Teresa Siedlar Kolyszko
Odwiedziny
u Elizy Orzeszkowej
Kiedy
zeszlego lata pojechalam do Grodna, czekala mnie duza niespodzianka
i spore wzruszenie. Po raz pierwszy moglam wejsc do domu mojej
ulubionej pisarki Elizy Orzeszkowej. Domu, kolo ktorego przechodzilam
przez wiele lat, a zawsze towarzyszylo temu uklucie w sercu,
zal, ze tak bardzo grodzienska pisarke, pisarke, ktora cala
tworczosc poswiecila nadniemenskiej rodzinnej ziemi, pozbawiono
domu, ze ja "wyrzucono na bruk" z tych czterech scian, do
ktorych byla tak ogromnie przywiazana, skad odeszla dopiero...
na cmentarz.
I oto w to gorace niezapomniane lato zostalam
zaproszona "na herbatke" do Domu Orzeszkowej. Zaprosila mnie
pani Maria Ejsmont, ktorej entuzjazmowi i wieloletnim staraniom
zawdzieczamy udostepnienie tego domu nam, Polakom.
Siedzimy w slicznym saloniku pani Elizy.
Na scianach portrety Orzeszkowej, stare zdjecia. W drugim
pokoju - jej biurko. Wiatr porusza stylowymi firankami w oknach.
Cisza i zamyslenie. Nastroj tak bardzo sprzyjajacy wspomnieniom,
bo wszystko tu z epoki i wszystko przypomina autorke epopei Nad Niemnem.
- Jak to sie stalo, Pani Mario, jakim
cudem? - pytam.
- To sie zaczelo bardzo dawno. Juz w 1992
roku wiceprezes Zwiazku Polakow, p. Malewicz, zaprosil mnie
do ukladania rocznego planu pracy i wtedy po raz pierwszy
padla propozycja, by zaczac starania o Dom Orzeszkowej, stworzyc
w nim choc namiastke muzeum pisarki. Krotko mowiac, abysmy
w jakis sposob mogli zajac bodaj czesc jej wlasnego niegdys
domu.
W 1995 roku udalo nam sie zorganizowac miedzynarodowa
konferencje. Zebrali sie naukowcy "orzeszkolodzy" z Warszawy,
Krakowa, Grodna - wszyscy byli tego samego zdania, ze Orzeszkowej
nalezy zwrocic jej siedzibe. Odbylo sie pare takich spotkan,
a my zbieralismy pieniazki, szukalismy eksponatow, ksiazek
- wszystkiego, co moglo sie wiazac z Orzeszkowa.
- Zbieraliscie, mimo ze dom nie byl jeszcze
w waszych rekach?
- Tak, odwaznie i z wiara, ze jednak to sie
stanie. W ten oto sposob przygotowywalismy podstawy przyszlego
muzeum. Rownoczesnie chodzilismy, pisalismy, kolatalismy do
wszystkich drzwi, instytucji i instancji, ktore moglyby sprawe
wreszcie ruszyc z miejsca.
Tutaj, w obecnym Domu Orzeszkowej, miescil
sie wowczas Zwiazek Pisarzy Bialorusi, z tym ze wtedy bylo
ich tu wlasciwie tylko dwoch, wiec prosilismy, by dano im
inne pomieszczenie. Rzeczywiscie otrzymali, a tutaj z pomoca
naszych rodakow z Gdanska Michala Szostaka i Janusza Stryczynskiego
zrobilismy remont, poczatkowo dwoch duzych pokoi - salonu
i gabinetu pani Elizy.
Zrobiwszy remont ciagle nie moglismy otworzyc
muzeum, bo nie bylo jeszcze wystarczajacej liczby eksponatow.
Wtedy wlaczyl sie w to przedsiewziecie takze spoleczny komitet
uczczenia pamieci Elizy Orzeszkowej. Ostatecznie na 160. rocznice
urodzin pisarki 6 sierpnia 2001 roku odbylo sie otwarcie tych
pokoi, czyli uruchomienie zaczatkow muzeum.
- Czy wiadomo, co oryginalnie znajdowalo
sie w pokoju, w ktorym teraz siedzimy?
- Na szczescie tak. Jakis dobry fotograf
zrobil w 1906 roku zdjecia pomieszczen i mielismy sie na czym
wzorowac. Nasz tutejszy malarz namalowal ze zdjecia Barany,
obraz nieznanego artysty, pod ktorymi siedzimy. Nasz malarz
wykonal takze fragment innego obrazu - kopii dziela Botticellego,
jaki wisial tu na scianie. Portret przedstawiajacy pania Elize
siedzaca na ganku swego domu, przypuszczamy, ze zostal wykonany
w 1908 r., na dwa lata przed smiercia. Fotografie te sprezentowal
nasz grodnianin, Bohdan Hrobaczewski. Opowiedzial, jak jako
maly chlopiec kleil koperty i sprzedawal je na rynku. Zobaczyl,
ze jakis czlowiek sprzedaje portret Orzeszkowej. Podszedl
i zapytal, ile chcialby za ten portret. Ow czlowiek zdziwil
sie: "Jaki portret, jaka Orzeszkowa?". Drogo nie chce, bo
on sprzedaje tylko ramke! I tak fotografia ta, lacznie z ramka,
wisi teraz w pokoju jak przed laty...
Siedzimy przy oryginalnym kominku, na kanapce
prawie identycznej ze sfotografowana u Orzeszkowej. Fotel
tez pochodzi z XIX wieku. Jest sporo drobiazgow, liczne zdjecia...
Ale to nie jest jeszcze muzeum, a tylko pamiatkowe pokoje.
W ciagu dwoch lat odwiedzilo nas osiem tysiecy
osob, przewaznie z Polski, w wiekszosci mlodziez.
- Skad u Pani, Pani Mario, ta pasja, zeby
zajac sie Orzeszkowa, przyblizac Polakom pamiec o niej?
- Wychowana jestem w polskiej rodzinie, rozmawiam
zawsze po polsku, wszystko, co polskie, jest mi mile. Kiedy
studiowalam, a budynek uczelni znajdowal sie naprzeciw domu
Orzeszkowej, spogladalam na ten dom i myslalam, ze kiedys
pisarka polska musi do niego wrocic. Potem, kiedy bylam nauczycielka,
gdzie moglam, glosilam polskie slowo. Uczylam polskiego, jesli
byla taka mozliwosc i... czytalam, czytalam, a Orzeszkowej
zapewne prawie wszystko. I tak sie zwiazalam z nia, ze teraz
nie wyobrazam sobie zycia bez Orzeszkowej. Kiedy poszlam na
emeryture, moglam juz bez reszty poswiecic sie temu domowi.
Gdy mnie pytaja o urlop, odpowiadam, ze tylko moze kilka dni
w zimie, kiedy nie ma gosci z Polski, spragnionych wejscia
do tego domu.
- Stala sie Pani strazniczka pamieci Elizy
Orzeszkowej, winnismy Pani podziekowanie za to, ze my wszyscy,
ktorzy wyroslismy na jej tworczosci i z nia spedzali mlodosc
(w wyobrazni) tu, nad Niemnem. Czy nazwisko Ejsmont ma Pani
po mezu, czy z domu?
- Po mezu, ale tez pochodze ze szlacheckiej
Okolicy Wielkie Ejsmonty. Te tereny byly tradycyjnie bardzo
polskie, a wiec i katolickie. Taka wies roznila sie calkowicie
od wsi prawoslawnej - inne bylo wychowanie dzieci, inne obyczaje,
inna kuchnia, inaczej sie ubierano - wszystko bylo inne. Prawoslawne
wsie, choc jest ich niewiele, przeciez nieraz sasiaduja z
Okolica i wszystko je dzieli, jakby z innego swiata.
- Wrocmy jednak do pani Elizy. Jest Pani
nie tylko opiekunem domu, ale tez i oprowadza Pani turystow.
Co im Pani opowiada?
- Najpierw zawsze przypominam krotko zyciorys. Potem przytaczam
kilka jej waznych wypowiedzi, a takze opowiadam o udziale
pisarki w powstaniu styczniowym, o ktorym sama powiedziala,
ze "moment ten wywarl na cala przyszlosc moja wplyw decydujacy
i wzniecil we mnie pragnienie sluzenia ojczyznie wedlug miary
sil i natury moich zdolnosci... Gdyby nie jego [1863 r. -
TSK] mlot i dluto, losy moje bylyby najpewniej inne i prawdopodobnie
nie bylabym autorka".
Opowiadam tez o jej pracy spolecznej, o dzialalnosci
na rzecz mieszkancow, zwlaszcza po wielkim pozarze Grodna.
Wielekroc cytuje pisarke, na przyklad jej przeslanie: "Miej
serce jak najczystsze i oddawaj uslugi jak najwieksze ziemi
i ludziom".
Wreszcie wspominam dwa momenty z zycia Orzeszkowej
w tym domu: przypominam jubileusz 40-lecia pracy pisarki.
Utworzono wtedy specjalny komitet, zorganizowano wiele wspanialych
uroczystosci, ale najbardziej wzruszajaca odbyla sie w tym
domu i w tym salonie. Burmistrz Grodna wreczyl Orzeszkowej
dyplom honorowej obywatelki miasta i wtedy juz oznajmil, ze
kiedys jedna z glownych ulic miasta bedzie nosila jej imie.
Przeszly przez nasze miasto wszelakie zawieruchy,
ale ta piekna ulica-aleja nosi imie Elizy Orzeszkowej i stoi
przy niej pomnik pisarki, ktora tak bardzo ukochala nasz nadniemenski
kraj i rozslawila go daleko poza granice Europy nawet, bo
wiem, ze przed wojna, kiedy tu byla Polska, przyjezdzali rodacy
nawet ze Stanow Zjednoczonych, Kanady czy Brazylii, plyneli
statkiem Niemnem do slawnych Bohatyrowicz, na grob Jana i
Cecylii, na mogile powstancow. A aktor Janusz Zakrzenski opowiadal
mi, ze kiedy byl w ostatnich latach w Chicago, pytano go,
jak sie maja Bohatyrowicze i czy ocalal grob Jana i Cecylii.
Opowiadam tez gosciom, ktorzy tu przychodza,
o ostatnich chwilach pisarki, jej pogrzebie, ktory odbyl sie
w czasach zaborow przeciez. Przeksztalcil sie on w ogromna
manifestacje polskosci; oprocz wielu slawnych i wielkich Polakow,
wzielo udzial doslownie cale miasto, cala nasza podgrodzienska
ziemia. Jeden z mowcow pogrzebowych, Jozef Kotarbinski, powiedzial
wtedy o Elizie Orzeszkowej: "Ona byla zywa madroscia i czujacym
sercem calej epoki".
- Co sie Pani jeszcze marzy, co chcialaby
jeszcze Pani zrobic dla uczczenia pamieci pisarki?
- Mam wiele pomyslow, ale chodzi o fundusze.
Jak juz wspominalam, nasz komitet powstal przy Zwiazku Polakow
spontanicznie. Ot, zebrali sie ludzie dobrej woli, ale Zwiazek
Polakow jest biedny, nie moze nic finansowac. Wojewodzka biblioteka,
ktora w pewnym sensie jest gospodarzem i trzyma jeszcze zbiory
w czesci domu, placi mi pensje. Nie biora tez za swiatlo,
za opal. Ale to wszystko: nie mamy funduszy na zakup dalszych
eksponatow. Natomiast muzeum rozwija sie dzieki naszej pracy
i hojnosci ofiarodawcow. Rozwijamy turystyke, chcemy uruchomic
"Szlak Orzeszkowej". Opracowalismy program "Dnia z Orzeszkowa".
Zaczyna sie od wizyty w jej domu. Nastepnie krotkie slowo
o pisarce, zwiedzanie pokoi, wizyta pod pomnikiem. Potem wejscie
do kosciola oo. Bernardynow, gdzie w roku 1858 mlodziutka
Elzbieta Pawlowska brala slub z Piotrem Orzeszka. Dalej grodzienski
cmentarz i jej grob. Stamtad wyruszymy do Milkowszczyzny Pawlowskich
(to 30 kilometrow), gdzie pisarka sie urodzila. Niestety nie
ma juz dworu, ale ocalala aleja starych drzew do niego prowadzaca
i studnia. Orzeszkowa ten dwor dokladnie opisala, tak ze mozna
go sobie wyobrazic.
Z Milkowszczyzny jechalibysmy poltora kilometra
do Zalesna. Tam na cmentarzu zachowal sie okazaly pomnik ojca
pisarki, Benedykta Pawlowskiego, naprawiony juz przez nas
zeliwny nagrobek jej siostry Klementyny Pawlowskiej oraz grobowiec
stryja pani Elizy. Chcemy je wszystkie ogrodzic, zadbac, by
nie niszczaly.
Stamtad pojedziemy do Lunnej, gdzie w kosciele
znajduje sie oltarz odnowiony z pieniedzy Orzeszkowej; ksiadz
pieknie o tym opowiada. Zas na cmentarzu sa groby bohaterow Nad Niemnem - wlascicieli Korczyna Kaminskich i Bohatyrowiczow.
Przypomne czytelnikom, ze swiatynia w Lunnej
byla parafialnym kosciolem dla Korczyna i Bohatyrowicz. W
nim zatem odbywaly sie sluby pamietane dzieki opisowi wesela
Elzbietki Bohatyrowiczowny, ale i glownych bohaterow - Justyny
i Janka. W tym kosciele rowniez wszyscy byli chrzczeni i tu,
w Lunnej jest ich wieczne spoczywanie.
Z tego kosciola jedziemy juz do Bohatyrowicz
na grob Jana i Cecylii. Ogladamy tez pozostalosci korczynskiego
dworu i odwiedzamy mogile powstancow 1863 r. - te sama, do
ktorej plyneli lodzia Janek z Anzelmem, a potem z Justyna.
W przyszlosci trzeba bedzie jeszcze wycieczke
przedluzyc o jeden dzien, bo przeciez w naszej nadniemienskiej
ziemi Eliza Orzeszkowa spedzila cale swoje bardzo czynne i
dlugie zycie. Wiele pozostaje nadal do odwiedzenia.
- Czy nie daloby sie ratowac w jakis sposob
calej okolicy szlacheckiej Bohatyrowicze nad Niemnem? Czy
nie udaloby sie odrestaurowac ciagle jeszcze przeciez stojacych
domow, przede wszystkim domu Janka i Justyny, domu Anzelma,
wreszcie dworu w Korczynie?
- Nie raz o tym myslalam, sprowadzalam roznych
specjalistow, a takze ewentualnych sponsorow, z nadzieja na
to, ze jednak "ich to wezmie". Ale jak dotad nie mamy szczescia.
Niedawno odwiedzil nas Wiktor Orzeszko, praprawnuk brata Piotra
Orzeszki, Floriana, ktory zainteresowal sie wlasnie tym, by
cos zrobic z Bohatyrowiczami. Pojechalismy, ale niestety stwierdzil,
ze nie ma sensu, ze ten budynek nie nadaje sie do renowacji.
Ja natomiast ciagle mysle o tym, ze powinno sie odrestaurowac
ile mozna i stworzyc w ogole muzuem calego zascianka tej slawnej
Okolicy szlacheckiej zalozonej przez Bohatyrowiczow, jak legenda
mowi, ponad 450 lat temu. Ale zeby to zrobic, oprocz checi
i pasji, potrzebne sa pieniadze, a tych nie mamy.
- Pozwole sobie podac adres i konto Komitetu
Pamieci Elizy Orzeszkowej:
Maria Ejsmont
Grodno
ul. Orzeszkowej 17
230023 Belarus
Numer konta:
Bankers Trust CO. New York
Account 09-098-340
SWIFT BKTRUS33 BELINVESTBANK
3015204445022 ZS Zwiazek Polakow na Bialorusi
dar na Komitet Pamieci Elizy Orzeszkowej
|