PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski 16 kwietnia 2004


Marek Kusiba

Zabka przez Atlantyk

Krajobraz po bardzie

"Budujcie arke przed potopem/ Niech was nie mami glupcow chor" - radzil Polakom profetycznie Jacek Kaczmarski, a teraz dolaczyl do korowodu umarlych poetow. Nie jest dobrze, bo gdy poeci tak licznie odchodza, to znak, ze zle czasy nadchodza. Ten zbiorowy exodus z zycia ludzi slowa, artystow, a szerzej - humanistow - nic dobrego nie wrozy. Nietrudno sie zorientowac, ze im wiecej krzyzy na Powazkach, tym blizej potopu. Nie, Szwedzi nas tym razem, niestety, nie najada - chyba ze turysci. Gdy idzie o polityke, beda to nasi. Beda? Oni juz tam sa i z takim trudem splodzone, dlugo wyczekiwane dziecko demokracji wylewaja z kapiela do polskiego bagienka. A jak do tego obrazu dodamy niewesola sytuacje w swiecie, wyjdzie nam nowa wersja Oblawy Kaczmarskiego.

Dedykowal te swoja pierwsza znana piesn swemu natchnieniu i praojcu - Wlodzimierzowi Wysockiemu. Bo Kaczmarski byl caly z Wysockiego. Nie kryl zrodla inspiracji w jednym z felietonow, pisanych, a jakze, na emigracji: "Nigdy nie ukrywalem, ze to, co robilem, kim bylem i jestem, zawdzieczam w znacznej mierze rosyjskiej trojcy bardow, przede wszystkim Wysockiemu". Dwoch pozostalych to Aleksander Galicz i Bulat Okudzawa. Zycie i tworczosc Wysockiego skladaly sie Kaczmarskiemu w "pewien niemozliwy do zrealizowania ostateczny wzor nieustannego, zachlannego i szczodrego zarazem istnienia w pedzie, na najwyzszych obrotach i nad krawedzia przepasci, w uzaleznieniu od kaprysu nieokielznanych koni. Jesli smiech, to pelna geba, jesli krzyk, to do krwotoku krtani, jesli bol, to bezdenny". Dla przyszlego autora Krzyku byl to przepis na siebie.

Bardzo mlody Kaczmarski, urodzony w pierwszym roku pazdziernikowej odwilzy, uslyszal swoich bardow juz w okolicach Marca '68. Obrazy bicia studentow, widziane z okien mieszkania rodzicow, nalozyly mu sie na teksty piosenek slyszane w tymze mieszkaniu z plyt Polydoru. Zachwycil go autentyzm przekazu, a glosy z nieludzkiej ziemi stanowily "rosyjskie odpowiedniki niewolniczych bluesow z amerykanskich plantacji bawelny; dowiadywalismy sie z nich o Archipelagu Gulag, o przerazajaco zbawczej mocy wodki, o ulicznym kodeksie honorowym, o budowie metra, o niemozliwej do ocalenia milosci, o absurdalnych programach telewizyjnych i radiowych nawet ogladanych i sluchanych przez groteskowych obywateli i towarzyszy, niby urobionych przez system, ale przejawiajacych w najmniej spodziewanych momentach, przewaznie w chwilach proby, swoje niesforne czlowieczenstwo" - jak pisal o Rosjanach z dalekiej Australii.

Byl dzieckiem Sierpnia 1980 r. Do Stoczni Gdanskiej, tuz po strajku, przywiozl go Andrzej Wajda - wkrotce mial powstac Czlowieka z zelaza. Wczesniej Kaczmarski spiewal dla nielicznych, najczesciej w akademikach i prywatnych mieszkaniach, i choc rok po Czerwcu 1976 wygral Festiwal Piosenki Studenckiej i Poetyckiej w Krakowie, prawdziwa popularnosc wraz z przydomkiem barda Solidarnosci zdobyl wlasnie w Stoczni im. Lenina. Zaczal jezdzic po kraju, dajac 25 koncertow w miesiacu, spiewal na strajkach, na uczelniach, w kosciolach i fabrykach. Robotnicy nagrywali jego zarliwe songi. Po kraju krazyly "tasmy prawdy". W robotniczym repertuarze Mury byly niczym Marsylianka, trafily na mury strajkujacych zakladow poruszajaca wyobraznie obietnica: "A mury runa, runa i pogrzebia stary swiat".

