PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski 30 kwietnia 2004


Teresa Siedlar Kolyszko

Odwiedziny
u Elizy Orzeszkowej

Kiedy zeszlego lata pojechalam do Grodna, czekala mnie duza niespodzianka i spore wzruszenie. Po raz pierwszy moglam wejsc do domu mojej ulubionej pisarki Elizy Orzeszkowej. Domu, kolo ktorego przechodzilam przez wiele lat, a zawsze towarzyszylo temu uklucie w sercu, zal, ze tak bardzo grodzienska pisarke, pisarke, ktora cala tworczosc poswiecila nadniemenskiej rodzinnej ziemi, pozbawiono domu, ze ja "wyrzucono na bruk" z tych czterech scian, do ktorych byla tak ogromnie przywiazana, skad odeszla dopiero... na cmentarz.

I oto w to gorace niezapomniane lato zostalam zaproszona "na herbatke" do Domu Orzeszkowej. Zaprosila mnie pani Maria Ejsmont, ktorej entuzjazmowi i wieloletnim staraniom zawdzieczamy udostepnienie tego domu nam, Polakom.

Siedzimy w slicznym saloniku pani Elizy. Na scianach portrety Orzeszkowej, stare zdjecia. W drugim pokoju - jej biurko. Wiatr porusza stylowymi firankami w oknach. Cisza i zamyslenie. Nastroj tak bardzo sprzyjajacy wspomnieniom, bo wszystko tu z epoki i wszystko przypomina autorke epopei Nad Niemnem.

- Jak to sie stalo, Pani Mario, jakim cudem? - pytam.

- To sie zaczelo bardzo dawno. Juz w 1992 roku wiceprezes Zwiazku Polakow, p. Malewicz, zaprosil mnie do ukladania rocznego planu pracy i wtedy po raz pierwszy padla propozycja, by zaczac starania o Dom Orzeszkowej, stworzyc w nim choc namiastke muzeum pisarki. Krotko mowiac, abysmy w jakis sposob mogli zajac bodaj czesc jej wlasnego niegdys domu.

W 1995 roku udalo nam sie zorganizowac miedzynarodowa konferencje. Zebrali sie naukowcy "orzeszkolodzy" z Warszawy, Krakowa, Grodna - wszyscy byli tego samego zdania, ze Orzeszkowej nalezy zwrocic jej siedzibe. Odbylo sie pare takich spotkan, a my zbieralismy pieniazki, szukalismy eksponatow, ksiazek - wszystkiego, co moglo sie wiazac z Orzeszkowa.

- Zbieraliscie, mimo ze dom nie byl jeszcze w waszych rekach?

- Tak, odwaznie i z wiara, ze jednak to sie stanie. W ten oto sposob przygotowywalismy podstawy przyszlego muzeum. Rownoczesnie chodzilismy, pisalismy, kolatalismy do wszystkich drzwi, instytucji i instancji, ktore moglyby sprawe wreszcie ruszyc z miejsca.

Tutaj, w obecnym Domu Orzeszkowej, miescil sie wowczas Zwiazek Pisarzy Bialorusi, z tym ze wtedy bylo ich tu wlasciwie tylko dwoch, wiec prosilismy, by dano im inne pomieszczenie. Rzeczywiscie otrzymali, a tutaj z pomoca naszych rodakow z Gdanska Michala Szostaka i Janusza Stryczynskiego zrobilismy remont, poczatkowo dwoch duzych pokoi - salonu i gabinetu pani Elizy.

Zrobiwszy remont ciagle nie moglismy otworzyc muzeum, bo nie bylo jeszcze wystarczajacej liczby eksponatow. Wtedy wlaczyl sie w to przedsiewziecie takze spoleczny komitet uczczenia pamieci Elizy Orzeszkowej. Ostatecznie na 160. rocznice urodzin pisarki 6 sierpnia 2001 roku odbylo sie otwarcie tych pokoi, czyli uruchomienie zaczatkow muzeum.

- Czy wiadomo, co oryginalnie znajdowalo sie w pokoju, w ktorym teraz siedzimy?

- Na szczescie tak. Jakis dobry fotograf zrobil w 1906 roku zdjecia pomieszczen i mielismy sie na czym wzorowac. Nasz tutejszy malarz namalowal ze zdjecia Barany, obraz nieznanego artysty, pod ktorymi siedzimy. Nasz malarz wykonal takze fragment innego obrazu - kopii dziela Botticellego, jaki wisial tu na scianie. Portret przedstawiajacy pania Elize siedzaca na ganku swego domu, przypuszczamy, ze zostal wykonany w 1908 r., na dwa lata przed smiercia. Fotografie te sprezentowal nasz grodnianin, Bohdan Hrobaczewski. Opowiedzial, jak jako maly chlopiec kleil koperty i sprzedawal je na rynku. Zobaczyl, ze jakis czlowiek sprzedaje portret Orzeszkowej. Podszedl i zapytal, ile chcialby za ten portret. Ow czlowiek zdziwil sie: "Jaki portret, jaka Orzeszkowa?". Drogo nie chce, bo on sprzedaje tylko ramke! I tak fotografia ta, lacznie z ramka, wisi teraz w pokoju jak przed laty...

Siedzimy przy oryginalnym kominku, na kanapce prawie identycznej ze sfotografowana u Orzeszkowej. Fotel tez pochodzi z XIX wieku. Jest sporo drobiazgow, liczne zdjecia... Ale to nie jest jeszcze muzeum, a tylko pamiatkowe pokoje.

W ciagu dwoch lat odwiedzilo nas osiem tysiecy osob, przewaznie z Polski, w wiekszosci mlodziez.

- Skad u Pani, Pani Mario, ta pasja, zeby zajac sie Orzeszkowa, przyblizac Polakom pamiec o niej?

- Wychowana jestem w polskiej rodzinie, rozmawiam zawsze po polsku, wszystko, co polskie, jest mi mile. Kiedy studiowalam, a budynek uczelni znajdowal sie naprzeciw domu Orzeszkowej, spogladalam na ten dom i myslalam, ze kiedys pisarka polska musi do niego wrocic. Potem, kiedy bylam nauczycielka, gdzie moglam, glosilam polskie slowo. Uczylam polskiego, jesli byla taka mozliwosc i... czytalam, czytalam, a Orzeszkowej zapewne prawie wszystko. I tak sie zwiazalam z nia, ze teraz nie wyobrazam sobie zycia bez Orzeszkowej. Kiedy poszlam na emeryture, moglam juz bez reszty poswiecic sie temu domowi. Gdy mnie pytaja o urlop, odpowiadam, ze tylko moze kilka dni w zimie, kiedy nie ma gosci z Polski, spragnionych wejscia do tego domu.

- Stala sie Pani strazniczka pamieci Elizy Orzeszkowej, winnismy Pani podziekowanie za to, ze my wszyscy, ktorzy wyroslismy na jej tworczosci i z nia spedzali mlodosc (w wyobrazni) tu, nad Niemnem. Czy nazwisko Ejsmont ma Pani po mezu, czy z domu?

- Po mezu, ale tez pochodze ze szlacheckiej Okolicy Wielkie Ejsmonty. Te tereny byly tradycyjnie bardzo polskie, a wiec i katolickie. Taka wies roznila sie calkowicie od wsi prawoslawnej - inne bylo wychowanie dzieci, inne obyczaje, inna kuchnia, inaczej sie ubierano - wszystko bylo inne. Prawoslawne wsie, choc jest ich niewiele, przeciez nieraz sasiaduja z Okolica i wszystko je dzieli, jakby z innego swiata.

- Wrocmy jednak do pani Elizy. Jest Pani nie tylko opiekunem domu, ale tez i oprowadza Pani turystow. Co im Pani opowiada?

