Marek Kusiba
Zabka przez Atlantyk
Pozerani przez Ameryke (3)
Gdy 210 lat temu, 7 maja 1794 r., Tadeusz Kosciuszko podpisywal w obozie pod Polancem akt prawny dajacy chlopom wolnosc, a Insurekcji - kosynierow, otoczenie Naczelnika moglo sie nawet nie domyslac, ze idea wyzwolenia najpierw chlopow, a potem i narodu, legla sie w glowie generala za oceanem, gdzie kilkanascie lat wczesniej "ojciec artylerii amerykanskiej" fortyfikowal tereny bitwy pod Saratoga oraz prowadzil do boju farmerow pod Charleston - o "wolnosc wasza i nasza". O te same idealy - i o to samo miasto, z tym ze kilka lat wczesniej - bil sie w tamtej wojnie general Kazimierz Pulaski. Nazywany "ojcem kawalerii amerykanskiej", na koniu i z szabla w rece pokazywal Amerykanom, jak zwyciezac maja, korzystajac z wlasnego doswiadczenia, zdobytego w walkach z Rosjanami.
Pisanie o oczywistych zwiazkach Polakow i Amerykanow w walce o wlasne wyzwolenie w komunistycznej Polsce stawialo przed reporterem zadanie nieomal cyrkowe. Slady intelektualnej woltyzerki, unikow, jak i cenzorskich nozyc widac w kazdej niemal ksiazce. Niektorzy z autorow cytowali obszerne fragmenty Deklaracji Niepodleglosci, gdyz cenzura nie mogla jednak w ten dokument zbytnio ingerowac, a czesto i po to, by piekny tekst Thomasa Jeffersona wykorzystac jako orez wymierzony w... amerykanski oraz brytyjski imperializm. Grzegorz Jaszunski w Paradoksach amerykanskich: "Powolywali sie nan (...) po dwustu latach bojownicy o wolnosc i niepodleglosc Wietnamu". I dalej: "Uchwalenie przez Kongres Deklaracji Niepodleglosci bylo zamknieciem pewnego rozdzialu historycznego, ktoremu na imie: wyzysk kolonii przez Wielka Brytanie".
Kilka stron dalej mamy juz otwarta krucjate propagandowa, niezawoalowana zadnymi aluzjami. Jaszunski, autor Szpiegow oraz Miliarderow, straszy atomowa zaglada, ktorej winne beda Stany Zjednoczone: "Wiele ludzi przypuszcza, ze wkrotce zacznie sie trzecia wojna swiatowa". Dlaczego? Bo w Waszyngtonie "nastapilo podpisanie Paktu Atlantyckiego. Nikt przy tym nie ukrywa, ze pakt wymierzony jest przeciw Zwiazkowi Radzieckiemu. Latem 1950 roku rozpoczyna sie wojna w Korei". A w Korei "wojowniczy general zamierza skorzystac z broni jadrowej i rozpetac trzecia wojne swiatowa" (to o gen. MacArthurze).
Jaszunski opisuje maccartyzm niejako z autopsji, gdyz byl w USA w latach 1948-49. Najbardziej go przerazaly nagonki na komunistow: "Obsesja antyradziecka musiala doprowadzic do nagonki na rodzimych komunistow, a skoro bylo ich niewielu - do wynajdywania i przesladowania wszystkich 'wywrotowcow' i 'szpiegow'" itd. Amerykanie wykorzystuja kazdy "pretekst do dalszych krokow zaogniajacych sytuacje miedzynarodowa", "doprowadzaja napiecie do punktu wrzenia", Winston Churchill korzysta z okazji, by podczas pobytu w Missouri, bo gdziezby indziej, "proklamowac krucjate tak zwanego 'wolnego swiata' przeciw komunizmowi", amerykanski sekretarz stanu "kwestionuje granice na Odrze i Nysie" - i to wszystko zaledwie na dwoch stronach tej pouczajacej ksiazki. Poucza ona o tym mianowicie, ze pokoj na swiecie zostal uratowany dzieki "dalekowzrocznej" polityce Zwiazku Radzieckiego.
Wydawcy ksiazek o Ameryce, pisanych z pozycji marksistowskich i uprawiajacych dosc prymitywna propagande, zapewniaja jednak czytelnikow, ze ksiazki sa wynikiem tylko i wylacznie "zobiektywizowanego" ogladu, wolne od uproszczen i wulgaryzacji. Musza przeciez jakos wytlumaczyc zaspokajanie niezwyklego wprost popytu na tematyke amerykanska - w spoleczenstwie tak okrutnie traktowanym z nieba amerykanska stonka ziemniaczana. Nie zrazaly czytelnikow nawet takie "deklaracje podleglosci", jak odautorskie slowo Edmunda Osmanczyka do drugiego wydania jego rozchwytanej na pniu ksiazki z 1960 r. pt. Wspolczesna Ameryka. Osmanczyk i smagal sie batem samokrytyki, i skladal wiernopoddancza deklaracje: "Jako publicysta zaangazowany po stronie swiata socjalizmu z natury rzeczy podchodzilem do opisywanych zjawisk z pozycji mniej lub wiecej bliskich marksizmowi".
Ludziom nie przeszkadzalo to, czy "mniej", czy "wiecej" bylo w tym pisaniu ideologii, wazne bylo co innego: ze mogli sobie poczytac o Ameryce. A o tym, ze masowo czytali, swiadczy liczba wydanych w tamtych czasach ksiazek o tematyce amerykanskiej - ktore znikaly z polek jak kamfora. Reportaze z republik radzieckich zalegaly wystawy kiegarn jak glodne krowy kolchozowe pastwiska - poza jednym wyjatkiem, reportazem Ryszarda Kapusciskiego pt. Kirgiz schodzi z konia - a reportaze ze Stanow Zjednoczonych sprzedawano nierzadko "spod lady".
Antologia Ameryka Polnocna. Studia zawiera bibliografie drukow zwartych za lata 1944-71, ktora liczy blisko 500 pozycji. Ale juz w latach 70. i na poczatku lat 80. ukazalo sie w Polsce blisko dwiescie ksiazek o tematyce polnocnoamerykanskiej. Tylu ksiazek - zwlaszcza ksiazek reporterskich, studiow i esejow politologicznych - nie napisano w Polsce nawet o... Polsce.
Blisko polowe tej "Niagary literatury" poswiecono amerykanskiej polityce zagranicznej, czterdziesci procent opisuje zagadnienia ustrojowe, militarne i doktryny polityczne, reszta zajmuje sie kultura. Nielatwo wszak ustalic statystyczne proporcje, gdyz wiele ksiazek jest mieszanka gatunkow i workiem tematow. Nielatwo tez bedzie ustalic, ile w tej produkcji przypada na reportaz. Wiele tych ksiazek posluguje sie bowiem reporterskim sztafazem dla ulatwienia sobie drogi do czytelnika.
Ameryka to zbyt wielki eksperyment spoleczny, dokonujacy sie historycznie, by mogl go opisac w jednej ksiazce reporter zza zelaznej kurtyny. Za wielki tez do objecia badaniem przez reportera z kraju, w ktorym badaniem objeto tylko wybrane i - z natury tamtych lat - nie najwazniejsze dziedziny zycia. O Ameryce pisali wiec czesto niedouczeni ludzie, bez podstawowej wiedzy socjologicznej, a nawet bez podstawowej znajomosci angielskiego, ratujacy sie stwierdzeniem, ze reportaz zezwala na pewne "naukowe uproszczenia". Dlatego tak chetnie poslugiwala sie nim propaganda.
Melchior Wankowicz wyznawal zasade, ze reporter musi postawic sie w sytuacji
ludzi bedacych przedmiotem opisu, spojrzec na ich otoczenie
ich oczami. Dopiero wtedy wolno mu komentowac lub osadzac.
Ale jak to zrobic po kilkutygodniowym lub kilkumiesiecznym
urlopie od socjalizmu, po chaotycznym, pospiesznym pobycie
posrod "narodu Amerykanow", ktory na dodatek "powstal z wlasnej
swiadomej woli" - jak pisal w roku 1960 Osmanczyk moze i swiadom
tej obrazoburczej, jak na czasy gomulkowskie, prawdy? Cytowane
w tych ksiazkach idee Thomasa Jeffersona byly zamierzona lub
nie, ale wyrazna deklaracja przynaleznosci Polski do narodow
wolnego swiata, o ktorego powstanie bilo sie za oceanem, razem
z Kosciuszka, ponad stu Polakow. Czytelnik polski umial zawsze
odsiewac ziarno od plew, dlatego rzucal sie na nowe pozycje
niczym general Pulaski na pozycje Szkotow pod Savannah. (C.d.n.)
|
|