Gdy "stary swiat" pogrzebal nadzieje jutrzenki grudniowa noca, Jacek Kaczmarski wystepowal akurat z Przemyslawem Gintrowskim i Zdzislawem Lapinskim w Paryzu. Jego koledzy wrocili do Polski, on wrocil jedynie w drugim obiegu oraz na falach Wolnej Europy, gdzie mial swoje "Pietnascie minut z Jackiem Kaczmarskim". Po dziesieciu latach zrezygnowal z pracy w RWE i wyjechal do Australii. Trzy miesiace w roku spedzal w Polsce. Koncertowal. Drukowal. Pil. Harowal. Wreszcie zachorowal. Na raka krtani. Przepowiedzial sobie tragiczny los w piosence napisanej na poczatku emigracji: "(...) i krtan w ostatni skrecic krwiak! / Chce slyszec, jak przed smiercia wyje..." - adresujac te slowa do tworcow stanu wojennego. A swoja droga pojecie tworcy nader jest uniwersalne: mozna nim obdzielic i kata, i ofiare. W swoim zyciu bywal i jednym, i drugim. Mowil o tym przejmujaco szczerze: "Naprawde skrzywdzilem wszystkich, ktorzy chcieli dla mnie dobrze".

W roku 2000 przyjal Krzyz Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, nadany mu przez Aleksandra Kwasniewskiego. Niezbyt jasno wyjasnial swym wielbicielom, dla ktorych byl etykieta zastepcza eliksiru o nazwie wolnosc, motywy przyjecia "blachy" od bylego komunisty: "Kiedy zadzwonili do mnie z kancelarii Kwasniewskiego i zapytali, czy przyjme medal, to nie mialem zadnych watpliwosci, ze przyjme. Wystepowalem przeciwko systemowi komunistycznemu. Walczylem o to, by byl normalny kraj. A w wolnym kraju wola wyborcy jest swieta. Cokolwiek sie mysli o Kwasniewskim, to jest to prezydent tego kraju. A ja jakies tam osiagniecia mam. Wiec nalezy mi sie uznanie. Podczas wreczania medalu doszlo do pewnej manipulacji. Dowiedzialem sie, ze dostalem medal nie za swoje osiagniecia, ale za osiagniecia w dzialalnosci w ZSP [Zrzeszenie Studentow Polskich - przyp. MK], w ktorym nigdy nie bylem. Zdecydowalem sie jednak na przyjecie medalu z pelna swiadomoscia, bo chcialem powiedziec mlodym ludziom, ktorzy mi wierza, ze jest to ich panstwo i demokratycznie wybrany prezydent".

Mlodzi ludzie, ktorzy mu wierzyli, sa teraz w prawdziwej rozpaczy, bo Jego zabraklo. Na witrynie internetowej Jacka Kaczmarskiego pojawily sie setki niezwyklych, jak na te czasy i obyczaje, intymnych wyznan, przepojonych bolem po stracie swego barda. To widomy owoc Jego tytanicznej pracy. Napisal blisko tysiac przejmujacych piesni, kilka tomow wierszy i powiesci. Przezyl niespelna 47 lat. Do konca bronil sie przed wkladaniem Jego tworczosci w polityczne szufladki. Nie chcial, by odbierano jej prawo do przeslan uniwersalnych. Byl poeta piosenki nie tyle antykomunistycznej, co proludzkiej. "Kazde pytanie o godnosc i znaczenie ´jaª w globalnej wiosce rzadzonej przez ´myª albo ´oniª jest pytaniem politycznym" - argumentowal.

Byl bardem, bo laczyl w sobie cechy poety i piesniarza, ale wykraczal poza te role, narzucona mu przez czasy przelomu. Z wprawa Pytii przeczuwal podstepy polskiej historii, naznaczonej stygmatem kleski. Zyl w Krajobrazie po uczcie - byc moze dlatego tak czesto bachicznie ucztowal? Po smierci Wlodzimierza Wysockiego napisal wstrzasajace Epitafium. Po smierci Bulata Okudzawy - Pozegnanie. Kto i jaka piosenke Jemu teraz napisze - tego jeszcze nie wiemy. Ale z dnia na dzien coraz bardziej aktualna staje sie Jego przekorna przestroga, bedaca zarazem rada i przeslaniem dla pozostalych: "Budujcie arke przed potopem/ Slychac juz grzmot burzowych chmur"...

 

 

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail