CZESLAW KARKOWSKI
Nowojorska
kronika kulturalna (sztuki plastyczne)
Wystawa Love letters: Holenderskie malarstwo rodzajowe w epoce Vermeera w Bruce Museum w Greenwich, CT. juz zostala, niestety, zamknieta. Trzeba jednak o niej wspomniec z dwoch przynajmniej wzgledow: byla to wystawa wyjatkowej pieknosci, gromadzaca 38 obrazow z calego swiata, zwykle niewielkiej wielkosci, zas o ogromnej wartosci artystycznej.
Ekspozycje te zorganizowala Irlandzka Galeria Narodowa w Dublinie, jakby chcac rozreklamowac jedno z piekniejszych dziel Johannesa Vermeera w kolekcji tego muzeum. Pozbierano z publicznych galerii i kolekcji prywatnych inne dziela z tego okresu zwiazane tematycznie z pisaniem, czytaniem, otrzymywaniem listow - i tak powstala zachwycajaca wystawa. Moglismy ja obejrzec dzieki inicjatywie lokalnej placowki z podnowojorskiego Greenwich, dokad sprowadzono Love letters na trzy miesiace. Zalowac nalezy, ze tak krotko trwala ta najkosztowniejsza i najambitniejsza ekspozycja malego muzeum. Wierzyc nalezy, ze zachecone sukcesem Bruce Museum czesciej bedzie sie podejmowalo wiekszych inicjatyw. Dojazd (pociagiem czy samochodem) z Nowego Jorku do Greenwich jest latwy.
Co jest takiego wspanialego w tej wystawie? Wszystko. Od sposobu zaprezentowania obrazow - po pare tylko w niewielkich buduarowych jakby pomieszczeniach, skonczywszy na poziomie prezentowanych dziel - niemal bez wyjatku wysokiej klasy. Jasnieje, naturalnie, na koncu ekspozycji (ulozonej chronologicznie) Pani piszaca list w towarzystwie sluzacej Vermeera (z Dublinu), ale w konfrontacji z wielkim mistrzem holenderskiego malarstwa obronna reka wychodza kompozycje Pietera de Hoocha, Gabriela Metsu, Adriaena van Ostade, Jana Steena - zreszta malarzy tez nieposledniego lotu.
Ow malarski motyw mogl sie rozpowszechnic dopiero wtedy, kiedy sam obyczaj pisania i czytania listow stal sie czescia codziennosci; kiedy poczta zaczela funkcjonowac sprawnie, kiedy upowszechnil sie nawyk czytania jako formy spedzania czasu. Na doskonalym obrazie Gabriela Metsu A Young Woman Receiving a Letter z 1658 r. mloda kobieta siedzi w podcieniach przy kamiennych stole i bierze list od poslanca.Trzyma na kolanach ksiazke, przy lekturze spedzajac wolny czas, moze w oczekiwaniu na te wlasnie przesylke. Jest to zwykla mieszczka, kobieta prosta, niewyrafinowana, a jednak oddajaca sie intelektualnej rozrywce. Tylko w takim spoleczenstwie listy mogly stac sie powszechna forma komunikacji, a tego typu rodzajowa tematyka na obrazach mogla znalezc nabywcow.
Bohaterowie Love Letter to w przewazajacej wiekszosci wlasnie mieszczanie, bardzo srednia klasa. Pisza listy, otrzymuja je, kochaja, marza, tesknia. Zadziwiajace, jak wiele zebranych plocien poswieconych jest uczuciom, a jak malo - interesom. Zaledwie trzy czy cztery przedstawiaja prawnikow czytajacych listy, wojskowych czy mysliwych slacych poslancow. Przewazajaca zas czesc dotyczy rozlaki (obrazy czy mapy na scianach wnetrz komunikuja ow fakt), sekretnych porozumien, wymiany mysli.
Dostaja pomyslne i niepomyslne wiadomosci; na obrazie Caspara Netschera The Letter with the Black Seal (1665) zaplakana sluzaca wrecza swej pani list opieczetowany czarnym lakiem. Zle wiesci.
Ale na innym obrazie - Gerarda ter Borcha Woman Writing a Letter (1655) - widzimy z profilu mloda, srednio urodziwa kobiete, ladnie ubrana, w kolczyku z perla i fantazyjna blekitna wstazka, piszaca list w odswietnym nastroju. Wyraznie pisanie, kontakt (z mezem, jak sie mozemy domyslac po widniejacym w tle lozu malzenskim zaslonietym kotara) sprawia jej przyjemnosc. Odsunela nakrycie ze stolu - ciezki wzorzysty dywan, postawila kalamarz, wziela gesie pioro i pisze.
Obraz ow, bodaj pierwszy w Holandii o pisaniu listow, stworzyl jakby klasyczna formule, wraz z koniecznymi akcesoriami: mieszczanskie wnetrza, tlo komunikujace charakter korespondencji i nawet ow stol z odsunietym nakryciem-dywanem. Schemat ow powtarza sie w niemal wszystkich dzielach. I choc ogladamy ponawiany po wielekroc ow uklad kompozycyjny, wystawa nie nuzy. Przeciwnie. Zdumiewa i zachwyca, ile pomyslowosci, kunsztu, zapalu artysci holenderscy wlozyli (a przeciez wiele "love letters" nie trafilo na wystawe; zas sposrod ponad 30 zachowanych do dzis obrazow Vermeera jest ich az szesc), aby temu malemu tematowi nadac wymiar uniwersalny.
Biblioteka Publiczna (5 Ave. miedzy 40 a 42 St.) uruchomila trzy wystawy, wszystkie warte obejrzenia. Jak zwykle w przypadku tej pozytecznej placowki, sa one gustowne, eleganckie, ciekawe i pouczajace, lacza rozrywke z wiedza, nauke z przyjemnoscia.
Szczegolnie polecam "Cities in the Americas: A Celebration of the Phelps Stokes Collection" w korytarzu na trzecim pietrze. Zgromadzono tu 76 eksponatow - grafik, rycin przedstawiajacych "rzut ogolny" na amerykanskie miasta - nie tylko najbardziej znane, jak Nowy Jork,Waszyngton, Filadelfie czy Boston, ale takze mniej popularne - Dubuque, Oklahoma City na zachodzie.
Niezaleznie od tego, ze widoki te stanowily czesc bardzo standardowej produkcji poligraficznej tamtych czasow, czesto prezentowane wizerunki sa nierzetelne (szczytem niesolidnosci bylo wziecie przez francuskiego artyste widoku ogolnego Lizbony i sprzedawanie go jako przedstawienia Nowego Jorku), jednak tkwi w nich ogromny urok. Sytuuja sie gdzies miedzy dzielem artystycznym, obrazem a dawna widokowka, miedzy "fotograficznym" (przed wynalezieniem fotografii) prezentowaniem panoramy miejskiej a fikcja poboznych zyczen i wyobrazen artystycznych. Na przyklad jeden z artystow przedstawil Filadelfie z 1796 r. jako sielankowe miasto, zatopione w zieleni, o zgola bukolicznej atmosferze.
Najstarszy z wystawionych wizerunkow pochodzi z 1588 r. i przedstawia St. Augustine na Florydzie jako mala wiejska osade. Wiekszosc jednak owych grafik pochodzi albo z konca XVIII w., albo z XIX, kiedy produkcja owych wizerunkow znajdowala sie w rozkwicie. Bo i Ameryka byla w rozkwicie, mieszkancy miast uwazali za punkt honoru, aby miec i popularyzowac artystyczne wyobrazenie swej miejscowosci. Podobno nawet wedrowni artysci szukali tego typu dosc lukratywnych zamowien, podrozujac z miasta do miasta, ponaglajac zacnych obywateli do sfinansowania podobizny, nim sasiednia i rywalizujaca miejscowosc zdobedzie sie na wlasna.
Jak w tym wyobrazeniu, czesto nieco przylukrowanym, wygladaja miasta amerykanskie? Bardzo podobnie i bardzo pieknie zarazem. Technika wykonywania takich "portretow" byla bardzo podobna. Spojrzenie artysty ogarnialo cala panorame miasta uchwycona z jakiegos bardzo wysokiego punktu, dzieki ktoremu widac wszystkie najwazniejsze budynki (czesto odrysowywane z detalami), uklad ulic i charakter budynkow przy nich, parki, skwery, fabryki itp. Boston, na przyklad, najchetniej ogladany od strony zatoki, w 1779 r. jest pelnym ruchu portowym miastem, ale juz w niecale sto lat pozniej - ukazany mniej wiecej z tego samego punktu widzenia - jest osrodkiem przemyslowym, pelnym fabryk, dymow, z wielkim wiatrakiem-mlynem na pierwszym planie.
Nowy Jork takze przedstawiany jest jako portowe miasto, piekne, czyste, uporzadkowane. Ma niska zabudowe, nad budynkami goruja wieze kosciolow.
Wystawa ta czynna bedzie do 26 czerwca.
Druga interesujaca ekspozycja to "Art Deco: Bookbinding of Pierre Legrain and Rose Adler". Wystawiono tu 43 ksiazki, pieknie, osobliwie oprawione przez francuskich mistrzow introligatorstwa z poczatkow tego wieku.
Sa to male arcydziela swoistej sztuki - pieknej oprawy ksiazkowej w jednym tylko stylu - art deco: eleganckim, oszczednym w ozdobach, ale zarazem szalenie dekoracyjnym. Nie ma na tej ekspozycji wiele do ogladania: okladki sa czesto bez zadnego przystrojenia, albo z niewielkim, zwykle geometrycznym elementem, niekiedy (jak na przyklad na Poecie zamordowanym Appolinaire'a) z prostym, wyrazistym napisem.
I trzecia wystawa "Ninety from the Nineties. A decade of
printing".
|