jak w kilku innych wegierskich miastach.
- Dwie najwazniejsze sceny panoramy - przedstawiajace generala Bema na tle orszaku oraz Sandora Petöfiego na koniu - zostaly wydane w postaci oleodrukow, w nakladzie 1000 egzemplarzy - mowi Alicja Majcher-Wegrzynek. - Byly rozprowadzane na Wegrzech w charakterze cegielek na sfinansowanie dziela. Tamtejsze instytucje i majetni obywatele uwazali ich zakup za punkt honoru.
Nie na wiele sie to zdalo, bowiem malowidlo z nie do konca znanych powodow wrocilo do Polski. Mozna przypuszczac, ze Wegrzy, mimo wysilkow, nie sprostali finansowym oczekiwaniom Jana Styki.
Od pazdziernika 1907 r. Panorama Siedmiogrodzka (znana takze pod nazwami: Bem w Siedmiogrodzie, Bem i Petöfi oraz Bem pod Sybinem) byla prezentowana w Warszawie. Ostatnia wzmianka o niej pochodzi z lutego 1908 r.
- Kilka lat pozniej Michal Niec, ziec Styki, pocial dzielo na czesci. Osobiscie sygnowane przez artyste, zostaly sprzedawane jako oddzielne obrazy - opowiada Alicja Majcher-Wegrzynek.
W takim postepowaniu nie bylo nic barbarzynskiego. Podobny los spotkal m.in. Berezyne Kossaka i Falata oraz wiele innych owczesnych panoram, ktore z chwila, gdy przestawaly przynosic dochody, dzielono w celach komercyjnych na fragmenty, niszczono lub wykorzystywano jako material do kolejnych tego typu przedsiewziec. Na plotnie po Tatrach Jan Styka namalowal swoje Meczenstwo chrzescijan.
Sprawa Panoramy Siedmiogrodzkiej odzyla w 1928 r., kiedy do Tarnowa, rodzinnego miasta Jozefa Bema, sprowadzano jego prochy. Miejscowe wladze otrzymaly wowczas kilka propozycji zakupu fragmentow malowidla. "Niniejszym mam przyjemnosc zaofiarowac swietnemu Magistratowi miasta Tarnowa kupno znanego obrazu mistrza Jana Styki, przedstawiajacego Generala Bema - pisal Stanislaw Zawadzki, mieszkaniec Poznania. - Obraz ten, bedacy czescia slynnej do niedawna panoramy, posiada rozmiary 1,90 x 2,50 metra. General Bem, przedstawiony jest w pozycji siedzacej na koniu, wydajac rozkazy stojacemu opodal trebaczowi. Na drugim planie znajduje sie liczny osobowo sztafaz zolnierski i konski. Postac Generala jest malo mniejsza od wielkosci naturalnej (...) Cena za wymieniony obraz, wyjatkowo okazyjna, wynosi zl 7500".
Niestety, "swietny Magistrat" nie skorzystal z oferty...
- Probowalismy odszukac Stanislawa Zawadzkiego, ale i po nim, i po obrazie z bodaj najwazniejsza w calej Panoramie scena, zaginal wszelki slad. Podejrzewam, ze plotno nie przetrwalo wojny - mowi Alicja Majcher-Wegrzynek.
Sposrod prawdopodobnie okolo 100 czesci, na jakie podzielono Panorame Siedmiogrodzka, udalo sie odnalezc 27. W muzeum w Tarnowie znajduje sie ich 11, w tym jedna stanowi depozyt zlozony przez nasza rodaczke z Kalifornii. Piec innych jest wlasnoscia muzeow w Warszawie i Krosnie. Pozostale naleza do osob prywatnych. Jesienia ubieglego roku bylo glosno o kolejnym fragmencie, ktory zostal sprzedany na aukcji, trafiajac za 25 000 zl w rece anonimowego nabywcy. Nie zdolano pozyskac sponsora, ktory sfinansowalby jego zakup dla tarnowskiego muzeum.
Niektore czesci panoramy znajduja sie za granica. Jedna z nich zlokalizowano we Frankfurcie nad Menem, inna pojawila sie swego czasu na aukcji w Nowym Jorku. W USA, dokad zawedrowala rodzina Jana Styki, jest ich zapewne wiecej. Zdaniem Alicji Majcher-Wegrzynek prawdopodobnie kilka mozna by znalezc we Lwowie. Niewykluczone, ze leza zapomniane gdzies na strychach.
- Pewien mieszkaniec podwarszawskiej miejscowosci kupil fragment panoramy w Paryzu. Twierdzil, ze uczynil to z pobudek patriotycznych, ale przy pierwszej lepszej okazji obraz sprzedal. Nie wiem komu, stracilam ten trop... - zali sie pani kustosz.
Zdarzaja sie takze falszywe alarmy dotyczace plocien sygnowanych przez Styke, ale nie pochodzacych z zaginionego dziela. I odwrotnie - niektore z kawalkow moga w ogole nie kojarzyc sie z gigantycznym malowidlem, poniewaz nie przedstawiaja scen batalistycznych, lecz, na przyklad, wycinek pejzazu. Muzeum Narodowe we Wroclawiu posiada olowkowe szkice do panoramy, ofiarowane przez Adama Styke, syna Jana.
Nie ma juz raczej nadziei, ze uda sie kiedykolwiek na nowo skompletowac Panorame Siedmiogrodzka. Trzeba sie zatem cieszyc z kolejnych odzyskiwanych jej fragmentow i inicjatyw takich, jak pomysl uczniow szkol plastycznych z Tarnowa, ktorzy w 2001 r. wlasnorecznie wykonali kopie malowidla. Na sklejce, farbami akrylowymi.
I jeszcze jedno... Edward Osobka-Morawski ostatecznie sprzedal tarnowskiemu
muzeum oba swoje kawalki dziela Jana Styki. Po mocno obnizonej cenie.
|