- Najpierw zawsze przypominam krotko zyciorys. Potem przytaczam kilka jej waznych wypowiedzi, a takze opowiadam o udziale pisarki w powstaniu styczniowym, o ktorym sama powiedziala, ze "moment ten wywarl na cala przyszlosc moja wplyw decydujacy i wzniecil we mnie pragnienie sluzenia ojczyznie wedlug miary sil i natury moich zdolnosci... Gdyby nie jego [1863 r. - TSK] mlot i dluto, losy moje bylyby najpewniej inne i prawdopodobnie nie bylabym autorka".

Opowiadam tez o jej pracy spolecznej, o dzialalnosci na rzecz mieszkancow, zwlaszcza po wielkim pozarze Grodna. Wielekroc cytuje pisarke, na przyklad jej przeslanie: "Miej serce jak najczystsze i oddawaj uslugi jak najwieksze ziemi i ludziom".

Wreszcie wspominam dwa momenty z zycia Orzeszkowej w tym domu: przypominam jubileusz 40-lecia pracy pisarki. Utworzono wtedy specjalny komitet, zorganizowano wiele wspanialych uroczystosci, ale najbardziej wzruszajaca odbyla sie w tym domu i w tym salonie. Burmistrz Grodna wreczyl Orzeszkowej dyplom honorowej obywatelki miasta i wtedy juz oznajmil, ze kiedys jedna z glownych ulic miasta bedzie nosila jej imie.

Przeszly przez nasze miasto wszelakie zawieruchy, ale ta piekna ulica-aleja nosi imie Elizy Orzeszkowej i stoi przy niej pomnik pisarki, ktora tak bardzo ukochala nasz nadniemenski kraj i rozslawila go daleko poza granice Europy nawet, bo wiem, ze przed wojna, kiedy tu byla Polska, przyjezdzali rodacy nawet ze Stanow Zjednoczonych, Kanady czy Brazylii, plyneli statkiem Niemnem do slawnych Bohatyrowicz, na grob Jana i Cecylii, na mogile powstancow. A aktor Janusz Zakrzenski opowiadal mi, ze kiedy byl w ostatnich latach w Chicago, pytano go, jak sie maja Bohatyrowicze i czy ocalal grob Jana i Cecylii.

Opowiadam tez gosciom, ktorzy tu przychodza, o ostatnich chwilach pisarki, jej pogrzebie, ktory odbyl sie w czasach zaborow przeciez. Przeksztalcil sie on w ogromna manifestacje polskosci; oprocz wielu slawnych i wielkich Polakow, wzielo udzial doslownie cale miasto, cala nasza podgrodzienska ziemia. Jeden z mowcow pogrzebowych, Jozef Kotarbinski, powiedzial wtedy o Elizie Orzeszkowej: "Ona byla zywa madroscia i czujacym sercem calej epoki".

- Co sie Pani jeszcze marzy, co chcialaby jeszcze Pani zrobic dla uczczenia pamieci pisarki?

- Mam wiele pomyslow, ale chodzi o fundusze. Jak juz wspominalam, nasz komitet powstal przy Zwiazku Polakow spontanicznie. Ot, zebrali sie ludzie dobrej woli, ale Zwiazek Polakow jest biedny, nie moze nic finansowac. Wojewodzka biblioteka, ktora w pewnym sensie jest gospodarzem i trzyma jeszcze zbiory w czesci domu, placi mi pensje. Nie biora tez za swiatlo, za opal. Ale to wszystko: nie mamy funduszy na zakup dalszych eksponatow. Natomiast muzeum rozwija sie dzieki naszej pracy i hojnosci ofiarodawcow. Rozwijamy turystyke, chcemy uruchomic "Szlak Orzeszkowej". Opracowalismy program "Dnia z Orzeszkowa". Zaczyna sie od wizyty w jej domu. Nastepnie krotkie slowo o pisarce, zwiedzanie pokoi, wizyta pod pomnikiem. Potem wejscie do kosciola oo. Bernardynow, gdzie w roku 1858 mlodziutka Elzbieta Pawlowska brala slub z Piotrem Orzeszka. Dalej grodzienski cmentarz i jej grob. Stamtad wyruszymy do Milkowszczyzny Pawlowskich (to 30 kilometrow), gdzie pisarka sie urodzila. Niestety nie ma juz dworu, ale ocalala aleja starych drzew do niego prowadzaca i studnia. Orzeszkowa ten dwor dokladnie opisala, tak ze mozna go sobie wyobrazic.

Z Milkowszczyzny jechalibysmy poltora kilometra do Zalesna. Tam na cmentarzu zachowal sie okazaly pomnik ojca pisarki, Benedykta Pawlowskiego, naprawiony juz przez nas zeliwny nagrobek jej siostry Klementyny Pawlowskiej oraz grobowiec stryja pani Elizy. Chcemy je wszystkie ogrodzic, zadbac, by nie niszczaly.

Stamtad pojedziemy do Lunnej, gdzie w kosciele znajduje sie oltarz odnowiony z pieniedzy Orzeszkowej; ksiadz pieknie o tym opowiada. Zas na cmentarzu sa groby bohaterow Nad Niemnem - wlascicieli Korczyna Kaminskich i Bohatyrowiczow.

Przypomne czytelnikom, ze swiatynia w Lunnej byla parafialnym kosciolem dla Korczyna i Bohatyrowicz. W nim zatem odbywaly sie sluby pamietane dzieki opisowi wesela Elzbietki Bohatyrowiczowny, ale i glownych bohaterow - Justyny i Janka. W tym kosciele rowniez wszyscy byli chrzczeni i tu, w Lunnej jest ich wieczne spoczywanie.

Z tego kosciola jedziemy juz do Bohatyrowicz na grob Jana i Cecylii. Ogladamy tez pozostalosci korczynskiego dworu i odwiedzamy mogile powstancow 1863 r. - te sama, do ktorej plyneli lodzia Janek z Anzelmem, a potem z Justyna.

W przyszlosci trzeba bedzie jeszcze wycieczke przedluzyc o jeden dzien, bo przeciez w naszej nadniemienskiej ziemi Eliza Orzeszkowa spedzila cale swoje bardzo czynne i dlugie zycie. Wiele pozostaje nadal do odwiedzenia.

- Czy nie daloby sie ratowac w jakis sposob calej okolicy szlacheckiej Bohatyrowicze nad Niemnem? Czy nie udaloby sie odrestaurowac ciagle jeszcze przeciez stojacych domow, przede wszystkim domu Janka i Justyny, domu Anzelma, wreszcie dworu w Korczynie?

- Nie raz o tym myslalam, sprowadzalam roznych specjalistow, a takze ewentualnych sponsorow, z nadzieja na to, ze jednak "ich to wezmie". Ale jak dotad nie mamy szczescia. Niedawno odwiedzil nas Wiktor Orzeszko, praprawnuk brata Piotra Orzeszki, Floriana, ktory zainteresowal sie wlasnie tym, by cos zrobic z Bohatyrowiczami. Pojechalismy, ale niestety stwierdzil, ze nie ma sensu, ze ten budynek nie nadaje sie do renowacji. Ja natomiast ciagle mysle o tym, ze powinno sie odrestaurowac ile mozna i stworzyc w ogole muzuem calego zascianka tej slawnej Okolicy szlacheckiej zalozonej przez Bohatyrowiczow, jak legenda mowi, ponad 450 lat temu. Ale zeby to zrobic, oprocz checi i pasji, potrzebne sa pieniadze, a tych nie mamy.

- Pozwole sobie podac adres i konto Komitetu Pamieci Elizy Orzeszkowej:

Maria Ejsmont

Grodno

ul. Orzeszkowej 17

230023 Belarus

Numer konta:

Bankers Trust CO. New York

Account 09-098-340

SWIFT BKTRUS33 BELINVESTBANK

3015204445022 ZS Zwiazek Polakow na Bialorusi

dar na Komitet Pamieci Elizy Orzeszkowej

 

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail