PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski 23 kwietnia 2004


JERZY PIEKARCZYK

Chore piekno ducha

W jednym z wierszy napisal:

Jestesmy podobni do jesiennych lisci

Jestesmy podobni do opadajacych lisci

Lisci rozwiewanych przez wiatr

Lisci zmieszanych z piachem glina i prochem ziemi.

Lekarze psychiatrzy znaja historie jego choroby, ja wiem tylko, jak sie nazywa. Pewnie nie zyczylby sobie, aby jego nazwisko laczyc ze slowem "Kobierzyn", bo w tym slowie wciaz mozna wyczuc napietnowanie mianem "swira". Ale jest jeszcze poezja. Wlasnie dlatego Agata Balowska i Jacek Wysowski - mlodzi terapeuci ze Szpitala Specjalistycznego im. Jozefa Babinskiego w podkrakowskim Kobierzynie, ktorzy stworzyli Klub Poetycki WIR, nie musza sie obawiac, ze za dwa tygodnie, we wtorek, na kolejnym spotkaniu klubowym, jego uczestnicy beda mogli znowu odczuc, ze laczy ich nie tyle choroba, co piekno ducha. WIR dziala przy Centrum Terapii przez Sztuke, ktore z kolei ma przed soba misje przekonania kogo trzeba, ze tu nie chodzi o fanaberie, ale o leczenie, chociaz tej formy terapii nie da sie rozliczyc w sposob tak prosty jak ilosci lekow wydanych pacjentom. Leczenie polega tutaj rowniez na nabyciu umiejetnosci wypelnienia sobie wolnego czasu, bo tylko wtedy jest sens lykania tych wszystkich pigulek, ktore maja, jesli nie wypedzic chorobe, to w kazdym razie powstrzymac ja, spowodowac remisje, w trakcie ktorej uplywajacy czas uda sie wykorzystac z sensem, uwalniajac tym samym od swiadomosci, ze sie przegralo zycie.

- Zgodnie z ostatnimi raportami Banku Swiatowego mozna stwierdzic, ze choroby psychiczne i neurologiczne stanowia 20% globalnych kosztow przeznaczanych na opieke zdrowotna - mowi prof. Andrzej Zieba, szef Kliniki Psychiatrii Doroslych w Krakowie.

Sztuka, ktora leczy

130 lat temu francuscy psychiatrzy po raz pierwszy oglosili prace, w ktorej opisali proby wykorzystania w diagnostyce dzialalnosci tworczej pacjentow. W pracach naukowych probowano ukazac zwiazek miedzy geniuszem a oblakaniem, ktory nazwano psychopatologiczna teoria tworczosci.

"Akt tworczy przynalezny jest kazdemu czlowiekowi, nie tylko geniuszom. Zauwazenie go, wydobycie i rozwoj staje sie zrodlem, z ktorego nalezy czerpac bezinteresownie, ale rowniez wykorzystywac ow akt w procesie leczenia. Znawcy piekna zwracaja uwage na wartosci estetyczne, mniej interesuje ich, czy sama tworczosc moze wywierac realny wplyw na chorego czlowieka i na polepszenie jego zdrowia" - twierdzi w swoich rozwazaniach na temat sztuki i psychiatrii dr Andrzeja Kowal, byly dyrektor szpitala w Kobierzynie, przywiazujacy szczegolna wage do terapii zajeciowej, w ktorej chory moze realizowac swoje mozliwosci tworcze.

Do 1939 roku ogloszono 150 prac naukowych na temat zwiazkow istniejacych miedzy tworczoscia a choroba psychiczna, do 1965 roku liczba ich wzrosla do siedmiu tysiecy. Z czasem zwrocono uwage na terapeutyczne wlasciwosci pracy tworczej. W 1960 roku w Stanach Zjednoczonych zaczeto szkolic dyplomowanych terapeutow i wprowadzono do terminologii medyczno-psychologicznej nazwe "arteterapia". Wybitny polski psychiatra prof. Antoni Kepinski twierdzil, ze w leczeniu schizofrenii szczegolnie wazna jest terapia zajeciowa, w ktorej chory moze realizowac swoje tworcze pasje.

- Trzeba pomagac tym, ktorzy sobie sami nie radza, stworzyc wiecej podobnych miejsc poza szpitalem, zmienic myslenie o pomocy spolecznej, aby nie byla ona wylacznie interwencyjna. Tym ludziom, podobnie jak bezrobotnym, nie wystarczy placic zasilkow, ale trzeba im stworzyc mozliwosci aktywnego dzialania, ktore da wiare w zycie i zapobiegnie patologii. Terapia przez sztuke robi wielka kariere na swiecie. Obawiam sie tylko urzednikow, ktorzy beda mowili, ze to jest luksus, wiec pewnie trzeba bedzie udowadniac, ze szpital do tego nie doklada - mowi Maciej Bobr z Centrum Terapii przez Sztuke "Willa", utworzonego w wyremontowanej, przedwojennej willi dyrektorow szpitala.

- Dla wiekszosci jest to jedyne miejsce, w ktorym ci ludzie moga zyc w miare normalnie z choroba. Nie pretendujemy do psychoterapii, ale chcemy czegos nauczyc - mowi Pawel Piotrowicz o prowadzonych przez siebie od siedmiu lat warsztatach terapii zajeciowej. Dla wielu bylych pacjentow szpitala, ktorym zalecono te forme terapii, tutaj zaczyna sie proba powrotu do konkretnej pracy zawodowej, w wielu przypadkach konczaca sie powodzeniem.

- Praca w grupie teatralnej, pokazanie innym, ze moga wystapic na scenie, opanowac role, wyzwala w nich energie, daje cel i mozliwosci. Dla wielu sa to jedyne mocne zwiazki grupowe - mowi o swoich podopiecznych Beata Trzaska. Przed siedmioma laty, gdy zaczynala prace w kobierzynskim szpitalu, pomyslala sobie, ze teatr bylby dla tych ludzi dobra terapia.

Poplatane zyciorysy

Dzial Rehabilitacji, stosujacy terapie zajeciowa i plastyczna, powstal w szpitalu w 1972 roku. Od dawna nie zyje Ludwig Zimmerer, warszawski korespondent niemieckiego radia, ktory zachwycil sie pracami tutejszych artystow i kupowal je do swej prywatnej kolekcji, dowartosciowujac autorow rowniez finansowo.

Akceptacja jest szczegolnie wazna w schizofrenii, gdzie czlowiek czuje sie odrzucony przez swiat - tak mowia psychiatrzy, zastrzegajac, ze sama choroba talentu nie tworzy. Moze go tylko ujawnic, spotegowac sile kreacyjna, nadac pietno oryginalnosci.

- Renata dzieki temu, ze tworzy, ze caly jej swiat to malarstwo, nie grzebie sie w sobie - Irena Kolanska, od lat prowadzaca szpitalna pracownie plastyczna na Oddziale 7B, przyznaje, ze ktos, kto wychodzi ze szpitala jako artysta, spotyka sie w swoim srodowisku z wiekszym zrozumieniem. Nawet na wsi ludzie inaczej patrza na kogos, kto potrafi malowac obrazy. Wtedy jakby na plan dalszy schodzi jego odmiennosc psychiczna. Talent nobilituje, choc jeszcze nie na tyle, aby mowic otwarcie rowniez o chorobie. Dramat polega na tym, ze choroba z jednej strony pobudzajac talent, potrafi go rowniez zniszczyc. Na obrazach pozostawionych w szpitalu przez pacjentow widac wyraznie faze tworczosci, kiedy sztuka przestaje panowac nad umyslem. Mozna w nich dostrzec dramat ostrej fazy choroby. Polowa z tych obrazow jest dzielem nowicjuszy, ktorzy nigdy nie siegneliby po pedzel czy kredki, gdyby nie szpital, gdyby nie to, ze ktoregos dnia stojac w drzwiach pracowni plastycznej, skorzystali z zachety sprobowania czegos, o czym wczesniej nie mieli pojecia.

- Nie zauwazylam wsrod nich cech, ktore, jak zawisc, niszcza ludzi. Byc moze czlowiek w obliczu nieszczescia wyzwala w sobie jakies dobre cechy - mowi Irena Kolanska. Przypadek W.W. jest dla niej przykladem, jak czlowiek sie zmienia, gdy odnajduje cel w zyciu. On juz teraz maluje w domu, dorabiajac do renty, zerwal z marginesem spolecznym, w ktorym kiedys tkwil. Trzydziesci lat minelo od chwili, gdy zaczal malowac bez zadnego przygotowania, mial wtedy 32 lata, ale od kilkunastu lat nie zauwazono nawrotow choroby, malowanie zaprzatnelo mu glowe calkowicie, odnalazl siebie.

W internecie mozna przeczytac napisana z dystansem przez M. spowiedz zycia. O 1993 r., kiedy dostal wypowiedzenie z pracy w zakladzie odziezowym, pisze: "Nienawidzilem swoich kierownikow, panien z Kolibek i calego srodowiska, przez ktore wpadlem w obled. I z zemsty, jeszcze tego samego dnia po powrocie do domu, zaczalem malowac im kwadratowe geby. I w taki sposob narodzil sie kwadryzm". Pracownie odwiedza od czasu do czasu, bo mieszka w Gdansku, doczekal sie wystaw swoich prac, z jego zyciorysu mozna by wykroic scenariusz nie tylko na filmy dokumentalne, ktore juz nakrecono. Czlowiek, ktory zaczal malowac, aby zdobyc kobiete, a poniewaz sie to nie udalo, "malarstwo stalo sie dla mnie celem samym w sobie, czyli sposobem na zycie".

Moze chcecie uslyszec o J.K., ktory konczyl malarstwo na akademii sztuk pieknych, potem zanioslo go az do Australii, skad powrocil i teraz - jak mowi - swoje zycie poswieca malowaniu jednej osoby, Tifany Hall, czarnowlosej, pieknej Australijki, ktora (zanim popelnila samobojstwo) prosila go, aby ja malowal do konca swego zycia.

A moze o J.D., bylym kleryku, przez dwa lata wolnym sluchaczu Wyzszej Szkoly Plastycznej w Gdansku, od siedmiu lat inwalidzie II grupy, wielbicielu opery, ktory przyznaje sie, ze czasem tanczy z pedzlem i paleta w rekach kolo plotna jak dyrygent w rytm muzyki wokalnej.

Moze o tej dziewczynie, ktora wpadla w nerwice po nieudanym malzenstwie, miala leki i tutaj zaczela malowac, a terapia pomogla jej zebrac sie w sobie i zaczac zycie na nowo. Moze o M.M., ktora pisze wiersze, a swoj talent malarski odkryla zaledwie przed kilkoma miesiacami.

Niespieszno do nieba

Kiedy oglada sie prace ludzi, ktorzy przeszli przez szpital w Kobierzynie, nie sposob oprzec sie przekonaniu, ze jest jakas niesprawiedliwosc w tym, ze jednych, obdarzonych niekiedy wielkimi zdolnosciami, choroba wtlacza w anonimowosc i spycha na margines, gdy tymczasem niejeden pacykarz afiszuje sie swoim nazwiskiem, chociaz talent w tej samokreacji nie ma zadnego udzialu.

"Przestalem tesknic za gorami. Tu mam pelnie zycia. Po prostu zyje na calego. Swiat jest taki piekny, ze nam sie naprawde nie spieszy do nieba. Kazdy pragnie zyc, nawet tutaj" - mowil swemu przyjacielowi Jan Olszak, niezwykly malarz, ktory w szpitalu doczekal sie swej galerii. Przezyl tu ostatnie jedenascie lat. To jedyny pacjent szpitala, ktorego nazwisko wymieniam. Poniewaz zmarl przed trzema laty, mam pewnosc, ze nikt mu juz choroby wytykal nie bedzie. Miara talentu beda tylko obrazy, ktore zostawil, nie stan, w ktorym je tworzyl.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail