JERZY PIEKARCZYK
Chore piekno ducha
W jednym z wierszy napisal:
Jestesmy podobni do jesiennych
lisci
Jestesmy podobni do opadajacych
lisci
Lisci rozwiewanych przez wiatr
Lisci zmieszanych z piachem glina
i prochem ziemi.
Lekarze
psychiatrzy znaja historie jego choroby, ja wiem tylko, jak
sie nazywa. Pewnie nie zyczylby sobie, aby jego nazwisko laczyc
ze slowem "Kobierzyn", bo w tym slowie wciaz mozna wyczuc
napietnowanie mianem "swira". Ale jest jeszcze poezja. Wlasnie
dlatego Agata Balowska i Jacek Wysowski - mlodzi terapeuci
ze Szpitala Specjalistycznego im. Jozefa Babinskiego w podkrakowskim
Kobierzynie, ktorzy stworzyli Klub Poetycki WIR, nie musza
sie obawiac, ze za dwa tygodnie, we wtorek, na kolejnym spotkaniu
klubowym, jego uczestnicy beda mogli znowu odczuc, ze laczy
ich nie tyle choroba, co piekno ducha. WIR dziala przy Centrum
Terapii przez Sztuke, ktore z kolei ma przed soba misje przekonania
kogo trzeba, ze tu nie chodzi o fanaberie, ale o leczenie,
chociaz tej formy terapii nie da sie rozliczyc w sposob tak
prosty jak ilosci lekow wydanych pacjentom. Leczenie polega
tutaj rowniez na nabyciu umiejetnosci wypelnienia sobie wolnego
czasu, bo tylko wtedy jest sens lykania tych wszystkich pigulek,
ktore maja, jesli nie wypedzic chorobe, to w kazdym razie
powstrzymac ja, spowodowac remisje, w trakcie ktorej uplywajacy
czas uda sie wykorzystac z sensem, uwalniajac tym samym od
swiadomosci, ze sie przegralo zycie.
- Zgodnie z ostatnimi raportami Banku Swiatowego
mozna stwierdzic, ze choroby psychiczne i neurologiczne stanowia
20% globalnych kosztow przeznaczanych na opieke zdrowotna
- mowi prof. Andrzej Zieba, szef Kliniki Psychiatrii Doroslych
w Krakowie.
Sztuka, ktora leczy
130 lat temu francuscy psychiatrzy po raz
pierwszy oglosili prace, w ktorej opisali proby wykorzystania
w diagnostyce dzialalnosci tworczej pacjentow. W pracach naukowych
probowano ukazac zwiazek miedzy geniuszem a oblakaniem, ktory
nazwano psychopatologiczna teoria tworczosci.
"Akt tworczy przynalezny jest kazdemu czlowiekowi,
nie tylko geniuszom. Zauwazenie go, wydobycie i rozwoj staje
sie zrodlem, z ktorego nalezy czerpac bezinteresownie, ale
rowniez wykorzystywac ow akt w procesie leczenia. Znawcy piekna
zwracaja uwage na wartosci estetyczne, mniej interesuje ich,
czy sama tworczosc moze wywierac realny wplyw na chorego czlowieka
i na polepszenie jego zdrowia" - twierdzi w swoich rozwazaniach
na temat sztuki i psychiatrii dr Andrzeja Kowal, byly dyrektor
szpitala w Kobierzynie, przywiazujacy szczegolna wage do terapii
zajeciowej, w ktorej chory moze realizowac swoje mozliwosci
tworcze.
Do 1939 roku ogloszono 150 prac naukowych
na temat zwiazkow istniejacych miedzy tworczoscia a choroba
psychiczna, do 1965 roku liczba ich wzrosla do siedmiu tysiecy.
Z czasem zwrocono uwage na terapeutyczne wlasciwosci pracy
tworczej. W 1960 roku w Stanach Zjednoczonych zaczeto szkolic
dyplomowanych terapeutow i wprowadzono do terminologii medyczno-psychologicznej
nazwe "arteterapia". Wybitny polski psychiatra prof. Antoni
Kepinski twierdzil, ze w leczeniu schizofrenii szczegolnie
wazna jest terapia zajeciowa, w ktorej chory moze realizowac
swoje tworcze pasje.
- Trzeba pomagac tym, ktorzy sobie sami nie
radza, stworzyc wiecej podobnych miejsc poza szpitalem, zmienic
myslenie o pomocy spolecznej, aby nie byla ona wylacznie interwencyjna.
Tym ludziom, podobnie jak bezrobotnym, nie wystarczy placic
zasilkow, ale trzeba im stworzyc mozliwosci aktywnego dzialania,
ktore da wiare w zycie i zapobiegnie patologii. Terapia przez
sztuke robi wielka kariere na swiecie. Obawiam sie tylko urzednikow,
ktorzy beda mowili, ze to jest luksus, wiec pewnie trzeba
bedzie udowadniac, ze szpital do tego nie doklada - mowi Maciej
Bobr z Centrum Terapii przez Sztuke "Willa", utworzonego w
wyremontowanej, przedwojennej willi dyrektorow szpitala.
- Dla wiekszosci jest to jedyne miejsce,
w ktorym ci ludzie moga zyc w miare normalnie z choroba. Nie
pretendujemy do psychoterapii, ale chcemy czegos nauczyc -
mowi Pawel Piotrowicz o prowadzonych przez siebie od siedmiu
lat warsztatach terapii zajeciowej. Dla wielu bylych pacjentow
szpitala, ktorym zalecono te forme terapii, tutaj zaczyna
sie proba powrotu do konkretnej pracy zawodowej, w wielu przypadkach
konczaca sie powodzeniem.
- Praca w grupie teatralnej, pokazanie innym,
ze moga wystapic na scenie, opanowac role, wyzwala w nich
energie, daje cel i mozliwosci. Dla wielu sa to jedyne mocne
zwiazki grupowe - mowi o swoich podopiecznych Beata Trzaska.
Przed siedmioma laty, gdy zaczynala prace w kobierzynskim
szpitalu, pomyslala sobie, ze teatr bylby dla tych ludzi dobra
terapia.
Poplatane zyciorysy
Dzial Rehabilitacji, stosujacy terapie zajeciowa
i plastyczna, powstal w szpitalu w 1972 roku. Od dawna nie
zyje Ludwig Zimmerer, warszawski korespondent niemieckiego
radia, ktory zachwycil sie pracami tutejszych artystow i kupowal
je do swej prywatnej kolekcji, dowartosciowujac autorow rowniez
finansowo.
Akceptacja jest szczegolnie wazna w schizofrenii,
gdzie czlowiek czuje sie odrzucony przez swiat - tak mowia
psychiatrzy, zastrzegajac, ze sama choroba talentu nie tworzy.
Moze go tylko ujawnic, spotegowac sile kreacyjna, nadac pietno
oryginalnosci.
- Renata dzieki temu, ze tworzy, ze caly
jej swiat to malarstwo, nie grzebie sie w sobie - Irena Kolanska,
od lat prowadzaca szpitalna pracownie plastyczna na Oddziale
7B, przyznaje, ze ktos, kto wychodzi ze szpitala jako artysta,
spotyka sie w swoim srodowisku z wiekszym zrozumieniem. Nawet
na wsi ludzie inaczej patrza na kogos, kto potrafi malowac
obrazy. Wtedy jakby na plan dalszy schodzi jego odmiennosc
psychiczna. Talent nobilituje, choc jeszcze nie na tyle, aby
mowic otwarcie rowniez o chorobie. Dramat polega na tym, ze
choroba z jednej strony pobudzajac talent, potrafi go rowniez
zniszczyc. Na obrazach pozostawionych w szpitalu przez pacjentow
widac wyraznie faze tworczosci, kiedy sztuka przestaje panowac
nad umyslem. Mozna w nich dostrzec dramat ostrej fazy choroby.
Polowa z tych obrazow jest dzielem nowicjuszy, ktorzy nigdy
nie siegneliby po pedzel czy kredki, gdyby nie szpital, gdyby
nie to, ze ktoregos dnia stojac w drzwiach pracowni plastycznej,
skorzystali z zachety sprobowania czegos, o czym wczesniej
nie mieli pojecia.
- Nie zauwazylam wsrod nich cech, ktore,
jak zawisc, niszcza ludzi. Byc moze czlowiek w obliczu nieszczescia
wyzwala w sobie jakies dobre cechy - mowi Irena Kolanska.
Przypadek W.W. jest dla niej przykladem, jak czlowiek sie
zmienia, gdy odnajduje cel w zyciu. On juz teraz maluje w
domu, dorabiajac do renty, zerwal z marginesem spolecznym,
w ktorym kiedys tkwil. Trzydziesci lat minelo od chwili, gdy
zaczal malowac bez zadnego przygotowania, mial wtedy 32 lata,
ale od kilkunastu lat nie zauwazono nawrotow choroby, malowanie
zaprzatnelo mu glowe calkowicie, odnalazl siebie.
W internecie mozna przeczytac napisana z
dystansem przez M. spowiedz zycia. O 1993 r., kiedy dostal
wypowiedzenie z pracy w zakladzie odziezowym, pisze: "Nienawidzilem
swoich kierownikow, panien z Kolibek i calego srodowiska,
przez ktore wpadlem w obled. I z zemsty, jeszcze tego samego
dnia po powrocie do domu, zaczalem malowac im kwadratowe geby.
I w taki sposob narodzil sie kwadryzm". Pracownie odwiedza
od czasu do czasu, bo mieszka w Gdansku, doczekal sie wystaw
swoich prac, z jego zyciorysu mozna by wykroic scenariusz
nie tylko na filmy dokumentalne, ktore juz nakrecono. Czlowiek,
ktory zaczal malowac, aby zdobyc kobiete, a poniewaz sie to
nie udalo, "malarstwo stalo sie dla mnie celem samym w sobie,
czyli sposobem na zycie".
Moze chcecie uslyszec o J.K., ktory konczyl
malarstwo na akademii sztuk pieknych, potem zanioslo go az
do Australii, skad powrocil i teraz - jak mowi - swoje zycie
poswieca malowaniu jednej osoby, Tifany Hall, czarnowlosej,
pieknej Australijki, ktora (zanim popelnila samobojstwo) prosila
go, aby ja malowal do konca swego zycia.
A moze o J.D., bylym kleryku, przez dwa lata
wolnym sluchaczu Wyzszej Szkoly Plastycznej w Gdansku, od
siedmiu lat inwalidzie II grupy, wielbicielu opery, ktory
przyznaje sie, ze czasem tanczy z pedzlem i paleta w rekach
kolo plotna jak dyrygent w rytm muzyki wokalnej.
Moze o tej dziewczynie, ktora wpadla w nerwice
po nieudanym malzenstwie, miala leki i tutaj zaczela malowac,
a terapia pomogla jej zebrac sie w sobie i zaczac zycie na
nowo. Moze o M.M., ktora pisze wiersze, a swoj talent malarski
odkryla zaledwie przed kilkoma miesiacami.
Niespieszno do nieba
Kiedy oglada sie prace ludzi, ktorzy przeszli
przez szpital w Kobierzynie, nie sposob oprzec sie przekonaniu,
ze jest jakas niesprawiedliwosc w tym, ze jednych, obdarzonych
niekiedy wielkimi zdolnosciami, choroba wtlacza w anonimowosc
i spycha na margines, gdy tymczasem niejeden pacykarz afiszuje
sie swoim nazwiskiem, chociaz talent w tej samokreacji nie
ma zadnego udzialu.
"Przestalem tesknic za gorami. Tu mam pelnie
zycia. Po prostu zyje na calego. Swiat jest taki piekny, ze
nam sie naprawde nie spieszy do nieba. Kazdy pragnie zyc,
nawet tutaj" - mowil swemu przyjacielowi Jan Olszak, niezwykly
malarz, ktory w szpitalu doczekal sie swej galerii. Przezyl
tu ostatnie jedenascie lat. To jedyny pacjent szpitala, ktorego
nazwisko wymieniam. Poniewaz zmarl przed trzema laty, mam
pewnosc, ze nikt mu juz choroby wytykal nie bedzie. Miara
talentu beda tylko obrazy, ktore zostawil, nie stan, w ktorym
je tworzyl.
|